czwartek, 25 kwietnia
14:04

Dąbrowa zyska nową świetlicę

Pół miliona dofinansowania otrzymała gmina Damasławek na realizację zadania.

Rozpoczęła się budowa nowej świetlicy wiejskiej w Dąbrowie w gminie Damasławek. Wójt Cyprian Wieczorek w obecności sołtysa Henryka Kaczmarka i członków rady sołeckiej: Pauliny Galińskiej, Elżbiety Jadach, Emila Ćwika, Roberta Jadacha podpisał umowę z wykonawcą. Jest to firma „Wielądek” Tomasz Wielądek z Podanina. Wydatki kosztorysowe sięgają 977 850 zł.
Symbolicznie wmurowano już pierwszy bloczek betonowy na fundamencie budynku. Ma on powierzchnię niespełna 200 metrów kwadratowych. Zaprojektowano w nim przestronną salę, kuchnię, zmywalnię przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych łazienki oraz szatnie. Budynek będzie miał częściowo zadaszony taras z utwardzonymi dojściami i podjazdem dla niepełnosprawnych. Wybudowany zostanie parking. Teren będzie ogrodzony i zewnętrznie oświetlony. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 17 Z 24 KWIETNIA 2019 R.

Śpiewająca rewizyta

Chór „Kanon” pod kierunkiem ANNY i JAROSŁAWA MAŁECKICH, działający przy Gminnej Bibliotece Publicznej w Mieścisku, na zaproszenie Komitetu RAZEM przebywał od 27 do 31 marca w partnerskiej gminie De Bilt w Holandii.

Chór został zaproszony na Festiwal Chórów, który odbywał się już po raz siódmy w H.F. Witte Centrum De Bilt. Organizacją pobytu, jak zawsze, zajął się Komitet Razem, zapewniając stałą opiekę i wiele atrakcji. Skład Chóru Kanon został poszerzony o członków Zespołu „Sarbianie”. Chórzyści mieszkali w pensjonacie oraz u rodzin. Goście z Polski zwiedzili w Spakenburgu muzeum rybołówstwa, dowiedzieli się jak zmieniło się miasto na przestrzeni lat. Okazuje się, że budynki w mieście są bardzo stare, ale pięknie zachowane. Tutaj można spotkać mieszkańców w starych strojach holenderskich. Grupa odwiedziła również Amersfoort, który leży w centrum kraju i nazywane jest „pępkiem Holandii”. Śródmieście, to kwintesencja starych historycznych miasteczek Holandii. To miasto ma niewątpliwy urok i atmosferę. Zwieńczeniem pierwszego dnia pobytu było spotkanie w Domu Kultury w Maartensdijk i śpiewanie z miejscowym chórem „AZM”. Wspólnie zaśpiewano polskie piosenki: kołysanki Góreckiego i „Hej sokoły” oraz utwory, które ma w swoim repertuarze chór „AZM”. Później przyszedł czas na popisy chórów. Niezwykła atmosferze sprawiła, że nie było ważne w jakim języku śpiewają; wszyscy się po prostu znakomicie przy tym bawili. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 15 Z 10 KWIETNIA 2019 R.

Koledzy z Rammstein

Najnowszy klip niemieckiego zespołu industrial metalowego Rammstein, wyreżyserowany z hollywoodzkim rozmachem do piosenki Deutschland, już nazywany jest teledyskiem  XXI wieku. W jego realizacji brali udział rekonstruktorzy z grup historycznych odtwarzających m.in. Wojska Wielkopolskie, a wśród nich wągrowczanin Tomasz Kaczmarek z GRH 1918-1939 „Rogatywka”, z którym o kulisach jego udziału w tym wydarzeniu rozmawia Rafał Różak.

 

 

Tomku, głównie kojarzymy Ciebie z akcji propagujących Powstanie Wielkopolskie wśród młodzieży szkolnej oraz odtworzenia i uroczystego poświęcenia sztandaru Saperów Wielkopolskich. Natomiast ostatnio głośno się zrobiło wokół Twojego udziału w realizacji najnowszego teledysku kontrowersyjnego niemieckiego zespołu Rammstein, w którym grupa odnosi się do trudnej historii swojego kraju. Jak oceniasz swoją rolę w tym przedsięwzięciu?

 

- Jeżeli mówimy o kontrowersjach, jakie pojawiły się po zaprezentowaniu trailera zapowiadającego teledysk, w którym pokazano członków zespołu przebranych w pasiaki więźniów obozów koncentracyjnych przed szubienicą, to nie mam z tym żadnego problemu. Dziś już wiemy, po tym jak zespół upublicznił cały dziewięciominutowy klip, że nikogo się tam nie obraża i nie trywializuje przedstawionych w nim wydarzeń historycznych. Niektórzy nawet dziękują zespołowi na forach za przypomnienie tych ciemnych stron z historii Niemiec. Prawdę mówiąc to bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w tym wielkim przedsięwzięciu. Będę miał co opowiadać swoim wnukom. To było coś niesamowitego. Grałem już w filmach historycznych w Polsce, ale dopiero tam zobaczyłem jak może wyglądać Hollywood. Byłem zaskoczony na jakim poziomie i z jakim rozmachem kręcony był ten teledysk.

 

Powiedz nam więc jak to się stało, że tam trafiłeś?

 

- Wyjazd nagrał mi kolega Albert Neumann z Grupy Pomerania odtwarzający Wehrmacht i Waffen SS, ale jest także oficerem w Wojskach Wielkopolskich. Przyjaciółka jego znajomego pracuje w studio, które kręciło klip i potrzebowało około trzydziestu osób w mundurach niemieckich z czasów I i II wojny światowej. Wszystko było jednak do ostatniej chwili owiane tajemnicą i wiedziałem tylko, że chodzi o znaną niemiecką grupę metalową. Cały czas miałem jednak nadzieję, że będzie to Rammstein, dlatego kiedy Albert zaproponował wyjazd, nawet nie pytałem o warunki. Wziąłem wszystko z umundurowania, co miałem najlepszego i wpakowałem się do samochodu. Przed Berlinem wiedzieliśmy już, że to będzie ten najbardziej rozpoznawalny na świecie niemiecki zespół, co mnie niezmiernie ucieszyło. (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 15 Z 10 KWIETNIA 2019 R.

 

Szkoły nadal strajkują

W poniedziałek rozpoczął się ogólnopolski strajk nauczycieli. Jak sytuacja wygląda w powiecie wągrowieckim?

 

 

Niemal wszystkie szkoły w naszym powiecie, poza placówkami w Niemczynie i Popowie Kościelnym (gdzie organem prowadzącym jest Gnieźnieńska Szkoła Wyższa Milenium) oraz prowadzonymi przez Stowarzyszenie „Tęcza” (Jabłkowo, Lechlin, Rejowiec i Pawłowo Skockie), przystąpiły w poniedziałek do strajku. W Szkole Podstawowej nr 4 w Wągrowcu, oprócz katechetów, strajkują wszyscy nauczyciele. Żadne dziecko nie pojawiło się w placówce, ale gdyby do tego doszło, szkoła jest przygotowana na przyjęcie ograniczonej ilości uczniów.


- Walczymy o godność nauczyciela i docenienie naszej pracy – mówi Dariusz Sobański z SP 4. – Płace to tylko jedna ze spraw, o które walczymy.


Poza kwestią zarobków nauczyciele nie godzą się na zmiany w systemie oświaty, które nastąpiły po wprowadzeniu reformy dwa lata temu.
- Chodzi o zmianę podstawy programowej – mówi Joanna Pawlików, nauczycielka plastyki w SP 4. - Jesteśmy tak przeładowani ilością materiału, który dzieci mają w danym momencie zrobić, że nie nadążamy my, ale też i dzieci. Nie ma czasu na powtórki i utrwalenie wiedzy, a podstawa musi być zrealizowana. Trzy lata gimnazjalne ośmioklasiści muszą teraz opanować w dwa.


Nauczyciele ze smutkiem zauważają, że obecny rząd traktuje pedagogów jak zło konieczne.
- Kto ma wykształcić ten naród? – pyta Joanna Pawlików. - Słyszę komentarze, że mogę iść pracować na kasie. Ok., ale czy ta pani z kasy przyjdzie uczyć do szkoły za mnie? Nawet nie zdaje sobie sprawy, jaka to jest odpowiedzialność za to, co ja przekazuję dzieciom.


W ubiegłym tygodniu z przedstawicielami wągrowieckich szkół spotkali się samorządowi włodarze, którzy solidaryzują się ze strajkującymi.
- Codziennie na bieżąco monitujemy sytuację i jesteśmy w ciągłym kontakcie z dyrektorami – powiadomił nas wiceburmistrz Wągrowca Piotr Pałczyński, który jednocześnie dziękuje rodzicom, którzy rozumieją nadzwyczajną sytuację i są w stanie zapewnić opiekę swoim dzieciom. (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 15 Z 10 KWIETNIA 2019 R.

Nic nie wypełni tej pustki

Zmarłego 3 kwietnia JERZEGO MIANOWSKIEGO wspominają Jego przyjaciele i współpracownicy.

Maciej Kretkowski:
Że co? Że Jurek nie żyje? Nie wierzę. Widywaliśmy się z Jurkiem rzadko, ale zawsze rozmawialiśmy tak, jak gdyby poprzednie spotkanie miało miejsce wczoraj. Poznaliśmy się dzięki miłości do mediów. Mediów drukowanych. Krótko po roku 1990 zakładaliśmy organizację zrzeszającą dziennikarzy i wydawców prasy lokalnej. Rytm naszych spotkań wyznaczały warsztaty dziennikarskie. Odbywały się one w całym kraju. Odkrywaliśmy więc krok po kroku lokalną Polskę.
Trzy rzeczy będą mi się zawsze kojarzyły z Jurkiem.
Po pierwsze - uśmiech. Oczywiście nie wszystko Go śmieszyło. Ale miał fantastyczne poczucie humoru. No i na widok dobrych znajomych zawsze z daleka się uśmiechał.
Po drugie - aparat. Miał go ze sobą niemal zawsze. Czasem nawet dwa. Gdy pojawiły się cyfrowe, miał ze sobą dodatkowo tradycyjny. Zdarzało się, że bez kliszy...
Po trzecie - cygaro. Kiedyś zawsze, potem coraz rzadzie, towarzyszyło mu cygaro albo fajka.
Jurek kochał to, co robił. Praca pochłaniała Go bez reszty. Nie tylko praca dziennikarska, ale także praca na rzecz dziennikarzy. Dzięki nieodłącznemu aparatowi dokumentował każdy swój krok. Chętnie udostępniał swoje zdjęcia, jeśli miały dla sfotografowanych osób pamiątkowy charakter. Ale z fotografami jest zwykle tak, że niechętnie pozwalają robić zdjęcia sobie. Jurek nie oponował, ale nie przepadał za pozowaniem, więc się cieszę, że mam w archiwum kilka fotek...
Wiadomość o śmierci przybija. Jeszcze nie potrafię oswoić tej myśli. Nie chcę się z Nim żegnać. Jest na zdjęciach taki jak zawsze. Jest. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 15 Z 10 KWIETNIA 2019 R.

Postęp i muzealny eksponat

Nowy nabytek OSP Sienno, Star 1142 pożarniczy, jest wielką i wyczekiwaną radością całej ekipy. Wzbogaciło się też muzeum motoryzacji.

Jak powiedziała druhna Patrycja Kantorska: -To wielki skok technologiczny dla jednostki. Mimo, iż pojazd ma już swoje lata, jednak nadal jest używany i szanowany przez użytkowników. Zawdzięcza to swojej prostocie budowy, niezawodności i niskim wymaganiom w serwisowaniu.
Nastał czas pojazdów naszpikowanych elektroniką, trudnych w naprawach dla osób nieposiadających specjalistycznych urządzeń diagnostycznych, a tu chodzi o pojazd zawsze sprawny, zdatny do naprawy przez mechanika z zestawem podstawowych narzędzi. Bo przecież niewyobrażalną sytuacją byłoby, gdyby kierowca pojazdu OSP dzwonił do serwisanta po pomoc, bo auto nie chce pracować w akcji. To ma być proste i nie stwarzać problemów. Niestety, dziś mamy do czynienia z pojazdami „samochodopodobnymi”.

POTRZEBA CHWILI
Druhowie z OSP Sienno naprawdę bardzo starali się o pozyskanie większego pojazdu. Ich bezinteresowna służba, często kosztem wolnego czasu, doprowadziła do pozyskania nowego technologicznego pojazdu. Urząd Gminy Wągrowiec, reprezentowany przez wójta Przemysława Majchrzaka dostrzegł zaangażowanie druhów z Sienna i przystał na zakup pojazdu. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 14 Z 3 KWIETNIA 2019 R.

Żegnamy zacnego człowieka

W poniedziałek 1 kwietnia, po walce z chorobą, zmarł STEFAN MIKOŁAJCZAK, - skoczanin, były marszałek województwa i prezes strażaków - ochotników.

Stefan Mikołajczak urodził się 26 października 1951 roku w Krzyżankach, w gminie Gołańcz. Ukończył studia na Wydziale Rolnictwa Akademii Rolniczej w Poznaniu. Przez kilkanaście lat pełnił kierownicze funkcje w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Lechlinie. W latach 1988 - 1990 był wicewojewodą poznańskim, następnie do 1998, był dyrektorem Wydziału Rolnictwa w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu.
W latach 1998–2006 zasiadał w sejmiku wielkopolskim. Dokładnie 9 listopada 1998 r. został marszałkiem województwa. Urząd formalnie sprawował od utworzenia samorządu wojewódzkiego (od 1 stycznia 1999) do 10 października 2005 r., kiedy to w trakcie II kadencji zastąpił go Marek Woźniak.
Związany był z Sojuszem Lewicy Demokratycznej (nie należąc do partii). W 2010 został radnym sejmiku, utrzymał mandat także w 2014 r. Na samym początku V kadencji zrezygnował z zasiadania w klubie SLD Lewica Razem, dołączając wkrótce do klubu radnych Platformy Obywatelskiej. W 2018 nie startował w wyborach samorządowych.
Był działaczem OSP, pełnił funkcję wiceprezesa Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP oraz prezesa zarządu Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP Województwa Wielkopolskiego im. gen. Stanisława Taczaka.
Stefana Mikołajczaka wspominają Jego przyjaciele i ludzie, z którymi współpracował. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 14 Z 3 KWIETNIA 2019 R.

Widmo strajku krąży po powiecie

Związek Nauczycielstwa Polskiego nadal prowadzi rozmowy z rządem na temat wynagrodzenie nauczycieli. Jeśli obie strony się nie dogadają, w poniedziałek dojdzie do strajku. W powiecie wągrowieckim przystąpienie do protestu zgłosiły wszystkie placówki oświatowe.

Strajk zostanie ogłoszony 8 kwietnia, a co za tym idzie szkoły i przedszkola zostaną zamknięte. Dotyczy to także placówek w naszym powiecie, zaś to, jak będą funkcjonowały i czy uczniowie będą mieli zapewnioną opiekę, spoczywa na dyrektorach szkół oraz organach prowadzących.

PRZYGOTOWANIA TRWAJĄ
Wiadomo, że przedstawiciele ZNP w Wągrowcu rozmawiali na ten temat w poniedziałek z burmistrzem Wągrowca i kierownictwem Wydziału Oświaty.
- Są prowadzone rozmowy ze związkami zawodowymi i jednostkami podległymi, dotyczące możliwości zajęć alternatywnych – ujawnił nam we wtorek w rozmowie telefonicznej kierownik Wydziału Oświaty Urzędu Miejskiego w Wągrowcu, Roman Pawłowski. - Nie odbędą się one w szkołach z tego względu, że szkoły nie będą w stanie zapewnić opieki. Jesteśmy na etapie zawierania porozumień. Jutro będziemy zawiązywać decyzje dotyczące organizacji i szczegółowych zmian w zakresie strajku.
Z tego, co udało nam się dowiedzieć, pojawiły się propozycje, aby zapewnić opiekę dzieciom w placówkach miejskich takich jak Miejski Dom Kultury czy Miejska Biblioteka Publiczna. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 14 Z 3 KWIETNIA 2019 R.

Bez nich Wągrowiec byłby ubogi

Jak co roku podczas uroczystej gali Głosu Wągrowieckiego przyznano szereg znakomitych nagród dla najbardziej zasłużonych mieszkańców miasta i powiatu.

W tym roku lokalna prasa wągrowiecka świętuje swoje trzydziestolecie, bowiem to w 1989 roku powstał na fali przemian pierwszy niezależny tytuł prasowy Dwutygodnik Pałucki, zaś rok później ukazał się pierwszy numer Głosu Wągrowieckiego. W związku z tym w niedzielę w Miejskim Domu Kultury w Wągrowcu spotkali się przedstawiciele mediów, samorządu lokalnego, zasłużeni mieszkańcy i wielu znamienitych gości, by wspólnie obchodzić wspomniany jubileusz. Był on znakomitym pretekstem, by ogłosić wyniki plebiscytów organizowanych od wielu lat przez redakcję Głosu Wągrowieckiego, które na stałe wpisały się w krajobraz kulturalno-społeczny wągrowieckiej małej ojczyzny.

ZASŁUŻONE LAURY
W tym roku tytuł Honorowego Wągrowczanina A.D. 2018 trafił na ręce dr. Kazimierza Kruszki, ekonomisty i nauczyciela akademickiego Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Dr Kazimierz Kruszka był m.in. inicjatorem i założycielem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Wągrowieckiej w Poznaniu, którym kierował przez dwie kadencje. Promowało ono ziemię wągrowiecką na terenie całej Wielkopolski, przyczyniając się do umocnienia współpracy między mieszkańcami wywodzącymi się z Wągrowca i okolic a władzami samorządu lokalnego i wojewódzkiego. Statuetkę cystersa wręczył laureatowi profesor dr. hab. n. med. Piotr Przybyłowski, zeszłoroczny zdobywca tego zaszczytnego tytułu.
- Mówi się, że starsi ludzie wiedzą już wszystko, ale mało z tego pamiętają – mówił z humorem dr Kruszka. - Ja też mało pamiętam, więc uważam, że to zaszczytne wyróżnienie jeszcze mi się nie należy, jeszcze powinienem na nie popracować, ale przyjmuję je z pokorą i serdecznie dziękuję.
Laureat otrzymał statuetkę z rąk Jarosława Berendta, burmistrza Wągrowca, któremu towarzyszyli: poseł Zbigniew Ajchler, prof. Piotr Przybyłowski i red. Jerzy Mianowski.
W plebiscycie czytelników, którzy przez ponad miesiąc oddawali głosy na dziesiątkę kandydatów Wągrowczanina Roku 2018, zwyciężył Marek Rybarczyk, dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej im. Bronisława Zielińskiego w Wągrowcu, piastujący stanowisko od zeszłego roku. Wcześniej z powodzeniem prowadził prywatną szkołę muzyczną w Gnieźnie, Obornikach i Wągrowcu.
- Dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos i myślę, że mandat zaufania, jakim mnie obdarzono, zmobilizuje mnie do jeszcze większej pracy. Ciężko pracuję, ale nie zamieniłbym jej na żadną inną – mówił laureat. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 14 Z 3 KWIETNIA 2019 R.

Grube miliony na rewitalizację

Mieścisko, Gołaszewo i Popowo Kościelne zyskają na rewitalizacji i aktywizacji społecznej sfinansowanej przez samorząd województwa i samorząd lokalny.

Inicjatywa, projekty i wnioski zostały zainicjowane jeszcze w poprzedniej kadencji samorządu gminy i byłego wójta Andrzeja Banaszyńskiego. Cały proces rozpoczął się w 2017 roku, kiedy to Samorząd Województwa Wielkopolskiego uruchomił nabór wniosków w ramach szeroko pojętej rewitalizacji, skutkującej nie tylko zmianą szaty zewnętrznej obiektów, ale także likwidacją degradacji więzi społecznych i wyzwoleniem aktywności lokalnej. Program, który rozpoczął się od przygotowywania wniosków w 2017 roku, będzie miał swoje podsumowanie w 2023 roku. Samorząd gminy, aplikując wnioski, musiał też zabezpieczyć środki własne w wysokości blisko 2,5 mln złotych, które będą uzupełnieniem dotacji wojewódzkiej w wysokości 7 570 438,83 zł. Łączna zatem kwota projektu wyniesie 9 941 391,97 zł.
Nic więc dziwnego, że obecny podczas podpisania umowy były wójt Andrzej Banaszyński wysłuchał zasłużonych słów uznania ze strony zarówno Jacka Bogusławskiego, członka Zarządu Województwa Wielkopolskiego, jak i obecnego wójta gminy Mieścisko Przemysława Renna.
- Gratuluję byłemu i obecnemu wójtowi zaangażowania, które skutkuje podpisaniem dziś umowy. To także zasługa Waszych pracowników, którzy potrafili współpracować z naszymi w trakcie przygotowania wniosku -powiedział Jacek Bogusławski.
- Umowa, którą dziś podpiszemy, ma duże znaczenie nie tylko z powodu powstania nowej infrastruktury technicznej, ale ma kapitalne znaczenie dla tworzenia podstaw do aktywności mieszkańców, ich integracji i możliwości realizowania się społecznie - podkreślił wójt Przemysław Renn. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 13 Z 27 MARCA 2019 R.

 

Czy rowery miejskie zrobią furorę?

Przetarg na dostawę rowerów miejskich ogłosił Zakład Komunikacji Miejskiej.

Pomysł rowerów miejskich - ogłoszony przez dziś rządzących miastem podczas kampanii wyborczej - teraz jest wcielany w życie. Ratusz zlecił to zadanie Zakładowi Komunikacji Miejskiej, który w ramach służbowych obowiązków w swojej pieczy ma zastępca burmistrza, Piotr Pałczyński. Zamówienie obejmuje dostawę rowerów miejskich wraz z obsługą biura klienta, w ramach realizacji polityki zrównoważonej mobilności miejskiej.
System Wągrowieckiego Roweru Miejskiego umożliwi mieszkańcom miasta i przyjezdnym korzystanie z indywidualnego, publicznego transportu rowerowego w granicach administracyjnych miasta Wągrowca.
Rowery będą mogły być pobierane i zwracane w strefach wyznaczonych przez ZKM lub w dowolnym miejscu na terenie miasta, ale w przestrzeni miejskiej, tj. w liniach rozgraniczających ulic i placów, na terenach parków, parkingów, terenach sportowych. Obowiązywał będzie zakaz pozostawienia roweru w lesie, na terenach prywatnych, nekropoliach i miejscach niedostępnych.
Korzystanie z roweru miejskiego możliwe będzie w okresie od początku kwietnia do października, przez całą dobę we wszystkie dni tygodnia.
Jak informuje ZKM, przedmiotem zamówienia jest dostawa 55 szt. nowych rowerów typu uniwersalnego (bez ramy poziomej umożliwiającego jazdę młodzieży, kobietom), w tym 50 szt. rowerów bez siedziska dla dzieci i 5 szt. rowerów z siedziskiem dla dziecka wraz z urządzeniami zabezpieczającymi i urządzeniami, umożliwiającymi z nich korzystanie, tzn. wypożyczanie i zdawanie roweru. ZKM zastrzegł sobie, że może zwiększyć liczbę rowerów do 15 szt. w okresie do 30 listopada 2021 roku. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 13 Z 27 MARCA 2019 R.

Czy potrzebny jest WORD?

Władzom marzy się wągrowiecka filia Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

W pilskim i poznańskim WORD-zie ubiegający się o uzyskanie prawa jazdy zdają egzaminy teoretyczne i praktyczne. Zważywszy, że dojazd tam - żeby tylko jednokrotny, bo często adepci zaliczają egzaminy po kilka razy – jakby nie było jest kosztowny. Dlatego burmistrz Wągrowca Jarosław Berendt chce im ulżyć. Wówczas egzaminy odbywałyby się w Wągrowcu.
Nie jest jednak w pełni przekonany do powstania filii WORD-u, dlatego w tej sprawie ogłosił konsultacje społeczne. Czego burmistrz chce się dowiedzieć? Po pierwsze - czy mieszkańcy popierają ideę utworzenia filii w Wągrowcu i  po drugie – które z miast ankietowany wybrałby na miejsce zdawania egzaminu: Wągrowiec, Piłę czy też Poznań.
Więcej pytań nie zredagowano (sic!), a można było zapytać się jeszcze chociażby o to: na ile dodatkowe auta z egzaminowanymi kursantami spowolnią ruch uliczny w mieście? (...)

Zdecydowany na swój los

PATRYK LORĘCKI ma opinię młodego rolnika, który stawia na nowoczesność. A jak już zdecydował o związaniu się z tym zawodem, to nie chciałby nigdy żałować tej decyzji.

Rościnno to wieś licząca pond dwustu mieszkańców, położona 2 kilometry od Skoków. Ślady obecności człowieka datowane są na okres mezolitu. Istnienie wsi zostało odnotowane w bulli papieskiej w 1218 roku, wspomina o niej także Jan Długosz. Właścicielem wsi był także potomek Mikołaja Reja z Nagłowic. W funkcjonującym we wsi Archidiecezjalnym Domu Rekolekcyjnym bywali często abp August Hlond i abp Antoni Baraniak.
Sołtysem wsi jest Hubert Czarnecki, który poza pracą zawodową zajmuje się ornitologią. Wieś ciągnie się zasadniczo wzdłuż drogi w kierunku Grzybowic. Sąsiedztwo dwóch jezior powoduje, że miejscowość jest atrakcyjnym miejscem do osiedlania się nowych mieszkańców. Miejscami integrowania się mieszkańców są świetlica wiejska i tereny sportowe, na których odbywają się festyny i zawody.

Z POKOLENIA NA POKOLENIE
Patryk Loręcki ma zaledwie 23 lata. Ma średnie wykształcenie rolnicze. W prowadzeniu gospodarstwa pomaga mu żona Sandra. Sandra i Patryk są rodzicami rocznego Stefanka. Żony nie musiał daleko szukać, bo dziewczyna pochodzi z tej samej miejscowości, a ich rodzice przyjaźnili się od zawsze.
Można powiedzieć, że gospodarstwo funkcjonuje z dziada pradziada.
- Gospodarstwo rolne zapoczątkował mój pradziadek Tadeusz z żoną Jadwigą. Pracowali na 12 ha wychowując czworo dzieci. Następnie gospodarstwo przejął mój dziadek Bogdan z żoną Haliną. Rozbudowali szeroko park maszynowy. Pradziadek i dziadek zarazili swoją pasją mego ojca Krzysztofa – opowiada Patryk.
Rodzice Patryka stopniowo powiększali areał gospodarstwa oraz wymieniali sprzęt na nowocześniejszy. Początkowo zajmowali się głównie uprawą zbóż i hodowlą trzody chlewnej. Część ziemi zakupili, część dzierżawią. Do dziś prowadzą gospodarstwo.
- Wspólnie pomagamy sobie w uprawie roli i hodowli zwierząt - wyjaśnia młody rolnik.
Jego ojciec pochodzi z Rościnna, a mama z pobliskich Skoków. Cała rodzina, począwszy od pradziadka, a skończywszy na najmłodszym z rolników w rodzinie, byli i są członkami Ochotniczej Straży Pożarnej w Rościnnie. Służba w szeregach OSP jest bardzo powszechna na terenie gminy, a jednostka OSP w samych Skokach należy do Krajowego Systemu Ratownictwa Przeciwpożarowego i lokuje się na ósmym miejscu w Wielkopolsce pod liczby ilości wyjazdów do akcji ratowniczo-gaśniczych. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 13 Z 27 MARCA 2019 R.

Samorząd w oczach szachisty

Kontynuujemy cykl rozmów z samorządowcami. Tym razem rozmawiamy z wicestarostą MICHAŁEM PIECHOCKIM, który na urzędniczym stołku zasiada od zarania powiatowego samorządu.

Wicestarosta to zawód i sposób na zarabianie niezłych pieniędzy, czy też społeczna misja?
- To nie zawód, ale pełnienie tej funkcji pozwala na dobre zarobki, jak na nasz powiat. W porównaniu do innych zawodów pensja ta stopniowo traci na znaczeniu. Jeżeli się jednak weźmie pod uwagę ponoszoną odpowiedzialność, złożoność spraw, którymi trzeba się zajmować oraz nieograniczony czas pracy, to już zaczyna być misją. Po latach uważam, że bez uznania pełnienia tej funkcji także za misję nie można dobrze jej realizować.
Jak godzisz jedno z drugim?
- To mój dobrowolny wybór. Jeżeli podjąłem się takich obowiązków, to chcę je wykonać jak najlepiej. Jak godzę, najlepiej spytać moją żonę. Czasu na wspólne chwile jest bardzo mało, a wnuczka też już tęskni za dziadkiem...
W historii samorządu powiatowego jesteś najdłużej pracującym etatowo samorządowcem...
- Aż trudno mi uwierzyć, że tak jest. Jestem od samego powstania powiatów, czyli od 1999 r. Startowałem sześć razy w wyborach i tylko raz nie zdobyłem zaufania mieszkańców. Ostałem się jednak jako wicestarosta, gdyż zaufali mi radni z SW 2000 i koalicjanci.
To jest zasługą Samorządności Wągrowieckiej 2000 czy Twojej samorządowej charyzmy?
- Wybory do samorządu powiatowego są większościowe i należy mieć odpowiednią grupę osób, która będzie startowała w wyborach. Samotnie niewiele można osiągnąć. Miałem szczęście, że mieliśmy bardzo dobrych kandydatów na radnych, którzy zdobyli odpowiednią liczbę mandatów.
Jestem też jednym z założycieli naszego stowarzyszenia i wiele się udzielałem. Starałem się pracować konstruktywnie i może też wypracowałem trochę charyzmy. Poparcie znajdowałem też wśród naszych koalicjantów.
Jednak nie przyspawało Ciebie do stołka władzy, wszak stanowiska zmieniały się?
- Najpierw byłem osiem lat wicestarostą, potem tyle samo lat starostą, a teraz piąty rok znowu jestem wicestarostą. Mówiąc szachowo, to tylko krótkie roszady. Nigdy jednak nie traktowałem stołka jako celu do osiągnięcia. Tak naprawdę z tych dwóch wolę stołek wicestarosty. Jest tu więcej możliwości spokojnej, merytorycznej pracy.
Zawsze spadałeś na równe nogi?
- Miałem poparcie radnych z SW 2000, którzy mi zaufali i proponowali na te funkcje. Może też to był zbieg okoliczności, że w naszym gronie nie było rywalizacji. Nie zauważyłem, aby kogoś taka funkcja interesowała.
Które swoje kadencje uważasz za najbardziej efektywne politycznie?
- Oczywiście dwie pierwsze kadencje w latach 1999-2006. Tworzyliśmy wówczas powiat od początku. W starostwie na 70. pracowników mieliśmy trzy komputery, samochód marki Polonez i żadnej komórki. Internet dopiero raczkował. Dominowały ręczne maszyny do pisania, a kserokopiarki były rarytasem. Reforma zdrowia premiera Buzka wchodziła z opóźnieniem.
Efekty jednak były bardzo widoczne i każdy krok był widoczny. W latach 90-tych po dziesięciu latach zastoju z  remontami dróg, rozpoczęliśmy systematyczne ich naprawy. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 12 Z 20 MARCA 2019 R.

Leczą i liczą kasę

Zarobki lekarzy w wągrowieckim szpitalu wzrosły ogółem o około milion złotych. Czy właśnie w tym tkwi fatalna sytuacja placówki, która zmaga się z coraz większym zadłużeniem?

Wczoraj odbyło się posiedzenie Rady Społecznej przy Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Wągrowcu, która zapoznała się ze sprawozdaniem finansowym za 2018 rok. Biegły rewident omówił dokument i mimo, że od wielu lat szpital jest w bardzo złej kondycji, opinia nie była jednak druzgocząca.
- Moim zdaniem rozpoczęte przez organ założycielski inwestycje znacznej wartości w Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Wągrowcu, pomimo funduszu ujemnego, nie wskazują na zagrożenie kontynuacji działalności szpitala – powiedziała biegły rewident, Halina Dąbrowska.
W związku z tym, zdaniem rewidenta, kontynuacja działalności nie jest zagrożona, mimo fatalnego bilansu. Jeśli chodzi o wynik finansowy, to w ubiegłym roku zanotowano pogorszenie w stosunku do roku 2017 o 858 482 zł i zadłużenie szpitala wynosi obecnie 2 942 584 zł. Ma ono źródło przede wszystkim na obszarze tzw. usług obcych (ok. 1 mln 600 tyś., w tym 988 tys. – kontrakty lekarskie i 892 tysiące – wynagrodzenia czyli ogółem 2 mln 500 tys. złotych). Rewident podpowiedział: - Należy oszczędzać na czym się da, bo sytuacja jest bardzo ciężka. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 12 Z 20 MARCA 2019 R.

Tu chcemy pozostać

NATALIA i WALENTIN KALENCHUKOWIE wybrali Polskę za miejsce swojego życia i nie myślą wybierać się dalej.

Walentin ma 33 lata i pochodzi ze wsi Ispas w obwodzie iwano-frankiwskim. Do Lwowa ma jakieś 170 km. Przez sześć lat pracował w miejscowej rzeźni. Swoja żonę Natalię upatrzył 60 km od swojej wsi. Ślub wzięli dwanaście lat temu. Mają dwie córeczki: Darię, która w tym roku skończy 6 lat i Karolinę, która ma 9 lat. Dziewczynki urodziły się na Ukrainie, a pierwsza do Polski przyjechała młodsza Daria. Ktoś z rodziny Natalii znalazł pracę w Wągrowcu, w Polinova-Polska. Kalenchukowie też spróbowali swoich sił.
- Trzeba było szukać pracy w Polsce, bo u nas trudno było i jest utrzymać rodzinę - mówi Walentin. - Kiedyś trzeba było jeszcze starać się wizę, teraz sprawa jest prosta.
Po ślubie on tylko pracował, a budżet domowy ratowali tym, co wyhodowali na swojej działce. Inaczej nie starczałoby pensji na nic więcej niż podstawowe zakupy.
Oboje zatrudnili się też w wągrowieckiej fabryce w 2016 roku. Natalia pracowała jako szwaczka, jej mąż jako tapicer i pracownik stolarni.
Po jakimś czasie Walentin zaczął się rozglądać za nową pracą. Od znajomych dowiedział się, że pracowników do gospodarstwa rolnego w Potulicach poszukują Drzazgowscy, którzy przejęli ziemię po byłym państwowym gospodarstwie rolnym. Od słowa do słowa i Walentin został ich pracownikiem. Pracuje obecnie przy produkcji pasz dla bydła. Kiedyś w czasach PGR-ów pracowała tu setka ludzi. Teraz wystarcza kilkanaście osób.
- Dobrze mi się tu pracuje i praca mi odpowiada. Zarabiam też lepiej niż w fabryce mebli - wyjaśnia mężczyzna. - Natalia teraz nie pracuje, bo zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dziewczynek. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 12 Z 20 MARCA 2019 R.

Podkategorie

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem