środa, 17 lipca
00:23

Niekompatybilni

Niedawno obchodziliśmy Światowy Dzień Hot Doga, świętowany jak świat długi i szeroki, ze szczególnym uwzględnieniem USA, gdzie tego dnia kwitnie tzw. sportowe jedzenie, czyli zajadanie się fast foodem na czas. Nagrody w najważniejszych tego typu konkursach sięgają nawet dziesięciu tysięcy dolarów. Przypominam, że rekord należy tutaj do niejakiego Joeya Chestnuta, który pochłonął 68 hot dogów w 10 minut. Najwyraźniej musiał być bardzo głodny albo bardzo brakowało mu gotówki. Albo jedno i drugie. U nas pierwsze hot dogi pojawiły się w PRL-u w latach 80-tych, ale głębokim cieniem na ich popularności położył się brak składnika podstawowego, czyli parówki. Jak pamiętamy, mięso było wtedy na kartki. Ale rodacy poradzili sobie i mieliśmy unikatowe w skali świata hot dogi wypełnione „farszem pieczarkowym”.
Poza tym imieniny świętowała Telimena. Najbardziej sławna w Polsce Telimena to ta z „Pana Tadeusza”. Tu proszę pamiętać, iż nasz wieszcz zawarł w swoim dziele wiekopomną przestrogę pod adresem młodych chłopców, a związaną właśnie z Telimeną, ponieważ to Telimena po rozmowie w Świątyni Dumania wręcza Tadeuszowi miłosny liścik i klucz do swojej alkowy. Wiadomo, jest to zaproszenie do spędzenia z nią nocy. Ale należy podkreślić, że kobieta wręcza go chłopcu, dla którego spokojnie mogłaby być matką i najważniejsze – po jednym zaledwie dniu znajomości. To jest odpowiedź Mickiewicza na pytanie, czy wolno dać się pocałować na pierwszej randce.
Z historii. 5 lipca w roku 1927 we Wrocławiu, czy raczej w Breslau, założono niemieckie Towarzystwo Podróży Kosmicznych. Były z tym niejakie problemy, ponieważ sąd początkowo odmówił rejestracji stowarzyszenia, argumentując, że pojęcie podróży kosmicznych, po niemiecku Raumfahrt, to słowo nie występujące w żadnym słowniku. A jak czegoś nie ma w słowniku, to znaczy że nie istnieje wcale i w ogóle jest niemożliwe w przyrodzie.
A z kolei 5 lipca 1993 roku weszła w życie ustawa wprowadzająca podatek VAT. Jak pokazują działania obecnej komisji sejmowej, nie wszyscy przedsiębiorcy potraktowali ten akt prawny serio, a niektórzy wykazali nawet na tym polu daleko idące poczucie humoru.
A 8 lipca 1864 roku miał miejsce tzw. incydent w gospodzie Ikedaja w japońskim Kioto. Było to starcie zbrojne między zwolennikami restauracji cesarstwa sprzeciwiającymi się upadającej władzy Shoguna a tzw. szisengumi, specjalnym oddziałem policyjnym, wiernym szogunatowi Tokugawa. Że nic z tego nie rozumiemy, nie szkodzi. Japończycy też niewiele rozumieli z tego, co się działo w tym samym czasie w Polsce, a trwało, przypominam, powstanie styczniowe. Tak to już jest, że żyjemy na tym samym globie, a jesteśmy tak bardzo niekompatybilni.

Artysta na łysych gumach

Odświętowaliśmy właśnie Międzynarodowy Dzień Owoców, przypadający nie przypadkiem w środku lata, bo wtedy z tej żywej kondensacji witaminowej najłatwiej skorzystać. Z owoców w Polsce najpopularniejsze są jabłka; przeciętny rodak zjada ich mniej więcej 15 kilo w ciągu roku.
Mieliśmy też niedawno w kalendarzu Międzynarodowy Dzień UFO. Oczywiście główne parady odbywają się w amerykańskiej miejscowości o nazwie Roswell, gdzie podobno doszło do najbardziej głośnego kontaktu sił obcoplanetarnych z Ziemianami. A jeżeli chodzi o Polskę, to ja bym miał pewne osobiste wskazania lokalizacyjne, np. hotel o nazwie „E.T.” w Kaliszu, gdzie swego czasu nocowałem i rankiem z najwyższym zdumieniem odkryłem przed budynkiem kamień, w którym jest odciśnięte coś w rodzaju czarciej łapy. Odcisk miał zostawić kosmiczny przybysz, co do czego zarzekał się uroczyście i notarialnie jeden z miejscowych gospodarzy, który w swoim obejściu często spotykał UFO. I właśnie pewien międzyplanetarny stały bywalec zostawił mu na pamiątkę taki oto odcisk swojej kończyny. Mnie samemu też kilka razy zdarzało się porozmawiać z UFO. Niestety, następnego ranka nic nie pamiętałem i bardzo bolała mnie głowa.
Z historii wyjmijmy niedawno miniony 2 lipca 1927 roku, kiedy to w Wilnie prymas Królestwa Polskiego, kardynał Aleksander Kakowski, ukoronował obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Ta litewska, no i nasza oczywiście, Matka Boska z Ostrej Bramy bywała wyjątkowo przystępna. Czasami do przesady, co objawiało się tym, że liczni pielgrzymi po odmówieniu modlitwy bardzo chętnie robili sobie selfie z tym świętym obrazem. I dopiero kilka miesięcy temu po raz pierwszy zauważyłem tabliczkę, na której kustosze upraszają, by nie robić sobie zdjęć z Matką Boską. Jak nie przymierzając z celebrytką. Cóż, ostatecznie selfie można sobie zrobić na przykład w nieodległej celi Konrada u ojców bazylianów, o której tyleśmy się naczytali w lekturze szkolnej pt. „Dziady”. I mieć poczucie, że „się człowiek nazywa milijon, bo za miliony kocha i cierpi katusze”.
2 lipca upamiętnił się jeszcze taką smutną wiadomością, iż właśnie tego dnia w 1969 roku nasz wybitny aktor Bogumił Kobiela jechał swoim, luksusowym jak na tamte czasy, bo sprowadzonym z Zachodu (choć używanym) samochodem w okolicy Koronowa (to powiat bydgoski). Padało. Wziął autostopowicza i chciał się popisać możliwościami swego cudownego wozu. Zapomniał tylko o tym, że wprawdzie pieniędzy starczyło mu na samochód, ale nie starczyło już na nowe opony. Jechał na łysych gumach, nie wyrobił któregoś zakrętu. Został ranny i w tydzień później zmarł w szpitalu. Autostopowiczowi nic się nie stało.

Jazda na maksa

W Wielkopolsce upowszechnia się nowy styl popełniania przestępstw, nazwałbym go jazdą na maksa. Bo np. jest sobie niedzielne popołudnie, droga wyjazdowa z Kościana w kierunku Poznania. Pani kierująca mazdą jak tornado wyjeżdża z drogi podporządkowanej, tak się złożyło, że wprost pod koła policyjnego radiowozu.
Kierujący policjant daje ostro po hamulcach, dzięki czemu nie doszło do zderzenia, które mogło się skończyć wyjątkowo paskudnie, przede wszystkim dlatego, iż kierująca wiozła jeszcze własne dziecko. I tu okazała się cała nawiązka tego ryzykownego czynu. Bo po pierwsze kobieta wydzielała zapach, miał on swoje źródło w, jak szybciutko obliczył alkomat, 1,1 promila we krwi. To raz. Pani prowadziła dość swobodnie, ponieważ nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa. To dwa. Pani kierująca nie posiadała także przy sobie prawa jazdy. To trzy. Jej mazda nie posiadała aktualnych badań technicznych. To cztery. Więc nazbierało się. O, była to, jako się rzekło, jazda bez trzymanki.
Historia. 19 czerwca 1963 roku rozpoczął się pierwszy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu w dopiero co wzniesionym i na ostatnią chwilę wykończonym amfiteatrze opolskim. Zaprojektował go architekt Florian Jesionowski, którego potem co roku przed każdym festiwalem odwiedzała milicja i kazała podpisywać oświadczenia, że konstrukcja amfiteatru się nie zawali, jakby miał on na to jakiś szczególny wpływ. Odkryciem tego festiwalu okazała się nikomu nieznana studentka i początkująca artystka Piwnicy pod Baranami Ewa Demarczyk, która wykonała piosenkę „Karuzela z madonnami” do słów awangardowego poety Mirona Białoszewskiego. Biorąc pod uwagę to, co dzisiaj podoba się i jest nagradzane na festiwalu w Opolu, gdyby panna Demarczyk wystąpiła z taką propozycją wokalno-instrumentalną dzisiaj, nie przebrnęłaby przez pierwsze eliminacje.
Z pospiesznego wetowania prasy kolorowej wynika, iż Rafał Zawierucha – aktor, który zagrał Romana Polańskiego w najnowszym filmie Quentina Tarantino – zapuścił wąsy. Piosenkarka Ewa Farna wyprzedaje ubrania. Inna piosenkarka, nieco młodsza, Roksana Węgiel pokazał mediom chłopaka. Swojego. Modelka Sandra Kubicka po rozstaniu z poprzednim chłopakiem, francuskim DJ-em, związała się z nowym, amerykańskim biznesmenem o imieniu Kajo. A Doda podobno jest w niebezpieczeństwie. Sumując – same wstrząsające wieści.
I jak z tym żyć, jak żyć?

Cwałowanie Walkirii

Obchodziliśmy niedawno Światowy Dzień Deskorolki. I tu od razu wyłania się problem, bo tylko dla skończonego laika istnieje coś takiego jak deskorolka tak w ogóle. Każdy ujeżdżacz deskorolkowy doskonale rozróżnia np. deskorolkę typu fiszka od deskorolki typu cruiser czy long board. Słowem, powiedz mi, na jakiej deskorolce się ślizgasz, a powiem ci, kim jesteś.
Świętowaliśmy też właśnie Dzień Przytulania, co zawsze jest świetnym sposobem, by znajomemu dzieciakowi podarować zabawkę przytulankę. A są ich setki. Weźmy króliczka – mamy króliczka pudrowego w kolorze różowym z uszami w kwiatki, mamy króliczka szarego z różowym noskiem, mamy wreszcie króliczka białego z uszami w gwiazdy. Od króliczków powinniśmy w zasadzie przejść do myszek przytulanek, ale z powodu braku czasu odkładamy to na inną okazję. Grunt, żeby było przytulnie.
No i jeszcze ten niedawny Dzień Smerfa. Pozwolą państwo, że wylegitymuję się w związku z tym dwoma cytatami. Pierwszy ze Smerfa Marzyciela: „Jeden mały krok dla Smerfa, to wielki krok dla smerfności”, a drugi to cytat z Gargamela: „Dlaczego ja nie mam szczęścia? Pragnę tylko jednego - dać światu trochę zła. I co za to dostaję?”

***
Historia przypomina, że 24 czerwca 1901 roku w Paryżu otwarto pierwszą wystawę prac artysty nazwiskiem Pablo Picasso. Przez dłuższy czas nie bardzo wiadomo było, o co artyście chodzi. Przykładowo w PRL-u, kiedy ktoś próbował sobie dorobić, kupował zwykłe płótno i chlastał je jak leci paskami różnokolorowej farby, nazywało się to, że robi „pikasy” i wówczas takie płótno, a właściwie już gotowa zasłona na okno, niesłychanie ekstrawagancka i nowoczesna, miała już dwu- lub trzykrotnie większą wartość. No, z obrazami Pabla Picasso było z czasem podobnie, a nawet jeszcze bardziej.
25 czerwca 1911 roku otwarto Teatr Leśny w Sopocie. Po licznych zmianach i przebudowach - dzisiejszą Operę Leśną. Ale, o dziwo, nie robiono tego z myślą, że ta estrada gościć będzie takie tuzy jak: Demis Roussos, zespół Boney M, a nawet Helena Vondrackova. Nawet nie po to, by piosenkarka radziecka Tamara Miansarowa mogła odebrać tu najwyższy laur za piosenkę „Pust wsiegda budiet sołnce”. Lecz po to, by słuchać „Cwałowania Walkirii” Richarda Wagnera i to przy pochodniach, ponieważ Opera Leśna gościła festiwale wagnerowskie i to jeszcze wtedy, gdy Armia Czerwona była tuż tuż...

Desperat z papierosem w ustach

W Wielkopolsce miewamy rozmaite powszednie kłopoty. A ostatnio raz po raz czytam, że coraz częściej mamy kłopot z dostosowaniem naszego zachowania do miejsca, w którym się zachowujemy. Czyli - nasze działanie samo w sobie jest jak najbardziej zwyczajne, poprawne, ale - na Boga! - nie w tym miejscu, nie tutaj. Bo na przykład całkiem niedawno trzy wozy strażackie i radiowóz policyjny zajechały w biały dzień na rynek w Lesznie. Powód - oficer dyżurny otrzymał informację, że na gzymsie tamtejszej kamienicy i to całkiem wysoko stoi mężczyzna. I ten desperat najprawdopodobniej nosi się z zamiarem popełnienia widowiskowego samobójstwa poprzez skok na leszczyński bruk.
No to strażacy dawaj wysuwać drabinę i spieszyć na dach, żeby uprzedzić ten samobójczy zamiar. Wchodzą, rozglądają się - nic. Pusto. Samobójcy nie ma. Po prostu zszedł z dachu poprzez strych i zniknął we własnym mieszkaniu. I tu nasuwa się podejrzenie, że nie był to - wbrew najgorszym obawom - samobójca, lecz zwykły sobie leszczynianin, którego żona przegnała z mieszkania, gdy próbował zapalić papierosa. Więc biedak wyszedł na dach, spojrzał w prawo, spojrzał w lewo, spojrzał prosto, pozwolił się obejrzeć gapiom, wreszcie sztachnął się i zszedł. A tu taka parada z tą drabiną strażacką.
Z historii wynika, iż właśnie z początkiem czerwca, tyle że w roku 1880, Aleksander Graham Bell przeprowadził pierwszą w świecie bezprzewodową transmisję telefoniczną przy użyciu, jak go nazwał, fototelefonu. To urządzenie wykorzystywało do przesyłu dźwięku na odległość wiązkę światła, a ta odległość wynosiła w trakcie pierwszej transmisji ok. 500 metrów i odbywała się między dwoma rozmówcami, którzy siedzieli na nieodległych dachach. Ciekawe, co by Aleksander Bell powiedział na widok dzisiejszego smartfona. Możliwe, że coś w rodzaju: a pomyśleć, że wszystko zaczęło się na dwóch skromnych dachach...
Z kolei 3 czerwca 1969 Elton John wydał debiutancki album pt. „Empty Sky”. Będziemy to mieli teraz na świeżo w związku filmem muzycznym „Rocket man”, który szturmem wchodzi właśnie na nasze ekrany. W związku z tym przypominamy z księgi z „Księgi rekordów i osobliwości”, iż największy zespół gitarowy zagrał 12 maja w roku 2003 na wrocławskim Rynku. 540 gitarzystów ustanowiło nowy rekord świata. Muzycy z całej Polski, którzy się tam zjechali, zagrali jednocześnie utwór „Hey, Joe” Jimiego Hendrixa. Ciekawe, czy mistrz Hendrix by go poznał, gdyby mógł go usłyszeć?

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem