wtorek, 16 stycznia
22:54

Gdy dziecko umiera...

MianowskiMianowski

 

We Wszystkich Świętych wspominamy najbliższe nam osoby: rodziców, dziadków, a zwłaszcza własne dzieci. To właśnie syna i córkę najbardziej opłakujemy po ich śmierci. Im byli młodsi, gdy zmarli lub zginęli, tym większy ból rozdziera serca matki i ojca. No bo nie ma w życiu cięższych chwil aniżeli żałoba po dziecku.
***
Do dziś mam przed oczami obraz ostatnich chwil Pauliny, młodej dziewczyny chorej na mukowiscydozę. Opowieści jej ojca o tych chwilach nie sposób zapomnieć. Zmarła w jego ramionach, w ciszy i spokoju ducha. Przytulił dziecko do siebie w tych minutch, wszak wiedział, że są one już policzone.
A jeszcze 5 grudnia 2010, gdy Paulina z domu wyjeżdżała do Rabki ze swoim profesorem, wierzyliśmy, że z tej choroby wyjdzie. Czekała na operację przeszczepu płuc, bo to był dla niej jedyny ratunek.
Życie z Pauliny uchodziło powoli. Przed Bożym Narodzeniem do Rabki pojechał jej ojciec, by świąt nie spędzała sama. W szpitalu nie było już żywej duszy, poza obsługą. Cóż to była za radość dla Paulinki, gdy zobaczyła ojca. Chciało jej się żyć ze wszystkich sił, które jednak ubywały. Przeżyła święta, ale już na początku 2011 roku nie dawała rady: coraz wolniejszy oddech, sporadyczne słowa, zanikający uśmiech, powolniejsze ruchy. To wszystko widział i przeżywał ojciec. Młode życie gasło w jego rękach...
Paulina dzielnie walczyła do końca swojego żywota. W Wągrowcu była wolontariuszką i wspierała chorych młodych ludzi, pomagając im na różne sposoby. Jej kryształowe serce przepojone było miłością do bliskich, radością życia i optymistycznym patrzeniem na świat. Wierzyła w zwycięską walkę ze swoją chorobą, wierzyła w ludzi, wierzyła w ich serca...
Pomagali jej ludzie dobrej woli, nie tylko rodzina, ale też koleżanki i koledzy ze szkolnej ławki, nauczyciele i dyrektor, a nawet ludzie z bliska i daleka, w tym z zagranicy. Konto fundacji puchło właśnie dzięki takim osobom. Nie tylko pieniądze się tutaj liczyły, bo też dary rzeczowe, chociażby w postaci koncentratorów tlenu, które dostarczył poznański przedsiębiorca czy pełnego wyposażenia na pobyt w wiedeńskim szpitalu lub udostępnienia mieszkania w Wiedniu, nie pomijając prywatnego transportu do Austrii. Ludzie spieszyli z pomocą na każdym kroku. Wszyscy chcieli, żeby Paulina przeżyła najgorsze chwile w jej życiu.
Gdy przypomnę sobie spontaniczność działania niektórych osób, to serce mi się raduje do dziś. Ot, taki prozaiczny przykład. Paulina wracała z Rabki do Wągrowca. W połowie drogi kończyła się butla z tlenem. W weekend postawiliśmy na nogi dyrektora wągrowieckiego Zespołu Opieki Zdrowotnej, bo tylko on mógł nam pomóc w wydaniu tlenu ze szpitalnego magazynu. Pomógł bez chwili wahania, mimo że problem był z jej transportem, ponieważ pełnej butli nie wolno przewozić w bagażniku samochodu osobowego. Transportu podjęła się siostra Pauliny i tlen dotarł w porę...
***
We Wszystkich Świętych nie powinniśmy zapomnieć o ludziach dobrej woli, którzy spieszą z pomocą znajomym i obcym w ostatnich ich chwilach życia, nie żałują swoich pieniędzy i czasu, traktują tę pomoc jak rodzicielski obowiązek. Oni żyją i radują się z każdej chwili, smucą się jednak z obcej tragedii. Bo gdy umiera dziecko, to tak jakby Słońce zgasło na zawsze...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem