wtorek, 22 stycznia
18:36

Doceniamy pańską inteligencję

Obchodziliśmy niedawno szumnie Dzień Osób Nieśmiałych. Internet puchnie wręcz od porad, jak się pozbyć nieśmiałości. I proponuje osobie nieśmiałej, by na przykład spytała każdego dnia na ulicy pięć osób o drogę. Ze swej strony dodałbym, że osoba nieśmiała powinna pilnować, by nie były to ciągle te same osoby.
Do mnie też w różnych miejscach publicznych zwracają się różne nieśmiałe osoby, ale nie pytają o drogę, tylko startują od kwestii: „Czy nie miałby pan, panie prezesie, bo mi akurat zabrakło do flaszki...” Wojciech Młynarski wspominał, że za dawnych czasów, kiedy z podobną prośbą zagadnęło go pięciu panów, dał im pięć złotych. „Doceniamy pańską inteligencję” – usłyszał w odpowiedzi.

***
Kącik językowy. Odnotowujemy kolejne zagraniczne terminy, które opisują pracę rodaków – tym razem w dyskontach spożywczych. Otóż zatrudnione tam panie od rana „frontują”, czyli przesuwają towary tak, by stały na skraju półki – pełnym frontem do klienta.
Odmianą „frontowania” jest – okazuje się - „fejsingowanie”, czyli ustawianie danego towaru tak, by nazwa producenta znajdowała się z przodu.
***
Prasówka przedwojenna. „Goniec Wielkopolski: najstarszy i najtańszy niezależny dziennik demokratyczny”, ze stycznia 1932 roku podejmuje tematykę z pogranicza stosunków dobrosąsiedzkich oraz finansów osobistych. Czytamy:
„Wielkopolska Izba Skarbowa komunikuje: W ostatnich czasach znacznie wzrosła liczba przestępstw, popełnianych na szkodę Skarbu Państwa: jako to - pędzenie spirytusu w potajemnych gorzelniach, odkażanie i odbarwianie denaturatu, odsączanie politury, handel spirytusem i wódkami potajemnie wyprodukowanemi, wreszcie wyrabianie, sprzedaż i kupno przyrządów służących do potajemnego pędzenia spirytusu. (...) Przeto każdy uświadomiony obywatel, w wypadku gdy trafi na pewny ślad wymienionych wyżej przestępstw, winien bezzwłocznie zgłosić się do najbliższej siedziby urzędowej kontroli skarbowej lub policji państwowej i złożyć zawiadomienie ustne lub na piśmie. Po stwierdzeniu, że taki zawiadomienie jest prawdziwe, organ policji państwowej lub kontroli skarbowej wskaże donoszącemu urząd, który natychmiast wypłaci nagrodę w kwocie 75 zł. Poza tym - osoby wykrywające przestępstwo lub współpracujące przy wykrywaniu, mogą otrzymać nagrodę do 5 tys. zł”.
Cóż, zapewne niejedna fortuna wielkopolska wyrosła, gdy tylko czytelnicy gazet zapoznali się z tą – jakże kuszącą - ofertą Wielkopolskiej Izby Skarbowej.

Z GPS-em w nowy rok

Początek roku, więc tradycyjnie czynimy postanowienia noworoczne. Pomijamy te najbardziej banalne typu: rzucę palenie, schudnę, nauczę się języka obcego, wyruszę w podróż marzeń, spotkam miłość swojego życia. Podnieśmy sobie poprzeczkę. Z tych bardziej ambitnych postanowień, które znalazłem w sieci z – jak się to mówi – dedykacją na rok 2019, najbardziej przypadły mi do gustu: „Stój prosto i nie garb się”; „Noś zegarek”, z dopiskiem: „Jeśli możesz sobie na niego pozwolić”; „Często chodź na nogach”- widać autor tego postanowienia dotąd specjalizował się w chodzeniu na innych kończynach. I nie wiem, czy warto te poprzednie zwyczaje zmieniać. „Tańcz”, z dopiskiem: „Jeśli nie potrafisz tańczyć, zapisz się na kurs”. Cóż, po obejrzeniu kilku odcinków programu „You Can Dance” stwierdzamy, że różnica między tymi, którzy umieją tańczyć, a tymi, którzy nie umieją wcale i wcale ich to nie krępuje, jest bardzo umowna. Postanowienie kolejne – „Wybaczaj, jednak nigdy nie zapominaj”. O, tę radę sufluje zapewne jakiś zajadły chrześcijanin. Kiedy rozważałem temat postanowień jadąc samochodem, usłyszałem kolejne zalecenie. Popłynęło z zainstalowanego w aucie GPS-a i brzmiało: „Za 200 metrów jedź do przodu”. I tego właśnie zamierzam się w przyszłym roku trzymać.
***
Kalendarium. 2 stycznia 1923 roku urodził się aktor Henryk Bąk. Obsadzał niezliczone role rozmaitych radców i dyrektorów w polskim filmie, zmarł w roku 1987. Pod koniec życia mieszkał w domu aktora weterana i tam pewnego razu próbował podrywać koleżankę aktorkę. Postanowił wesprzeć się dość głośnym nazwiskiem i spytał kokieteryjnie: „A czy pani wie, jak ja się nazywam? Ona odpowiedziała: „Nie wiem, kochanieńki, ale idź na portiernię, tam ci powiedzą”.
Analogicznego dnia 2009 roku zmarł najstarszy wówczas, a może i w ogóle, najstarszy człowiek na świecie (urodził się w roku 1893). I w tym samym momencie przestał on być najstarszym człowiekiem na świecie.
Porady w zakresie dobrego wychowania – naturalnie pobrane z internetu, bo on zawsze jest najmądrzejszy. Tym razem kwestia prawidłowego obsługiwania aparatu telefonicznego: „Nie prowadzimy głośnych rozmów na tematy intymne i o sprawach niejawnych”. Cóż, moje doświadczenie po przejechaniu kilku przystanków poznańskim tramwajem i po wysłuchaniu z konieczności z dziesięciu cudzych rozmów telefonicznych jest takie, że materiału starczyłoby na pięć krwawych dramatów z zakresu władzy i pieniądza oraz na drugie tyle płomiennych dramatów miłosnych. W takich chwilach żałuję, że nie nazywam się William Szekspir.

Okazje i okazjonaliści

W Wielkopolsce wśród amatorów cudzego mienia coraz częściej ujawniają się tak zwani okazjonaliści. To jest taka formacja, która nie planuje drobiazgowo skoku, nie cyzeluje planu, lecz po prostu czeka, aż los się do człowieka uśmiechnie i sam stworzy odpowiednią okazję. A tym samym odwali za człowieka kawał roboty. Na tej zasadzie uaktywniła się ostatnio pani okazjonalistka z Gniezna o wąskiej specjalności kierunkowej pod nazwą: starsze panie. Otóż spacerowała ona sobie ulicami, jak pogoda pozwalała, to i rowerem się przejechała i wypatrywała starszych pań. Jak taka staruszeczka dreptała sobie niespiesznie, to podchodziła, zagadywała. A rozmowa stawała się szczególnie ożywiona, gdy okazjonalistka przyuważyła, że starsza pani nie domknęła torebki. Żartom i facecjom nie było wtedy końca. I jeszcze „- O, proszę spojrzeć, tu z tyłu na płaszczu ma pani plamę, pewnie jakiś gołąb, wstrętne te ptaszyska. Starsza pani odwraca się w poszukiwaniu plamy. A tu się okazuje - plamy nie ma. Ale nie ma też portmonetki w torebce i nie ma tej pani, co tak uroczo zagadywała o gołębiu.
***
Czytamy starą, zapomnianą literaturę. Oto powieść „Ryś” Stanisława Tyma. Tu alkohol nasącza polskie życie na każdym kroku. Lobby producentów wódki naciska na posła, by głosował za pełną dopuszczalnością reklamy alkoholu. I lobby zaraz patriotycznie tłumaczy dlaczego: „Proszę pana, jeśli za trzy lata nie dojdziemy do pięciu milionów nałogowych alkoholików, to polski sport padnie”. Co oczywiste, bo monopol spirytusowy finansuje kluby i stadiony. Więc posłowie przegłosowują i reklama kwitnie nad podziw. Zacytujmy swojskie slogany: „Płynie, wódka, płynie/ Po polskiej krainie./ Zobaczyła Kraków,/ Robią ją z ziemniaków”. Poza tym w dziedzinie napitków zrobiło się bardzo kulturalnie. Rosjanie spopularyzowali u nas wysokoprocentową wiśniówkę „Wiśniowy sad”. Z podobizną Czechowa oczywiście. Polacy piją ją już od rana. Dlaczego od rana? Bo, jak tłumaczy jedna pani w powieści – nie chcą jeść na czczo śniadania.
Historia przypomina, że 29 listopada 1990 roku zniesiono ograniczenia w sprzedaży napojów alkoholowych, wprowadzone przez władze 2 grudnia 1982 roku. Zdarzało się, że zakazu przestrzegano aż nadto rygorystycznie. W słynnym krakowskim „Wierzynku” nie podawano gościom przed 13 pewnych deserów, ponieważ zawierały kilka kropel koniaku. A jednocześnie lokalnie zakazywano sprzedaży przed tą godziną politury stolarskiej czy płynu „Autovidol”. Teraz wódkę znów można było kupować przed 13.
Życie wróciło do normy.

Nam wystarczy minus cztery

Zima w rozkwicie, warto zatem przypomnieć, że równo 80 lat wozi nas kolej - jak to się fachowo nazywa - linowo-terenowa na Gubałówkę (1938). I ona jest słuszna, ta koncepcja. Jak się już zaliczy schodząc w dół wszystkie bary piwne na Krupówkach, to kolejką, zwaną powszechnie tramwajem, można się wznieść i na Gubałówkę. A stamtąd Tatry wyglądają tak pięknie, że nie ma sensu wchodzić na żaden szczyt. Jeszcze tylko „słitfocia” z białym misiem – od którego z reguły wyczuwamy charakterystyczny zapach śliwowicy łąckiej, a potem tramwajem w dół. I już jesteśmy z powrotem na Krupówkach, w naszej malej ojczyźnie, hej!
***
Prasówka. „Goniec Wielkopolski, najstarszy i najtańszy niezależny dziennik demokratyczny”, grudzień 1931 roku. A tu opis jakże wyrafinowanego oszustwa bankowego. Otóż czytamy artykuł pod tytułem: „Niefortunna wyprawa po złote runo”: „Ostatnio niezwykle sprytnie pomyślanego oszustwa usiłowano dokonać w Pocztowej Kasie Oszczędności – Oddział w Poznaniu na szkodę Lubońskiej Fabryki Drożdży. Do okienka PKO podszedł jakiś wytworny „dżentelmen”, przedstawiając czek na kwotę 37 tys. złotych, którą chciał podjąć z konta fabryki. Urzędnik skrupulatnie czek zbadał i ku swemu największemu zdziwieniu stwierdził, że czek jest sfałszowany. Zatelefonowano po policję”. No tak, urzędnik się zorientował, ale przecież podejrzeń mógł nabrać już wcześniej. Bo, przyznają Państwo, że wytworny dżentelmen z Lubonia, zwłaszcza w roku 1931, powinien był z miejsca obudzić podejrzenia...
***
Z historii... 31 grudnia roku 1953 zaprezentowano pierwszy, przedprototypowy egzemplarz samochodu Syrena. Była to odpowiedź naszych inżynierów na apel władz partyjno-państwowych, który brzmiał: „Należy zbudować popularny, oszczędzający czas środek przewozu przy wykonywaniu czynności służbowych i wypoczynku, przeznaczony dla racjonalizatorów, przodowników pracy, aktywistów, naukowców i przodujących przedstawicieli inteligencji”. I ten samochód dla przodowników na każdym odcinku miał nadwozie z drewna, wykończone płytami pilśniowymi. Ale to było w 1953, bo jak Syrena wchodziła do produkcji cztery lata później, to o drewnie w nadwoziu nie było już mowy. Zastąpiono je blachą, choć tę blachę wyklepywano po staremu - młotkami blacharskimi.
A w ostatni dzień 1978 roku potężnymi opadami śniegu rozpoczęła się tak zwana zima stulecia. Okazało się, że wprawdzie jesteśmy jak najbardziej dziesiątą potęgą przemysłową świata, ale w kraju właściwie nic nie działa. Ulica powtarzała wierszyk: „Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery”.

Kawaler z dobrym interesem

Ogródki działkowe przeżywają właśnie napływ tak zwanej drugiej fali działkowiczów. Ta pierwsza napływa na działki z wiosną, w momencie, kiedy trzeba wykonać pierwsze prace w ogródku, by potem cieszyć się latem w ukwieconej altance. A z początkiem zimy napływa druga fala działkowiczów - takich, którzy instalują się w altankach, by przeczekać zimowe chłody. O tym, że nie są to ich altanki, nie muszę dodawać.
Mnie najbardziej zaimponowała młoda dama z Ostrowa Wielkopolskiego, która owszem, wiła sobie na działkach gniazdko na zimę, ale nie pakowała się do cudzej altany jak do stodoły. Ona ruszała w ogródki działkowe jak na bal. A już altanka to był jej buduar, casting i wybieg jak dla jakiej modelki. Nigdy nie pozwalała sobie przekroczyć progu ostrowieckiej altanki w byle łachu z second handu. Zawsze zadbała o to, aby najpierw skoczyć do jakiegoś markowego sklepu odzieżowego i pozyskać z niego nieco firmowej odzieży. Z możliwie najwyżej cenioną metką. Ale to nie wszystko - dbała także o dodatki i drobną biżuterię, którą systematycznie kompletowała w analogiczny sposób. A najbardziej zaimponowało mi, że młoda dama z Ostrowa, kiedy miała przestąpić próg altanki, pilnowała, by rozsiewać wokół wytworny zapach. I to nie jeden. A wręcz przeciwnie - kilkanaście zapachów, za łączną sumę trzech tysięcy złotych. Tyle bowiem perfum ubyło na półkach sklepowych w okolicy. Wszystko - jak się państwo domyślają - w obrocie bezgotówkowym. Ale to już trudno. Jak nadciąga zima i wieczorami nie pachnie już ani jaśmin, ani maciejka, trzeba się ratować Chanel numer pięć.
***
Z niedawnych a pamiętnych rocznic historycznych. Jesienią 1927 roku padła Kasztanka, ulubiona klacz marszałka Józefa Piłsudskiego. Ceny obrazów z pracowni Wojciecha Kossaka (typu: „Marszałek Piłsudski na Kasztance” itp. itd.) natychmiast skoczyły o kilkaset procent.
A o analogicznej porze roku 1998 z Biblioteki Naukowej PAN w Krakowie skradziono pierwodruk dzieła Mikołaja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich”. Po piętnastu latach śledztwo w tej sprawie umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. Ziemia zatrzymała się ze zgrozy.
Z Kuriera Poznańskiego, z numerów grudniowych roku 1938 wybieramy ogłoszenia matrymonialne. Ale tylko te, przez które przebija prawdziwe uczucie: „Studentowi medycyny finansowo pomogę za ożenek. Panna młoda – poważna, przystojna”; „Kawaler lat 29, posiadający dobry interes, 15 000 gotówki, chciałby poznać pannę dobrego charakteru, posiadającą nieruchomość lub gotówkę. Cel matrymonialny”.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem