Na rybkę

  • Drukuj

Kto żyw łapał za kije i gnał nad wodę, by zakomunikować rybom w jeziorach, stawach i rzekach, że przynależy się do braci wędkarskiej. Przynależy, czyli opłaciliśmy z zaskórniaków pozwolenia na wędkowanie, tudzież składki członkowskie i opłaty. Ja tam nie wiem, jak było u innych, ale w moim przypadku ryby niezbyt specjalnie przejęły się moją obecnością. No cóż, najważniejsze, że miło spędziłem czas na rozmowach z teściem, tudzież wystraszyliśmy chyba dwóch wędkarzy, którzy raczej wyglądali na takich, co to postanowili pokłusować. Wprawdzie zapowiedzieliśmy w domu, żeby szykowali olej do smażenia i duże patelnie, ale musieliśmy pod koniec naszego wędkowania zakomunikować ponownie, żeby podgrzać goloneczki, bo nieco zgłodnieliśmy. Ot, tak na rybkę.

***
Na rybkę wrzucono też informację, że nauczycielom wybije się strajk z głowy. Tymczasem władza postanowiła złamać opór tych, którzy tę władzę uczyli. Nawet jeśli nauczyciele odejdą na razie z niczym, to i tak wygrali, a władza przegrała, bo opozycja będzie głośno mówić, że da nauczycielom podwyżki. A czy da i ile da - okaże się po październikowych wyborach. Może się okazać, że pusty haczyk może skusić wyłącznie ostatecznie zdesperowanych.

***
Na połowy wyruszyli politycy, którzy będą nas mamić tym, jak będą dbać o interesy Polski w Unii Europejskiej. Już sama taka zapowiedź jest wierutnym kłamstwem, bo w Unii można załatwić cokolwiek dla jednego kraju tylko wtedy, gdy uzyska się zgodę innych - też obiecujących w swoich krajach. Do załatwienia czegoś na lata trzeba znaleźć sojuszników, którzy nic, albo niewiele stracą na popieraniu naszych dążeń. A z tym jest coraz gorzej, bo brniemy w jakiś ślepy zaułek, na końcu którego chyba widnieje napis: „jesteś na prowincji”. Polski lud boży niewiele rozumie z tego, co się dzieje w Brukseli i w Strasburgu i często nie chce wiedzieć, bo otrzymuje nachalny przekaz z mediów pokazujący Unię jako samo zło. Unia będzie tylko wtedy dobra, jak da stówkę na wieprzka i „pincet” na rogaciznę.
Proponuję zatem lubującym się w łowieniu w mętnej wodzie, żeby nabrali odwagi i spróbowali pokrzyczeć na Unię nie po odejściu od okienka kasowego w Brukseli, ale np. na wągrowieckim Rynku, albo w Gołańczy i Skokach - też na rynku. Ciekawe, czy w odwecie polecą pomidory, pasztety, czy też przeterminowane śledzie?