środa, 14 listopada
23:43

Wągrowiecki człowiek orkiestra

ANDRZEJA wszędzie było pełno, zawsze miał coś do powiedzenia, redakcja była dla niego drugim domem, wszak Głos Wągrowiecki to było jego dziecko.

Nie byłoby naszego czasopisma bez Andrzeja, ale oddajmy mu głos po raz ostatni:

„Pamiętam jak dziś. Pod koniec stycznia 1990 roku nastąpiło zapłodnienie in vitro, bowiem inaczej się nie dało, a 20 października, dokładnie 9 miesięcy później dziecko przyszło na świat. Natychmiast rozdarł się jak trąby jerychońskie. Słychać go było nie tylko w Wągrowcu, ale i w całym powiecie. Mimo tego ryku, natychmiast zyskał sobie sympatię niemal wszystkich mieszkańców miasta oraz miast i wiosek w powiecie, ponieważ darł się jak stare prześcieradło, daliśmy mu imię Głos a nazwisko Wągrowiecki, ponieważ urodził się w Wągrowcu.

Natychmiast po urodzeniu trzeba było zakupić masę pieluszek. Oczywiście pieluszki były papierowe. Co dwa tygodnie odziewany był w nowe pieluchy. Sporo to nas kosztowało, ale z pomocą przyszli nam reklamodawcy i sponsorzy, którzy także gzuba polubili. W miarę wzrastania zużywał coraz więcej pieluszek, a jeżdżący z nim w teren kolporterzy, musieli dbać, by trafił do kiosków i sklepów zawsze owinięty.

Nie minęło pół roku, a zacząłem oprowadzać go po mieście. Najpierw woziłem go w wózku, a kiedy nauczył się chodzić, dzielnie spacerował obok mnie, trzymając się mojej ręki. Zapoznawałem go z widokiem miasta, jego zabytkami i ciekawostkami, a także poznawał problemy jakie nurtowały jego mieszkańców. Później woziłem go balonówą.

W roku 1993 na cześć naszego gzuba urządziliśmy wspaniały bal. Później, co roku odbywały się także bale i muszę wam powiedzieć, że były super. Co tam się działo trudno opowiedzieć, a jeszcze trudniej uwierzyć. Na bale zapraszani byli znakomici wągrowczanie, którzy startowali w ogłoszonych przez gzuba konkursach. Licytowana była żywa kaczka dziennikarska, którą co roku dostarczał na bal zaprzyjaźniony z nami pan Strychalski. Kaczka była dumna, że jest licytowana, ale niekiedy, z nadmiaru emocji, popuszczała co nieco i trzeba było zakładać jej pampersa. Pamiętam, że na jednym z balów ponoć podłożono bombę, wszczęto alarm, przybyli saperzy, lecz alarm okazał się fałszywy. Ale były emocje i mimo krótkich przerw wszyscy bawili się znakomicie.

Także w roku 1993 zaczęliśmy uczyć gzuba po naszemu, czyli uczył się wągrowieckich prowincjonalizmów i zaczął lyrać po naszemu. Jego nauczycielem był słynny wuja Jachu, który wongrówieckie lyry znał na pamięć. Wiedział zatem gzub, że gzub to dziecko, że porzeczki to świętojanki, brzoskwinie aprykozy, a szablok to fasola. Dowiedział się też, że kiepy to nurki do wody, badeje to slipy, a fucha to piłka do gry w szkiytę , czyli nożną.

Nauczyliśmy też gzuba grać w sportową odmianę gry zwanej bośka i od razu wystartował w zawodach o tytuł Mistrza Polski. Od 1997 roku zaczęliśmy mu zmieniać pieluchy co tydzień, a nie jak dotychczas, co dwa tygodnie. Muszę dodać, że wraz ze zmianą drukarni, pieluchy były bardziej eleganckie, choć musieliśmy wydać na nie więcej grosza. Ale coraz więcej reklamodawców zaczęło go dokarmiać, więc nie był to aż taki wielki kłopot. Zyskiwał coraz więcej przyjaciół w kraju, w Europie i na całym świecie. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 42 Z 17 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Dodaj komentarz

Regulamin dodawania komentarzy

Kod antyspamowy
Odśwież

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem