czwartek, 24 stycznia
09:37

Lider jest tylko jeden

W ostatnim stuleciu zmienił się radykalnie stosunek do władzy w organizacji. System nakazowo – kontrolny został zastąpiony przez upoważnienie ludzi do działania. Rozpoczęła się fala doskonalenia zawodowego menedżerów, od umiejętności twardych po miękkie. Przestawiono ich z myślenia problemowego na myślenie celowe, wdrażając politykę otwartych drzwi stworzono organizacje nowoczesne, często działające bez szefów, dające możliwość miękkiego lądowania przy popełnianych błędach. Jednak stosunek do władzy w zależności od kraju ma różne oblicze i tak np. w Nigerii dzieci uczy się klękać i kłaść na podłodze, gdy do pomieszczenia wchodzi osoba starsza. W Szwecji uczniowie do nauczycieli zwracają się po imieniu, mają pełne prawo wyrażać swoje zdanie i nie jest to odbierane jako brak szacunku do osoby dorosłej. Nawet współczesna armia spłaszcza struktury i daje większe swobody i możliwości decyzyjne oficerom liniowym, zachęcając ich w ten sposób do działań niestandardowych.
W całym świecie zarządzania efekt stał się ważniejszy od sposobu dojścia do celu. Ale nadal pozostaje kwestia lidera, bez którego powodzenie przedsięwzięcia jest wątpliwe. To lider ma prawo do decydowania, a pozostali winni się podporządkować nawet w sytuacji, kiedy nadaje im się uprawnienia przywódcze w danych obszarach. Nie można zarządzać bez ostatecznej odpowiedzialności albo przenosić ją na cały zespół, samemu chowając się za plecami współpracowników. Lider wyłoniony, wskazany czy namaszczony, jakkolwiek na stołku osadzony, mając świadomość swojej władzy, rozdaje karty zgodnie z własną intuicją, posiadanym zasobem wiedzy, umiejętności praktycznych, ale i poczuciem ryzyka. Próba decydowania za niego i narzucania się swoimi wizjami jest nie tyle śmieszna, co tragiczna. Ponadto to od lidera oczekujemy efektów działania, a nie zaspokajania czyiś ambicji, często nie idących w parze z kompetencjami.
Na studiach Executive Master of Business Administration często słyszę od menedżerów ich własną definicję słowa „lider”, celowo prowokując ich do dyskusji doświadczam zderzenia się różnych światów zarządzania i poglądów, ale jedno jest wspólne: ten, komu powierzono władzę, jest liderem, to on tworzy mapę drogową dla organizacji, to lider decyduje kogo dobiera sobie do zespołu, ale i lider ponosi pełną odpowiedzialność za efekty działania. Warto pogodzić się z wyborem na lidera, zrozumieć jego wizję i zaakceptować sposób działania, bo to on dziś ma prawo decydowania i dokonywania wyborów.

Gdańsk (*)

Nienawiść jest ogromnym uczuciem niechęci do drugiego człowieka i towarzyszy jej często chęć, aby stała się mu krzywda. Paweł Adamowicz w wieku 53 lat, spełniony zawodowo samorządowiec, polityk, w dniu, kiedy dawał serce innym, sam je stracił. Sprawca znany, ale on i jego zbrodniczy czyn jest produktem końcowym tego, co w Polsce w ostatnich latach nasila się w naszym społeczeństwie. A zaczyna się niewinnie, tam, gdzie wydaje się nam, że jest to bezkarne, często śmieszy i jest przedmiotem dobrej zabawy. Głupie żarty o kimś, wyśmiewanie, publiczne poniżanie i wytykanie wad, błędów, odmiennego światopoglądu. Niewinne (niby) słowa, które możemy czytać w mediach społecznościowych i słuchać w telewizji czy radiu, któregoś dnia stają się bronią na ulicy.
Nikt nie ma monopolu na władzę, jednolitość myślenia i tworzenia kraju na wzór samego siebie, nasza różnorodność tworzy piękną całość. W ostatnim czasie jednak elementami tej polskiej różnorodności są: hejt, nienawiść i podłość, które układają się w puzzle dając obraz Polski zaściankowej, wewnętrznie skłóconej i wyłuszczającej najgorsze cechy człowieczeństwa, a w zasadzie jego braku. Śmierć prezydenta Adamowicza ma podwójny wymiar, z jednej strony zawodowy (powinna dać do myślenia klasie politycznej po każdej stronie tej sceny), ale i z tej ważniejszej - rodzinny. Nikt bowiem nie odda męża i ojca rodzinie, która zapłaciła najwyższą cenę za pasję zawodową tego człowieka. Polska zdziczała, obywatele nie szanują wolności i swobód, które zostały przez pokolenia wywalczone. Dlaczego? Bo większość z nich (tak jak Stefan W.) nie pamięta czasów, w których odbywało się centralne sterowanie naszym życiem. Ten brak punktu odniesienia do przeszłości stwarza wrażenie, że źle jest dziś, a lepiej ma być jutro, tylko trzeba usunąć tych, którzy nam w tym przeszkadzają. Oczywiście ta tragedia stanie się areną politycznych gier i wzajemnych oszczerstw, na jej zakończenie wszyscy staną nad jednym grobem, mówiąc o: jedności, braku hejtu i szacunku do siebie. Politycy zapowiedzą wielką zmianę relacji społecznych, na wzór żałoby po Janie Pawle II, która (jak pamiętamy) dość szybko się zakończyła..., czego doświadczaliśmy i doświadczamy.
Tyle Polska i Polacy wynieśli z tych lekcji. Gdyby Polacy potrafili być tak kreatywni i pracowici, jak są dla siebie i innych złośliwi i podli, to Polska byłaby prawdziwym tygrysem Europy. Poziom jadu społecznego przekroczył granice przyzwoitości, tolerancji i wzajemnego szacunku.

Polska w wersji PREMIUM

Przełom roku to taki specjalny okres, kiedy można wyskoczyć na parę dni i naładować baterie. Przeglądając oferty po dłuższym okresie nieobecności w polskich górskich kurortach, odniosłem wrażenie, że południowym mieszkańcom naszej ojczyzny pomyliły się „narodowe” góry z Alpami, albo utrzymują się od czasu świąt w stanie nieważkości. Za cztery dni w melinie zwanej schroniskiem górskim, pięć kilometrów od Zakopanego, ze śniadaniem identycznym jak w powiatowym szpitalu i powietrzem z całą tablicą Mendelejewa, trzeba zapłacić w granicach 2500,00 zł za dwie osoby. To nie koniec atrakcji, bowiem autostrada zaczyna się 70 km od wyjazdu z domu, a kończy - ok. 100 km przed tym cudownym kurortem. Opłata za ten przejazd po dwupasmowej autostradzie w jedną i drugą stronę wynosi mniej więcej tyle samo, co roczna winietka za autostrady w Szwajcarii.
Oczywiście, jak się standard nie podoba, można wybrać sieciowe markowe hotele, gdzie ten sam pobyt wyceniony jest od 4000,00 zł w górę, gdzie standard wyżywienia jest oczywiście dużo wyższy i zadowoli najbardziej wybrednych. Ale do czego zmierzam, wystarczy w tym samym okresie w booking.com „wklepać” Bawarię bądź Szwajcarię i ceny są średnio o 20-30% niższe, przy minimalnym standardzie otrzymujemy przeważnie poziom zbliżony do PREMIUM w Polsce, bo za zachodnią granicą tak nisko w obsłudze klienta - turysty się nie upada. Ciekawostką jest również porównanie cen za obiad w restauracji, który w Zakopanem kosztuje średnio o 10-15% więcej jak np. w Zurichu. Co więcej, do Bawarii dojadę płacąc tylko za autostradę w Polsce, bo przecież ona cudowna jest, wyjątkowa, nasza narodowa, samochód sam jedzie i nie trzeba tankować. Ale spokojnie, radość zaczyna się od Świecka, gdzie pięknie na południe Niemiec zmierzamy nie ponosząc żadnej opłaty, ale to oczywiście nie to samo co w Polsce, nasza droga lepsza, bo po prostu nasza polska... i za nasze, jakby nie było, z funduszy unijnych mamy tylko chodniki.
Nasze kurorty oczywiście przepełnione, ale częściej słychać na ulicach język ukraiński i rosyjski niż polski, a za zachodnią granicą pięknie komunikujemy się po polsku, bo nasi rodacy wiedzą, gdzie taniej, lepiej, godniej i przede wszystkim w zdrowym klimacie i gdzie każdy oddech to świeży oddech. Każdy produkt ma swoją cenę i swój target, ale polski produkt turystyczny łamie wszelkie standardy wyceny w relacji jakości do ceny. Kształcąc kadry w branży turystycznej proponuję mniejszy wymiar godzin z marketingu, a więcej z jakości usług turystycznych.

My Company to JA

Galopujący trend znikania wielu tradycyjnych zawodów we wszystkich sektorach gospodarki światowej, nie zawsze zbiega się z tworzeniem nowych miejsc pracy dla ludzi. Pojawianie się pierwszych pojazdów autonomicznych, szczególnie w obszarze komunikacji miejskiej, zapewni mieszkańcom tych aglomeracji na pewno lepsze podróżowanie, ale i większe bezpieczeństwo. Należy pamiętać, że przyczyną ponad 88 proc. wypadków drogowych są błędy ludzkie, więc automatyzacja w tej dziedzinie jest uzasadniona. W tym przypadku jednak zawód kierowcy w przyszłości stanie się niepotrzebny na rynku pracy. Rozwój technologiczny podąża jednak dalej, mianowicie prognozuje się, że w niedalekiej przyszłości lekarza pierwszego kontaktu, który dzisiaj skupia się przetwarzaniu informacji i diagnozie, zastąpi robot, a dokładniej aplikacja. Nasza zdiagnozowana jednostka chorobowa zostanie przekazana do systemu tak, aby porównać jej objawy i wyniki badań z podobnymi przypadkami z całego świata i to system przygotuje zestaw leków i sposób aplikowania, dokonując zlecenie produkcji do firmy farmaceutycznej, która w ciągu doby przekaże lek do apteki właściwej według miejsca pobytu pacjenta.
Większy problem będą mieć ludzie trudniący się tworzeniem sztuki, muzyki. Otóż coraz głębsza znajomość ludzkiej psychiki, i to w ujęciu jednostkowym, daje możliwość, aby w sytuacji naszego poirytowania zestaw muzyczny w samochodzie dobierał odpowiednie piosenki, które nas uspokoją i wprowadzą w stan zadowolenia. Koniec kupowania płyt dla jednej lub dwóch piosenek, co więcej to aplikacja wskaże malarzowi, co i w jakich kolorach winno znaleźć się na płótnie, aby obraz powstał na zamówienie pod konkretnego nabywcę i jego „psychopotrzeby”. Przyszłość jest cudowna, jeśli mamy jej świadomość i jej nie wypieramy. Wielu młodych ludzi marzy dziś o własnej działalności gospodarczej i gdy nadchodzi ten moment usamodzielnienia się, nagle czar pryska. Po pierwsze, brakuje im wiedzy teoretycznej, znajomości przypadków biznesowych z tej samej branży, po drugie kierują się tymi samymi ścieżkami, które już ktoś przebył i osiągnął sukces. Dużym błędem, poza powielaniem sukcesu, jest patrzenie na firmę jako miejsce, do którego przychodzę wykonywać tylko pracę. Sukces instytucjonalny to sukces personalny, należy inwestować w siebie tak, aby to jednostka tworzyła markę. Współcześnie i w przyszłości rynek pracy należeć będzie do specjalistów, pasjonatów i ludzi, którzy potrafią i chcą (a nie muszą) pracować.

Polska... Europy

Nowe hasło obiegło w miniony weekend polskie media, mianowicie stwierdzono i politycznie uargumentowano (przynajmniej taką próbę podjęto), że nasz kochany kraj – Polska - jest sercem Europy. Geograficznie mnie to nie przekonuje, politycznie już wcale, ale staram się zawsze doszukać w tak dziwnej treści prawdziwych i szczerych intencji tego, co je wypowiada. Stawiam więc pytanie – czy Polska jest godna naśladowania? I podążam z tym pytaniem za granicę, szczególnie zachodnią, gdzie wielu obywateli ościennych narodów ma problem z powiedzeniem kilku słów o Polsce (jesteśmy mało interesujący i atrakcyjni, aby o nas nauczać). Jeśli już pojawia się wiedzący cokolwiek zagraniczny „obatel”, to Polskę kojarzy z Wałęsą, dobrą wędliną i wódką (pierwsze skojarzenie wartościowe, kolejne dość gastrycznie przyziemne).
Bardziej rozgarnięci sąsiedzi mówią, że w Polsce łamane są podstawowe prawa, co wystawiło nasz kraj za próg Europy. Kolejni Polaków kojarzą ze zmywakiem i pracą fizyczną za najniższe stawki, co gorsze nadal kojarzeni jesteśmy z handlarzami samochodów, szczególnie tych egzemplarzy, które za zachodnią granicą zostały wycofane już z ruchu drogowego, a w Polsce przeżywają swoją drugą lub trzecią młodość (i tu nasz sukces narodowy dostrzegam – kształcenie spawaczy i lakierników!). W kolejnej publikacji przeczytać możemy, że Polacy to bardzo wierzący kraj, w sensie kościoła i Boga. Szkoda tylko, że miernikiem tej wiary nie jest rosnąca ilość rozwodów, związków bez ślubu kościelnego czy nieślubnych dzieci.
Gdyby mierzyć jej wielkość tymi składowymi, to współcześni Polacy z katolicyzmem nie mieliby nic wspólnego (do tego dodać jeszcze poziom nienawiści do drugiego człowieka). A co Polak wie o obcokrajowcach? Jeśli jest „sercem” tak zacnej europejskiej cywilizacji, to wiedzieć powinien dużo, a jeszcze więcej czynić. Otóż jeden z wielu, wykształcony lekarz, inteligentny (tak wydawało mi się do niedawna), zamieścił na social media tekst o obcokrajowcach, cytuję: „całe szczęście w Polsce nie mamy tego śmietnika społecznego i możemy spokojnie chodzić po ulicach”. Dzwonię i pytam się skąd taki pogląd, a on na to odpowiada, że po 15 latach mieszkania w Anglii wyrobił sobie takie zdanie. Rozumiem, że Polak w Anglii to Anglik, czuje się jak u siebie i w związku z tym cała reszta (łącznie z Anglikami) to dla niego obcokrajowcy - czyt. śmietnik społeczny? Nie wypowiadajmy przez chwilę słów o sobie, dajmy się ocenić, czy jesteśmy sercem czy ... Europy. Pamiętajmy, że możemy stać się ofiarą powiedzenia: lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zyskać.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem