czwartek, 24 stycznia
08:36

Koalicja na manowcach

Z uporem maniaka wracam do Wągrowca, do samorządu miejskiego, do jego przemian w starej kadencji i na starcie nowej, wszak te sprawy są mi bardzo bliskie i zależy mi na rozwoju miasta, a przede wszystkim, bo to jest moje miasto ukochane, w którym się urodziłem i kształciłem, założyłem rodzinę i tutaj niewątpliwie moje ciało spocznie na zawsze. Do tego jeszcze jest daleko, przynajmniej tak mi się wydaje, dlatego wciąż troszczę o dobro miasta i mieszkańców. Jak? Wytykam rządzącym błędy, podpowiadam rozwiązania, zaś przede wszystkim samorządowcom patrzę na ręce i upubliczniam różne nieprawidłowości.
W tym wydaniu polecam lekturę dwóch wywiadów z: Grzegorzem Kamińskim, przegranym kandydatem na burmistrza i koalicyjnym pretendentem do fotela zastępcy burmistrza oraz Krzysztofem Poszwą, przegranym burmistrzem. Obaj nie bez kozery zostali wiceprzewodniczącymi Rady Miejskiej. Dziś mówią o tym samym, lecz inaczej rozkładają akcenty. By zrozumieć jednak lokalną scenę polityczną warto sięgnąć po moje wcześniejsze rozmowy z burmistrzem Jarosławem Berendtem i jego zastępcą Piotrem Pałczyńskim. Wtedy dopiero wyłania się w miarę pełny obraz działań samorządowców jeszcze nie skłóconych a już poróżnionych... Sabo, nie idź tą drogą! – chciałoby się krzyknąć, lecz już jest za późno.
Najbardziej rozgoryczonym jest Kamiński. Nie dziwię się mu, bo został przez koalicyjnego partnera - czyli klub Bliżej Ludzi - wystrychnięty na dudka. Koalicja Bliżej Ludzi – Samorządność Wągrowiecka 2000 trzeszczy w szwach, a praktycznie już nie istnieje po obsadzie przez burmistrza fotela zastępcy. Już nikt nie rzuci się na jej ratunek, wręcz będzie czekał na ochłapy...
Szef klubu BL Jakub Zadroga unika potwierdzenia zaistniałego stanu rzeczy, liczy na to, że koalicjantom będzie dane bez emocji rozmawiać, zdaje mu się, że Kamińskiemu się odwróci (?). Temat powrotu Kamińskiego do władzy już jest zamknięty.
Wiceprzewodniczący rady skomentował tę sytuację jednoznacznie: „Współpraca musi opierać się na zaufaniu, wzajemnym szacunku oraz przyjętych zasadach i ustaleniach. Bez tego to jest to dom bez fundamentów. Prędzej czy później się zawali” i dodał, że teraz pozostało tylko formalne rozwiązanie koalicji. Zadroga spycha odpowiedzialność na burmistrza i twierdzi, że na nim spoczywa autonomiczna decyzja o doborze bliskich współpracowników. Dziś tak można się tłumaczyć, ale przecież zawarto przymierze koalicyjne! Zamiar burmistrza o jednym zastępcy zaakceptowali radni BL. „Od czasu podpisania umowy koalicyjnej burmistrz Jarosław Berendt miał prawo nabrać uzasadnionych wątpliwości” – twierdzi Zadroga. Jakie to były obiekcje, tego jednak nie powiedział. Brak szczerości i szacunku sprowadziła koalicję na manowce. Oby miasto i mieszkańcy na tym nie ucierpieli!
***
Krzysztof Poszwa nie uważa siebie za „twardą opozycję”. Woli określenie „strażnika interesu miasta”. Faktycznie, do tej pory w radzie nie miał okazji wystąpić w roli opozycjonisty. Nawet nie bronił swojego budżetu na 2019 rok. Czynił to za niego były zastępca Bogdan Smykowski. Poszwa przyjął postawę człowieka cnotliwego, nie wadzącego nikomu, broń Boże, żeby podniósł z ziemi kamień i rzucił w kogokolwiek, gotowego z każdym iść na współpracę, wręcz spolegliwego bez reszty. Cztery lata rządów w mieście i przegrana w wyborach cudownie odmieniły go. Nabrał szacunku i pokory wobec ludzi. To nie ten sam samorządowiec, co kiedyś. Radny anioł...
„W poprzedniej kadencji mój klub radnych „Razem dla Wągrowca” skupiał różne środowiska od lewicy po prawicę. Mieliśmy tę przewagę, że łączyła nas wspólna wizja, cel. Chciałbym dalej kontynuować pracę z ludźmi, którym nie jest obojętny rozwój miasta. Systemowe zakładanie sprzeciwu we wszystkim, nieustanne sabotowanie sesji, komisji nie powinno mieć miejsca i nie zamierzamy powielać tej taktyki, którą stosowało w ubiegłej kadencji środowisko pana Berendta” – wyjawił klubowe credo.
Koalicji jednak nie poda ręki, opozycją nie będzie, za to stanie „ponad podziałami”. Alleluja i do przodu!

Rącze jelenie

Od wielu, wielu lat mówiło się o konieczności zmiany pokoleniowej w samorządach. Nic z tego nie wychodziło, starzy włodarze trzymali się stołków, zaś wyborcy nie byli skorzy do tego rodzaju zmiany. Wreszcie coś się ruszyło podczas ostatnich wyborów samorządowych.
W powiecie włodarzami gmin zostali młodzi ludzie, nawet bardzo młodzi. Wójt Damasławka Cyprian Wieczorek liczy sobie 31 lat, włodarz Mieściska Przemysław Renn ma 32 lata, a pierwszy samorządowiec w Wapnie, Maciej Kędzierski, jest w wieku 35 lat. Wymiany kadr nastąpiły też w urzędach, do których na odpowiedzialne stanowiska trafiają młodzi ludzie, np. w Wapnie skarbnikiem została 25-letnia Kinga Dobroniecka, a w Wągrowcu Daniel Budzeń jest w 31 roku życia, nadto wiceburmistrzem Wągrowca jest dynamiczny i kreatywny chłopak. Piotr Pałczyński ma dopiero 28 lat. Idzie przebojem przez życie, niczym rączy jeleń, a wie czego chce, wciąż ocierając się o politykę, a  teraz na pięć lat „zalogował” się jako polityk lokalny. Można go nazywać „harcerzykiem” czy „żołnierzykiem” burmistrza, zarzucać brak doświadczenia i kompetencji, ale nie od razu Rzym zbudowano... Kto wie, czy nie jest to potencjalny kandydat na burmistrza?
Miasto Wągrowiec to szczególny samorząd na mapie samorządowej powiatu. Wybory wygrała ekipa spod znaku Bliżej Ludzi. Młodzieżowo, wręcz nowocześnie podeszli do sprawy i rozbili obóz Krzysztofa Poszwy. Lider tego bloku Jakub Zadroga to już jest „pan nad pany” vel przewodniczący Rady Miejskiej, a jeszcze nie skończył 25 lat. Wielu jeszcze młodych radnych - którym naprawdę chce się chcieć - można wskazać w łonie samorządu. Ambicji i zapału im nie brakuje, co najbardziej cieszy i pozytywnie buduje.
Wszyscy młodzi samorządowcy rzucili się na głęboką wodę, najczęściej z własnej woli, albo też ich pryncypał poruczył im wielkie zadanie, ufając że podołają i  doborze wywiążą się z przyjętych obowiązków. Zawsze jest jakieś ryzyko dla obu stron, ale taka zawodowa szansa życiowa już może więcej się nie powtórzyć, dlatego musi im się chcieć!
Podziwiam Piotrusia, który przyjął wielkie wyzwanie - świadomy braku doświadczenia i kompetencji – i rzucił się na głęboką wodę, chociaż to raczej burmistrz Jarosław Berendt go tam wepchnął. W zakresie obowiązków otrzymał pakiet trudnych spraw gospodarczych i technicznych miasta, a zarządzanie nimi i rozwiązywanie problemów - mimo wszystko - do łatwych nie należy. „Nikt nie rodzi się burmistrzem, wójtem czy dyrektorem, ani też nie otwarto - jak do tej pory - „Wyższej Szkoły Wójtów i Burmistrzów” ze specjalizacją dla zastępcy” – broni się Piotruś. „Zawiadywanie to nie jedynowładztwo. Należy opierać się o rzetelne dane, kompetentne opinie doświadczonych pracowników. Podobno pierwsze, czego dowiaduje się szef to to, czego nie da się zrobić”... - przyjął za dobrą monetę. A więc ścisła współpraca z pracownikami, otwartość i szczerość, nadto oczy i  uszy skierowane na mieszkańców, wsłuchiwanie się w ich opinie, wyciąganie wniosków i na tej podstawie precyzowanie doraźnych celów i zadań do rozwiązania, to niewątpliwie podstawowa zasada działalności samorządu.
Młodości! ty nad poziomy wylatuj... No właśnie, ale czy młodość jest skutecznym lekiem na wszystkie bolączki samorządowe, czy przewróci je do góry nogami? Wierzę, że młodość może nawet przenosić góry...
***
Opuściłem szpital zdrowszy, lecz nie w pełni sił, ot potrzeba trochę czasu... Co by złego nie powiedzieć o tym szpitalu – ja po raz kolejny doświadczyłem tutaj tylko dobra - to absolutnie personelowi medycznemu nie można zarzucić braku kompetencji czy kreatywnej postawy przy łóżku pacjenta. Lekarka zarządzająca oddziałem wewnętrznym i oddziałowa pielęgniarka przechodzą same siebie! Pięknie dziękuję - Wam Panie - za troskliwą opiekę, tudzież pozostałemu personelowi.

Przegrana pamięć

Dużymi krokami zbliża się Boże Narodzenie i Nowy Rok. Niemożliwym jest, by przyćmiły one setną rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Pamiętną datą dla wągrowczan jest 30 grudnia 1918 roku, kiedy to tutejsi powstańcy wkroczyli do sali gimnastycznej gimnazjum, gdzie stacjonował oddział pruskiego wojska. Szybko z nimi się uporano, załadowano do pociągu i odesłano do Chodzieży. Wągrowiec stał się wolny!
***
Za kilkanaście dni będziemy wspominać bohaterów tamtych lat nie tylko imiennie, ale przede wszystkim grupowo, bo udział Wielkopolan w tym zrywie był gremialny. Nie byłoby wolnej Polski bez zrywu Wielkopolan, tudzież mieszkańców ziemi wągrowieckiej i okolic, którzy też wzięli udział w wojnie z Sowietami. Do dziś historycy nie ustalili wszystkich nazwisk bohaterów tamtych lat i już chyba nie dojdą prawdy. A szkoda! Znane są głównie nazwiska poległych. Dlatego grupowa pamięć jest tak ważna, bo to powstanie było ważkie dla losów Polski. Ważne dla mieszkańców Wielkopolski, lecz nie dla „ściany wschodniej”. Inna mentalność mieszkańców zaborów wywołała zdziwienie Wielkopolan. Właśnie w mentalności tamtejszych mieszkańców wielce jest pies pogrzebany...
Powstanie Wielkopolskie zgasło w legendzie Powstania Warszawskiego, dziś hołubionego, mimo że krwawo okupionego przez warszawiaków. Podobnie na tym samym piedestale martyrologii stawiane są poprzednie powstania. Jednak nie można zapomnieć o jeszcze jednym powstaniu wielkopolskim, z początku XIX wieku, kiedy to przed wejściem wojsk polskich z Napoleonem na czele nasi żołnierze przegonili Prusaków.
Historycy nadal rozważają i spierają się o przyczyny marginalizacji znaczenia Powstania Wielkopolskiego w świadomości narodu. Wielkopolscy naukowcy są jednomyślni w tej sprawie. Gdy sięgniemy do legendy walki, to okazuje się, że w pierwszej ćwiartce XX wieku tworzyli ją politycy obozu rządzącego. Józef Piłsudski i jego politycy mało co przyłożyli rękę do wyniesienia jedynego zwycięskiego współcześnie powstania na polski ołtarz martyrologii. Zresztą w Wielkopolsce Piłsudski nie był hołubiony, bo nie podał ręki powstańcom podczas ich zmagań z zaborcą.
***
W okresie międzywojennym w Wągrowcu i okolicach czczono pamięć o powstańcach, czego dowodem były zbiorowe mogiły i nagrobki. Na cmentarzu nowofarnym odsłonięto pomnik, który zwieńczył grobowiec. Później zmieniono lokalizację monumentu i ustawiono go na skrzyżowani ulic Opackiej i Klasztornej. Z wybuchem II wojny hitlerowski okupant zniszczył grobowiec na cmentarzu i pomnik przy gimnazjum.
Po wojnie jakby zapomniano o zrywie Wielkopolan. Komunistyczne władze nie bardzo wiedziały, jak połknąć tę „żabę”. Dopiero po 1957 roku co nieco się ruszyło, po ustanowieniu Wielkopolskiego Krzyża Powstańczego. W okresie okupacji hitlerowcy mordowali powstańców, zaś po wojnie uważano ich za co najmniej element „podejrzany”. W Wągrowcu w 1978 roku przy urzędzie postawiono obelisk.
***
Po 1989 roku Powstanie Wielkopolskie też stało w „kącie” historii. Prawo i Sprawiedliwość nie wprowadziło tego zrywu do kanonu polityki historycznej. Nie da się ukryć, że do dziś funkcjonuje ono „na marginesie wyobraźni historycznej przeciętnego Polaka”. Zresztą historyk Przemysław Matusiak napisał wprost, że „poznaniacy mają szczególny talent do wygrywania bitew i przegrywania pamięci o nich”.
Ewidentnym przykładem grzechu zaniedbania i nonszalancji władz jest Wągrowiec. Obelisk usunięto, bo w jego miejsce w tym roku miał stanąć nowy pomnik. Niestety! O pomstę do nieba woła takie podejście do sprawy w roku stu lecia Powstania Wielkopolskiego. W taki właśnie sposób przegrywa się pamięć o powstańcach...

Noworoczne swędy i zapędy

Z Nowym Rokiem można spodziewać się bomby autorstwa burmistrza Jarosława Berendta. Niczym magik wyciągnie królika z kapelusza, którym okaże się kandydat na zastępcę. Do tej pory skrywał, a przede wszystkim zwlekał z podjęciem decyzji. Nie pasili mu nominalni kandydaci, których wskazano w drugiej umowie koalicyjnej o podziale łupów, zarówno Piotr Pałczyński z Bliżej Ludzi, jak i Grzegorz Kamiński z Samorządności Wągrowieckiej 2000. Umowa ta mówi o dwójce równoległych kandydatów na wiceburmistrza. Na tę chwilę miejskiego samorządu nie stać na taki luksus, więc nie dziwię się – chociażby z tego względu – że burmistrz stanął okoniem. Jeden i drugi kandydat nacierają na burmistrza, zwłaszcza młodszy z nich najbardziej walczy o to stanowisko. Dla niego to wielka szansa awansu życiowego i zawodowego, na którą sobie zasłużył, bynajmniej wysokim wynikiem wyborczym.
Trzeba jednak mierzyć siły na zamiary, bowiem niekoniecznie wynik ten oraz doświadczenie społeczne wyniesione z młodzieżowych struktur Sojuszu Lewicy Demokratycznej i samej partii może przekuć się w damasceńską szablę. Ostatnie lata zasiadania w radzie powiatu z ramienia SLD i praca w biurze europosłanki Krystyny Łybackiej też nie predestynują do fotela wiceburmistrza. Czepiam się chłopaka, jakbym to ja chciał wkraść się w łaski burmistrza i zostać jego zastępcą (sic!). Nie w tym rzecz, idzie bowiem nie tylko o wiek i doświadczenie życiowe, tudzież zawodowe, w tym kierownicze i  fachowe - nie pomijając samorządowego - oraz o kompetencje, nie zaś o osobisty image, elokwencję czy erudycję, czego młodemu radnemu nie brakuje.
Starszy kandydat nie przysłużył się w miejskim samorządzie, mimo że przepracował w nim na stanowisku wiceburmistrza 16 lat. Myślę tutaj o ostatnich jego wyskokach, kiedy to cztery lata temu ekipa Stanisława Wilczyńskiego poszła do lamusa, ale Kamiński na krótko utrzymał się na powierzchni w roli radnego. Sam sobie strzelił w kolano i już nie powinien wchodzić do tej samej rzeki. Faktem jest, że teraz wygrał wybory. Co prawda nie został burmistrzem, ale rajcą i jest wiceprzewodniczącym rady.
Nie zazdroszczę burmistrzowi Berendtowi twardego orzecha do zgryzienia. Jednakże nie musi sięgnąć ani po jednego, ani po drugiego kandydata. Może przecież dobrać sobie świetnego urzędnika z ratusza lub sąsiedniego urzędu, wszak wybór należy tylko do niego. A co z umową koalicyjną? Koalicja się nie rozpadnie, no bo do kogo przytuli się SW 2000? Do klubu Krzysztofa Poszwy? Nie ma takiej opcji! Zęby będzie ostrzył Andrzej Reis, który „wyprowadził” się z Bliżej Ludzi i założył własny klub...
Tymczasem burmistrza czeka zmiana regulaminu organizacyjnego Urzędu Miejskiego. Nie będzie mógł tego uczynić do czasu uporania się ze stanowiskiem zastępcy, bo jemu w regulaminie musi przypisać określone prerogatywy. Nie można przecież zrobić tego sztucznie. Czekają też zmiany w statucie miasta, które burmistrz sam wywołał na ostatniej sesji. Twierdzi, że to będą zmiany kosmetyczne, ale czyżby tylko takie? Za regulaminem pójdą przetasowania kadrowe, może nawet zwolnienia?
***
Niestety, przyszło mi spędzić sylwestra i Nowy Rok w wągrowieckim szpitalu. Tak to już w życiu bywa, że nie zawsze człowiek jest panem swojego losu. Zdrowie jest jednak najważniejsze, dlatego wszystkim moim Czytelnikom przede wszystkim życzę dużo zdrowia, radości z życia i wszelkiej pomyślności w życiu osobistym. Do Siego Roku, moi Przyjaciele i Miłośnicy Głosu Wągrowieckiego! Niech Wam się szczęści!

Koniec końca...

„Koniec kadencji to początek nowych wyzwań” – oznajmił były burmistrz Wągrowca w listopadowym wydaniu swojej gazetki samorządowej. Pospieszył się z jej wydaniem nie przewidując, że może przegrać wybory. Zakładał, że wygra i miał do tego prawo. Jednak wybory nie poszły po jego myśli, jednak w swoim comiesięcznym felietonie nie zrobił z tego dramatu.
Napisał go tak przekonująco, jakby cieszył się z... przegranej. Polityk winien przewidzieć negatywny dla siebie scenariusz. Tymczasem lektura tego „biuletynu” przynosi rewelacyjne wiadomości o wizji budowy „drugiego” Wągrowca. „Zawsze byłem, jestem i będę gotowy do dalszej współpracy przy budowie dobrej przyszłości Wągrowca” – napisał i dalej: „Zdaję sobie sprawę, że każdy koniec kadencji daje tak naprawdę początek nowym wyzwaniom”. Kuriozalnym jest stwierdzenie o miłości mieszkańców do Wągrowca, „która zatrze wszelkie podziały”. Nie kto inny, jak były włodarz wywoływał te podziały, poróżniał wągrowczan, po prostu wszędzie wsadzał kij w mrowisko i doprowadzał do skonfliktowania ludzi. Poletka sportowe i  oświatowe były jego „ulubionymi” planszami do gry.
Dziś kreuje się na lidera „sztafety burmistrzów, radnych i mieszkańców, którym na sercu leży dobro miasta”. Swojemu następcy pozostawia sporo projektów i kasę na ich realizację, ale też wiele niedokończonych zadań, które niejednokrotnie były przedmiotem krytyki mieszkańców i Głosu Wągrowieckiego. „Zostawiam też bardzo ambitny projekt budżetu na 2019 rok” – pisze, jakby zapomniał, jak pomstował na poprzednika za niedoróbki na inwestycjach, nadto przypisując sobie podjęcie inicjatywy realizacji niektórych zadań, choćby budowy ulic Kcyńskiej czy Kościuszki. Dziś mówi o sztafecie samorządowców?
Żadnym pocieszeniem nie jest pozostawienie następcy „ambitnego projektu budżetu” na nowy rok. Do 15 listopada musiał to zrobić i przedłożyć go w Regionalnej Izbie Obrachunkowej. Nowy burmistrz w trybie autopoprawek może wprowadzić w nim zmiany, lecz na analizę przedłożonego budżetu nie ma już za dużo czasu. Chcąc nie chcąc nowy burmistrz musi go wziąć na swoja klatę i wykonać. Jednakże będzie rozliczany za nie swój roczny plan finansowy, ale tak było co cztery lata w każdej gminie i powiecie. Ustawodawca w ten sposób zapewnił kontynuację władzy samorządowej na polu finansowo – inwestycyjnym, czyli nowa kadencja nie zaczyna się od nowa, a tym samym historia samorządu nie biegnie od początku. Ciągłość działalności to podstawa funkcjonowania samorządu!
Wgłębiając się w lekturę Wagrowczanie.pl nie sposób nie zauważyć marginalizacji wyboru nowego burmistrza. Stary burmistrz jak mantrę powtarza planowane inwestycje i pozyskane środki, przypisuje sobie zasługi, pokazuje rozpoczęte zadania, chełpi się również wielkim budżetem. A nie ma do tego prawa? – zapyta ktoś. Owszem ma, lecz pokora i powściągliwość są mu obce...
***
W 2019 roku na inwestycje miasto zamierza przeznaczyć 18,6 mln zł. Planowane dochody to kwota 99,2 mln zł, a wydatki - 113,3 mln zł. Nie będę jednak roztrząsał się na przyszłorocznym budżetem, bo nie tutaj jest na to miejsce. Istotą planowanych inwestycji jest kontynuacja planu budowy dróg w mieście, na co miasto zamierza wydatkować ok. 10 mln zł. Niektóre z nich są znaczące, przy czym drogie, inne do powtórnego przedyskutowania przez nową radę. Możliwym jest, że w nowym projekcie budżetu radni skutecznie sobie pogrzebią, wszak będą chcieli już przystąpić do realizacji swoich programów wyborczych. Oby tylko zechcieli pochylić się nad wągrowieckim smogiem i znaleźć na niego skuteczny sposób. Oj, będzie się działo...

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem