Pracując – grzeszysz!

  • Drukuj

Wybory wyborami, ale tu się szykuje już kolejne, kto wie czy nie o wiele ważniejsze wydarzenie, o którym trzeba napisać słów kilka. Chodzi o Halloween i dewastujący wpływ tego szatańskiego święta na czystą, pobożną duszyczkę umęczonych Polaków. Już odzywają się zatroskane głosy obrońców świętego porządku. Słusznie zauważają wytrwali bojownicy o Polskę katolicką, iż na takim Halloween można przebrać się np. za działacza lewicowego, a to już naprawdę niebezpieczne igranie z siłami nieczystymi. Oczywiście ci, którym mocno doskwiera samotność, mogą się cieszyć, że chociaż ktoś dybie na ich dusze i ciała. Jednak takie podejście to podręcznikowy wręcz przykład egoizmu, godnego zdecydowanego potępienia!
Halloween to jednak tylko jeden dzień w roku. Pragnę więc zwrócić uwagę na inne, niezwykle groźne zjawisko, odciągające ludzi od modlitwy i kontemplowania bożego dzieła. Mowa tu oczywiście o chodzeniu do pracy. Zobrazujmy jej dewastujący wpływ na przykładzie siedmiu grzechów głównych.
Zacznijmy od lenistwa: tkwiąc w domu człowiek ma chociaż wyrzuty sumienia, że siedzi na szacownych czterech literach i nic z tego nie wynika. A w pracy? Ledwie znajdziesz się na swoim stanowisku, a już marzysz wyłącznie o położeniu się do łóżka i dokonaniu wewnętrznej migracji w głąb siebie.
Idąc dalej: jaka praca nie potęguje w człowieku uczucia zazdrości? Niby współpracujemy zgodnie, niby lubimy kolegów i koleżanki z biurek obok, ale jak przychodzi co do czego, wszyscy włączamy się w bezwzględną walkę o uznanie i awans.
Gniew? O tak, praca i gniew pod jednym mieszkają dachem. Pożądliwość? A któż nie pożąda posady współpracownika swego? Pycha? Im wyżej w hierarchii pracowniczej, tym i to uczucie się potęguje, czyż nie? Chciwość? Absolutnie! Rozdają premie, a ty tylko wyobrażasz sobie, o ile więcej pieniędzy przypadłoby ci w udziale, gdyby wcześniej wyrzucono kilka osób. Obżarstwo? No cóż, ja osobiście w redakcji niemal bez przerwy opycham się śmieciowym jedzeniem, co akurat w domu prawie mi się nie zdarza. Przypadek?
Nie sądzę!
Jak więc widać, każdy z siedmiu grzechów może doskonale rozwijać się w środowisku pracowniczym. Nie mówiąc już o częstym braku wolnych niedziel, co już jest absolutnym ukłonem w stronę Pana Ciemności.
Dlatego mam nadzieję, iż po rychłym rozprawieniu się z dziećmi biegającymi po ulicy za cukierkami, obrońcy cywilizacji życia czym prędzej wezmą się za wprowadzenie prawnego zakazu chodzenia do pracy.
Czekam z niecierpliwością na pierwsze efekty.