Święto...wit

  • Drukuj

Mój szanowny kolega z łamów w ubiegłotygodniowym felietonie wspomniał o nowym filmie Wojtka Smarzowskiego pt. „Kler”. Zwiastun wywołuje różnorakie emocje. Niektórzy porównują produkcję do tworów Patryka Vegi (czyli kontrowersje i przekleństwa), ale pewien ksiądz po obejrzeniu wzmiankowanego trailera przeprosił swoich parafian na mszy, bo rzekł, że wie, iż istnieją duchowni zachowujący się jak ci zaprezentowani w filmie.
Planuje się wprowadzić nowe święto państwowe, które czcić będzie akt chrztu Polski. Powiada się, że ta doniosła decyzja jest początkiem naszego funkcjonowania jako naród. Otóż nie. Spuścizny mamy nieco więcej i nieco dłużej, tylko usilnie się stara ją wyrugować ze świadomości społeczeństwa. Większość chrześcijańskich świąt została bezczelnie ukradziona naszym pogańskim przodkom (np. Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wszystkich Świętych, Zielone Świątki czy też noc świętojańską). Kościół dopasował tylko daty. O tym, jak silnie zakorzenione są dawne przesądy świadczy chociażby topienie Marzanny. Oczywiście dziś to tylko topienie kukiełki, ale wieki temu była ona boginią śmierci i płodności. Drugim takim przykładem są dożynki. Mam paru znajomych rodzimowierców i nikomu nie starają się niczego narzucać (w przeciwieństwie do niektórych hierarchów), dbają natomiast o pamięć i miejsca dawnych kultów, dlatego tak bardzo zirytował ich plan wybudowania kapliczki maryjnej na pomorskiej górze Rowokół. Góra owa była bowiem święta na wiele lat przed przybycie na te tereny chrześcijaństwa.
Warto sobie uświadomić, że ten kraj nie powstał ot tak w 966 roku, bo Mieszko I przyjął chrzest. Istniał już wcześniej. Do dziś zresztą historycy spierają się, czy można to nazywać chrztem Polski, bo przecież przyjęcie religii przez władcę nie oznaczało automatycznie konwersji jego poddanych.