Oświatowa elita

  • Drukuj

Wkrótce czeka nas paraliż placówek oświatowych w związku z zapowiadanym strajkiem nauczycieli. Kolejny rząd zapomniał o tej grupie zawodowej, stawiając nauczycieli na marginesie społecznym, co więcej, rządzący od lat pokazują obywatelom, jaką wartość narodową stanowi dla nich ta profesja. Warto przeanalizować ścieżkę kariery zawodowej zwykłego nauczyciela, zanim zacznie się obrażać i degradować ludzi oświaty. Rozpoczyna się od zdobycia wyższego wykształcenia z uprawnieniami pedagogicznymi (wiele zawodów w tym przedziale wynagrodzeń tego nie wymaga). Na tym etapie nie kończy się jednak jego edukacja (jak w wielu innych profesjach), wręcz przeciwnie - po kilkunastu latach doświadczenia zawodowego, jego CV wzbogacone jest o studia podyplomowe, ciągłe szkolenia i kursy doskonalące umiejętności praktyczne i nadające kolejne uprawnienia, wymagane przepisami prawa (często zdobywane na własny koszt).
Praca nie kończy się każdego dnia o godzinie 13.00 (jak sugerują tandetne komentarze w mediach), ale w przeciwieństwie do innych zawodów, nauczyciel zabiera ją do domu, wykorzystując przy jej wykonaniu materiały biurowe i dydaktyczne zakupione za własne pieniądze. Ten zawód, szczególnie w sektorze publicznym, jest jednym z najgorzej wynagradzanych profesji w Polsce (państwo polskie jest jednym z najgorszych pracodawców!). Marzenie współczesnych reformatorów o tym, aby jeden nauczyciel równał się jedna placówka oświatowa i jeden etat, to kolejny cios w tę branżę. Nikogo nie zmusi się do pracy za marne pieniądze na jednym etacie, po prostu nadejdzie kolejna fala odpływu z zawodu. Już dziś w Warszawie brakuje 500 nauczycieli, tworzy się hybrydy z uczelniami, aby kadra dydaktyczna - uniwersytecka realizowała swoje pensa na niższych szczeblach edukacji. Nie zapominajmy, że o elitarności zawodu nauczyciela nie decyduje tylko fakt posiadania kwalifikacji i samego stanowiska, ale przede wszystkim oferta finansowa na rynku pracy, która jest urągająca w wielu przypadkach.
Z dużym niepokojem obserwuje, jak z mapy oświatowej Polski zaczyna znikać potencjał intelektualny, który świetnie odnajduje się po stronie biznesu. Ci ludzie w końcu zaczynają żyć na odpowiednim poziomie i nie muszą swojego dobrostanu uzależniać od możliwości inwestycyjnych małżonków. Czy popieram strajk? TAK! Co więcej, do niego powinni przyłączyć się pracownicy administracyjni i techniczni placówek oświatowych (o potrzebach których nikt nic nie mówi) oraz wszyscy urzędnicy administracji publicznej, którzy zarabiają również nieadekwatnie do włożonego wysiłku w swoje wykształcenie i wykonywaną pracę.