Tu chcemy pozostać

  • Drukuj

NATALIA i WALENTIN KALENCHUKOWIE wybrali Polskę za miejsce swojego życia i nie myślą wybierać się dalej.

Walentin ma 33 lata i pochodzi ze wsi Ispas w obwodzie iwano-frankiwskim. Do Lwowa ma jakieś 170 km. Przez sześć lat pracował w miejscowej rzeźni. Swoja żonę Natalię upatrzył 60 km od swojej wsi. Ślub wzięli dwanaście lat temu. Mają dwie córeczki: Darię, która w tym roku skończy 6 lat i Karolinę, która ma 9 lat. Dziewczynki urodziły się na Ukrainie, a pierwsza do Polski przyjechała młodsza Daria. Ktoś z rodziny Natalii znalazł pracę w Wągrowcu, w Polinova-Polska. Kalenchukowie też spróbowali swoich sił.
- Trzeba było szukać pracy w Polsce, bo u nas trudno było i jest utrzymać rodzinę - mówi Walentin. - Kiedyś trzeba było jeszcze starać się wizę, teraz sprawa jest prosta.
Po ślubie on tylko pracował, a budżet domowy ratowali tym, co wyhodowali na swojej działce. Inaczej nie starczałoby pensji na nic więcej niż podstawowe zakupy.
Oboje zatrudnili się też w wągrowieckiej fabryce w 2016 roku. Natalia pracowała jako szwaczka, jej mąż jako tapicer i pracownik stolarni.
Po jakimś czasie Walentin zaczął się rozglądać za nową pracą. Od znajomych dowiedział się, że pracowników do gospodarstwa rolnego w Potulicach poszukują Drzazgowscy, którzy przejęli ziemię po byłym państwowym gospodarstwie rolnym. Od słowa do słowa i Walentin został ich pracownikiem. Pracuje obecnie przy produkcji pasz dla bydła. Kiedyś w czasach PGR-ów pracowała tu setka ludzi. Teraz wystarcza kilkanaście osób.
- Dobrze mi się tu pracuje i praca mi odpowiada. Zarabiam też lepiej niż w fabryce mebli - wyjaśnia mężczyzna. - Natalia teraz nie pracuje, bo zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dziewczynek. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 12 Z 20 MARCA 2019 R.