piątek, 19 kwietnia
05:11

A tymczasem

W szkołach cicho, dzieciaki nie hałasują, dzwonki nie dzwonią. Egzaminy trwają. A tymczasem media publiczne wylewają pomyje na nauczycieli. Skala tego procederu jest odrażająca. Nauczyciele nie są święci, ale zasługują na szacunek, bo okazywanie im lekceważenia i poniżanie ich jest lekceważeniem i poniżaniem każdego, kto czyta coś więcej niż paragony w sklepach i kilka tabloidów. Ponieważ trwające egzaminy wymagają obecności komisji, to doszło do sytuacji, w której zasiedli w niej ludzie spoza grona nauczycielskiego. I to spowodowało zgrzyty. W powietrzu fruwają hasła o łamistrajkach. Taki był zamiar twórców całego bałaganu oświatowego zafundowanego nam przez polityka, który do materializacji swego pomysłu naznaczył szerokiego uśmiechu panią minister, która siedzi na walizkach.
Był już kiedyś taki polityk, którego nazywano „trzecim bliźniakiem”, co to chciał lekarzom zaglądać do garażu. Czekam na jego głos teraz, kiedy już anty-obecna władza.
A tymczasem naród dalej się dzieli i pieprzy jakieś slogany o dobru dzieci. Także moich. Dobro moich i cudzych dzieci nie zasadza się na tym, że mają mieć zapewnione wyłączne doraźne korzyści. Tu i teraz. Dobro moich i cudzych dzieci realizować się będzie w ich przyszłości, w której chronione i cenione będą: wolność wyboru, możliwość sięgania po zdobycze cywilizacji, przestrzeganie demokracji, edukacja pozbawiona zaściankowości i indoktrynacji. Dlatego opór społeczny nauczycieli postrzegam nie tylko wyłącznie przez pryzmat ich żądań płacowych. Władza, która chce uzyskać posłuszeństwo wszystkich grup społecznych, kupować będzie spokój za pomocą nie swoich pieniędzy. To niech da te pieniądze nauczycielom i stworzy warunki do tego, żeby środowisko pedagogów i wychowawców eliminowało spośród siebie kiepskich rzemieślników.
A tymczasem nauczyciele mogą tę walkę przegrać. A jak przegrają, to powinni także przegrać ci, którzy doprowadzili do ich przegranej. I nie mam tu na myśli działaczy związkowych, tylko polityków.
Większość naszych dzieci uczy się w szkołach publicznych. Jeśli nie będzie podwyżek dla nauczycieli, to do pracy z dziećmi zaczną trafiać ludzie rozpaczliwie szukający jakiegokolwiek zajęcia, czyli w większości nie najlepsi. A nie życzę nikomu, nawet tym krytykującym strajk, aby ich dzieci były edukowane przez ludzi zadowolonych z płacy minimalnej, bez ambicji na awans zawodowy i odchodzących na emeryturę obliczanej na bazie płacy poniżej płacy krajowej. A nie wszyscy załapią się na europensje w Brukseli.

Świat zwierząt

W najbliższym czasie należy się spodziewać wzrostu pogłowia trzody chlewnej i bydła mlecznego, a to za sprawą zapowiedzi dopłat na świnkę i krówkę, która zapowiedział prezes. Prezes zapowiedział jeszcze coś ważnego - otóż kasę tę wyłożyć na Unia Europejska i Unia teraz już wie, jakie są jej zobowiązania wobec suwerena w Polsce. Internauci natychmiast przypomnieli światu, że to właśnie u nas popularność zdobyły słowa: „Te pieniądze im się po prostu należały”. Teraz dopisali przed nimi jeszcze: „krowy i świnie”. Nauczyciele nie załapali się do tej pory do żadnej „piątki”. No cóż, jako elektorat są już dawno spisani na straty, więc nikt nie będzie w umoczony interes inwestować. Lepiej zainwestować w podebranie elektoratu Kosiniakowi - Kamyszowi, mamiąc mieszkańców wsi słowami, od których Wincenty Witos przewraca się w grobie.
Prosimy zatem również o szczególną troskę dla: owiec, kóz, kur, brojlerów, indyków i polnych myszy, jeśli się da je policzyć. Ponieważ od poniedziałku strajkują nauczyciele, to mamy dla nich genialne rozwiązanie. Trzeba sobie kupić świnkę i krówkę i sprawa wyczekiwanej podwyżki załatwiona. A propos krówki. W Skokach spotkałem w piątek gustownie oblepiony reklamą bus, z którego wysypała się ekipa zachwalająca kolejną „piątkę”. „Piątka” wprawdzie została ogłoszona nie przez pana premiera, tylko przez nadpremiera, ale wygląda na to, że pan premier kazał wydać kasę na „piątkę” nadpremiera. W skład pakietu reklamującego szczęśliwość dla narodu znalazła się ulotka, długopis i właśnie „krówka” owinięta w niebieski papierek znamionujący „piątkę” nadpremiera. Spróbowałem. Smakowała podobnie jak te w sąsiednim markecie, ale ten papierek...
***
Trwa bałagan związany ze strajkiem nauczycieli. Kiedy ja rozpoczynałem pracęw tym zawodzie w 1980 roku, wchodziła w życie nowa Karta Nauczyciela, której zapisy czyniły moją pracę atrakcyjną i merytorycznie, i finansowo. Kiedyś na łamach Głosu napisałem felieton mówiący o tym, że niezbędna jest dla tego zawodu selekcja. Skala oburzonych i popierających tę tezę równoważyła się. Obecnie nauczycielom czyni się wielką podłość za pomocą manipulowanych informacji w mediach publicznych, które są potem źródłem hejtu. Deprecjonowanie tego zawodu można tylko porównać do czasów wskazywania na potępienie „kułaków” i wichrzycieli. Czy to „im się po prostu należało”?

Przybij „piątkę”

Ostatnio najpopularniejszym słowem zapożyczonym od małolatów jest „piątka”. Wprawdzie częściej w szkole i na ulicy słyszy się „piona”, ale rozumiem, że politykom ze świecznika nie chce to przejść przez gardło, a w dodatku są pryncypialni w przestrzeganiu prawa (?), głównie tworzonego dla siebie i przez siebie i nie będą ryzykować naruszenia ochrony języka polskiego. No więc - mieliśmy już „piątkę” premiera, a teraz została ona odesłana w niebyt, bo króluje piątka prezesa. Nie wiadomo, czym pan premier udobruchał panią minister finansów, która przerażona wizja bankructwa „budżetu z nadwyżką”, gotowa była się zająć poza ministerialnymi zajęciami. A to oznacza, że najbardziej aktualna „piątka” zostanie wszystkimi możliwymi sposobami wepchnięta kolanami w życie. Chcę zaznaczyć, że my, tu w lokalnej Polsce, też przeżywaliśmy i przeżywać zapewne będziemy „piątki” burmistrzów, wójtów i niefrasobliwych kandydatów. Dlaczego nie mamy zaznać „piątki” Berendta, Kłosa, Durskiego, Renna? Czym gorszy jest wójt Majchrzak, albo Wieczorek lub Kędzierski? A do pana starosty apelujemy, aby w jego ewentualnej „piątce” znalazła się gwarancja dla pacjentów SOR-u, że nie zostaną pozostawieni sami sobie, jak to miało ostatnio miejsce w kilku miejscach w kraju. We wtorek rano red. Mazurek na antenie RMF odpytywał na ten temat marszałka jednej z  izb naszego parlamentu, lekarza z zawodu. Padały okrągłe odpowiedzi: wiemy, zbadamy, pracujemy nad tym, tyle już zrobiliśmy, itp. Panie marszałku, zbadajcie najpierw pacjentów, a potem my w wyborach zbadamy zdolność Was do zagwarantowania rodakom bezpieczeństwa zdrowotnego. Ta uwaga dotyczy zresztą każdej formacji, która będzie po Was. A drodzy pacjenci, szczególnie ci, którzy boją się wracać do domu odesłani przez lekarzy i pielęgniarki, Waszych postulatów i życiowych oczekiwać jakby ostatnio mniej lub w ogóle brak w obietnicach. A wiecie dlaczego? Bo jak władza Wam to obieca, to dopilnujecie, żeby tak się stało, a gwarancji na to, że pójdziecie zagłosować na nich, nie dajecie. Lepiej rzucić groszem podatnika i kupić głosy, a potem... A potem niech się dzieje co chce, przecież będziemy mieli władzę w ręku i nikt nam nie podskoczy. A najmniej seniorzy, którzy i tak kupią leki, rzucą w kościele na tacę i najwyżej przyjdą z „gorzkimi żalami” do redakcji.

Puste miejsca

„Człowiek rodzi się w jednym egzemplarzu i kiedy ginie, nikt go nie może zastąpić.” (Andriej Siniawski)
Uświadamiam sobie, że kiedy przeglądam swoją książkę telefoniczną w telefonie, to przychodzi taki moment, że natrafiam na nazwisko osoby, której już nie ma z nami. Andrzej Słoma, Andrzej Kuraszkiewicz i inni, a teraz Stefan Mikołajczak. Z każdym z nich prowadziłem kiedyś długie rozmowy, spotykaliśmy się prywatnie i służbowo, co oznacza, ze stanowili część mojego życiorysu. Zajęli mi ciekawie kawałek mojego życia i nie był to kawałek stracony. Te puste miejsca zostały lub zostaną zajęte przez nowe rozmowy, przez nowe zdarzenia. Bo życie nie znosi pustki, ale też życie nie zmusza do wymazania wszystkiego, co tam było zapisane.
Stefan Mikołajczak był postacią, od której można było wiele się nauczyć. Zawsze dystyngowany, nienagannie ubrany w gustowny garnitur bądź strażacki mundur, któremu dodawał powagi i szacunku. Pan Stefan przy okazji wypowiadał wiele słów. Podziwiałem Go za to, że nawet długie wystąpienia pozbawione były zagubień wątków, były składne i logiczne. Oficjalnie mało kto znał pana marszałka od tej pozasłużbowej strony. A on potrafił wcielić się w rolę sprawnego wodzireja sąsiedzkiego towarzyskiego spotkania, z dużą wprawą posługiwał się telefonem, który stawał się i aparatem fotograficznym, i kamerą.
Nie tak dawno, wspólnie z burmistrzem Tadeuszem Kłosem, doprowadzili także do reaktywowania Orkiestry Dętej OSP Skoki. Kupiono instrumenty, a prezes strażaków Stefan Mikołajczak dotrzymał słowa i znalazły się środki na zakup galowych mundurów dla członków orkiestry. Dziś orkiestra pod batutą kapelmistrza Artura Pokorzyńskiego jest wizytówką Skoków i OSP. W piątek orkiestrze przyjdzie jednak żegnać na zawsze swojego promotora i donatora.
Pan Stefan lubił do nas przychodzić. Na redakcyjnych spotkaniach szybko wchodził w rolę doświadczonego samorządowca i wroga złych społecznych i politycznych praktyk. Jakże przezywał sprawę odbierania tożsamości ochotniczym strażom pożarnych przez obecną władzę. Nie krył swej dezaprobaty dla populistycznych działań rządzących w tej sprawie. Jego śmierć sprawiła, że ubył jeden z prawdziwych rycerzy OSP. Prawdziwy Rycerz św. Floriana.
Panie Stefanie...

Wara od!

Ostatnio modne stało się powiedzenie zaczynające się od słów: „wara od...”. W sieci pojawiły się już różne interpretacje stwierdzenia wypowiedzianego przez zwykłego posła w Katowicach, a brzmiące mniej więcej: „wara od naszych dzieci”. Niektórzy politycy dołączyli do dyskusji, apelując tymi słowami do: księży, do minister Zalewskiej od oświaty, itp. Przy okazji to minister Zalewskiej, należy się specjalna nagroda, że w niektórych szkołach naszego powiatu nauczyciele i uczniowie noszą butony lub przywieszki z hasłami za strajkiem i przeciw niemu. Minister ma jednak walor do tej pory niezauważany. Oświadczyła otóż ostatnio, że idzie do Brukseli m.in. dlatego, że jest zafascynowana odnawialnymi źródłami energii i teraz tylko patrzeć, jak prosumenci opływać będą w dostatku, stając się zbawieniem na światowego kryzysu energetycznego. Pani Anna zapewne została w tym momencie dotknięta krótkotrwałą amnezją, bo to przecież jej ugrupowanie polityczne zablokowało rozwój OZE. Jak mogliby się teraz cieszyć np. byli wójtowie Wapna i Damasławka, którzy nie doczekali na urzędach powstania na terenie gmin siłowni wiatrowych właśnie z powodu takich, a nie innych decyzji PiS-u. To samo dotyczy gmin: Budzyń, Janowiec Wlkp. i Kcynia. O Gołańczy już nie wspomnę, bo regulacje PiS spowodowały, że ponad 19 tys. hektarów na terenie gminy zostało wyłączone z jakiejkolwiek zabudowy przez regulacje dotyczące odległości między wiatrakami i budynkami. Polityczny ojciec pani minister wprawdzie niedawno - przy okazji troski o nasze dzieci - wypowiedział się jednak, że polski węgiel będzie dominował, ale przemawiał w Katowicach, więc co miał powiedzieć?
Czyżby zatem pani minister będzie prowadziła krucjatę na rzecz odnawialnych źródeł energii na Marsie, bądź na terenie wielkiej Rosji? W Rosji wiatr hula i setki megawatów w każdej sekundzie idą w... powietrze, ale jak prezydent Putin zechce je okiełznać, to dopiero będzie się działo. Energii będzie tyle, że zaczniemy po nią jeździć, jak kiedyś po pierścionki i łańcuszki. No chyba, że Władimir Władimirowicz powie: wara od!
Na lokalnym podwórku zaś spokojnie. Nikt nikomu niczego nie zakazuje - przynajmniej głośno - i tylko wypatrywać pierwszych jaskółek.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem