wtorek, 23 października
18:25

Wyborcze cuda niewidy

Wszyscy boją się PiS. Pomór jakiś w powiecie, czy co? Strach w oczach widać nie tylko wśród dotychczasowych samorządowców, przede wszystkim jednak PiS-u boją się kandydaci na burmistrzów i wójtów. Najgorsze jest to, że ludzie tej partii pochowali się po kątach, ba, nawet sympatycy się nie odzywają. W niedzielę okaże się skąd powychodzą: niewątpliwie z kościołów, domów opieki społecznej, szpitala. Obywatele, nie dajmy się zwariować! - krzyknął tutejszy rewolucjonista i zawiesił na nadjeziornej rzeźbie Neptuna koszulkę z napisem „Konstytucja”.
PiS wystawił swoich kandydatów na radnych oraz na burmistrza Wągrowca i wójta gminy. W sumie to mało, bardzo mało, jak na tak „warczący” PiS (nie mylić z samorządami - przyp. mój). Obaj kandydaci na włodarzy zwinęli ogon pod siebie i czekają na wolę lokalnego wyborcy. Wydaje im się, że duch w narodzie drzemie i wnet pokaże swoje pazury. A wtedy w mig zgarną władzę bez wyrywania sobie rękawów przy kiepskiej kampanii wyborczej.
W Wągrowcu kandydat PiS – mimo że bez politycznej charyzmy - może sporo namieszać, dlatego liczą się z nim inni kandydaci. Gdyby wszedł do drugiej tury, to na pewno zrobiłoby się niewesoło... Spoko, to nie jest król sawanny, zresztą mało komu znany jest ten lew salonowy. Milszy mu chłód akacji i nawet żyrafy na niego nie spoglądają...
W okalającej gminie może być też ciekawie. Dwoje kandydatów z PiS-owskiego matecznika – co by nie powiedzieć o ich politycznej proweniencji - może zagarnąć w pierwszej turze połowę głosów. Tutaj raczej nie zadecyduje duch PiS-owski, lecz dążenie do wymiany wójta, który popadł w niełaskę części mieszkańców gminy. Moim zdaniem ani jeden, ani drugi kandydat - mimo wszystko - nie są godni urzędu wójta gminy...
***
A jak sytuacja ma się w terenie? W Gołańczy sprawa wydaje się prosta. Dwójka kandydatów pobije się skutecznie. Mieszkańcy chcą wypchnąć z fotela burmistrza dotychczasowego rządcę. Ale czy ich kandydat da radę, mimo że pracował w samorządzie? Nie wszyscy ludzie mu dowierzają. Wspiera go proboszcz miejscowej parafii, jednak jeszcze nigdy tak nie było, żeby pleban wygrał wybory?
Skoki stoją w rozkroku. Stary burmistrz - ponoć starszy od węgla - ma się dobrze i skutecznie krzesze iskry. Dwaj kontrkandydaci nie poradzą mu, ale niespodziankę może sprawić przedsiębiorca handlujący odzieżą. Za sobą ma duże doświadczenie samorządowe. Kandydat z... poznańskiego – objawił się jako ostatni - niczym Mesjasz zamierza zbawić gminę? Mocnym merytorycznie kandydatem jest tutaj urzędniczka z wągrowieckiego magistratu, która zajmuje się planowaniem przestrzennym i architekturą.
Damasławek i  Wapno, tak jak drzemały, tak nadal są w letargu. Ludzie kiwają głowami: - Eee tam, co nowy wójt zmieni, jak nie ma widoków na pieniądze z zewnątrz, a w kasie gminnej pusto... Może te gminy wreszcie obudzą się, gdy dojdzie do zmiany warty? Wybory są dla nich szansą na rozwój i lepsze życie.
W Mieścisku kandydat namaszczony przez odchodzącego wójta już czuje się rządcą gminy. Do pokonania ma jednak trzech kontrkandydatów, w tym najmłodszego z nich. Ten właśnie może sprawić dużą niespodziankę. Główny kandydat znany jest jako przedsiębiorca i restaurator, jednakże oceniany rozmaicie. Wytyka mu się różne sprawki, nie nazywając ich po imieniu...
Za kilka dni wyborcze cuda niewidy mogą zdarzyć się wszędzie. Część mieszkańców obudzi się w innej Polsce, ale w poniedziałek do pracy będą musieli pójść wszyscy i kląć będą tak samo. Dla nich praktycznie nic się nie zmieni, oprócz władzy w gminie...

Ani widu, ani słychu...

Burmistrz Wągrowca wreszcie pojawił się na ulicach miasta, wśród mieszkańców. Wszyscy mogą go teraz podziwiać, nawet do niego pomachać, chociaż on ani słowem do nich nie przemawia. Z banerów nie potrafi - nie umiał też rozmawiać z ludźmi - więc nic dziwnego. Przez prawie cztery lata unikał spotkań z mieszkańcami, nie mówiąc o ich organizacji. Po prostu nie był inicjatywny. Odnosiło się wrażenie, że boi się wyborców. Chętnie bywał i wystawiał się do kamer swoich urzędników podczas uroczystości otwarcia różnych obiektów, nawet placów gier i zabaw. Burmistrz potrafił się też przebierać i występować w rolach niecodziennych: powstańca wielkopolskiego, harcerza, a nawet brata kurkowego, chociaż tylko w kapeluszu brackim...
Póki co, mieszkańcy poznają jego radosną twarz z banerów, a chcieliby poczytać jego program wyborczy. Chwalił go ostatnio zastępca – na inauguracji kampanii wyborczej w Cafe Rene - podkreślając dotrzymanie przez szefa słowa danego cztery lata temu: hasłowego programu wydanego na ulotce wyborczej. Różnie można ówczesne obietnice pojmować. Najprostsza była likwidacja Straży Miejskiej, czy też wciśnięcie wodociągom utrzymania zieleni miejskiej, lub utrzymanie stałej ceny na dostawę wody i odbiór ścieków, wreszcie dochodzenie przez cztery lata do bezpłatnej komunikacji miejskiej, zaś największym faux pas było przypisanie sobie inicjatywy przebudowy ul. Kościuszki, zresztą nie tylko to zadanie poprzednika wziął na swoje barki.
Programu wyborczego nadal ani widu, ani słychu. Nie powiem, że wągrowczanie wyczekują go jak kania dżdżu, ale co niektórzy chcieliby poznać wizję dalszego rozwoju miasta. Zastało jeszcze dwa tygodnie do wyborów, a burmistrz nie odkrył swoich kart. Kiedy i gdzie ludzie mają przeczytać program, podyskutować o nim, wnieść swoje uwagi i przekazać je włodarzowi? Wygląda na to, że będzie sloganowo zapisany na ulotce przekazanej pocztą do mieszkań, tak jak cztery lata temu. Z haseł łatwo jest się wytłumaczyć...
W tym roku do wyborów stanie czterech kandydatów. Wszyscy są mocni, chociaż niejednolici programowo, czego dowiodła debata publiczna z... trójką kandydatów w Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie była okazja poznać programy wyborcze. Dotychczasowy burmistrz nie pojawił się na debacie. Jego wybór. Podobnie mogą zachować się mieszkańcy. To będzie ich wybór...
Zadziwił mnie kandydat PiS na burmistrza, który pochwalił się, że na konwencji PiS zamienił kilka zdań z posłami i premierem, co podsumował: „Tak właśnie wygląda budowa dalszego pola współpracy samorządu z rządem dla Wągrowca” (sic!).
Na debacie pojawił się PiS-owski kandydat na wójta gminy Wągrowiec. Do debaty gminnej nie doszło, bo z udziału wcześniej zrezygnowała kandydatka na wójta, a potem dołączył do chóru martwych dusz ten pierwszy. Organizatorom zarzucił brak profesjonalności w organizacji debaty. To był jego koronny argument odmowy udziału w debacie. Oczekiwał na pytania poszeregowane w bloki tematyczne, raczej bał się pytań na różne tematy.
Przyszedł jednak na debatę miejską, by posłuchać i popatrzeć, jak przebiega „nieprofesjonalna” debata. Zapewne zatkało go na amen. Niewątpliwie dużo z niej wyniósł, a nauki nabyte w sali z pożytkiem wykorzysta w kontaktach z rolnikami. Jeśli liczy na „duch PiS-owski w narodzie”, który wyniesie go na wójta, to się bardzo pomylił. Do kierowania samorządem potrzebne jest odpowiednie przygotowanie zawodowe, wiedza, doświadczenie, inteligencja, a przede wszystkim konieczna jest umiejętność słuchania ludzi i rozmawiania z nimi. W wyborach samorządowych głosuje się na konkretnych kandydatów, powszechnie znanych i szanowanych, mądrych i kreatywnych...

Oj, będzie się działo...

Coraz większa nerwówka robi się w sztabach lokalnych komitetów wyborczych. Upubliczniono już listy kandydatów na radnych do rady powiatu oraz miasta i gmin, jak również znani są kandydaci na burmistrzów i wójtów. Niektóre komitety do ostatniej chwili utajniali nazwiska swoich kandydatów. Teraz już prawie wszyscy wtargnęli do Facebooka, promując się ile wlezie. Nic to nie kosztuje, a nuż, widelec jeden z drugim będą zauważeni, nawet przypadkowo. To tak jakby nie wierzyli w swoją wygraną - wszak wszyscy kandydaci radnymi nie mogą być – lub chcieli się wśliznąć do samorządu małym kosztem. Nie dziwię się im, że nie wierzą w siebie, albowiem znaczna ich liczba pochodzi z nagonki. Prawdą jest, że ludzie na dole nie garną się do władzy, jako że na co dzień słyszą i widzą polityczny cyrk w Warszawie. Polska rozdarta jest na pół też na dole, w gminach i powiatach, nawet na osiedlach i w gospodarstwach domowych.
Tylko pozornie wydawać się mogło, że w tych wyborach Prawo i Sprawiedliwość w naszym powiecie zgarnie sporą ilość mandatów. Nie wygląda jednak na to, zwłaszcza gdy popatrzymy kogo tutejszy PiS ma na listach. Mało tego, że nie obsadzono miejsc mandatowych w każdym z miejskich okręgów (tylko po pięciu kandydatów) - podobnie na liście do rady powiatu - to znalazło się na nich kilka wiekowych osób, szczególnie na liście powiatowej. Jeden z nich ma aż 80 lat. Skoro czują się potrzebni i mają power - bo w ich kreatywność nie uwierzę - to dlaczego nie mają kandydować?
Jeśli nie PiS, to kto będzie górą? Przecież nie Sojusz Lewicy Demokratycznej, który zniknął z powierzchni miasta, a przecież kiedyś razem z Samorządnością Wągrowiecką 2000 brylował w ratuszu. SLD Lewica Razem nie ma żadnego kandydata do rady miejskiej, a kilkunastu do rady powiatu cudów nie czyni. Co lepsi działacze lewicy przesiedli się z dyszącej klaczy na rwącego do władzy rumaka. Jeden z nich z powiatu nawet chciał dosiąść PiS-owskiego wierzchowca... A gdzie jest Kukiz`15 czy Korwin, które to ugrupowania gromadziły dużą publiczność podczas spotkań z wągrowczanami?
***
W wyborach do rady miejskiej wystartują tylko cztery komitety wyborcze, w tym dwa ugrupowania (SW 2000 i PiS). Takiej bidy nikt nie przewidział. Nawet zabrakło koalicyjnego komitetu Platforma, Nowoczesna, Koalicja Obywatelska, nie mniej w powiecie wystawia on 20 kandydatów. Platformowy burmistrz startuje ze swojego komitetu, a jeden z kandydatów na miejskiego włodarza zawiesił członkostwo w PO. Platformowy zastępca burmistrza wystąpi w barwach komitetu swojego pryncypała.
Polskie Stronnictwo Ludowe w powiecie też nie grzeszy siłą, nawet 27 kandydatów może nie obrodzić oczekiwanym plonem, podobnie może być z SW 2000. Egzotycznym komitetem jest Gminne Stowarzyszenie LZS – Gmina Wągrowiec, które wystawiło 5 kandydatów w jednym okręgu.
***
Dużo ciekawiej wygląda sytuacja na polu walki o fotele wójtów i burmistrzów. W Wągrowcu w sobotę dobił czwarty kandydat na burmistrza z nadania PiS. Tutaj zapowiada się krwawa walka. W pierwszej rundzie niewątpliwie polegnie dwójka z nich, a w drugiej - wągrowczan czekać będzie niespodzianka...
W gminie Wągrowiec dotychczasowy wójt nie będzie miał problemów z utrzymaniem stołka, o ile wyborcy nie staną mu okoniem, a o tym często się już mówiło.
W Mieścisku czterech chętnych powalczy ze sobą, podobnie w Skokach. W Wapnie trójka kandydatów pobije się o schedę po byłym wójcie, zaś w Damasławku tylko dwóch stanie w szranki wyborcze. Oj, będzie się działo...

Koń jaki jest, każdy widzi

Ta debata z kandydatami na burmistrza Wągrowca przeszła już do współczesnej historii wyborów samorządowych. Duża frekwencja wyborców oraz postawa kandydatów są dowodem na to, że chcą zmiany włodarza, zresztą pod koniec debaty dało się słyszeć takie pojedyncze głosy, lecz – powiedzmy sobie szczerze - wiara cudów nie czyni...
Trudno jest mi powiedzieć cokolwiek złego o jej przebiegu - wszak byłem organizatorem debaty – podobnie jak wypowiadać się o niej w samych ochach i achach. Ale nie sposób jednak nie podkreślić wysokiego jej poziomu. Rzecz jasna, że kandydaci wylewnie odpowiadali na pytania im wygodne, chociaż wyznaczony czas odpowiedzi nie pozwalał im rozwinąć skrzydeł. Pytania, jakie zadawali sobie kontrkandydaci, wcale nie były zaczepne czy agresywne. W tej części debaty panowała słowna idylla. Kandydaci odpowiadali jak z nut, jakby wcześniej znali pytania konkurentów. Na pytaniach z sali już nie poszło im tak gładko, owszem, padały odpowiedzi wyczerpujące, ale też zdawkowe, wymijające, bądź podpierające się brakiem wiedzy w danym temacie, jak chociażby dotyczące historii sprzed lat ze sprzedażą gruntów pod budowę obwodnicy.
Warto tutaj podkreślić, że podczas debaty nie doszło do harmideru, kłótni, posługiwania się obraźliwymi obelgami. Kultura polityczna zarówno wyborców, jak i kandydatów zasługuje na uznanie. Być może przyczyną takiego stanu rzeczy był brak czwartego kandydata, obecnego włodarza, wobec którego sala niewątpliwie zajęłaby roszczeniową postawę i rozliczała za brak kontaktu z mieszkańcami, skłócenie środowisk oświatowego czy sportowego, nietrafione niektóre inwestycje (na przykład podkreślano brak plaży miejskiej z prawdziwego zdarzenia) i wiele innych grzechów. Sporo padało pytań o podatki, rozwiązania komunikacyjne łączące Wągrowiec ze światem, a także edukację najmłodszych dzieci.
Burmistrz dobrze zdawał sobie sprawę, że może być nękany pytaniami o te i inne nierozwiązane problemy, postanowił więc – jak mniemam - nie stanąć twarzą w twarz z wyborcami, znajdując pokrętne uzasadnienie. Koronnym argumentem odmowy udziału w debacie było udzielenie przez organizatora odpowiedzi na pytania, które dotyczyły m.in. zagwarantowania bezstronności i rzetelności przekazu medialnego. Skoro się tego obawiał, to przecież mógł zrelacjonować debatę w samorządówce Wagrowczanie.pl. Obawiał się też polemiki, dlatego pytał nas, czy będzie dopuszczona, jak również chodziło mu o możliwość sprostowań. Czasy cenzury już dawno minęły i tak naiwne pytanie nie powinno paść z ust lokalnego polityka. Tak samo kłopotał się o to, kto będzie odpowiedzialny za dobór pytań do kandydatów (sic!). Odpowiedzi na te pytania były zawarte w regulaminie debaty, do którego uwag nie miał żaden kandydat czy komitet wyborczy, jak również osobiście odpowiedziałem burmistrzowi - oczekując na potwierdzenie udziału w debacie - na nurtujące go pytania. Jednak nie te - niezasadne - obawy włodarza były przyczyną braku odpowiedzi. Ością w gardle burmistrza jest Portal WRC: „W sytuacji, gdy drugim współorganizatorem jest Portal WRC, mam uzasadnione obawy co do rzetelnego i równego traktowania wszystkich uczestników debaty. Właściciel ww. medium już dawno określił się, co do swoich jednostronnych preferencji wyborczych, nie ukrywając tego na forum publicznym”.
Co by tutaj nie powiedzieć złego, to zapewne burmistrz boi się wyborców - skoro nie chce z nimi publicznie rozmawiać - a przede wszystkim lokalnych mediów, a to niestety zaświadcza o klasie polityka. Cóż, koń jaki jest, każdy widzi...

Po ile ta kiełbasa?

MianowskiMianowski

Het, het lat temu kiełbasa, tudzież czysta wódka kapslowana, gościła na wyborach samorządowych w Skokach. Wyborców częstowano czym chata bogata, tym rada. Burmistrz wtedy wygrał, ale ta sztuczka nie udała mu się więcej razy.
Swego czasu były pilski senator był lepszy od tutejszego burmistrza. Ten bogacz zrzucał z samolotu paczki z kiełbasą na murawę stadionu żużlowego wypełnionego tysiącami ludzi. Szybko jednak się zreflektował i do tej formy zachęty wyborców już nie wrócił. Kilkutysięczna załoga jego zakładu była łatwym kąskiem do pozyskania głosów. Innego razu nikt nie opuścił zakładu bez obfitej paczki z wędlinami. Przynajmniej raz nie musiał wynosić po kryjomu...
***
Ech tam, to było dawno i nieprawda. Teraz nie mieści się w głowie, by takie wyczyny kiedyś mogły mieć miejsce. Po prostu mało kto dziś w to wierzy... Aktualni kandydaci na burmistrzów i wójtów sięgają po bardziej cywilizowane, wręcz wyrafinowane formy reklamy wyborczej. W tej kadencji kartą przetargową były lokalne inwestycje za... obce pieniądze (czytaj: unijne), które stosunkowo łatwo było pozyskać. Chwała za to, albowiem dzięki operatywności włodarzy i samorządowych pracowników miasta i gminy drogami, szkołami, salami gimnastycznymi, żłobkami, świetlicami, placami zabaw stoją. W tym roku gminy wręcz prześcigały się w oddawaniu do użytku obiektów użyteczności publicznej. Włodarze i goście - adorowani przez księży - przecinali wstęgi jedna po drugiej. Efekt? Wystarczy przejechać się po terenie i naszym oczom ukaże się bajeczny krajobraz przepleciony wiatrowymi turbinami, lśniącymi drogami, czy też licznymi piaskownicami... Czy to jest ta sama kiełbasa wyborcza, co wiele lat temu? Ależ skąd, przecież nikt nie zajada się śląską i popija czystą - chyba że na poczęstunku wydanym po - tylko w czasie konsumuje dobra doczesne udostępnione lokalnej społeczności.
***
Rocznicowe obchody 100-lecia państwowości polskiej i wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego służą nie tylko godnemu uczczeniu tych rocznic, ale też przy okazji stawia się pomniki, niepodległościowe ławeczki, odsłania pamiątkowe tablice, funduje i wręcza repliki sztandarów, którym towarzyszą uroczyste eventy.
W Wągrowcu byliśmy świadkami przekazania sztandaru, a wnet – jeszcze przed wyborami – burmistrz zgotuje wągrowczanom dużo większą fetę i to za niemałe pieniądze, oczywiście z ich kieszeni, wszak są podatnikami, więc nic dziwnego, że dba o patriotyczną postawę mieszkańców w roku 100-lecia.
Mało tego, w Dzień bez Samochodu, czyli już za kilka dni, burmistrz na Rynku ogłosi wszem i wobec, że miejska komunikacja autobusowa będzie bezpłatna dla wszystkich, nie tylko dla uprzywilejowanych mieszkańców, seniorów oraz dzieci i młodzieży.
A czy te przykłady są kiełbasą wyborczą, nie uwłaczając świętości rocznicowych wydarzeń, czy może godnym ich uczczeniem? Gdyby objawiono je po wyborach, to mało kto by je zauważył, ale może właśnie wtedy klaskano by burmistrzowi...
***
Sto lat piłki ręcznej w Polsce, obchodzone w tym roku przez Związek Piłki Ręcznej w Polsce, jak również 90 lat szczypiorniaka w Wielkopolsce, obchodzono w Wągrowcu, lecz bez udziału zarządu sekcji piłki ręcznej miejscowej Nielby i prawie że superligowych szczypiornistów. Burmistrzowi jakoś nie po drodze jest z Nielbą. Nic w tym dziwnego, skoro odwraca się do nich tyłem i wcale nie myśli podać piłkarzom rękę i powiedzieć wprost: „Panowie, przepraszam, ale w tym roku miasta nie było stać na zagwarantowanie 1 mln zł, może za rok, jak znowu dobrze wam pójdzie.”

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem