Jutro i za parę dni

  • Drukuj

Kiedy wrócę z zaplanowanej wizyty zagranicznej będzie już jeden dzień po październikowych wyborach. Wszechobecny Internet pozwoli jednak śledzić prognozy i wyniki. Tak więc wyląduję w Warszawie z pytaniem: jak żyć, panie premierze... i tu wystarczy tylko wpisać nazwisko. Wszystko wskazuje na to, że obudzimy się w starej - nowej rzeczywistości. A póki co trwa walka na plakaty i banery. Rządzący obwiesili powiat zaraz na starcie kampanii, a opozycja wiesza teraz swoje plakaty nad tamtymi. Słychać już pomruki brudnej kampanii, w której raczej nikt nie będzie przebierał w środkach. Teraz na tapecie jest prezes Najwyższej Izby Kontroli, czy też - jak mawiają inni - Najwyższej Kontroli Izby. Szczególnie w kamienicach kryjących swoje tajemnice i tajemnicze osoby.

Wągrowiec nawiedził wicepremier Gowin na zaproszenie posła i kandydatki na senatora z naszego okręgu wyborczego. Tak już w Wągrowcu mamy, że możemy liczyć na VIP-owskie wizyty z pewnością wtedy, gdy liczone są ewentualne szable wyborcze. A potem idziemy w zapomnienie. Jesteśmy takie miasto przejazdem, ale wynika to również z tego, że brakuje chętnych do walki o najwyższe statusy. No może nie do końca brakuje, ale brakuje na pewno liderów mogących zapewnić sobie ekstraklasowy awans. Lubimy biegać w ligach prowincjonalnych chyba.

Tymczasem mieszkańcy coraz częściej zadają pytania o to, jak bliżej ludzi są włodarze? Czy oddzwaniają wtedy, gdy obiecują, że to zrobią? Czy wszystko w porządku jest z układaniem kadr w żłobku i czy powtórzony zostanie chociażby projekt edukowania mieszkańców w zakresie prawidłowego palenia w piecach i kominkach, bo coraz zimniej i czarne smugi z kominów coraz częściej zasłaniają niebo.

***

Chodzą słuchy, że burmistrz i jego ekipa szykuje sobie front medialny. Mamy nadzieję, że nie będą prekursorami tworzenia "samorządu dziennikarskiego", o jakim marzy obecna władza polityczna i państwowa. Pomysł z piekła rodem i nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że prowadzić może wyłącznie do złapania niepokornych wydawców i redakcje "za twarz". Wierzcie mi Państwo, że spotykam już takich mieszkańców powiatu, którzy przekonują mnie, że jest to doskonałe rozwiązanie i powinniśmy cieszyć się z tego, jak np. dziecko z lizaka. Przypomina to trochę reakcje na pojawiające się kontrowersyjne filmy: nie oglądałem, ale jestem przeciw. W tym przypadku jestem za.

***

Mam smutną wiadomość dla tych, którzy walczyli uparcie o zakaz lokalizowania ferm zwierzęcych i śmietnisk w pobliżu zabudowań. Właśnie wchodzą w życie przepisy umożliwiające lokalizowanie ich w odległości 101. metrów od zabudowań. W dużym skrócie opisując regulacje ustawowe osoby protestujące przeciwko fermie bądź chlewni w sąsiedztwie będą zagrożone łatwą utratą statusu strony w konflikcie sądowym, bo wystarczy, by inwestor przesunął granicę obiektu na 101 m od zabudowań mieszkaniowych, żeby nie mogli się odwoływać. Ministerstwo ma swoje wytłumaczenie, ale należy się spodziewać rozstrzygania tej kwestii przed obliczem Komisji Europejskiej. Wprawdzie przepisy mówią, że będzie uwzględniany teren, na którym mają być lokalizowane, ale - jak życie niejednokrotnie pokazywało - zawsze się znajdzie furtka, żeby obejść restrykcje i zakazy.