Kant na stole

  • Drukuj

franciszek-szklennik
Za czasów PRL-u, zamiast czekolady, można było kupić „produkt czekoladopodobny” i tylko twórca tego „przysmaku” wiedział, co w nim tkwi. Podobnie jest i dzisiaj, tyle tylko, że mamy do czynienia z produktami mięsopodobnymi. Ida święta, a markety zaczną nam „wciskać kit” pod nazwa kiełbasa w cenie promocyjnej 10 zł/kg. Zdarza się i tańsze.

I tak będzie, dopóty kary za fałszowanie żywności będą tak niskie, że nie spędzają snu z powiek ani producentom, ani dystrybutorom. Starzy rzeźnicy i masarze wiedza, że z kilograma mięsa dało się wyprodukować 0,6-0,8 kg wyrobu. Dziś z takiej samej ilości mięsa „uzyskuje się” do 2 kg produktu. Niektóre zaś nie zaznają go wcale. Ilość substancji, które zużywa się przy przygotowaniu wyrobów spożywczych, odpowiada dwóm paczkom proszku do prania na statystycznego rodaka. Ponieważ na półkach mienią się warzywa, toczka w toczkę, rozmiarem, kształtem i barwą oraz smakiem, to śpieszę donieść, że i pomidory uprawia się na bazie sterydów i nie jest to tylko przypadłość „pakerów” z siłowni. Badania przeprowadzone przez stosowne inspekcje pokazały, że niektóre jogurty nie zawierały w sobie mleka, a naturalnymi zagęszczaczami w nich jest żelatyna wieprzowa. O tym, jak jesteśmy kantowani przez producentów, niech świadczy kolor, smak i zapach wędlin, po kilkudniowym pobycie w lodówce. Niektóre wyroby można ze spokojem zabrać na wyprawę na Saharę, bo związana w nich woda uchroni każdego nieszczęśnika przed odwodnieniem. Niektórzy klienci demonstracyjnie nie robią zakupów w marketach, preferując małe, prywatne warzywniaki i „mięso wędliny”. Szkoda, że w tych sklepikach nie wisi informacja, że zaopatrują się w warzywa, owoce i wyroby mięsne w tych samych hurtowniach, co markety. Nie wszystkich należy wrzucać do jednego worka. Istnieją na rynku sprzedawcy produktów i wyrobów „szlachetnych”, ale te, co zrozumiałe, muszą kosztować więcej. Kontrole wykazały, że jeden z producentów masła „wcisnął” do niego aż 80 % tłuszczów roślinnych, czyli tyle ile powinno być tam tłuszczu, tyle, że pochodzącego z mleka.
Handel to dziś zajęcie speców od marketingu. Na wielu opakowaniach widnieje napis: „bez barwników i konserwantów”, a my jesteśmy ufnymi istotami. Jeśli nasze żarcie nie ma barwników i konserwantów, to dlaczego można je trzymać bez końca i dla kogo produkują substancje chemiczne liczne zakłady chemii spożywczej?
Naród wróci ze świątecznych zakupów z przekonaniem, że kupił okazyjnie, tanio i w promocji. A kuku! Kiedy do lodówki włożymy jajka wiejskie, domowe i wykwintne, zamarzymy o kurzych, które - słowami Jurka Szprutty - będą zniesione „na mientko” lub „na twardo”, w zależności od tego, co aktualnie „gutnie” sobie kura.
Święta są okresem marzeń i te o smakowitym stole dołączam do katalogu. Smacznego!