A tymczasem

  • Drukuj

W szkołach cicho, dzieciaki nie hałasują, dzwonki nie dzwonią. Egzaminy trwają. A tymczasem media publiczne wylewają pomyje na nauczycieli. Skala tego procederu jest odrażająca. Nauczyciele nie są święci, ale zasługują na szacunek, bo okazywanie im lekceważenia i poniżanie ich jest lekceważeniem i poniżaniem każdego, kto czyta coś więcej niż paragony w sklepach i kilka tabloidów. Ponieważ trwające egzaminy wymagają obecności komisji, to doszło do sytuacji, w której zasiedli w niej ludzie spoza grona nauczycielskiego. I to spowodowało zgrzyty. W powietrzu fruwają hasła o łamistrajkach. Taki był zamiar twórców całego bałaganu oświatowego zafundowanego nam przez polityka, który do materializacji swego pomysłu naznaczył szerokiego uśmiechu panią minister, która siedzi na walizkach.
Był już kiedyś taki polityk, którego nazywano „trzecim bliźniakiem”, co to chciał lekarzom zaglądać do garażu. Czekam na jego głos teraz, kiedy już anty-obecna władza.
A tymczasem naród dalej się dzieli i pieprzy jakieś slogany o dobru dzieci. Także moich. Dobro moich i cudzych dzieci nie zasadza się na tym, że mają mieć zapewnione wyłączne doraźne korzyści. Tu i teraz. Dobro moich i cudzych dzieci realizować się będzie w ich przyszłości, w której chronione i cenione będą: wolność wyboru, możliwość sięgania po zdobycze cywilizacji, przestrzeganie demokracji, edukacja pozbawiona zaściankowości i indoktrynacji. Dlatego opór społeczny nauczycieli postrzegam nie tylko wyłącznie przez pryzmat ich żądań płacowych. Władza, która chce uzyskać posłuszeństwo wszystkich grup społecznych, kupować będzie spokój za pomocą nie swoich pieniędzy. To niech da te pieniądze nauczycielom i stworzy warunki do tego, żeby środowisko pedagogów i wychowawców eliminowało spośród siebie kiepskich rzemieślników.
A tymczasem nauczyciele mogą tę walkę przegrać. A jak przegrają, to powinni także przegrać ci, którzy doprowadzili do ich przegranej. I nie mam tu na myśli działaczy związkowych, tylko polityków.
Większość naszych dzieci uczy się w szkołach publicznych. Jeśli nie będzie podwyżek dla nauczycieli, to do pracy z dziećmi zaczną trafiać ludzie rozpaczliwie szukający jakiegokolwiek zajęcia, czyli w większości nie najlepsi. A nie życzę nikomu, nawet tym krytykującym strajk, aby ich dzieci były edukowane przez ludzi zadowolonych z płacy minimalnej, bez ambicji na awans zawodowy i odchodzących na emeryturę obliczanej na bazie płacy poniżej płacy krajowej. A nie wszyscy załapią się na europensje w Brukseli.