Zwarcie

  • Drukuj

Ostatnie dni były dniami wyczekiwania na emisje dokumentu braci Sekielskich o zjawisku i skali pedofilii w polskim Kościele. Już wcześniejsze zapowiedzi mówiły o tym, że film pt. „Kler” to pikuś przy materiale Sekielskich. Film Smarzowskiego powstał na podstawie faktycznych doniesień, ale zawsze pozostaje filmem. Dokument Sekielskich jest prawdziwy, wstrząsający i prędzej czy później wywoła szerokie społeczne reperkusje. Był i jest uderzeniem w swoisty dzwon, który dopiero zacznie wydawać coraz głośniejsze dźwięki. Media, w tym i my, pisały o fakcie molestowania seksualnego w wydaniu byłego już duchownego z Wągrowca. Póki co cicho o następnych zdarzeniach, ale wszystko się może zdarzyć. Opisany przez nas kościelny hierarcha, pochodzący z naszego powiatu, uczestniczył w wątpliwym dziele tuszowania przypadków pedofilii i molestowania seksualnego. Docierają do mnie pomruki niezadowolenia z faktu, że napisaliśmy o tym. Wręcz sugeruje się mi, że jak jestem stąd, to powinienem tego nie zauważyć. Zauważam. Nawet za cenę utraty pewnych znajomych.
Dokument Sekielskich, który miał we wtorek już 12 milionów odsłon, wstrząsnął ludźmi. Przy okazji jednak pokazał nam oblicza ludzi, którzy powinni skorzystać z okazji do milczenia, ale nie skorzystali. Prezes Kaczyński grzmi, że dokument Sekielskich jest przykładem tego, jak się atakuje Kościół katolicki w Polsce. Metropolita gdański uznał, że nie ogląda „byle czego”, co tylko potwierdza przypuszczenia, że jest bardzo przywiązany do swojego widoku, tudzież biletów narodowego banku oraz etykiet pewnego produktu objętego akcyzą. Metropolita krakowski, który „zasłużył się” w zamiataniu pod dywan sprawek jednego z poznańskich arcybiskupów, wytoczył najcięższe działa przeciwko prawdzie, a co najgorsze - przeciwko ofiarom. Ponieważ sam jest absolwentem słynnego poznańskiego liceum - „Marcinka”, postanowił przewodniczyć mszy, która poprzedzi uroczystości jubileuszowe tego zasłużonego liceum. Pewnie nie spodziewał się reakcji części koleżanek i kolegów, którzy postanowili urządzić w tym dniu pikietę przeciwko jego postawie w dziele dezawuowania głosu ofiar.
To tragiczna strona zjawiska. I jest jeszcze ta śmieszna. I tak śmieszna, że... tragiczna. Głośno o tym, kto i z kim targuje się o pierwszeństwo w dziele pokazania zjawiska pedofilii w polskim Kościele. Kłóćcie się, kłóćcie. Nie ma jak to podzielona złością i zawiścią drużyna. Część bowiem pójdzie sobie na stronę z płaczem, a drugą wyśle się karnie... na plebanię.