ABS-y i ABG-i

  • Drukuj

franciszek-szklennik

Ten pierwszy skrót oznacza najczęściej Absolutny Brak Szyi, a ten drugi Absolutny Brak Głowy. Posiadacze braku szyi wyznaczają ostatnio standardy debaty publicznej, zwłaszcza tam, gdzie pojawi się premier Tusk. Zaczęło się w Poznaniu, gdzie fani „Litara”, pod hasłem obrony wolności słowa, nazwali premiera słowem, którego na salonach nie uświadczysz. Jedno z haseł z transparentu zapowiada obalenie rządu, co oznacza, że przed każdym lokalem wyborczym powinni stanąć chłopaki z szalikami i dawać wycisk każdemu, kto poprze obecną ekipę. Kibole postawili się na równi z właściwie pojętą demokracją.

Wprawdzie demokracja to też wyraz woli mniejszości, ale pod warunkiem, że uzyska zgodę większości. Wyjdzie na to, że kibolstwo, które jest głaskane przez niektórych polityków opozycji, stanie się największym sojusznikiem zwolenników zniesienia paragrafu 212 k.k. Dziennikarz ma małe szanse na opublikowanie słów zaczynających się na „k” i „ch,” chyba, że tekst ma szanse na Pullitzera. Kibol nie musi nawet pytać siebie o zgodę na dystrybucję niezbyt salonowych wyrażeń. Ciekawe, czy uzyskiwali zgodę na zgromadzenia na drodze Tuskobusu? Ponieważ na stadionach będzie można przyjąć zgodnie z prawem piwo do wnętrza uduchowionego kibica, należy się spodziewać wzmożonego wysiłku służb porządkowych i medycznych po spotkania TM-Ekstraklasy. Ponieważ na mecze nie chodzą już prawie rodziny z dziećmi, kibic udaje się na Bułgarską po kilku piwach i tam dokończy dzieła zniszczenia swojej orientacji w przestrzeni i terenie. Obok kamienicy, w której mieszkam, znajduje się sklep kojarzony z przysmakiem Francuzów i w dni meczu „Kolejorza” odnotowuje wzmożony ruch. I to bez znaczenia, czy wygrana, czy wtopa.
Czas zatem na druga grupę. Absolutny Brak Głowy leczony może być dwiema metodami. Jedną zna Lidia Kozdęba i dotyczy tych, którzy potykają się o kapsle. Druga metoda nie znajduje potwierdzenia klinicznego w przypadku bohaterów naszego życia publicznego i nie leczy tego nawet urna...wyborcza. Tak więc poradnia na Libelta może nadal zajmować się swoimi pacjentami i nie grozi nawał pracy w październiku. „Dziekanka” w Gnieźnie też nie rozbudowuje się z tego powodu. Odnoszę wrażenie, że niektórzy prezesi, przewodniczący i ich rzecznicy czekają ranka, by zagrzmiała wiadomość o jakiejś tragedii. Można ją przecież natychmiast wykorzystać przeciwko swoim konkurentom. Słynny już pan „Paprykarz” posłużył świetnie do gry wyborczej i tylko żałować należy, że w czasie, kiedy rządzili dzisiejsi jego przyjaciele (?) nie było takich wichur, bo liche konstrukcje nie wytrzymałyby tego. ABG dotknął także niektóre panie z tej partii, występujące w ciekawym programie „Babiląd”. Jak mantrę powtarzają słowa szefa i jego przy...asów i tracę zainteresowanie ich figurami, strojem i makijażem. Czasami dochodzę do smutnego wniosku, że głowa służy wyłącznie do noszenia włosów i okularów. Wystawcie zatem te swoje aniołki na listy na „jedynkach”. Może nie będzie lepiej, ale będzie inaczej.