środa, 18 września
07:33

Chata z kraja

Codziennie spotykam ludzi, którzy sprawiają wrażenie, że żyją na jakiejś wyimaginowanej planecie i nic ich nie dotyczy oraz nie obchodzi, co wyczynia jakakolwiek władza. Ot, moja chata z kraja. Do egzystencji wystarczy im jakakolwiek - nawet byle jaka - obietnica wyborcza i są gotowi pójść za głosicielami w ogień.
Gdy lewica mamiła sprawiedliwością społeczną, budując przy okazji przede wszystkim swój kapitalizm - patrzyli zauroczeni. Gdy liberałowie rzucili ich na pożarcie gospodarki wolnorynkowej i zasady: kto słaby - odpada, psioczyli pod nosem, ale patrzyli na zachód, który otworzył się na ościerz.
A gdy do władzy przyszli ci, którzy potrafili być z ludźmi i wciskać im, że elity, wartości demokratyczne, sędziowie i nauczyciele są „be”, stało się jasne, że prędzej czy później zostaniemy wzięci za twarz. Nominat władzy na prezesa telewizyjnej tuby rządzących stwierdził przecież, że niezbyt jasny lud to kupi. I kupił. Wystarczyło, że władza powiedziała, iż kasa jest, tylko poprzednicy nie chcieli jej dać, bo zapewne odłożyli sobie na kolejną porcję ośmiorniczek. Nie da się ukryć, że poprzednicy byli nieudolni, bo zamiast gadać co ślina na język przyniesie o swoich kiepskich zarobkach, szemranych interesach i znajomościach, powinni opowiadać przaśne dowcipy, co pozwoliłoby chociażby na wspólny narodowy rechot w rytm muzyki disco polo, której ponoć nikt nie słucha.
Jak już przebrzmiały echa jednego i drugiego 500 plus i wzrosła przy okazji sprzedaż używanych aut oraz tzw. „małpek” na stoiskach monopolowych, to teraz w głowach rodaków rozpaliła się wizja płacy minimalnej na poziomie 4000 brutto i to za niedługo. Kto by nie chciał? A są tacy. To pracodawcy, którzy przede wszystkim będą musieli zabezpieczyć koszty pracy, bez żadnej gwarancji ze strony nieudolnych pracowników, że skoczy wydajność i jakość pracy. Stąd już tylko krok do przypomnienia sztandarowego hasła byłej pani premier, że: im się po prostu należały. Z trwogą wysłuchałem tuż przed ukazaniem się Głosu wypowiedzi kilku pracodawców, którzy - zanim obietnice staną się ciałem - już planują zwolnienia i ucieczkę w szarą strefę. Tym bardziej, że zapowiadane są po wyborach drastyczne podwyżki składek na ZUS. Sytuację mamy taką, że obiecana płaca minimalna jest nieco wyższa niż kwota wolna od podatku dla osób, które zarabiają powyżej 13 tysięcy rocznie.
Prawa ekonomii są nieubłagane i zapłacimy za to wszyscy. Także ci, którzy ślepo wierzą w każdą obietnice, każdej władzy.

***
Chciał nie chciał, zahaczyć muszę o nasz powiatowy szpital. Trwa jego rozbudowa, ale nie wiadomo, czy starczy pieniędzy? Samorządy powiatowy - podobnie jak i gminne - płacą ze swoich budżetów za zadania nałożone przez rząd, za którymi nie idą dodatkowe środki. Ale władza z premedytacją tak czyni, bo wie, iż statystyczny Polak nie pójdzie ze skargą do premiera lub ministra, ale pójdzie ciosać kołki na głowie wójta lub burmistrza. Bo ma bliżej. A każda władza powie, że rząd się stara, ale samorządy są winne. I statystyczny rodak pójdzie głosować za tymi, którzy mówią, a nie za tymi, którzy ponoć zabierają. I jak zabraknie kasy na dokończenie szpitala, to będzie draka, a to przecież rząd ustanowił warunki dla sieciowych szpitali. I dlaczego nie płaci obiecanych pieniędzy?
Nic więc dziwnego, że do starosty napływają skargi na lekarzy, którzy nie wykonują właściwie swoich popartych przysięga Hipokratesa powinności. Sam doświadczyłem ostatnio, że po działaniach jednego lekarza inni skwitowali to krótko: tak nie powinno być. A pomyśleć, że starosta ma dodatkowo kampanię wyborczą na głowie.

Ból głowy chłopów

Teraz jest czas dożynek, więc kto żyw plecie wieńce, a politycy pletą swoje kariery i przy okazji niestworzone rzeczy. Miałem okazję wysłuchać niektórych z nich podczas powiatowo-gminnych i diecezjalnych dożynek w Gołańczy. W tym czasie wielu rolników pracowało w polu, bo czas ku temu i pogoda sprzyja. Dożynki zatracają swój powszechny, tradycyjny charakter, choć z zadowoleniem należy przyjąć fakt, że poszczególne sołectwa wracają do tradycji organizowania tych uroczystości w wymiarze wsi lub sołectwa. I dobrze, bo nie wszyscy politycy będą mieli czas pokazać się tam. Tegoroczne dożynki odbywają się pod patronatem prezydenta RP i kuriozalnie przedstawiciele jednej partii zawłaszczają sobie prawo mówienia o tym. W Gołańczy usłyszałem: - To w końcu jest prezydent nas wszystkich Polaków, czy tylko kilku milionów?
Nie ma nic gorszego, jak brak pokory ze strony niektórych przedstawicieli obecnych władz i dyrektorów rządowych agencji, którzy swoje wystąpienia zaczynają od słów. że dopiero teraz od czterech lat chłopi i mieszkańcy wsi znaleźli się w krainie szczęśliwości. Tyle tylko, że ta kraina nieco trzeszczy, bo pytani przeze mnie rolnicy czują się zlekceważeni przez agencje dokonujące oszacowania strat z powody suszy, a na dodatek na kontach rolników nie pojawiły się jeszcze należne, niekiedy wręcz symboliczne - pieniądze.
Rolnicy i mieszkańcy wsi zawsze musieli i muszą nadal gonić rzeczywistość. A gdy już za naprawdę ciężką pracę kupią sobie samochód inny niż wóz konny, to natychmiast na forach internetowych pojawiają się zjadliwe komentarze tych, którym albo się w życiu nie powiodło, albo pietruszka w doniczce nie urosła. Ciekawy jestem, jak wielka jest rzesza tych, którzy chcieliby w piątek, świątek i w niedzielę pracować od rana do świtu, bo przecież inwentarzowi nie wytłumaczysz, że akurat jest długi weekend. Należę do ludzi, którzy zaznali smaku pracy od wczesnych godzin rannych, by móc pójść potem do szkoły, a po niej znów wrócić na pole. Dziś żniwa trwają krótko, ciężką pracę ludzi zastępują nowoczesne maszyny. I tak ma być. Bo minęły czasy sierpa i klepanej kosy, konnego pługa i ręcznie wybieranych buraków. A propos buraków, to niekiedy zdarzają się takie, ale na to nie ma maszyn.
Jakże śmiesznie brzmią słowa tych, którzy wyskoczyli z zachwaszczonej miedzy na polityczne salony. Gdyby policzyć wagę wypowiadanych przez nich obietnic, to rolnicy w Unii Europejskiej powinni z podziwem i z zazdrością spoglądać na nasz kraj pomiędzy Odrą a Bugiem. W wielu przypadkach tak jest, bo to nieprawda, że nasze rolnictwo jest Kopciuszkiem w Europie. Nie mamy się czego wstydzić w wielu przypadkach.
Mieszczuchy mimo wszystko marzą o takiej prawdziwej kiełbasie od rolnika, o jajkach od kur łażących po podwórku, o białym serze, mleku prosto od krowy. A póki co kupują w marketach substytuty prawdziwości i psioczą na wciąż rosnące ceny. Pietruszka po 10 lub więcej złotych za kilogram, galopujące ceny innych warzyw i owoców. I nie łudźmy się - taniej nie będzie. nawet przed samymi wyborami. A po wyborach nikt już obietnic składać nie będzie. Ludzie dostaną kolejne plus coś tam, a potem i tak oddadzą je przy sklepowej kasie. Socjalizm czy liberalizm? Rozdawnictwo czy troska o Polaków za następne pokolenie? Władza - i to każda- ma zakodowane, że nie będzie odpowiadać za skutki swoich decyzji, kiedy już sama przejdzie na niemałe emerytury. Ktoś będzie musiał robić za piorunochron. Wielu skieruje wzrok na wieś.

Jest jak jest

Trwa rozpoznawanie terenu w powiecie przed wyborami parlamentarnymi. Nasz powiat nie miał ostatnio szczęścia w innych niż powiatowych wyborach. Po śmierci Stefana Mikołajczaka i wyborze Jarosława Berendta na burmistrza Wągrowca nie ma nas w sejmiku wojewódzkim. W poprzednich wyborach parlamentarnych mandaty zdobywali przedstawiciele sąsiednich powiatów. A u nas cisza. Teraz sytuacja jest nieco bardziej dynamiczna, bo po zawarciu sojuszu wyborczego PSL-u z Kukiz’15 chyba wyjścia nie ma starosta Kranc. Ostał się jedynym z wielu peeselowskich starostów w północnej Wielkopolsce, a na dodatek na wspólnej liście znajdzie się zapewne Błażej Parda od Kukiza, dotychczasowy poseł. Starosta zatem jest w sytuacji nieco bez wyjścia. Pytanie tylko, na którym miejscu się znajdzie? Uważam, że zdrowy rozsądek podpowiada albo pierwszą trójkę, albo... ostatnie miejsce.Mieszkańcy powiatu potrzebują wyraźnego sygnału, że nie są wyłącznie dawcami głosów. Chcieliby zapewne, żeby każde ich ugrupowanie, z którym sympatyzują, pokazało swoją twarz i nie skrywało się za znanymi już nazwiskami. Ostatnią naszą pełną reprezentantką była posłanka Pijanowska, ale jej formacja u nas praktycznie nie istnieje, a nawet jeśli jest, to tego nie da się odczuć. Lider Platformy Obywatelskiej zniknął z horyzontu po przegranych wyborach na burmistrza Skoków. Trudno przypuszczać, że wstanie jak mityczny Feniks z popiołów, a za nim jego formacja.
Należy się spodziewać, że na listach wyborczych znajdą się powiatowi przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Inna sytuacja byłaby nieco dziwna. Pytanie tylko, kogo wystawi szefowa powiatowych struktur, a raczej kto z chętnych uzyska akceptację partyjnej wierchuszki? Ławka zbyt długa nie jest, więc możemy się spodziewać pojawienia się byłego kandydata na wójta gminy Wągrowiec, bądź też o starcie marzy rolnik - polityk z Mieściska. Wszystko możliwe. W oczach członków PiS strachu nie widać, czego nie da się powiedzieć o pozostałych partiach i ugrupowaniach.
A póki co trwają gabinetowe ustalenia, które albo przerodzą się w pozytywny wynik wyborczy, albo będą kolejnym etapem schodzenia do politycznego podziemia. I tylko „pod sklepem” albo na ławeczce przed blokiem słychać będzie: „jest, jak jest”. I nikt nie przyzna się do słuchania disco polo i do głosowania na zwycięzców.

Nigdy za wiele

Sierpień ma się ku końcowi, a więc dziatki pójdą niebawem do szkoły, mniejsze dziatki do przedszkoli i tylko studenci mają jeszcze labę. Sierpień jest także miesiącem trzeźwości, co jest pomysłem tak samo dobrym, co bezskutecznym. szeregowi księża i biskup Tadeusz Bronakowski grzmią z ambon o pladze pijaństwa, apelują - mniej lub więcej zaangażowanie - do rodziców dzieci, dziadków tych dzieci o wstrzemięźliwość i dawanie dobrego przykładu. I... niewiele z tego wychodzi. W Katowicach odbył się zlot z okazji 45.lecia wspólnoty Anonimowych Alkoholików i pojawiło się tam ok. 8 tysięcy trzeźwych ludzi z całego świata. Chciałem tam być, ale los napisał inny scenariusz. Żona złamała rękę i nie mogła zająć się dziećmi na zaplanowanych wakacjach. Przyszło zatem wypełnić rolę kucharki, kierowcy, sprzątaczki i czegoś tam jeszcze. Trafiliśmy w okolice Tucholi. Warunki super, bo byliśmy tam w ubiegłym roku. Pogoda kiepskawa, brania ryb jeszcze gorsze. Istne warunki...barowe. Większość naszych sąsiadów korzystała z tego przywileju pełną gębą, wykrzywianą od czasu do czasu po wychyleniu kolejnej porcji. I wokół słychać było głównie opowieści albo o rybach, które urwały się z haczyka, albo o polityce, albo właśnie o „zdrowotnych walorach” trunków sklepowych lub tych domowej roboty.
I co ja w tej sytuacji? Ano odpowiadałem na kolejne zaproszenia „na małego”, że już swoje wypiłem w życiu, albo usuwałem się w bezpieczne miejsce. Wiadomo było, że zbliżający się wieczorny grill skłoni ich do sięgnięcia po kolejną porcję napitków i te coraz bardziej bełkotliwe opowieści.
Doszedłem do wniosku, że tragizm tej sytuacji polega nie wyłącznie na tym, że każdy z uczestników musi „zalać pałę”, ale na tym, że nie przeszkadzała im obecność dzieci. To tak, jakby normą powszechnie uznawaną za obowiązującą było to, że dzieciaki muszą oswajać się z widokiem zastawionych butelkami stołów i pijackich rozmów. W zapomnienie idzie odwieczna prawda, że pokolenie świadków pijaństwa przeniesie do swoich rodzin ten zwyczaj.
Po powrocie z wakacji zauważyłem, że w moim miasteczku pojawiła się jakaś budka z czymś do żarcia i niestety do picia. Chyba będzie miała walor i nocny, bo jak w poniedziałek pies wyprowadził mnie na spacer, to grzmiało tam od raczej już promilowych rozmów. Mój kundelek trwożnie ciągnął mnie na drugą stronę ulicy. No cóż - jest o wiele mniejszy ode mnie. Wie co robi.
Za rok znowu będzie sierpień i zagrzmią głosy z ambon, a znajomy sprzedawca z jednego ze sklepów otwartych w niehandlowe niedziele pokazał mi ostatnio półkę z „małpkami” i powiedział: - Widzisz, teraz to jest produkt najbardziej pożądany, a nie gazety. No, miał chyba chłop rację.

Wszystko ma swoją cenę

Zawsze z niepokojem śledzę doniesienia o kolejnych wypadkach drogowych, przypadkach utonięć, wyczynach osób pod wpływem alkoholu i innych środkach zmieniających świadomość. Okres letni sprzyja brawurze, lekkomyślności, brakowi hamulców. Nie pomagają apele, medialne nagłaśnianie tragicznych zdarzeń, a przecież wydawałoby się, że to powinno działać. Częściej jednak - szczególnie wśród osób młodych - pojawia się postawa, że tamtym ofiarom się nie udało, zachowały się frajersko, nam się uda. Mam sposobność wielokrotnie podróżować samochodem po powiecie i nie tylko. Skala głupoty, która ogarnęła niektórych kierowców, jest porażająca. Dotyczy to także rowerzystów mi pieszych. Kierowcy nagminnie prowadzą rozmowy telefoniczne w trakcie jazdy, rowerzyści jadąc ulicami gapią w się smartfony, a piesi wchodzą na pasy jak zauroczeni widokiem zebry. Nie są zresztą w stanie niczego zobaczyć, bo wzrok mają wbity w ekrany telefonów. W poniedziałek obserwowałem ekwilibrystyczne wyczyny pewnej pani za kierownicą, która wioząc dzieci wykonała niebezpieczny manewr na skrzyżowaniu, wybierając na swoim różowym telefonie numer rozmówcy. Kiedy wyraziłem swoją dezaprobatę dla jej „starań”, niewzruszona kontynuowała swoje dzieło, wzruszając jednak ramionami, a wyraz jej twarzy przypominał wygląd kogoś, komu - po naszymy mówiąc - wróble chleb żdżarły.Przykład idzie z góry. Poseł jedzie z prędkością prawie 130 km/godz. w terenie zabudowanym, a jego partyjny kolega tłumaczy się w sieci, że to jego wina, bo kazał mu się nie spóźnić. Tym samym zwalnia kierowcę z poczucia odpowiedzialności, bo tenże jakby miał przystawiony pistolet do głowy z nakazem: jedź za każdą cenę. Dodam tylko, że poseł był z obozu władzy i miał zdążyć na spotkanie, podczas którego omawiano sprawę kontynuacji władzy. Kto rządzącemu zabroni...
Znany dziennikarz i celebryta przejechał blisko 300 km na kompletnej „bańce” w wymiarze 2,6 promila. Takiego wyniku nie uzyskuje się w ciągu kilku minut, o czym wiedzą „trenujący” spożycie napojów wyskokowych. Na dodatek okazuje się, że ponoć - oprócz psa - w samochodzie, znajdowała się tam 20-letnia dziewoja, która teraz ma stracha, żeby rodzice się nie dowiedzieli, że nie tylko wybiera się na przejażdżki z nieco starszym od niej mężczyzną. Tylko czekać, aż celebrycki światek rzuci się do usprawiedliwiania postępków kolegi. Mają w tym wprawę.
Wybory za pasem, więc „usprawiedliwionych” wybryków należy spodziewać się więcej. Wszystko ma swoją cenę?

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem