Dylu-dylu i PO dealu

  • Drukuj
KrukKruk
Ostatnie dni minęły pod znakiem dealów. Jeden miał zawrzeć słynny „pogromca” kiboli, minister spraw bynajmniej nie zewnętrznych, który przy akompaniamencie sztućców i nalewanej przez kelnera wódeczki z troską pochylał się nie tylko nad talerzem, ale i finansami kraju. Jego współstołownik, szef banku centralnego, bardzo chętnie dał się zaprosić na kolację. Tam omawiano sposoby uwalenia innego speca od finansów, którego próbowano katapultować z rządu do niedalekiej nam Bydgoszczu.
Również sam nasz kaszubski kanclerz nie dostrzega Belki w oku ministra i mimo że polska reprezentacja nie doczłapała się do trwającego właśnie mundialu, słowiczym głosem (pamiętacie „Hey Jude”?) zapewnia teraz wszem i wobec: „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!”. Jeśli ktoś jest wierzący, może sobie w to wierzyć. Takich ludzi, jak pokazał ostatni wyścig do eurokoryta, jest w powiecie około 30% (w Wągrowcu prawie 40!), co burzy powszechne przekonanie, że wierzących w tym kraju jednak ubywa. Takoż i w naszym grajdole próbowano ostatnio sobie podealować. Szef magistratu, znany miłośnik dzieci (dla ich dobra zlikwidował np. przedszkolne kuchnie, a szkołom zostawił praktycznie gołe nauczycielskie pensje), próbował wyrugować z placu zabaw milusińskich, którym los już i tak nie oszczędził przykrości. To jednak był uczciwy układ: skoro prokuratura tak łaskawie patrzy na Jego działalność, każdy prawy, człowiek musi się za to jakoś odwdzięczyć. Zresztą zarządzający miastem ma słabość do aktualnych i byłych służb wspomnianego wyżej ministra o literackim nazwisku. To w gronie jego politycznej kamaryli spod znaku SW 2000 roi się od milicjantów, SB-eków jawnych i tajnych, za to wyraźnie brakuje młodych. I nic dziwnego: popieranie tej ekipy to choroba wieku starczego, tak jak skleroza, artretyzm i niedotrzymanie (nie tylko moczu, ale i wyborczych obietnic, np. o niekandydowaniu w bliskich wyborach). Rodzicom małych dzieci to na razie nie grozi, więc można spokojnie pobiec ze służbowym tortem na kolejną kawkę w klubie seniorów. Dopiero larum, jakie z tej okazji podniesiono, pozwoliło pozostawić placyk tym, którzy tego naprawdę potrzebują. Miejmy nadzieję, że tak jak maluchy, takoż i sprawca tego zamieszania (oraz opisani na początku słynni stołownicy) powędruje już niedługo na zieloną trawkę.