Małpy, małpki

  • Drukuj

W niedzielę, w Dniu Matki, sklepy otwarte na oścież, a przy okazji wybory. Ja również wpaść musiałem do marketu, bo papryki mielonej zabrakło do doprawienia flaków, których cały gar ugotowałem. Minąłem się z gościem, który wychodził ze sklepu z wysoko podniesioną brodą, a w ręku trzymał tzw. „małpkę”, czyli coś płaskiego, szklanego i z zawartością dla dorosłych. Osuszył jednym pociągnięciem flaszeczkę, wyssał ostatnie krople i nawet chyba zapach, wrzucił jak należy buteleczkę do kosza na śmieci i zadowolony na tę chwilę zaczął się oddalać w nieznane. Jednak zatrzymał się i siarczyście zaklął: - K..., miałem przecież bułki kupić! Pomyślałem sobie: a jak bułek zabraknie? „Małpki” stały się chyba ratunkiem dla gospodarki, bo szacuje się, że rodacy kupują ich dziennie ponad 3 miliony sztuk. Teraz już wiem, skąd kasa na wyborcze obietnice, a w dodatku znam już odpowiedź na pytanie: dlaczego wróciliśmy na pierwsze miejsce w Europie pod względem spożycia?
No dobrze, flaki doprawione, żona pracowała w komisji wyborczej, dzieci - zgodnie z zaleceniami koleżanki Iwony - dawały wielogłos, więc ja wędki do samochodu i na Maciejak. Na pomoście pojawił się podobny do mnie moczykij. Usiadł w przepisowej odległości, wymieniliśmy wędkarskie grzeczności, czyli krótkie opowieści jakich to ryb nie złapaliśmy i czekamy na drgnięcia spławików. U mnie drgały częściej i wcale, wcale okazy trafiły do siatki. Słońce nawet świeciło, ale w pewnym momencie poczułem, że coś kapie z nieba. - Pada - mówię do wspólnika w zajęciu. „Zaraza na stare panny” - słyszę w odpowiedzi. Milczę i czekam na ciąg dalszy. „Jak słońce świeci i deszcz pada, to tak się mówi” - dobiega ze stanowiska obok. Kiedy wyciągam trzeciego okazałego leszcza, sąsiad z pomostu mówi - Ma pan dzisiaj farta, a u mnie małpy nie chcą brać...

***
Przez najbliższe dni będziemy zmuszeni oglądać wizerunki kandydatów do Parlamentu Europejskiego, zanim ktoś sprzątnie ten bałagan. Wiele wizerunków jakby krzyczy do nas: czego ode mnie chcecie, ja chcę mieć tylko Wasze głosy. Moje miejsce jest przy okienku kasowym w Brukseli i Starsburgu. Patrzę na te ubrane w garnitury wizerunki i mam wrażenie, że tylko Jakub Rutnicki przemawiał z plakatów bez odpychania. A palce ułożone w literę „V” nie oznaczały: pięć małpek proszę.