poniedz., 18 marca
20:19

Mama 4+

Kolejny program rządowy wchodzi w życie 1 marca 2019 roku – „Mama 4+”, czyli program emerytalny dla matek, które w związku z wielodzietnością nie miały możliwości pracować i uzbierać składki na swoją emeryturę. Premier Mateusz Morawiecki podkreślił w mediach, że rolą państwa jest docenianie i pomoc mamom, którym w późniejszym etapie życia brakuje sił, bowiem swoje życie poświęciły na wychowanie dzieci. Świadczenie to jednak będzie przysługiwało matkom, które urodziły i wychowały co najmniej czwórkę dzieci i nie wróciły do pracy, a skończyły 60 lat. Warte podkreślenia jest, że z programu także korzystać będą ojcowie (w przypadku śmierci matki), bądź kiedy dzieci zostały im przekazane pod opiekę prawną...i nie sposób dalej czytać te uzasadnienia. Trochę przewrotnie, ale bez złośliwości postawię kilka pytań: kto zmuszał „Mamy 4+” do posiadania właśnie tej ilości dzieci? Kto zabraniał „Mamom 4+” powrotu do pracy zawodowej? Dlaczego „Mamy 4-” są dyskryminowane za to, że wiedziały, gdzie jest granica możliwości utrzymania rodziny, zachowując niezależność finansową i pracując zawodowo? Dlaczego wszyscy mają płacić za indywidualne (prywatne) decyzje życiowe innych obywateli? Czy matki posiadające mniej niż 4 dzieci i ich wychowanie, edukowanie łączyły z pracą zawodową, nie są zmęczone? I nie zasługują na wsparcie państwa? Myślę, że czas najwyższy w Polsce wprowadzić do kodyfikacji zawodów zawód rodzic , wyznaczyć oficjalnie pensję od państwa zamiast tych wszystkich świadczeń, wprost ujmując, posiadać obywateli na etacie, odpowiedzialnych za wzrost demograficzny, dając im plan sprzedaży do wykonania na całe życie. W ten sposób przynajmniej, nie będziemy uczyć, że płaci się za sam fakt egzystowania, ale należy wykonać konkretną pracę w określonym czasie, za określoną kwotę wynagrodzenia.
Kolejna akcja „mi się należy” staje się obciążeniem dla budżetu, szacunkowy koszt roczny to ok. 900 mln. zł. I przez Internet przelało się tsunami propozycji, co można za tę kwotę sfinansować. Ale to jest nieistotne, jeśli państwo posiada te środki, chodzi o dwa fakty: kolejny podział społeczny na matki lepsze i gorsze oraz wynagradzanie egzystencji i jednostkowych–prywatnych decyzji obywateli kosztem nas wszystkich. Myślę, że warto edukować od najmłodszych lat, że planowanie rodziny to nie dwa zwierzątka na polu, które mają się ku sobie i idą na żywioł, ale jest to świadoma decyzja dwojga dojrzałych ludzi, którzy realistycznie oceniają swoje możliwości (także finansowe) na założenie rodziny o określonej wielkości, zabezpieczając im byt, edukację i wdrożenie w życie dorosłe w przyszłości.

Ludzie ciekawi

Ciekawość to niezwykłe pragnienie poszukiwania, poznawania czegoś nowego, ale przede wszystkim ciągłego uczenia się. Z ciekawością wiąże się kreatywność, którą rozwijamy doszukując się rzeczy i zjawisk, dotychczas nieznanych. Ludzie ciekawi nie nudzą się, nie obrażają innych, nie wyśmiewają ich, ale starają się poznać, zrozumieć i osadzić siebie w innej przestrzeni tak, aby nauczyć się czegoś nowego. Kiedy przestajesz być ciekawy, stajesz w miejscu, ale ten stan nie trwa wiecznie, więc zaczynasz się cofać w tempie błyskawicznym, zaniedbując dotychczasowe zasoby wiedzy i umiejętności.
Ciekawość wymaga pielęgnacji, szacunku do siebie i innych, ciągłego rozwoju i dystansu do rzeczy małych i nieważnych. Ciekawość to patrzenie w przyszłość i ciągłe budowanie nowych relacji, wartości dodanej życia codziennego. Trzech znajomych, z dwóch różnych światów tej samej branży, spotykali się ze sobą co jakiś czas z ciekawości. Poznawali podczas każdej rozmowy różne oblicza swoich instytucji i ich otoczenia, jednak powodem spotkań i rozmów nie była twarda walka konkurencyjna, ale ciekawość – jak robią to inni i co można wykorzystać, przenieść na własne podwórko. Wysoki poziom wzajemnego szacunku, kultury i umiejętność dialogu, mimo różnic, wzbudzała jeszcze większą ciekawość, aż dzisiaj podjęli wspólną wędrówkę do celu.
Czy warto być ciekawym? Przeciwieństwem ciekawości jest poczucie posiadania monopolu na wiedzę, którą taka jednostka traktuje jako zasób ograniczony do granic własnego umysłu i własnych możliwości intelektualnych. Kurczy w ten sposób nie tylko samego siebie, ale całe otoczenie, zamykając dostęp do środka ludzi ciekawych, którzy mogliby zmienić organizację i naszkicować dla niej nowe cele. Pięknem ciekawości jest brak granic i barier, jej rozpiętość zależy od jednostki, która może ją rozwijać w zależności od własnych potrzeb i możliwości. Więc jeśli sam nie jesteś ciekawy, to nie przeszkadzaj innym, bo na pewno w twoim otoczeniu są ludzie, dla których status quo nie istnieje i chcą wiedzieć więcej, doskonalić się i rozwijać swój potencjał.
Czy ciekawość może szkodzić? Nie sądzę, jeśli wynika z potrzeby poznawania i uczenia się, to rozwija człowieka, który zaczyna dość szybko identyfikować i odsuwać ludzi toksycznych z własnego otoczenia. Ciekawość nie jest plotką, więc nie ma w niej miejsca na pustostan okiennych obserwacji sąsiadów i podsłuchiwania za ścianą, życie życiem innych. Polecam być ciekawym... to dużo przyjemniejsze i bardziej twórcze niż być naśladowcą.

Lokalność

Lokalność często wyśmiewana jest przez obywateli większych miast, dla których miernikiem poziomu inteligencji i wartości człowieka jest miejsce zamieszkania, a nie jego potencjał. Za lokalność płaci się wysoką cenę w karierze zawodowej, ale czy miejsce pochodzenia może decydować o sukcesie? Ci, którzy twierdzą, że wszystko co liczące się w świecie, powstaje w centrach dużych aglomeracji, nigdy nie doświadczyli życia i generowanej wartości na prowincji, która zaczyna skupiać coraz większą rzeszę ludzi wykształconych i kreatywnych, tworzących start-up`y nie tylko dla środowiska lokalnego, ale dla szerszego rynku. Coraz więcej analiz rynkowych wskazuje na lokalizację innowacyjnych pomysłów biznesowych w miejscach, do których warszawski czy krakowski „obatel” może mieć problem trafić.
Wcześniej czy później jednak pozostaje mu pogodzić się z tym faktem, że lokalnie można tworzyć wyspy doskonałości biznesowej, doprowadzając rynek wynajmu wielkich biurowców w dużych miastach do skraju bankructwa. Coraz więcej spotykam ludzi, którzy osiągnęli sukces zawodowy w dużych miastach, a dziś marzą o prowincji i własnej działalności gospodarczej, która wystarczy, że wygeneruje dochód do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Czy „korpo” umiera? Jeszcze nie, ale na pewno przestaje być celem na indywidualnych ścieżkach kariery zawodowej. Zaczynamy w Polsce akceptować to, co mamy, bez wielkich marzeń, człowiek staje się szczęśliwy – tak powiedział mi kiedyś jeden z bardzo zamożnych ludzi.
Coraz więcej dyskutuje się dziś na temat ścieżek kariery; czy należy ją mierzyć zgodnie z hierarchią awansu branżowego, czy osiąganej satysfakcji, często płynącej „wstecz” bądź „poziomo”. Budować swoją wartość można wszędzie, ważny jest progres intelektualny i powstająca z niego wartość dodana dla lokalnego społeczeństwa tak, aby czerpać satysfakcję z własnej ścieżki rozwoju. Milenialsi są najlepszym przykładem na to, że doświadczanie ma większe znaczenie niż posiadanie. Rynek dóbr konsumpcyjnych zaczyna ustępować coraz mocniej miejsca usługom, szczególnie tym wzajemnie świadczonym, z procesu którego uczestnicy relacji rynkowej osiągają wartość, o której nie piszą często podręczniki akademickie. Lokalność ma wartość, którą docenia się wtedy, gdy obcuje się w otoczeniu ludzi, których wzbogaca twoja obecność, słowa, czyny i niewielkie gesty dobroci. „Polska jest na dole” (w małych aglomeracjach), często słyszę takie słowa od parlamentarzystów; po latach doświadczeń trudno się z tym nie zgodzić.

Potęga skromności

„Sukces czeka na tego, kto jest gotów się uniżyć” (Midrasz) – winno się powiesić te słowa w większości gabinetów, gdzie zasiadają ci, którym powierzono misję specjalną, a mianowicie zarządzanie kapitałem ludzkim. Egotyzm jest zjawiskiem powszechnym, szczególnie w kontekście stanowisk menedżerskich, gdzie zależy nam przede wszystkim na realizacji planów sprzedażowych i zwiększaniu zysku, ale nie może on prowadzić do zjawiska stawiania się ponad innymi. Wraz ze wzrostem doświadczenia powinna wzrastać pokora wynikająca z szacunku do siebie, ale i otoczenia.
W dzisiejszym świecie niestety egotyzm bywa nagradzany i na zewnątrz komunikowany tak, że przegrany ma prawo utracić swą godność. Co się dzieje w praktyce? Po pierwsze traci organizacja, przestaje się rozwijać, ponieważ cała energia spożytkowana jest na jednostkę, która karmi się i pompuje własnym ego, a nie wzrostem wiedzy i umiejętności. Po drugie, kreuje się otoczenie podległe władcy, a nie współpracujące w zespole, co zabija kreatywność i świadomość samodoskonalenia się jednostki. Przysłowiowy gas ruach twierdzi, że wszystko ma pod kontrolą i jest on i tylko on. To wybujałe uczucie własnej wartości i ważności często krzywdzi organizację i ludzi, którzy ją tworzą.
Jednostka doskonali się poprzez naukę i pracę, ale zdobyte talenty nie powinny nigdy przejąć nad nią władzę, a mówiąc na wprost, ktoś, kto twierdzi, że nie ma sobie równych, podąża w przestrzeń, w której któregoś dnia obudzi się w samotności. Stanowiska kierownicze to przede wszystkim sztuka relacji, opartych o dialog i świadomość swoich mocnych i słabych stron. Uczyć należy się od każdego, segregowanie ludzi na przydatnych i nieprzydatnych to droga donikąd - tak samo, jak twierdzenie, że każda relacja musi dawać wymierną korzyść. Można tkwić w relacjach, z których materialnie nic nie mamy, ale czerpiemy pozytywną energię do działania i jej zyskiem jest być, a nie mieć. A jak wyglądają ścieżki karier polskich menedżerów? Niestety, często nie są już budowane na wzroście wartości dodanej, ale na palonych mostach i degradowanych po drodze ludziach. Zapomina się o tym, że wspinając się po drabinie kariery należy pamiętać o wszystkich, bo spadając będzie się z nimi spotykać. Budowanie własnego ego i własnej wartości na gruzach konkurencji jest najprostszą ścieżką do celu, który trudniej jest osiągać uczciwie pracując dla wszystkich, a nie tylko dla siebie. Wartością dodaną naszych karier i relacji niech będzie kreatywność pozytywna i twórcza, wynikająca z szacunku, pokory, zaufania i pracy.

Polska opiekuńcza

Poruszając temat państwa socjalnego często słyszę, że tzw.: „socjal” rozleniwia i generuje roszczeniowość społeczną. Po pierwsze, przeraża mnie używanie tego słowa, bowiem kojarzy się tylko z nieróbstwem i postawą oczekiwania, po drugie, państwo opiekuńcze to genialny pomysł na program polityczny, jak pokazały ostatnie wybory Polaków. Budowanie państwa dobrobytu ma wiele ścieżek, dzisiaj podążamy drogą inwestowania w rozwój rynków wewnętrznych. Państwo chce zwiększać wydatki socjalne, poszerzać darmową ofertę edukacyjną czy zwalczać podziały społeczne, które zawsze były, są i będą. W Polsce w 2010 roku (wg Eurostatu) na dobrobyt naszego państwa wydaliśmy 18,9%, a na przykład: Niemcy, Francja czy kraje skandynawskie wydają ponad 1/3 PKB (podobnie jak Irlandia).
Przeciwnicy państwa socjalnego wysuwają wiele argumentów, między innymi taki, że pomoc państwa i tak nie trafia do tych najbardziej potrzebujących. Ich zdaniem o rozwoju kraju decyduje czynnik pracy a nie wspomagania, rozdawania. Dwa podejścia, wzajemnie wykluczające się i spierające debatę publiczną polityków różnych opcji, a co z tego ma zwykły obywatel? Otóż, w pewnym okresie jego życia tłumaczy się mu, że praca jest najważniejsza i na wszystko musi zarobić sobie samodzielnie - nie pracujesz, to nie masz. Przychodzi później opcja polityczna, która zaczyna mu płacić za posiadanie dzieci i dopłaca do nowego mieszkania, dając jeszcze ulgi życia codziennego, które mają dać mu między innymi radość z wolnej niedzieli. Wygłupienie? A może zmieniamy się jako naród? Rok temu przeprowadziliśmy bardzo ciekawe badania społeczne dla jednego średniej wielkości miasta polskiego. Analizując wyniki zaczęliśmy szukać błędów metodologicznych, bowiem przedstawił nam się zupełnie odmienny obraz Polaka, mieszkańca tej miejscowości. Kim jest nasz respondent? Zadowolonym z życia mieszkańcem, który nie chce się przeprowadzać, z radością dojeżdża codziennie o 6 rano do pracy do innego miasta, nie musi awansować, nie widzi nawet konieczności zarabiania więcej kosztem czasu wolnego. Chce natomiast, po powrocie do swojego miasta, iść do pięknie zadbanego parku, po drodze usiąść w niewielkiej kawiarence, wypić kawę bądź lampkę wina, przeczytać gazetę lub przejrzeć Facebooka. W drodze do domu zrobić zakupy w osiedlowym sklepie (mamy dość galerii!!), a następnie z rodziną, znajomymi spędzić wspólnie czas. Badania wyraźnie nam pokazały, że Polacy weszli w fazę przewartościowania swoich oczekiwań od życia, ale i od państwa.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem