wtorek, 14 sierpnia
14:33

Mea culpa, mea culpa...

Wybory samorządowe niebawem wskoczą na pierwszy plan życia społecznego w miastach i gminach oraz w powiecie. Komitety wyborcze już działają, łowiąc ryby do swoich sieci. Wpadają też do nich rybki, ale praktycznie rybacy maja kłopoty z połowami. Ryb po prostu nie ma...

Mało który komitet wyborczy uchylił rąbka tajemnicy i pochwalił się dorodnymi rybami. Owszem, mają po kilka wiekowych okazów, ale przecież nie o to chodzi. Nie idzie też o płotki, a łowi się wszystko, co w sieć wpadnie. Taką mamy pogodę, po prostu ryby nie biorą. Na bezrybiu i rak ryba. Z kandydatami nie tylko ma problem Prawo i Sprawiedliwość, lecz także pozostałe opcje. Ryba nie bierze i nic na to się nie poradzi. Czas jest na zmianę pogody (czytaj: politycznej), tudzież społecznego klimatu, jak również zmian w gabinetach burmistrzów i wójtów.

W powiecie kilku włodarzom fotele przyrosły do ich... siedzeń. Nie tylko są zaawansowani wiekowo, ale też stażem samorządowym nie odbiegają wiele od swoich lat. Niektórzy podjęli już życiowe decyzje i słusznie. „Czas oddać władzę innemu, najlepiej młodszemu, chociaż niekoniecznie prężniejszemu i lepszemu ode mnie” – rzekł jeden ze znanych mi włodarzy. I ma rację, no bo jak długo można ten samorządowy wóz ciągnąć?

Wśród samorządowców są też włodarze samokrytyczni wobec siebie. W ostatnich czterech latach nie dali rady i sami teraz poddają się. Niech teraz inni spróbują tego miodu, który często był zaprawiony dziegciem. Wielu mieszkańcom miast i gmin wydaje się, że włodarze opychają się tylko miodem, a im zostawiają spadź do połechtania podniebienia. W samorządach nie ma miodu, a jest mnóstwo ciężkiej pracy na rzecz lokalnych społeczności. W Polsce jest wiele gmin, które opływają w miodzie, wszak wyrabiają wysokie dochody w przeliczeniu na jednego mieszkańca, ale też „bieda z nędzą” towarzyszy znacznej grupie samorządów.

***
Wzorem ubiegłych lat myślimy o debatach społecznych kandydatów na włodarzy z mieszkańcami. To jest okazja do rozmowy na tematy intersujące obie strony. Kandydaci uważnie wsłuchują się w to, co ludzie mówią i czego sobie życzą, lecz po wygranych wyborach życie zazwyczaj wskakują na inny tor. Zapominają o tych „koncertach życzeń”, czemu czasami są też winni mieszkańcy, bo w toku kadencji nie egzekwują złożonych obietnic.

Burmistrzowie i wójtowie obrastają w piórka i realizują swój program wyborczy, czego dobitnym przykładem jest Jakubowe miasto. W Wągrowcu inspirację do większości zadań stanowiły pomysły burmistrza z okresu przedwyborczego. Jeśli były trafne i uzasadnione społecznie, to dlaczego nie mają być realizowane? Proszę bardzo!

Ale niektóre pomysły nie były trafione, chociażby pobudowanie poszerzonego chodnika na odcinku pomiędzy obu cmentarzami farnymi. Kondukty pogrzebowe jak chodziły ulicą, tak nadal chodzą. A zależało burmistrzowi -- także mieszkańcom – na bezpieczeństwo ludzi. A gdzie jest pies pogrzebany? Ot, proboszcz ma za wąskie bramy cmentarne (sic!). Karawan mimo wszystko nie skręci z cmentarza na chodnik, co było wcześniej do przewidzenia podczas planowania budowy chodnika. A może to zakłady pogrzebowe są winne, bo zamiast wstawiać trumnę na melexa to przewożą ją wypasionym mercedesem?

***
Teraz nadchodzi okres sumowań dokonań samorządów w mijających czterech latach. Włodarze mogą nie tylko chwalić się osiągnięciami, ale też powinni uderzyć się w piersi i żałując za grzechy publicznie powiedzieć „mea culpa”.

Na powstańczo...

W służbach mundurowych trwa proces funkcjonariuszy. Pierwsi o swoje portfele zadbali policjanci, potem o sobie pomyśleli strażacy i pogranicznicy.
Policjanci nie chcą za dużo, żądają 650 zł podwyżki i to, co im zabrano wcześniej. To im się należy! Lecz takiego okrzyku nie wyda była pani premier, ani też obecny minister spraw wewnętrznych i administracji. Może w końcu usłyszą: „To im się należało!”, gdy skutecznym okaże się protest. Nie wolno im strajkować, czyli zaprzestać pracy, ale wolno protestować. Najprostszym sposobem jest niekaranie mandatami, tylko upominanie sprawców wykroczeń, co zresztą zalecają policyjne związki zawodowe. Mniej wpłynie – co prawda – do kasy Skarbu Państwa, ale przez to minister w końcu się może obudzi. Przełożeni jednak wymagają nakładania mandatów, za co funkcjonariusze są premiowani, a zdolniejsi policjanci wpierw pomyślą o swojej kieszeni...
Póki co, nie ma przyzwolenia „naczelnika państwa” na podwyżki, a jest akceptacja rozprawiania się z demonstrantami na ulicach miast. Chłopaki walczą jak lwy i trzymają się płotków, wyławiając „chętnych” do ukarania, przy czym pocą się, bo nikt im nie poda wody. O to też policjanci mają pretensje.
W sierpniu zapowiadany jest strajk włoski, polegający na powolnym, aczkolwiek skrupulatnym wykonywaniu swoich obowiązków. We wrześniu planowany jest zlot policjantów do Warszawy na wielką demonstrację. Ciekawe, kto będzie ich chronił przed atakami młodych nacjonalistów. Może teraz warszawscy demonstranci wystąpią w roli policjantów i zobaczą jaki to miód?
Zasięgnięcie języka na temat protestu na dole, czyli w wągrowieckiej komendzie, okazało się nie takie proste. Pani komendant i powiatowy związkowiec są na urlopach, rzecznik również, a zastępca komendanta odesłał mnie do szefa wojewódzkich związków w Poznaniu. Wszyscy chcieli mi pomóc, nawet policjant, do którego zadzwoniłem na telefon wskazany na stronie internetowej komendy powiatowej. Pod tym telefonem nie zgłosił się jednak związkowiec, lecz funkcjonariusz prewencji... i przeprosił mnie, że to nie jest jego wina, wszak już wcześniej zgłaszał pomyłkę rzecznikowi. Wszystkim policjantom - tak czy owak- dziękuję za okazaną pomoc w pozyskaniu informacji.
***
Kilka terminów rozpoczęcia rozbudowy szpitala już jest poza nami. Ale de facto jaki to był termin, bo podawano różne daty i żadna z nich nie wypaliła? Ostatnią był 1 lipca, jak zapodało starostwo. Wcześniej jednak okazało się, że do rozbudowy swoje trzy grosze dołożył wojewódzki konserwator zabytków. Poszło o windę zewnętrzną na przodzie elewacji i jej kolor. Konserwator musiał to zrobić, bowiem nie pomyślał o tym Zespół Opieki Zdrowotnej jako inwestor, ani też projektant rozbudowy szpitala. Przez to odwlekł się kolejny termin. Ze zgodą na wycinkę drzew spóźnił się też zarząd powiatu, bo z ostatnim wnioskiem do konserwatora wystąpił w lipcu.
Konia z rzędem podaruję temu, kto poda mi dziś termin rozpoczęcia robót budowlanych?
***
Im bliżej centralnych obchodów Święta Niepodległości i setnej rocznicy wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego, tym coraz częściej fetujemy te święta w gminach i powiatach. Świątecznych imprez kulturalnych i  sportowych, wręczania sztandarów, odsłonięć tablic i pomników będzie sporo, aż do czasu kampanii wyborczej, bo wtedy władze lokalne popadną w amok wyborczy i nie będą im w głowie uroczyste obchody.
Obawiam się jednego, a warto aby przed tym „bezeceństwem” zabezpieczył się burmistrz Wągrowca. Otóż zachodzi obawa, że na odsłoniętym pomniku ktoś zawiesi nocną koszulę z napisem „konstytucja”...

Gdzie raki zimują?

MianowskiMianowski

Co mają ze sobą wspólnego - przypadające w  środę - imieniny Jakuba i Krzysztofa? Św. Jakub to patron miasta i parafii farnej, a św. Krzysztof jest patronem m.in. kierowców, zaś jego imię nosi burmistrz Wągrowca. I już jesteśmy w domu, w swoim domu - grodzie nad Wełną i Nielbą, nad którym pieczę sprawują dwaj imiennicy. Ten pierwszy będzie wiecznym strażnikiem miasta, a drugi - mimo wszystko - czasowym...
Jakubowe imieniny fetowano w miniony weekend, a o imieninach włodarza było cisza sza. W środę zapewne zerwą się rządzący radni miejscy oraz ratuszowi urzędnicy i pospieszą do szefa z życzeniami, tudzież z wiązankami, nie daj Boże koszami kwiatów i upominkami, którymi niekoniecznie będą czekoladki. To może być ostatnie miłe spotkanie z szefem, no chyba że milsze będzie rozstanie jesienią tego roku? Burmistrz jednak trzyma się fotela mocno, co nie oznacza, że jest przyspawany do siedzenia. Co to, to nie - jeszcze nie - jak to drzewiej bywało, gdy wyborcy odkuwali włodarzy od foteli.
***
Jeszcze nie ogłoszono terminu wyborów, jednak potencjalni kandydaci do urzędu burmistrza po cichu skradają się. Póki co nikt z nich oficjalnie nie przyznał się, ot, jeden czeka na drugiego. Czwórka kandydatów ogląda się na siebie, jakby bali się cienia, a może chodzą tropem cienia przeciwników? Jeden z nich – spod znaku SW 2000 - powiedział, że poinformuje nas o  kandydowaniu na burmistrza na przełomie lipca i sierpnia, a stowarzyszenie to zgłosi też swoich kandydatów do rady powiatu i rady miejskiej. Inny chowa się po kątach, bo się boi hejtu i wiąże go dżentelmeńska umowa, więc wystartuje do wyborów dopiero wtedy, gdy jego konkurent... zrezygnuje z kandydowania (sic!). Ten właśnie kandydat w wywiadzie dla Głosu nie potwierdził swojego startu, chociaż stwierdził, że w mieście bezwzględnie jest potrzebna zmiana, zaś czwórka kandydatów winna skrzyknąć się i wystawić jednego. Czwarty kandydat na rozprawie sądowej odgrażał się mnie i jaśnie panującemu burmistrzowi, że pokaże wszystkim gdzie raki zimują...
Wszystko to jest małostkowe, żeby nie powiedzieć żałosne, wprost pachnie zabawą w ciuciubabkę. A może wybory samorządowe de facto takimi są? Nie ma w tym pytaniu nic zdrożnego, gdy spojrzymy w tył i przypomnimy sobie, jakiej marki ludzie stawali do wyborów. Zazwyczaj nie były nimi orły samorządowe i tytani pracy organicznej. Często niekompetentni, bezkrytyczni wobec siebie, zawistni, kiedyś przegrani, którzy w życiu nic wielkiego nie osiągnęli, ale ambitni i zacięci w dążeniu do celu.
***
W powiecie włodarze miast i gmin zacierają ręce. W gminie Wągrowiec i Gołańcz nie dopuszczają do myśli przegranej, lecz życie lubi płatać figle i niemożliwe może okazać się... możliwe, czego przykładem jest wynik poprzednich wyborów w tej pierwszej gminie. W obu samorządach już ujawnili się kandydaci. W Skokach i Mieścisku do wyborów zamierzają stanąć obecni włodarze, co prawda już wiekowi, ale dziarscy gospodarze. A jakie o nich zdanie będą mieli wyborcy? Jednakże w obu gminach szykują się kontrkandydaci, dużo młodsi, dziarscy, lecz niekoniecznie błogosławieni przez mieszkańców...
W Damasławku wójt nie ma innego wyjścia i stanie do wyborów. Jego poprzednik nie da mu jednak spokoju i będzie starał się zakłócić czteroletni błogostan. W  Wapnie już jest sprawa jasna. Wójt ma dość rządzenia małą, biedną gminą i nie stanie w szranki wyborcze. Konflikty personalne w urzędzie gminy przypieczętowały jego decyzję.
Uff, zanosi się na ciekawą walkę wyborczą we wszystkich gminach. Oby tylko kandydaci nie poszczerbili sobie szabel!?

Ludzie listy piszą...

Rondo Solidarności – jak nazwa podpowiada - zamiast łączyć okolicznych mieszkańców, to mimo wszystko nadal wywołuje kontrowersje. Już w trakcie budowy wykonawcom ul. Przemysłowej i ronda zgłaszano uwagi, jednakże nikt nimi się nie przejął. Chodziło im nie tylko o niewielkie oddalenie pasa jezdni od murów środkowej kamienicy - vis a vis ronda - i zmniejszenie powierzchni do parkowania aut po stronie KRUS, ale też o utrudnienie wyjazdu z  posesji przy ul. Janowieckiej 4.
Otóż jej właściciel lub rodzina - wyjeżdżając z niej - musi skręcić w prawo, bo na wprost ma linię ciągłą. Owszem, może nawrócić, korzystając z wjazdu do najbliższej posesji lub też pojechać dalej do ronda Pałuckiego i stamtąd udać się do centrum. Znany mi młody mieszkaniec często korzysta z przyczepki towarowej i z nią przechodzi gehennę podczas nawracania.
Tuż po oddaniu ulicy i ronda rodzina spod „czwórki” wysłała do burmistrza wniosek – datowany 12 października 2017 r. - w sprawie zmiany organizacji ruchu, polegającej na wyznaczeniu linii przerywanej na wprost ich wyjazdu. W kwietniu tego roku burmistrz poinformował zainteresowanych, że ten wniosek zostanie przekazany pod obrady Miejskiej Komisji ds. Bezpieczeństwa i Organizacji Ruchu. Dopiero 15 czerwca komisja ta rozpatrzyła rzeczony wniosek. Po miesiącu przyszła odpowiedź, że komisja „rekomendowała utrzymanie dotychczasowej organizacji ruchu ze względu na ukształtowanie i lokalizację ronda” i stwierdziła „brak zasadności realizacji przedmiotowego wniosku”.
Rodzinie pozostaje złożenie skargi do Rady Miejskiej, jak to czynią inni mieszkańcy niezadowoleni z rozstrzygnięć burmistrza. Takie skargi od czasu do czasu wpływają do władzy samorządowej i wpierw przechodzą przez sito Komisji Rewizyjnej, która bada zasadność wniosku pod względem formalnym i merytorycznym, a nawet przekazuje ratuszowemu radcy w celu wydania opinii prawnej. Niestety, zazwyczaj skargi na burmistrza radni oddalają jako niezasadne. Tak było też ostatnio.
Skarżącym małżeństwu K. i T. O. nie przyznano racji. Komisja rewizyjna oddaliła skargę na burmistrza, ale wydała zalecenia dla Urzędu Miejskiego jako organu prowadzącego Szkołę Podstawowa nr 4. Ratusz ma stworzyć spójny program oraz regulamin dyżurów nauczycielskich, by zminimalizować problem przemocy w szkole. Kuriozalnie brzmią dwa ostatnie wnioski: „Zaleca się, aby podobne tematy były omawiane także na posiedzeniach Komisji Edukacji, Kultury, Sportu i Polityki Społecznej, która posiada większe kompetencje w omawianej tematyce, i drugi: „Zaleca się, aby nadzór nad placówką był bardziej wnikliwy, dzięki temu szkoła będzie bardziej bezpieczna”. Szkoda, że nie zaproponowano, by burmistrz pełnił w szkole dyżury śródlekcyjne...
Podobny los spotkał inną skargę wągrowczanki H.G. na działalność burmistrza. Komisja Rewizyjna „nie znalazła podstaw do uznania, że Burmistrz Miasta Wągrowca swoim działaniem wykazywał chęć zemsty na Pani H.G. i jej synu”. Skarżąca „nie stosowała się do wydanych decyzji oraz nie przestrzegała terminów płatności rat podatku, który został w części umorzony”. Mało tego, komisja wielokrotnie już zajmowała się skargami tej mieszkanki na burmistrza...
Gdzie więc pokrzywdzeni mogą dochodzić swoich racji? Na pewno w sądzie, lecz to kosztuje trochę pieniędzy. Nic dziwnego, że często przychodzą do redakcji wylać swoje żale i praktycznie na tym sprawa się kończy, no chyba że temat będzie nadawał się na artykuł...

Powagi i rozwagi

Kandydatów na burmistrza Wągrowca jakoś nie widać na horyzoncie, no, poza jaśnie nam panującym, który niejako z urzędu wystartuje w wyborach. O tę kandydaturę nie trzeba się kłopotać. Gorzej jest z innymi, którzy są na ustach mieszkańców, lecz nie kwapią się do boju. Żaden z nich nie powiedział głośno i wyraźnie, że przymierza się do fotela burmistrza. Jeden spogląda na drugiego i wyczekuje jego ruchu. Teraz letnia kanikuła, więc wszyscy kandydaci chowają się przed... słońcem. Za miesiąc, dwa może być już za późno, co w przypadku mało znanego kandydata przyniesie opłakane skutki. Ujawnić się trzeba jak najprędzej, pokazywać się mieszkańcom, rozmawiać z nimi, spotykać z ludźmi opiniotwórczymi, a na to potrzeba dużo czasu i cierpliwości. Skończyły się czasy wysyłania SMS-ów, wydzwaniania i pisania maili oraz wpisywania się na profil Facebooka. Nie odrzucam tych form kontaktu z wyborcami, ale bezpośredni kontakt z nimi mimo wszystko jest najskuteczniejszy.
Jak na razie mówi się o trzech kandydatach na urząd burmistrza, poza urzędującym, o którym - wbrew oczekiwaniom - mówi się najmniej. Na lokalnej giełdzie wymienia się nazwiska radnego wojewódzkiego, dziennikarza i byłego wiceburmistrza. Pada też nazwisko muzyka i czeka na kandydata PiS. Ten jeszcze nie ujawnił się, a raczej nadal jest poszukiwany... Samorządność Wągrowiecka 2000 po staremu myśli o wyborach. Jej lider oznajmił, że przygotowywana jest lista kandydatów na radnych do powiatu i miasta oraz na burmistrza. PiS ma kłopoty ze zmontowaniem list, po prostu ludzie nie garną się do władzy. Platformowcy jeszcze nie wyszli z cienia, chociaż mówi się o pojedynczych osobach. PSL w mieście nie ma racji bytu. Kukiz`15 posiada w  Jakubowym grodzie nie tylko biuro poselskie, ale też trochę sympatyków. O Nowoczesnej zaś ani widu, ani słychu. SLD ponoć ostrzy sobie zęby, lecz gorzej już nie może być.
Już jeden pierwszych kandydatów ujawnił się tutejszej opinii publicznej? Co prawda nie powiedział wprost, że będzie kandydował, ale odważnie podzielił się z czytelnikami, co myśli o rządach burmistrza i  efektach czteroletniego zarządzania miastem. Powiedział jednak wprost: „Wągrowiec zasługuje na lepszego burmistrza niż ma obecnie” (czytaj na str. 6).
***
Zejdźmy jednak do poziomu miejskiego samorządu, który w ostatnich tygodniach ożył za sprawą opozycji i radnych niezrzeszonych. Oni też nie mają pewnego kandydata na burmistrza, ale dyskutują i rozważają różne opcje. Wiatru w żagle nabrali po dwóch nadzwyczajnych sesjach rady miejskiej, kiedy to nie doszło do uchwalenia forsowanych przez burmistrza uchwał, m.in. w sprawie nadania marszałkowi województwa honorowego obywatelstwa miasta. Wystarczyło by 10 sprzymierzonych radnych zbojkotowało sesję i skutecznie posprzątano. Opinii publicznej pokazali swoją siłę a burmistrzowi figę...
Uroczysta sesja Rady Miejskiej raczej będzie minorowa, zwłaszcza gdy poprzedniego dnia na nadzwyczajnej sesji dojdzie do powtórki z rozrywki. Marszałek i tak nie przyjmie honorowego obywatelstwa, o czym już wie burmistrz, dlatego wycofa ten punkt z porządku obrad. Dla marszałka ta sprawa stała się już żenująca i prosił mnie o zwolnienie z odpowiedzi na zadawane mu pytania. Uff...
***
Jakubowe imieniny Wągrowca, tudzież Krzysiowe święto burmistrza tuż, tuż. Obu imiennikom życzę powagi i rozwagi, Jakubowej powagi dojrzałości i burmistrzowskiej rozwagi młodości. Niech powaga i rozwaga idą w jednej parze dla dobra miasta i mieszkańców!

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem