To ostatnia niedziela, jutro się rozstaniemy...

  • Drukuj

Niehandlowe niedziele drażnią gros Polaków. Nie wygląda na to, by ów przepis spowodował jakiś wielki napływ ludzi do kościołów czy też prorodzinne zachowania. Życie toczy się zwykłym torem, tyle że ludzie psioczą. Przed moim blokiem jest mały prywatny sklepik, który według aktualnego prawa może być otwarty. I co niedzielę stoi tam kolejka wczorajszych panów „po pięć żuberków i seteczkę”.
Pod stacjami benzynowymi wieczorem oblężenie. Stoją Polacy, stoją Ukraińcy. Wszyscy po to samo, natury nie oszukasz. Natomiast stacje intensywnie zwiększają towarowy asortyment, doskonale zdając sobie sprawę z możliwości zarobku. Sieć Żabek też nie jest w ciemię bita, ponieważ w ustawie jest zapis, że otwarte mogą być w niedzielę np. poczty. Zatem ich sklepy stały się... placówkami pocztowymi.
Pracę potracili kasjerzy i ochroniarze. Zresztą eksperci od finansowych i biznesowych zagadnień przestrzegali przed tym, od kiedy pojawiły się plany nowych regulacji, ale nasza władza wie lepiej, co dla obywateli będzie dobre. W sieci dostępne są strony informujące o „rozkładzie jazdy” punktów sprzedaży, a na smartfonie specjalna aplikacja wybębni, że czas zrobić sobotnie zakupy, bo jutro przeklęta niedziela. Jak widać, ludziom średnio przypadł do gustu pomysł naszych rządzących. Poza tym Polacy nigdy nie lubili przymusu.