poniedz., 18 marca
19:29

Ich recepta na udane życie

Sześć par małżeńskich obchodziło w 2018 roku 50.lecie zawarcia związku małżeńskiego.

Poznawali się w rodzinnych miejscowościach, na popularnych wtedy grymkach. Bywało, że ich pierwsze spojrzenia skrzyżowały się w miejscu wspólnej pracy. Mają już bardzo dorosłe dzieci, wnuczęta i prawnuczęta. Teraz spędzają czas na domowych obowiązkach, pomagają dzieciom, opiekują się wnuczętami i prawnuczętami. Bywa, że podróżują, zajmują się działką, działają w organizacjach seniorskich. Obecny na uroczystości w Urzędzie Stanu Cywilnego burmistrz Skoków Tadeusz Kłos wspomniał, że z większością jubilatów spotkał się przed laty w pracy zawodowej i samorządowej.
Zanim burmistrz wręczył jubilatom nadane przez Prezydenta RP Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie, miłe i ciepłe słowa popłynęły do nich ze strony Joanny Wolickiej - Przywarty, kierownik USC w Skokach. Przypomniała wartości, które przyświecają tak zaszczytnym jubileuszom. Burmistrz z wielkim szacunkiem odniósł się do ich życia i aktywności zawodowej oraz społecznej.
Państwo Maria i Czesław Wójcikowie ze Skoków poznali się w pociągu, którym dojeżdżali do pracy. Pani Maria urodziła cztery córki. Małżonkowie doczekali się już dziewięciorga wnucząt. Najstarszy z wnuków ma już 27 lat, a najmłodsze z nich zaledwie roczek. Zapytani o ich przepis na udane życie odpowiadają zgodnie, że decyduje sztuka wzajemnego docierania się w różnych sytuacjach życiowych.
Z jednej miejscowości pochodzą państwo Teresa i Kazimierz Pietraszewscy. Mieszkają w Pawłowie Skockim. Pani Teresa pracowała jako nauczycielka, a jej małżonek jako specjalista ochrony roślin. Wychowali dwóch synów, są dziadkami dwóch wnuków. Teraz, kiedy są już emerytami, zajmują się ogródkiem, uprawiają nordic walking.
- Nasze 50 lat w małżeństwie spełniło się, bo umiemy ze sobą rozmawiać, jesteśmy wobec siebie szczerzy, wyrozumiali i łączyła nas zawsze wspólna praca - mówią małżonkowie.
Pani Stanisława wybrała sobie za męża Stanisława Ucińskiego z Roszkówka i tu zakotwiczyła na całe życie. Państwo Ucińscy wychowali dwie córki i trzech synów. Jeden z nich przejął po rodzicach gospodarstwo, ale rodzice pomagają synowi - sołtysowi wsi. Doczekali się już pięciorga wnucząt i prawnuka. W wolnych chwilach trochę podróżują, pani Stanisława zajmuje się ogrodem i drobnym inwentarzem. Wyjeżdżają chętnie do wnuczki na działkę.
- Receptą na udane życie jest właśnie życie bez nerwów - mówi pan Stanisław, postawny mężczyzna wyróżniający się wzrostem wśród jubilatów. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 11 Z 13 MARCA 2019 R.

 

Starówka pod obstrzałem...

Wreszcie Stare Miasto i ul. Gnieźnieńska - usytuowane w historycznym układzie urbanistycznym Wągrowca uznanym za zabytek, doczekają się miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Poprzednie cztery lata zostały bezpowrotnie stracone. Były burmistrz Krzysztof Poszwa zlekceważył sprawę mpzp, przez co dochodziło do „cudów niewidów” pomiędzy rzekami Wełną i Nielbą.
Pierwszym z nich było wydanie pozwolenia przez Starostę Powiatu na budowę apartamentowca przy ul. Klasztornej 4-6 w oparciu o wydane przez Burmistrza Miasta Wągrowca warunki zabudowy, podparte lakoniczną, aczkolwiek pozytywną opinią Wielkopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Problem w tym, że konserwator „milcząco” zaaprobował projekt decyzji, i w ten sposób dopuścił do realizacji inwestycji niezgodnie z dotychczasową zabytkową linią zabudowy. Tym samym naruszył historyczny układ urbanistycznego miasta Wągrowca.
Do tej pory miasto nie posiada uchwalonego programu opieki nad zabytkami, jednak jest projekt na lata 2019-2022, lecz czeka na opinię wojewódzkiego konserwatora. Należy spodziewać się, że wnet trafi pod obrady radnych, bo za poprzedniej kadencji samorządowi nie było spieszno do jego uchwalenia. Nie wiadomo dlaczego doszło do zahamowania tego procesu, komu na tym zależało, w imię czyich interesów?
- Program nie jest warunkiem niezbędnym do wydawania decyzji o warunkach zabudowy– tłumaczy miejski urzędnik Piotr Korpowski. - Program miał być uchwalony w grudniu 2018 roku , został jednak wycofany z terminu uchwalenia w tamtym roku w związku z koniecznością przeprowadzenia konsultacji i przesunięty na 2019 rok - dopowiada.
Czytelnicy piszą na magistrackich urzędników, którzy mają duży wpływ na kształt wydawanych decyzji.
- Na pewno w Urzędzie Miejskim należy rozmontować mafijny układ, nie może być tak, że projektant i architekt występują w parze pod rękę i działają na rzecz inwestora. Do tego dochodzi nadzór budowlany, który chroni ten układ mafijny. Nowy burmistrz powinien stanowczo sprzeciwić się tej sytuacji – apeluje jeden z internautów.
Ostre to spostrzeżenie, ile w nim prawdy? Jednak do takiego wniosku można dojść też samemu, skoro w tak istotnej sprawie nic przez cztery lata nie zrobiono, czyli nie przyjęto mpzp i programu ochrony zabytków. Dwa wręcz strategiczne dokumenty zmarginalizowano do... skrawka papieru toaletowego.
- To pachnie korupcją jak nic! – ocenia inny wągrowczanin.
Apartamenty „Tarasy nad Wełną” przy Klasztornej czekają na pierwszych mieszkańców. Obiekt wciśnięty w przestrzeń chronioną fizjograficznie sięga prawie że deptaku nad Wełną. Nikomu jednak to nie przeszkadza?
Apartamentowiec postawiono na skróty, czyli bez mpzp, czy też programu ochrony zabytków. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 11 Z 13 MARCA 2019 R.

Czujemy się szanowane!

Szarmanccy panowie przy wejściu, kwiatki, słodki poczęstunek, wrażenia artystyczne i te przy fotobudce - to wszystko wydarzyło się w niedziele z Zajeździe Bratanki.

Doroczne spotkanie pań z gminy Mieścisko zgromadziło w Zajeździe Bratanki ponad 120 osób. Zaproszenie przyjęły mieszkanki m.in: Popowa Kościelnego, Podlesia Wysokiego, Podlesia Kościelnego, Zbietki, Mieściska, Kłodzina, Żabiczyna, Sarbii, Zakrzewa, Budziejewa i Budziejewka, Miłosławic. Wszystkie przybyłe panie witali w drzwiach: Leszek Bodus, właściciel zajazdu, który wręczał paniom kwiatki oraz druhowie z gminnych jednostek OSP, którzy w galowych mundurach pomagali zdjąć paniom wierzchnie okrycia i pamiętali, jak się je wiesza. Paniom chętnie służyli druhowie z: Mieściska, Kłodzina, Żabiczyna, Gołaszewa i Popowa Kościelnego. Na odbieraniu od pań garderoby się nie kończyło, bo panowie z dużą wprawą podawali kawę i herbatę. Niektóre panie dodawały ze śmiechem, że życzą sobie tego przez cały rok. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 11 Z 13 MARCA 2019 R.

Wyrok zapadł, pytania pozostały

Sąd Rejonowy w Wągrowcu wydał wyrok uniewinniający braci W. od zarzutu nieudzielenia pomocy KAROLOWI GOLI, który utonął w 2015 roku w Jeziorze Stępuchowskim.

Tragiczne zdarzenie miało miejsce w lipcu 2015 roku. Po wielu perturbacjach sprawa trafiła do sądu w 2017 roku. Koledzy Karola Goli - bracia W. - zostali oskarżeni przez Prokuraturę Rejonową w Wągrowcu o nieudzielenie pomocy - wskutek czego doszło do utonięcia chłopaka. Sad Rejonowy w Wągrowcu wydał wyrok uniewinniający uzasadniając wyrok m.in. tym, że oskarżeni w sprawie zrobili wszystko, co było w ich mocy, żeby uratować tonącego oraz zorganizować pomoc. Sędzia wskazała jednocześnie na fakt, iż Karol Gola, będąc pełnoletnim, podjął decyzję o wskoczeniu do wody na własną odpowiedzialność. Okolicznością, która stwarzała niebezpieczeństwo nad wodą, był fakt, iż wszyscy uczestnicy tragicznej wyprawy nad wodę spożywali alkohol. Wprawdzie badania na zawartość alkoholu w organizmie Karoli Goli wykazała śladowe ilości, ale badanie zostało przeprowadzone kilka dni po zdarzeniu. Jeden z braci W. znajdował się w stanie nietrzeźwości i on to właśnie oddalił się z miejsca, w którym tonął Karol. Tłumaczył to faktem, że nie posiadał wystarczających umiejętności pływackich i  ratowniczych. Postanowił wyjść z wody i organizować pomoc tonącemu. Okolicznością niekorzystną dla ratowania tonącego okazał się fakt braku na kąpielisku ratownika, który był zatrudniany na tym stanowisku przez urząd gminy w Damasławku. Feralnego dnia korzystał on z udzielonego mu urlopu.
Sąd nie dopatrzył się znamion czynu umyślnego, polegającego na doprowadzeniu przez braci W. do celowego wepchnięcia Karola Goli do wody. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 11 Z 13 MARCA 2019 R.

Dwóch na jedno miejsce z jednej wsi

Dwójka kandydatów weźmie udział w wyborach uzupełniających do Rady Gminy Damasławek, które odbędą się 24 marca br.

Ubiegać się będą o mandat radnego w okręgu nr 15 po rezygnacji Jana Mazurkiewicza. Grzegorz Michalski, zamieszkały w Turzy, stratuje z własnego Komitetu Wyborczego Wyborców Grzegorza Michalskiego. Ukończył Zespół Szkół Rolniczych w Gołańczy oraz rolnictwo na Akademii Techniczno- Rolniczej w Bydgoszczy (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 10 Z 6 MARCA 2019 R.

Małe, wielkie historie

Mama trójki maluchów, rolniczka z zamiłowania, pasjonatka historii, którą stara się zainteresować swoje dzieci, zwiedzając z nimi różne ciekawe miejsca i oglądając lokalne wystawy. KINGA BINIEWSKA podjęła się trudnego zadania zarchiwizowania historii Smuszewa, wsi w gminie Damasławek.

Czym są dla was wspomnienia? Ile było ludzi, o których już się nie pamięta?
- Ostatnio wracam myślami do dzieciństwa – przyznaje Kinga Biniewska, mieszkanka Smuszewa. - Do pani Basi, która czekała przy drodze, kiedy pojadę swoim małym rowerkiem, tylko po to, by wręczyć mi wiaderko truskawek. W sercu zostały opowieści taty, jak to kiedyś było. Niestety, z czasem wszystko blednie, robi się niewyraźne.
Pomysł na zbieranie historii wsi zrodził się z... braku źródeł wiedzy. Wcześniej, kiedy żył tata pani Kingi, miała możliwość zapytania o wiele rzeczy. I było to takie oczywiste, że on to wszystko wie i pamięta. Po jego śmierci wiele pytań zostało bez odpowiedzi, no i młoda kobieta zaczęła drążyć. Początkowo wyłącznie dla siebie, jednak coraz więcej ludzi zaczęło się angażować, pomagać i ze zwykłej foto-książki, pierwszej wersji wspomnień, zaczyna robić się dość pokaźna księga pamiątkowa. Poszukiwanie materiałów i zdjęć trwa już osiem miesięcy.
- Historię większości rodzin mam już przygotowaną. Pojawiają się jakieś drobne błędy i czasami jeszcze jakaś rodzina chce nanieść poprawki. Dlatego się nie spieszę. Poza opisem rodzin będą również krótkie teksty oraz wiele zdjęć np. przy pracy na roli, czy naszej cudownej młodzieży z lat 30 i 50 ubiegłego wieku. W moich zbiorach jest już około 600 zdjęć – informuje Kinga Biniecka. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 10 Z 6 MARCA 2019 R.

Szalony wieczór szpilek

Najpierw były hawajskie klimaty, później złota aleja gwiazd. W sobotę królowały szpilki.

Tematem przewodnim obchodzonego w Starężynie Dnia Kobiet były właśnie piękne, seksowne, damskie szpilki. „Szalone Szpilki 2019” - taki też tytuł nosiło spotkanie grubo ponad setki pań. Przyjechały z różnych miejscowości gminy Damasławek, z Wągrowca, Nakła nad Notecią, Pobiedzisk, Poznania, a nawet z zagranicy. Imprezę poprowadził jak zawsze niezawodny Przemek Kasperkowiak. Atrakcji wieczoru było co niemiara. Podobnie jak śmiechu do łez. Wylosowano Imprezową Szpilkę, która przypadła Agnieszce Borkowskiej oraz tytuł Seksownej Szpilki, która przypadła Beacie Kilińskiej. Jak co roku wybierane są też miss wieczoru. W tym roku Miss Szalonych Szpilek została Justyna Jankiewicz, I wicemiss – Edyta Wesołowska, II wicemiss - Ewelina Langowska. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 10 Z 6 MARCA 2019 R.

W oczekiwaniu na wyrok

Przed Sądem Rejonowym w Wągrowcu strony w procesie dotyczącym śmierci KAROLA GOLI wygłosiły mowy końcowe.

Podczas rozprawy, która odbyła się 20 stycznia, wysłuchani zostali biegli sądowi z zakresu medycyny sądowej, ratownictwa wodnego i działań płetwonurków. Przypomnijmy, że sprawa dotyczy utonięcia 5 lipca 2015 roku 23 - letniego wtedy Karola Goli, który wraz z braćmi W. wypłynął pontonem na Jezioro Stępuchowskie. Mężczyźni zaczęli skakać z pontonu do wody. Karol Gola zaczął się najwyraźniej topić. Akcja ratunkowa prowadzona przez jednego z braci W. i inne osoby nie przyniosła pozytywnego rezultatu. Ciało Karola wydobyli z wody przybyli z Poznania płetwonurkowie.

OBCIĄŻAJĄCE OKOLICZNOŚCI
W toku prowadzonych czynności wyjaśniających wyszło na jaw, że jeden z uczestników wyprawy był w stanie nietrzeźwości (ok. 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu). Mężczyźni zabrali ze sobą również alkohol na wyprawę. Świadkowie i oskarżeni w tej sprawie bracia W podają różne ilości butelek piwa. Niemniej jednak badania toksykologiczne przeprowadzone w trakcie sekcji zwłok Karola wykazały, że chłopak był trzeźwy. Nie wykryto także u niego obecności innych środków psychoaktywnych. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 09 Z 27 LUTEGO 2019 R.

Damy sobie radę...

Z ANDRZEJEM BANASZYŃSKIM, najstarszym stażem w Polsce samorządowcem gminnym, właśnie o samorządach rozmawia Jerzy Mianowski.

Dlaczego tak szybo zwinąłeś żagle z samorządowego okrętu?
- To szybko po 37 latach służby? Osiągnąłem wiek emerytalny i należy mi się zmiana, aby życie płynęło wolniej i trochę inaczej. Są młodzi następcy.
Statek ten przez 37 lata trzymał kurs, a nie zdarzały mu się zmiany kierunku?
- Te 37 lat to 8 lat w latach 80-tych ubiegłego wieku i 29 lat nowej rzeczywistości. Zmiana diametralna. Zmiana systemu politycznego i do tych warunków trzeba było się przystosować i utrzymać ten statek na kursie rozwoju demokratycznego samorządu. Czasem trzeba było się przeciwstawić, było to trudne, mało popularne, po jakimś czasie okazało się, że ten zwrot był dobrym posunięciem. Czasem wyprzedzaliśmy czas i to było najbardziej kontrowersyjne.
Wilka do lasu ciągnie i zostałeś radnym powiatowym oraz wybrano Ciebie na wiceprzewodniczącego rady powiatu...
- Cieszę się, że mieszkańcy kolejnym razem mi zaufali, bo wiedzą i znają mój potencjał. Nie da się po tylu latach służby dla ludzi od razu usiąść w fotelu, jeszcze przy moim charakterze.
W czym zatem tkwi piękno idei samorządu?
- Służba dla mieszkańców, aby z rokiem na rok i z dnia na dzień było lepiej. Uśmiech i radość na twarzach jest najlepszym podziękowaniem. To, że nie wiemy, co będzie jutro, dodaje adrenaliny i sił twórczych.
Samorząd często robi wrażenie kapryśnej kobiety...
- Na temat budżetu powiem tak: pracowałem z kobietami i nie narzekam. W urzędzie 70% pracowników stanowią kobiety, ale zawsze znaleźliśmy wspólny język. Nie pamiętam jakiś dużych scysji i tak samo rozwiązywałem problemy naszego samorządu. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 09 Z 27 LUTEGO 2019 R.

Sekretna Misja Romana Janty-Połczyńskiego

Pod koniec lutego 1919 r. Roman Janta-Połczyński z Żabiczyna delegatury warszawskiej MZS przy poznańskiej radiostacji na Cytadeli. I to właśnie jemu przypadła odpowiedzialność zabezpieczenia i przechowywania szyfru przywiezionego z Paryża przez Ignacego Jana Paderewskiego.

pod Wągrowcem został szefem 

Aby lepiej zrozumieć jak ważna dla sprawy odradzającej się Polski i odzyskującej wolność Wielkopolski była poznańska radiostacja usytuowana w obrębie Cytadeli, musimy przybliżyć nieco jej historię.
Przed końcem I wojny światowej na obszarach odzyskanych znajdowało się kilka takich urządzeń. Jednak tylko poznańska radiostacja dostała się w ręce Polaków w pełni sprawna i jako jedyna miała zasięg obejmujący na zachodzie Paryż, Lyon i Londyn. Znajdowała się ona równocześnie w kompetencji obydwu rządów: warszawskiego i poznańskiego oraz była jedyną w Polsce drogą porozumienia się z  Zachodem.
- Nadawaliśmy w języku polskim i francuskim szczegółowe komunikaty o tym co dzieje się na froncie wielkopolskim, czyli na linii demarkacyjnej ustalonej w rozejmie trewirskim, często przez Niemców naruszanym – pisze w swym pamiętniku Roman Janta-Połczyński, dodając: – Drogą iskrową z Poznania odbywała się korespondencja quasi „dyplomatyczna” Komisariatu z Berlinem, która składała się przeważnie z wzajemnych oskarżeń i protestów. Mnie przypadło zadanie tłumaczenia tych not na język francuski i kierowania na radiostację celem wysyłki. Poza normalną służbą łącznikową z naszymi placówkami na Zachodzie, radiostacja służyła także do informowania prasy zagranicznej o tym co dzieje się w Wielkopolsce i odpowiednio naświetlała postępowanie władz niemieckich, zarówno administracyjnych jak i wojskowych, na terenach zamieszkałych przez Polaków, a okupowanych jeszcze przez Niemców. Było to konieczne ze względu na częste wypadki pogwałcenia rozejmu trewirskiego przez Grenzschutz i w związku z gwałtami popełnianymi przez Niemców na ludności polskiej zamieszkałej na terytorium Rzeszy Niemieckiej.

zacznijmy od początku…
Dnia 11 listopada 1918 r. umilkły armaty po długich latach ciężkich zmagań wojennych, a wiadomość o podpisaniu rozejmu w Compiegne obiegła świat. - Dla Polski wschodziła jutrzenka, na którą czekały daremnie generacje. Szczęśliwi, którym los pozwolił dożyć tej chwili - czytamy w pamiętniku.
W tym czasie bohater naszego artykułu, pamiętnikarz Roman Janta-Połczyński, imiennik swojego ojca, znanego społecznika i patrioty, posła do parlamentu niemieckiego i sekretarza Koła Polskiego w Berlinie, który miał swój majątek w Żabiczynie pod Wągrowcem, z grupką młodych ludzi z zaboru rosyjskiego i pruskiego przebywał w Lozannie. Była tam spora emigracja, działał Instytut Prac Encyklopedycznych o Polsce, gdzie w języku francuskim Roman Janta-Połczyński przygotowywał problematykę gospodarczą zaboru pruskiego. Był też w gronie współpracowników Ajencji Lozańskiej, która wydawała serwisy informacyjne o sytuacji w kraju dla prasy zachodniej. „W Lozannie organizowano także akcje oświatowe, polityczne i charytatywne, mające zmniejszyć nieprawdopodobną ignorancję w sprawie Polski, panującą w Europie” – pisała Henryka Dobosz w artykule „Labirynty pamięci”.
Pobyt w Lozannie w tym czasie pomógł Romanowi także uniknąć służby w armiach zaborców, a dodatkowo w gościnnej Szwajcarii mógł ukończyć rozpoczęte przed wojną studia i przygotować się możliwie starannie do pracy w kraju. Po zdaniu klauzur i ustnych egzaminów otworzył także przewód doktorski. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 09 Z 27 LUTEGO 2019 R.

Zapisał się na niechlubnej liście

Wysoki duchowny pochodzący ze Skoków znalazł się na liście duszpasterzy, którzy kryli podejrzanych o pedofilię księży, załączonej do raportu, jaki trafił na ręce papieża Franciszka.

Raport został przygotowany przez fundację „Nie lękajcie się”, zrzeszającą i wspierającą ofiary księży pedofilów w Polsce. Działa ona od sześciu lat i pomaga prawnie oraz psychologicznie pokrzywdzonym przez przedstawicieli stanu duchownego. Dzięki fundacji powstała interaktywna Mapa Kościelnej Pedofilii, na której znaleźć można niemal czterysta ofiar i około stu sprawców przestępstw na tle seksualnym.
W raporcie, który tuż przed szczytem antypedofilskim w Watykanie został przekazany papieżowi Franciszkowi przez JoannąScheuring-Wielgus, Agatą Diduszko-Zyglewską i Marka Lisińskiego, przedstawiono listę 24. biskupów ukrywających lub przenoszących księży, którzy dopuścili się pedofilii. Jest wśród nich nazwisko arcybiskupa Mariana Przykuckiego, pochodzącego ze Skoków. Pojawia się on w kontekście sprawy Andrzeja D., który w latach 90. miał wykorzystać seksualnie co najmniej kilku nastoletnich chłopców w Schronisku im. św. Brata Alberta. Szczecińska kuria, mimo wielu alarmów, pozostała bierna w tej sprawie. Wychowawcy pokrzywdzonych chłopców interweniowali u biskupa Stanisława Stefanka, jednak nic nie wskórali. Jak czytamy w raporcie: „Rozgoryczeni wychowawcy poprosili o pomoc dwóch zakonników. Przyjął ich abp Marian Przykucki.
- Powiedział, że boleje nad sprawą i pomoże w rozwiązaniu - wspomina jeden z zakonników. Ale arcybiskup zaufał osądowi bp. Stefanka i nie kazał sprawy dalej badać. Odsunął ks. Andrzeja od pracy w ognisku, ale wiosną 1996 roku powierzył mu nadzór nad szkołami katolickimi w Szczecinie”. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 09 Z 27 LUTEGO 2019 R.

Unikalny projekt historyczny

W sobotę w Sali Renesansowej poznańskiego ratusza odbyło się uroczyste uruchomienie projektu pn. „Uczestnicy Powstania Wielkopolskiego 1918-1919”.

Dzień nie był przypadkowy, gdyż równe 100 lat temu został podpisany rozejm w Trewirze, który formalnie zakończył Powstanie Wielkopolskie. Dotychczas powstało wiele opracowań, książek, albumów i artykułów na temat powstania i jego uczestników, ale cały czas brakowało kompletnej listy powstańców i - mówiąc szerzej - uczestników, którzy nie tylko zbrojnie wystąpili przeciwko zaborcy, ale również wspierali powstanie finansowo i organizacyjnie.
Inicjatorem takiego projektu było Wielkopolskie Towarzystwo Genealogicznego „Gniazdo”. Tworzenie bazy trwało 3 lata, a pracowało nad nią ponad 40.wolontariuszy. W wyszukiwarce znajduje się ponad 87 tys. nazwisk uczestników i uczestniczek Powstania Wielkopolskiego - nie tylko tych biorących bezpośredni udział w walkach, ale także tych, którzy przyczynili się do ostatecznego zwycięstwa: sanitariuszek, kucharek, lekarzy, działaczy, księży, osób zajmujących się aprowizacją, wspomagających powstanie finansowo i w inny sposób. Do stworzenia bazy wykorzystano 650 źródeł. Projekt nie jest zamknięty. Autorzy liczą na uwagi i uzupełnienie danych osobowych spisanych powstańców, ale też na zgłoszenia nowych, nieujętych w spisie uczestników Powstania Wielkopolskiego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 08 Z 20 LUTEGO 2019 R.

Spotkanie powstańczych rodzin

W ubiegły wtorek spotkali się przedstawiciele rodzin powstańców wielkopolskich, uczniowie z nauczycielami szkoły w Żelicach, mieszkańcy gminy oraz władze samorządowe gminy Wągrowiec i powiatu wągrowieckiego.

Celem spotkania było oddanie hołdu bohaterom walk, którzy sto lat temu spoczęli na miejscowym cmentarzu. Tu właśnie znajdują się mogiły poległych w bitwie pod Radwankami. Podczas uroczystości złożenia wieńców na mogiłach poległych wartę honorową pełnili członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Rogatywka 1918-1939”. Pod pomnikiem Powstańców Wielkopolskich na cmentarzu parafialnym wiązanki kwiatów złożyli: Przemysław Majchrzak, wójt gminy Wągrowiec, Jerzy Łukaszczyk, przewodniczący Rady Gminy, Ryszard Stępniak, radny gminy, delegacja Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego z Wawrzyńcem Wierzejewskim, prezesem Zarządu Wojewódzkiego w Poznaniu oraz młodzież szkolna.
W intencji poległych uczestników insurekcji mszę św. odprawił ks. proboszcz Szczepan Szymendera. Podczas głównej części uroczystości w świetlicy wiejskiej uczestniczył także wicestarosta Michał Piechocki, Paweł Kierski - prawnuk powstańca styczniowego Stefana Kierskiego, spoczywającego na cmentarzu w Potulicach i Anna Dróbka - Rejmoniak, wicedyrektor Szkoły Podstawowej w Żelicach. Janusz Sieroń, prezes Koła TPPW powitał dzieci powstańców wielkopolskich: Aleksandrę Kapałczyńską, Jerzego Knappa, Monikę Nawrocką, Mariannę Smogulecką, Kazimierza Szcześniaka, Mariana Tomczaka, Barbarę Tomczak i Józefę Włodarczyk. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 07 Z 13 LUTEGO 2019 R.

 

Ludzie, jak wy palicie...

Okazuje się, że powodem wydobywania się kłębów gryzącego, smolistego dymu nie jest węgiel czy drewno wrzucone do pieca, ale sposób, w jaki go spalamy.

W zapomnianej już dziś komedii pt. „Wiosna, panie sierżancie”, grany przez Tadeusza Fijewskiego złapany na pędzeniu bimbru osobnik ma wygłosić antyalkoholową pogadankę i mówi mniej więcej tak: „Ludzie, co wy pijecie, karbidu do tego dodajecie, a przecież... wystarczy wziąć 5 kilo gruszek bergamutek...” - i tu podaje przepis, który skrzętnie zapisuje nawet ksiądz proboszcz.
Te kadry z filmu przychodziły mi na myśl podczas pokazu zorganizowanego przez samorząd miasta i gminy Skoki w sobotę na miejskim targowisku. Dwa piecyki typu „koza”, drewno na rozpałkę i węgiel oraz dwie metalowe rury spełniające role komina. Wojciech Treter, informatyk z Wrocławia, jeden z liderów ruchu społecznego pn. „Czyste Ogrzewanie”, zademonstrował, co się będzie wydobywało z komina, kiedy rozpalimy od dołu wrzucony do pieca węgiel, a co zobaczymy, gdy opał zacznie się palić od góry?
Na stołach pod namiotem przygotowanym przez Urząd Miasta i Gminy wyłożono ulotki i broszury dotyczące sposobów palenia w piecu, smaczne kanapki i termos z herbatą. Tuż po godz. 9 przed stanowiskiem do prezentacji zaczął się gromadzić tłum zainteresowanych i dostrzec można było mieszkańców nie tylko miasta, ale i sąsiednich wsi.
Wystarczyło kilka minut, by zobaczyć, jak z komina piecyka załadowanego węglem i podpalonym od dołu zaczyna się wydobywać gęsty, szary i niekiedy czarny dym. A ze stojącego obok piecyka, w którym opał zaczął palić się od góry, z trudem można było dostrzec zaledwie drgające gorące powietrze. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 06 Z 5 LUTEGO 2019 R.

 

 

Domy dziecka do likwidacji

Do 2020 roku mają zniknąć domy dziecka, a zastąpić je mają rodzinne formy opieki.

Zmiany w pieczy zastępczej wymagają zdecydowanego przyspieszenia. Tak uważa Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort przygotował kompleksową nowelizację przepisów obowiązujących od 2012 roku.

CZASU UBYWA
Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku, spowodowała, że etapami wdrażany jest w kraju proces przekształceń w obszarze pieczy zastępczej. System ma być oparty głównie na rodzinnych formach pieczy zastępczej przy ograniczonej roli placówek opiekuńczo-wychowawczych.
Statystyki wskazują na to, że liczba dzieci przebywających w pieczy spada, ale wprowadzenie zmian jest konieczne. Poprawy wymaga zwłaszcza sytuacja najmniejszych dzieci, które choć powinny trafiać do rodzin zastępczych, są w placówkach instytucjonalnych, czyli w domach dziecka
- Projekt kolejnej już nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej jest kontynuacją przyjętych działań i moim zdaniem znakomita większość proponowanych rozwiązań jest spójna z sugestiami i uwagami praktyków pracujących w obszarze wspierania rodziny i systemu pieczy zastępczej - mówi Edyta Owczarzak, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Wągrowcu. - Kontrowersyjne zdają się być jedynie niektóre finansowe aspekty proponowanych zmian - w szczególności system kar i nagród dla gmin i powiatów za określony w czasie powrót dziecka do rodziny biologicznej.
Obecnie gmina, z której pochodzi dziecko, płaci powiatowi część kosztów jego utrzymania w rodzinie zastępczej lub placówce. Opłata jest uzależniona od okresu pobytu dziecka. Po zmianie przepisów gmina nie będzie musiała partycypować w kosztach, a całość kosztów będzie ponosił powiat. Takie rozwiązanie traktowane jest jako forma karania powiatu za coś, na co nie ma do końca wpływu. Nie wszystkie jednak dzieci, ze względu na stan zdrowia, mogą trafić do rodziny zastępczej. Trudniej też jest znaleźć miejsce w rodzinie zastępczej dla nastolatków. Gdyby gminie w ciągu roku od umieszczenia dziecka w pieczy udało się dzięki pracy z rodziną biologiczną doprowadzić do tego, że będzie ono mogło wrócić do swojego domu, to wtedy też nie będzie musiała ponosić kosztów.
Ustawodawca jednak chce stymulować proces poszerzania liczby rodzin zastępczych, ale wola posłów i urzędników to, jedno, a życie to drugie. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 05 Z 30 STYCZNIA 2019 R.

Nie wystarczy głośno krzyczeć

Z doktorem TOMASZEM DUCZMALEM, byłym już prezesem Stowarzyszenia Natura Potrzanowo, o przyczynach rezygnacji i otoczce przedwyborczej atmosfery rozmawia Franciszek Szklennik.

Jaki był główny cel powołania stowarzyszenia?
- Cel był jasno sformułowany w statucie: „ochrona wód, powietrza i gleby w obszarze zlewni rzeki Małej Wełny i naszej wsi Potrzanowo.” oraz „ochrona rodzinnych gospodarstw rolnych”. Teraz widzę, że jakkolwiek cel ten brzmi sensownie, jest on zbyt ogólny i zdecydowanie niedopasowany do naszych możliwości. Pierworodnym grzechem naszego stowarzyszenia było to, że założyliśmy je przeciwko „czemuś”, a nie za „czymś”. Powinien powstać „komitet walki z przemysłowymi hodowlami w Potrzanowie”, a my udawaliśmy, że chronimy naszą wieś - nie mając ani środków, ani usadowienia prawnego, ani narzędzi do egzekwowania naszych poczynań.
Coś się jednak Wam udało...
- Udało się co prawda doprowadzić do wydania negatywnych decyzji przez urząd miasta i gminy Skoki i spowolnienia całego procesu administracyjnego. Na pewno rozpropagowaliśmy sprawę poza naszą wieś i spowodowaliśmy, że dużo ludzi rozumie zagrożenia związane z tym przemysłem. Mamy też duży udział w utrąceniu olbrzymiej rzeźni pod Wągrowcem. Ile w tym wszystkim jest naszej zasługi? Nie wiem. Przecież jesteśmy tylko dosyć hałaśliwym obserwatorem, którego głos mogą władze brać pod uwagę, ale nie muszą. Samorządowe Kolegium Odwoławcze ustawiło nas w szeregu stwierdzając, że „protesty społeczne nie mogą być podstawą do zakazu budowy chlewni”. Możemy sobie krzyczeć, a i tak decyzja będzie pozytywna. Zresztą inwestorzy dobrze o tym wiedzą i stąd takie, a nie inne ich działania. Prawo i (...) rozporządzenia im sprzyjają i ma Pan przykłady z innych gmin w całej Polsce.
Gdzie zatem tkwi zarzewie konfliktu?
- I tu dochodzimy pewnie do sedna konfliktów. Ludzie nie rozumieją, że aby działać, trzeba dysponować jakimiś atutami: prawnymi, politycznymi, finansowymi. Natomiast większość z nas myśli, że wystarczy głośno krzyczeć i już musi być tak jak chcemy. Trochę jak z „Pana Tadeusza”: „Ja z Tadeuszkiem na czele i jakoś to będzie...” Ano nie będzie - to że głośno krzyczysz, nie znaczy, że tak się stanie. Próbowałem prowadzić stowarzyszenie tak, by jak najwięcej wycisnąć z takiej sytuacji. Współpraca z burmistrzem jest jedyną naszą opcją. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 04 Z 23 STYCZNIA 2019 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem