sobota, 22 września
09:24

Dobro zawsze powraca

Fot. Jerzy Mianowski

Z MARKIEM DANIELEM, Honorowym Wągrowczaninem A.D. 2015, rozmawia Jerzy Mianowski.

Jakie są Twoje związki z ziemią wągrowiecką?
- Urodziłem się w Janowcu Wielkopolskim, który przed wielu laty administracyjnie należał do tej ziemi, ale do dzisiaj występują silne związki, mimo że Janowiec leży w sąsiednim województwie. Przed II wojną światową Wągrowiec był dla Janowca metropolią. Pochodzę z rodziny kupieckiej i wszystkie kontakty handlowe mojego ojca związane były z miastem nad Wełną i Nielbą. Jako małe dziecko przyjeżdżałem tutaj z ojcem na jarmarki. Po transformacji ustrojowej Janowiec walczył o przynależność do powiatu wągrowieckiego, czemu sekundowałem.
Tam spędziłeś dzieciństwo, ale potem trafiłeś do Poznania...
- To było związane z nauką i przyszłą pracą. W wieku 14. lat zamieszkałem w Gnieźnie i po zdaniu matury udałem się na studia medyczne w Poznaniu. Kontakt jednak urwał się z tą ziemią na jakiś czas, lecz dziś tutaj wracam mentalnie i fizycznie.
Wciąż jednak żyjesz środowiskiem z lat dzieciństwa?
- Trudno uciec od tych lat, zapomnieć o nich, dlatego pozostałem wierny temu miasta i mieszkańcom. Uważam, że po latach każdy winien coś zrobić dla byłego swojego środowiska. Nie da się ukryć, że z tą ziemią się zżyłem... (...)
A co jest kulą u nogi wągrowieckiej służby zdrowia?
- Przede wszystkim brak współpracy wewnątrz tego środowiska. W powiecie nadal brakuje pozytywnych relacji pomiędzy szpitalem, ordynatorami i lekarzami rodzinnymi. System organizacji służby zdrowia w Polsce nie sprzyja tym relacjom, ale wiele rzeczy można zrobić we własnym zakresie. 
A dworek w Brdowie to wyraz miłości do Karola Libelta, drugie miejsce na ziemi, czy też przyświecała Tobie inna idea?
- Z zawodu jestem ginekologiem i niosłem pomoc kobietom. Pod koniec pracy zawodowej moje myślenie zaczęło się przestawiać na niesienie pomocy ludziom podczas ich przechodzenia na drugą stronę. Myślałem o założeniu w Brdowie hospicjum lub domu seniora. To było moje credo, ale droga do tego celu okazała się ciernista. W Brdowie czuję się dużo lepiej niż w domu. Tutaj spełniam swoje marzenia i zaspokajam ambicje, spotykam się z ciekawymi ludźmi różnych wyznań i barwy politycznej. Nieważne jest dla mnie ich pochodzenie, rasa, rodowód, zasobność portfela, ale to co oni sobą reprezentują i jakie mają pasje (...)

Fot. Jerzy Mianowski

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 14 z 6 kwietnia 2016 r.

Galeria Sław

FOT. Archiwum

Pewnie sami nie nazwaliby się sławnymi, ale my nie wahamy się użyć tego sformułowania. Tydzień po wręczeniu nagród najpopularniejszym wągrowczanom 2015 roku rozmawiamy z naszymi laureatami. Każdy z nich był zaskoczony samą nominacją w plebiscycie Głosu Wągrowieckiego. A tym bardziej nie spodziewali się, że Czytelnicy oddadzą na nich aż tyle głosów.

Wraz z prezentowanymi zwycięzcami laur w naszym plebiscycie odebrała także Ewa Tanous, która otrzymała statuetkę Most Przyjaźni. Honorowym Wągrowczaninem 2015 został natomiast doktor Marek Daniel. Gdy przygotowywaliśmy to wydanie Głosu Wągrowieckiego oboje byli daleko poza granicami Polski.

Wiatr w skrzydła
- Jestem bardzo szczęśliwa. Byłam zaskoczona już samą nominacją. Potem, gdy okazało się, że o 50 procent przebiłam pozostałe znamienite panie, aż nie mogłam w to uwierzyć – zaznacza laureatka. Nasza Kobieta Sukcesu 2015 jest neurologopedą i wykładowcą akademickim. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że sukces w plebiscycie zawdzięcza głosom oddanym przez jej pacjentów i ich bliskich (...)

Mistrz męskiej wycinanki
- Jestem niezmiennie zadowolony. Co drugi klient wchodzi i składa gratulacje, a telefonów to mam zatrzęsienie. No super – zachwyca się. 
Jak sam przyznaje, na siebie głosu nie oddał. Wygląda więc na to, że wygraną zapewniły mu głosy wdzięcznych klientów jego zakładu fryzjerskiego. Ale Wacław Rosół nie jest takim zwykłym fryzjerem – to mistrz brzytwy.
- Specjalizuję się w wycinankach na głowie, po prostu władam brzytwą na głowie już 55 lat. Jak jakiegoś zygzaka trzeba wyciąć, pajęczynę lub inny wzór, to wycinam brzytwą – wyjaśnia (...)

Przebojem
Kiedy dowiedziałeś się o nominacji do plebiscytu?
- Byłem wtedy na zawodach. Powiedział mi o tym trener i koledzy z drużyny.
Jaka była Twoja reakcja?
- Bardzo się ucieszyłem, ponieważ to była moja pierwsza nominacja, dlatego nie ukrywałem radości.
A jak teraz, po zwycięstwie, oceniasz odniesiony sukces?
- Sądzę, że to duży krok naprzód i oczywiście ogromny zaszczyt, oraz ogromna motywacja do dalszej ciężkiej pracy.
Dlaczego wybrałeś akurat pływanie, a nie np. piłkę nożną, jak większość Twoich rówieśników?
- Kiedy byłem mały, marzyłem o karierze piłkarza. Chciałem grać w ukochanym klubie, czyli Lechu Poznań. Trenowałem jednak w Nielbie. Niestety, nie miałem nadzwyczajnych zdolności piłkarskich. Z czasem było jednak coraz lepiej i zaczynałem dostawać od trenera więcej szans na grę. Szkoda, że za oceny w szkole mama mnie wypisała. Ja uważam, że nie były takie tragiczne (...)

Nie miałem wyboru
Czy spodziewał się Pan nominacji?
- Przyznam się, że do dzisiaj nie wiem, kto mógł zgłosić moją kandydaturę? 
Jak Pan i Pańska rodzina przyjęliście wiadomość o zwycięstwie?
- Do różnego rodzaju plebiscytów podchodzę trochę z przymrużeniem oka, ale zawsze miło jest, jeśli dostrzeżona zostaje czyjaś praca. Rzeczywiście, w ostatnim roku z grupą chłopaków rocznika 2000 osiągnęliśmy duży sukces, grając w turnieju finałowym mistrzostw Polski w Kielcach. Po drodze wygraliśmy ligę wielkopolską i turniej półfinałowy. Na wieść o wygranej w plebiscycie dumna była żona, siostra oraz syn, który jest czynnym zawodnikiem, a kiedyś był moim podopiecznym. To oni pierwsi pospieszyli z gratulacjami. 
Skąd taka pasja do piłki ręcznej? Czy był Pan czynnym zawodnikiem?
- Pasja do piłki ręcznej przyszła w szkole podstawowej. Zresztą w Wągrowcu nie było wielkiego wyboru, jeśli chodzi o uprawianie jakiegoś sportu: albo ręczna, albo nożna. Wybór padł na ręczną, choć w nożnej też próbowałem swych sił. O takim wyborze zadecydowały również tradycje rodzinne. Mama uprawiała kiedyś szczypiorniaka. Trenowałem do momentu ukończenia wieku juniora. Po podjęciu pracy zawodowej moja miłość do piłki ręcznej poszła w kierunku szkolenia młodzieży. Z zawodu jestem nauczycielem wychowania fizycznego (...)

Wschodząca gwiazda
Kiedy dowiedziałeś się o nominacji do plebiscytu, to co sobie pomyślałeś?
- Było mi bardzo miło, że ponownie zostałem nominowany do tak prestiżowego plebiscytu. Nie mam pojęcia kto mnie nominował, ale to miłe uczucie. 
Kiedy i od kogo otrzymałeś wiadomość o zwycięstwie?
- O wygraniu plebiscytu dowiedziałem się natychmiast, bo oglądałem transmisję live na jednym z portali. Byłem przecież ciekawy kto został wybrany przez głosujących. 
Dlaczego wybrałeś akurat lekkoatletykę i biegi, a nie np. piłkę nożną czy szczypiorniaka, jak większość Twoich rówieśników.
- Początek mojej przygody ze sportem związany jest z piłką nożną, ponieważ ładnych parę lat grałem w Nielbie. Nie ukrywam jednak, że nie byłem świetnym piłkarzem. Przygodę z lekkoatletyką zacząłem pod koniec szóstej klasy podstawówki. Łukasz Osiecki, mój nauczyciel wychowania fizycznego w Siennie, zabierał mnie na czwartki lekkoatletyczne. Pamiętam, że tam wygrywałem wszystkiego biegi na 60 metrów, a było ich chyba cztery (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 13 z 30 marca 2016 r.

 

 

MODELOWO

Fot. 2x Franciszek Szklennik

TERESA i AREK ANDRAKOWIE poznali się podczas dyskoteki w mieście, w którym żadne z nich wówczas nie mieszkało. Dziś wrośli w pejzaż tego miejsca.

Teresa urodziła się w Nakle n/Notecią. Mieszkała z rodziną w Iwnie niedaleko Kcyni. Stamtąd jej rodzice trafili do pracy w PGR, w maleńkiej wsi Chociszewo, na granicy gmin Skoki i Mieścisko. To taka wieś, której można nie zauważyć. Nie ma swojej tablicy oznaczającej miejscowość.

MAMA I TATA
W swoim życiu była modelką. Pojawiała się na wybiegu podczas pokazów mody. Miała wtedy osiemnaście lat, a szkoła w Poznaniu, którą kończyła stworzyła jej możliwość spróbowania tego trudnego i wymagającego wyrzeczeń zajęcia. Kariera modelki przerwało zajście w ciążę.
- To fajne zajęcie, ale nie każda dziewczyna marząca o karierze modelki wie, że to niekiedy ciężka harówka, aby efekt był jak należy - wspomina Teresa.
Arek pochodzi z Poznania. Od czasu do czasu wybierał się na dyskoteki do Skoków. Tu wpadła mu w oko zgrabna, śliczna dziewczyna. Jego mama, Halina Przybylska była sportsmenką uprawiającą biegi, skok w zwyż i w dal. Wśród sportowców nazywana była „Czarną” (...)

MARZENIA
Tata urządza trudne treningi synowi. Wiesza, np. na bramce różne przedmioty i Alan stara się trafić w nie kopniętą piłką. Cały czas i on, i mama pamiętają o chorobie, która dotknęła ich syna. Alan ma za sobą długie pobyty w szpitalu. Wielu innych chłopców poddałoby się, ale nie Alan. Bardzo przeżywa podczas meczu, gdy któryś z chłopaków nie trafi do pustej bramki, albo źle poda piłkę. Sam przyznaje, że zdarza się mu być trochę indywidualistą na boisku. Tata twierdzi, że przyjmowane leki sterydowe maja wpływ na jego reakcje (...)

Teresa w okresie nauki w Poznaniu była modelką wielokrotnie uczestniczyła w pokazach mody. FOT. Archiwum prywatne

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 12 z 23 marca 2016 r.

Dwa razy naj...

Józef Klemens. Fot. Franciszek Szklennik

JÓZEF KLEMENS jest co najmniej dwa razy naj: najstarszym pszczelarzem w Wągrowcu i najstarszym czynnym myśliwy.

W listopadzie ubiegłego roku Józef Klemens skończył 90 lat. Szesnaście lat temu zmarła po ciężkiej chorobie, żona.
- Nie związałem się już z nikim. Mam przyjaciół, rodzinę i od pięciu lat tę wdzięczną suczkę Lusię - mówi refleksyjnie. - Jestem dawno na emeryturze, ale musiałabym pójść jeszcze raz, bo nie mam czasu się nudzić i zawsze coś do zrobienia.Lusia jest z nim pięć lat. Wcześniej mieszkała na ranczo koło Żelic. Kiedy jeździł polować w te okolice, wielokrotnie widział przez ogrodzenie samotną psinę. Jej opiekunki mieszkały na co dzień w Wągrowcu i zaglądały do czworonoga jakby przejazdem. Poprosił je, aby dały mu ją, ponieważ w tym czasie zdechła dotychczasowa suczka, którą się opiekował. Zgodziły się (...)

Lusia. Fot. Franciszek SzklennikPSZCZOŁY I ŁOWY
- Moje roczniki z pracy i w kole łowieckim już są po tamtej stronie. Jestem jedynym żyjącym założycielem Koła Łowieckiego „Cyranka” w Wągrowcu - wyjaśnia. - Poluję do tej pory, a razem ze mną zięć i wnuk.
Jego przygoda z łowiectwem zaczęła się w 1953 roku. Łowczy Franciszek Kamieniecki, zwołał zebranie, żeby zorganizować koło łowieckie.- Żona w żartach powiedziała mi, żebym zapisał się, to nie będę szukał innych rozrywek na boku - śmieje się pan Józef. Pokazuje mi ostatnie trofea strzelonych w tym roku kozłów. Ma najwyższe oznaki łowieckie. Przez ponad pół wieku był łowczym w kole. Kiedyś niespodziewanie zaczęła się jego przygoda z pszczołami. Ma teraz dwadzieścia uli w Żelicach w gospodarstwie państwa Sempołowiczów, którym nieszczęśliwie pożar strawił dwa lata temu dom. Kiedyś chętnie jeździła z nim żona, która spacerowała sobie po lesie, kiedy mąż zajmował się pasieką.
- Nie miałem pojęcia o pszczołach i kiedy ktoś zaproponował mi to zajęcie, byłem nieco wystraszony. W rodzinie nie było pszczelarskich tradycji. - mówi ze śmiechem. - Moja rodzina jest mundurowa.- Kiedy umiera pszczelarz, umiera i pasieka - tłumaczy pan Józef. - Teściowie moich braci mieli dużą pasiekę. Kiedy umarli, ule opustoszały, bo nikt z nas nie umiał się nimi zająć. Okrutny los sprawił, że zmarł nagle człowiek, który mnie miał nauczyć tego fachu. Pozostawił mi swoje ule i pszczoły (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 11 z 16 marca 2016 r.

Pieszo i tandemem przez azjatycki ląd

FOT. Archiwum prywatne Aleksandra i Karoliny Klajów

Japończycy planują każdy swój ruch, Chińczycy należą raczej do skrytych, za to w Mongolii każdy zna czterech pancernych i psa Szarika. O tym wszystkim na własnej skórze przekonali się ALEKSANDER i KAROLINA KLAJA, którzy na tandemie przejechali przez niemal całą Azję.

Aleksander już wcześniej miał niezłe doświadczenie z tego typu wyprawami: zaliczył rowerową wycieczkę między australijskimi miastami Brisbane a Sydney. Dystans 1000 km przebytych na zwykłym polskim junaku stanowił niezły wstęp do epickiej podróży, jaka była jeszcze wtedy przed nim (..)

PRZEZ STEPY, TAJGĘ, GÓRY
Ruszają w kwietniu, gdy na polskich ulicach leży jeszcze śnieg (taka tego roku była u nas wiosna). Na Ukrainie pogoda równie mroźna, zmiana następuje dopiero w Mołdawii.Wraz z wjazdem do Republiki Kałmucji zmienia się też krajobraz: oto zaczynają się bezkresne azjatyckie stepy.
- Na stepie jest pięknie, ma się niesamowite poczucie wolności. Niestety, tak jak pięknie, tak i bywa tam ciężko – wspomina Aleksander (...)

FOT. Michał Smyk

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 3 z 20 stycznia 2016 r.

Kula, która zmieniła życie

FOT. 2x Franciszek Szklennik

Dziewiętnastoletni wówczas PIOTR BABRAKOWSKI ze starszym o rok bratem PAWŁEM wyruszyli w 1980 roku na Śląsk za pracą. Kula wystrzelona na terenie kopalni „Wujek” zmieniła jego życie.

Kopalnie i przedsiębiorstwa pracujące dla kopalni potrzebowały ludzi. Emisariusze ze Śląska jeździli po kraju i namawiali na przyjazd do pracy.

WIZJA ŻYCIA
To działało. Kusiły zarobki, możliwość skorzystania z przywilejów górniczych, szansa na zdobycie atrakcyjnego zawodu, zaliczenie obowiązkowej służby wojskowej. Skusiło i Piotra, i Pawła, zwłaszcza, że mieli na Śląsku rodzinę, która zaoferowała pomoc w znalezieniu dobrej pracy. - Przyjęli nas do pracy w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych Katowice przy kopalni „Wujek”. Zanim górnicy mogli zacząć fedrować na przodku montowaliśmy maszyny, urządzenia i zabezpieczenia chodników - wspomina Piotr (...)

FOT. Franciszek Szklennik

Więcej w wtorkowym wydaniu Głosu nr 52 z 22 grudnia 2015 r.

 

Nasz felietonista ministrem

FOT. Archiwum prywatne

PAWEŁ SZAŁAMACHA, który miał biuro poselskie w Wągrowcu, został ministrem finansów nowego rządu.

O tym co dzieje się w szerokiej polityce i jaki ma ona wpływ na nas i na nasz regionu poseł ubiegłej kadencji Paweł Szałamacha pisał w felietonach na łamach Głosu Wągrowieckiego. Od poniedziałku jest już oficjalnie ministrem finansów w rządzie Beaty Szydło (...)

RODZINA PRIORYTETEM
A czym zajmować się będzie nowy minister finansów? W pierwszej kolejności obiecał zająć się sztandarowym projektem PiS: 500 zł na dziecko (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 47 z 18 listopada 2015 r.

Po drugiej stronie globu

FOT. Archiwum prywatne

Niezapomniane wrażenia i widoki, czyli wągrowczanie w USA.

Wyprawa marzeń. Tak można nazwać ostatni wyjazd czwórki wągrowczan, którzy odwiedzili zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

ADRENALINA
- O wyjeździe do Ameryki marzyłem już wcześniej. Niestety, wówczas albo nie było paszportu, albo wizy, tym razem się udało i na długo pozostanie on w mojej pamięci. Takich widoków i przeżyć nie da się szybko zapomnieć - wspomina Ryszard Rączkowski. Najpierw kilka godzin lotu samolotem. Była adrenalina, bo lecąc nad Oceanem Atlantyckim nie widziało się nic oprócz wody. Później lądowanie w San Francisco i zwiedzanie miasta, które wyjątkowo było bezmgielne. Gorzej było nad Wielkim Kanionem, gdzie z powodu mgły odwołano lot helikopterem. Mimo wszystko przeżycia były wyjątkowe (...)

FOT. Archiwum prywatne

FOT. Archiwum prywatne

Więcej w wtorkowym wydaniu Głosu nr 46 z 10 listopada 2015 r.

 

Nasze drogi wciąż krzyżowały się...

FOT. Archiwum Głosu

Ciężko jest usiąść do napisania wspomnienia o przyjacielu, zwłaszcza w kilka godzin po otrzymaniu wiadomości o jego śmierci. Kilka dni temu Władka odwiedziłem w szpitalu. Wtedy kurczowo trzymał się poręczy łóżka, jakby chciał mi powiedzieć, że ma dość sił na samodzielne wstanie, ba, kilka dni wcześniej nawet odbył krótki spacer. Walczył z chorobą do końca...
W poniedziałek rano dotarła do mnie wieść o śmierci Władka. Przyjąłem ją godnie, jakbym przewidywał, że niebawem nastąpi najgorsze. No i przyszło to, czego nikt nie chce dopuszczać do siebie. Wówczas człowiekowi trudno znaleźć swoje miejsce na ziemi, ogarnia go niepokój i dręczą myśli. Do głowy wracają wspomnienia z tamtych lat (...)

W 1990 r. Władek był współzałożycielem Głosu Wągrowieckiego i Agencji Wydawniczo-Reklamowej „Głos Wągrowiecki”, a jeszcze wcześniej współredagował ze mną Gazetę Wągrowiecką. Prawie przez ćwierćwiecze pisał i redagował teksty,makietował, prowadził wydania, a nawet nadzorował druk gazety w miejscowych zakładach poligraficznych. W 2001 roku założyliśmy firmę wydawniczą Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza Sp. z o.o., która jest aktualnym wydawcą Głosu Wągrowieckiego. Dziennikarstwo pochłonęło Go bez reszty. Nowa pasja, obok historycznej, przełożyła się w opasłe tomy roczników gazety oraz niewiele cieńsze książki (...)

 

Dr Władysław Purczyński

ur. 10 września 1947 r. w Wągrowcu, zm. 2 listopada 2015 r. w Wągrowcu po heroicznej walce z chorobą.

Edukacja oraz praca zawodowa i społeczna:

1966 - ukończył Liceum Pedagogiczne w Wągrowcu,
1966-1974 - nauczyciel w szkole podstawowej w Mokronosach, Wągrowcu, Chojnie,
1974-1975 - pracownik w Wydziale Oświaty i Wychowania w Wągrowcu,
1975-1980 - kierownik internatu w ZSZ nr 1 w Wągrowcu,
1976 - ukończył Wydział Historyczny na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu,
1980-2009 - dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Wągrowcu (dawniej Zespół Szkół Zawodowych nr 2),
1990–2013 - redaktor i współzałożyciel Głosu Wągrowieckiego,
1998-2014 - radny Rady Miejskiej,
2000 - uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych w Instytucie Historii na UAM w Poznaniu,
2006-2014 - przewodniczący Rady Miejskiej

Nagrody i wyróżnienia:

1977, 78, 89, 99 - nagrody Ministra Oświaty i Wychowania za wybitne osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej,
1982 - medal „Za wybitne zasługi w rozwoju województwa pilskiego”,
1985 - medal „Za zasługi w rozwoju kultury fizycznej w szkole - SZS zarząd wojewódzki w Pile”,
1986 - Złoty Krzyż Zasługi,
1997 - Medal Komisji Edukacji Narodowej,
1998 - honorowe wyróżnienie „Złoty Kaganek Historii” - Stowarzyszenie Popularyzacji Historii Szkolnictwa,
2001 - nagroda honorowa „Dobosz Powstania Wielkopolskiego”
2001 - Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski
2001 - Nagroda Powiatu Wągrowieckiego „Złota Pieczęć” w dziedzinie kultura, edukacja i sport,
2003 - odznaka honorowa „Za zasługi dla województwa wielkopolskiego”,
2003 - srebrny medal „Opiekuna Miejsc Pamięci”,
2007 - Honorowy Wągrowczanin A.D. 2006 Głosu Wągrowieckiego,
2010 - Nagroda Pracy Organicznej „Złoty Liść” Głosu Wągrowieckiego.
Oprócz tego dr Władysław Purczyński otrzymał liczne odznaczenia LOK, SZS, OHP, MON, MKS „Nielba”, nagrody Kuratora Oświaty i wyróżnienia.

Wydane książki:

1994 - „Seminarium Nauczycielskie i Liceum Pedagogiczne w Wągrowcu w latach 1920-1969” (otrzymał za nią, „Złoty Kaganek Historii”, główną nagrodę Nadnoteckiego Stowarzyszenia Popularyzacji Historii Szkolnictwa w 1998 r.),
1995 - „Ppłk dr Stanisław Kuliński”,
1998 - „Wągrowiec w dobie powstania wielkopolskiego 1918-1919”,
2008 - „Społeczeństwo ziemi wągrowieckiej w dobie powstania wielkopolskiego i w walce o granicę wschodnią Rzeczypospolitej w latach 1918-1920”,
2010 - „Swastyka nad miastem. Okupacyjne dzieje Wągrowca 1939-1945”.
2014 - „Swastyka nad miastem. Okupacyjne dzieje Wągrowca i losy mieszkańców ziemi wągrowieckiej 1939-1945” (wydanie drugie rozszerzone).

FOT. Archiwum Głosu

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 45 z 4 listopada 2015 r.

Liczymy na kolejne lata

FOT. Wioletta Gryczka

To już 70 lat, odkąd czytelnicy sięgają po kolejne książki z miejskiej książnicy.

Wielu gości, ale także wiernych Czytelników odwiedziło Miejską Bibliotekę Publiczną, która w czwartek świętowała swoje 70-lecie.

PRZYTULNE REGAŁY
Gości przywitała Alina Woźniak, dyrektor placówki, która podkreśliła, że największym skarbem książnicy są jej wierni czytelnicy, jacy ciągle sięgają po kolejne pozycje i uczestniczą w życiu biblioteki, bo przecież nie tylko książki tam królują (...)

FOT. Wioletta Gryczka

FOT. Wioletta Gryczka

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 44 z 28 października 2015 r.

O człowieku, który znalazł się na szczycie

Fot. Archiwum prywatne Mariusza Sprutty

O wągrowczaninie MARIUSZU SPRUTTCIE jak o nikim innym można mówić, iż dotarł na same szczyty świata.

Jak to często bywa, wszystko zaczęło się od wpływu inspirujących ludzi. Miłość do gór zaszczepili w nim bowiem nauczyciel geografii, nieżyjący już Waldemar Balcerowicz i matematyki Józef Wojciechowski. Po skończeniu liceum Sprutta wyjechał na studia do Poznania, ale i to miejsce na pewnym etapie życia dla Mariusza było za małe. Świat wzywał.

W STRONĘ GÓR
Na himalajską wyprawę Sprutta trafił po raz pierwszy w 1991 r. Ponieważ sponsorzy zaczęli pojawiać się dopiero później, początkowo więc każdy, kto chciał przeżyć wielkie górskie wyzwanie, musiał sięgnąć do własnej kieszeni.
Po wylądowaniu samolotem w Nepalu czy Pakistanie, trzeba jeszcze jakoś dostać się pod samą górę. Dociera się tam np. na pace ciężarówki, a gdy droga jest nieprzejezdna, sprzęt bierze się na plecy i rusza na piechotę. W końcu jednak i tak szosa – jak i cywilizacja zresztą – kończy się nieodwołalnie i do pierwszej z górskich baz trzeba już dotrzeć o własnych siłach. Konieczne staje się wynajęcie tragarzy (...)

Fot. Michał Smyk

Fot. Michał Smyk

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 42 z 14 października 2015 r.

 

  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty
  • Autor: Archiwum prywatne Mariusza Sprutty

 

 

Szczególne prace odkrywkowe

Fot. Franciszek Szklennik

Burmistrz Wągrowca odwołał poprzedniego kierownika Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Nastał teraz czas GRZEGORZA TOMASZEWSKIEGO, który powrócił z Gołańczy. O to, jak ośrodek przybiera nowy garnitur, pyta Franciszek Szklennik.

Przenosiny, a właściwie powrót do Wągrowca zaskoczył burmistrza Mieczysława Durskiego?
- Burmistrz Durski w takich sytuacjach mówi zawsze: To do pana należy decyzja. Niech się pan dobrze zastanowi, czy aby się tam pan nie utopi.
Decyzja o przyjęciu propozycji burmistrza Krzysztofa Poszwy była szybka.
- Od dwóch lat realizowałem z powodzeniem pewne projekty w zakresie pomocy socjalnej i jeszcze w kwietniu tego roku nie brałem pod uwagę na serio powrotu do Wągrowca. Zwłaszcza, że w Gołańczy miałem sprzyjający klimat dla swoich projektów. Kiedy okazało się, że pierwszy konkurs ogłoszony przez burmistrza Krzysztofa Poszwę nie wyłonił kierownika, uznałem to za jakiś znak, że mogę spróbować wrócić do mojego rodzinnego miasta. Ewentualny powrót dawałby szansę na dokończenie projektów, które zarastały kurzem. Jednym z nich była ogrzewalnia dla bezdomnych, do której mnie namawiają także pracownicy socjalni MOPS. Nie uważam siebie za ministra do spraw pomocy społecznej w powiecie, ani w mieście i jestem przekonany, że jeśli do konkursu zgłosiłoby się kilka dobrze przygotowanych osób, burmistrz wybrałby odpowiednią. Uważam jednak, że mam wizję zreformowania MOPS-u.
Reformowanie wiąże się z ryzykiem...
- ...postanowiłem podjąć to ryzyko, bo ja zawsze lubiłem wyzwania.
Burmistrz pozbył się wydziału z urzędu.
- I to był dobry ruch. Podobnie działo się w Gołańczy, więc nie było to dla mnie zaskoczeniem. Pomoc społeczna jest dla jej potrzebujących, a nie na odwrót.
To teraz ma Pan szansę zbierać większe baty...
- (śmiech) Jakoś przyzwyczaiłem się do tego, że mój zakres odpowiedzialności zwiększa się statystycznie co siedem i pół roku, jak obejmuję nowe stanowisko. W Gołańczy zarządzałem budżetem pięciu milionów, tutaj jest tego ok. piętnastu.
I co trzeba było zrobić w Wągrowcu na początku?
- Szczególne prace odkrywkowe (śmiech). Pokazały one, że nie funkcjonuje w ośrodku tak jak należy przepływ informacji pomiędzy pracownikami a komórkami organizacyjnymi. Wzmocnienia wymaga pion finansowo-księgowy w związku z przejęciem dodatkowych obowiązków przez ośrodek. Reorganizacji wymaga dzienny dom seniora (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 40 z 30 września 2015 r.

Jak burmistrz uratował mi życie

Fot. Wioletta Gryczka

Chciała się zabić... Los przygotował jednak dla niej inny scenariusz.

Dziś Janina Różewska tryska energią. Gdy się z nią spotykam, energicznie ćwiczy i niemal robi szpagaty, ale jak sama przyznaje, nie zawsze tak było. Nie tak dawno chciała się zabić...

BÓL ROZRYWAŁ SERCE
- Nie ma większego bólu, niż strata ukochanego dziecka. Taki ból czuje tylko matka... - głos się jej łamie na wspomnienie ciężkich chwil (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 38 z 16 września 2015 r.

 

Lawendowe życie

Fot. Piotr Romanowski

O pachnącej lawendzie i decyzji o porzuceniu Warszawy Annie Borczykowskiej opowiedziała JOANNA POSOCH, która gościła w lipcu 50-osobowa grupę wągrowczan.

Odeszłam z dużego miasta, pozostawiłam dobrą pracę i wyjechałam na głęboko zapadłą wieś, bo...?
- Pracowałam dużo, szybko, intensywnie. Poczułam, że życie przecieka mi między palcami, że w gruncie rzeczy nic nie wiem o sobie, bo w ogóle nie mam dla siebie czasu. Dlatego w 1999 roku podjęłam decyzję o przenosinach na wieś. Liczyłam, że bliskość natury rozjaśni mi w głowie, odpocznę, a potem wymyślę jakiś nowy pomysł na życie.
Dlaczego akurat lawenda?
- Lawenda od zawsze mnie ujmowała pięknem i zapachem, posiałam pierwsze nasiona w 2001 roku. Początkowo miałam około 300 roślinek, a po pierwszej udanej zimie posadziłam więcej... Teraz plantacja zajmuje niecały hektar, jest kilka tysięcy roślin. Żeby były naprawdę pięknymi krzaczkami, trzeba poczekać jakieś 3-4 lata.
Lawenda jest niezwykłą rośliną, o relaksujących właściwościach. Wykorzystujemy ją zamykając aromat suszonych kwiatów w materiałowych saszetkach, bukietach. Co jeszcze można zrobić z lawendy, jak ją pielęgnować?
- Z lawendy można robić kosmetyki o działaniu łagodącym i przeciwbólowym, pielęgnującym i antyalergicznym. Poza tym lawenda świetnie nadaje się do przyprawiania potraw, można ją łączyć np. z rozmarynem (zapiekane ziemniaki, warzywa, sosy), dobrze komponuje się z płatkami róży (napoje, herbatki, desery). Pielęgnacja lawendy sprowadza się do odchwaszczania, które również napowietrza glebę. Ziemia dla lawendy powinna być zasadowa, czyli warto posypać ziemię dolomitem lub wapnem ogrodniczym, ew. rozdrobnionymi skorupkami jaj. Ogólnie rzecz biorąc lawenda jest rośliną gleb ubogich, więc nawożenie trzeba stosować umiarkowanie, co kilka lat (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 31 z 29 lipca 2015 r.

Majestat życia i śmierci

Władysława Kupczyńska z Jaroszewa Pierwszego. Fot. Franciszek Szklennik

Radość z wyzwolenia mieszała się z rozpaczą na widok ludzkich sądów nad wrogami, w których mógł być tylko jeden wyrok - śmierć.

Władysława Kupczyńska jest znana we wsi jako posiadająca dużą wiedzę historyczną osoba mówiąca pięknym językiem. Urodziła się w 1936 roku. Pomimo upływu lat pamięta wiele momentów ze swojego życia w czasie okupacji i zaraz po niej. A miała wtedy zaledwie dziewięć lat, kiedy zakończyła się wojenna pożoga.

OCZAMI DZIECKA
- Pamiętam piękne lipy, które rosły na funkcjonującym wtedy cmentarzu ewangelickim. Teraz nie ma już tam żadnej z nich. Na cmentarzu tym znajduje się do dziś mogiła młodego Niemca, na której umocowany jest duży głaz - wspomina pani Władysława. - Słyszałam w dzieciństwie opowieści, że zginął na polowaniu. Podobno jednak prawda jest bardziej tragiczna. W tle pojawiał się romans młodego chłopaka z właścicielką ziemską i gniew jej męża.
Moja rozmówczyni wspomina, że Niemcy, którzy mieszkali we wsi, byli dobrzy dla Polaków.
- Kiedy nadchodziły święta, dostawaliśmy w koszykach różne produkty i prezenty. Ale do czasu. Wielu mieszkańców znało język niemiecki. Podczas obowiązkowego darcia pierza w majątku niemieckim słuchali niemieckiego radia - wspomina pani Władysława.
Jej mama, która dobrze znała język niemiecki, słyszała przemówienie Hitlera, który swoim zwyczajem wrzeszczał podczas przemówienia, że jego żołnierze zamarzają pod Stalingradem, a niektórzy Niemcy dobrze sobie żyją. Ponoć padły słowa, że gdyby miał swoją broń i polskich żołnierzy, to doszedłby do Ameryki.
- Mama roześmiała się. Niemcy zorientowali się, że ona rozumie po niemiecku. Wtedy skończyły się dobre czasy. Radio nie było już włączane - wyjaśnia (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 30 z 22 lipca 2015 r.

 

Kącik marzeń

Fot. Franciszek Szklennik

Mają po dwadzieścia sześć lat, odmienne charaktery i z tym bogactwem są skazani na sukces. Ich okrętem jest dom pomocy społecznej w Jabłkowie. KAROLINA i MATEUSZ KOZŁOWSCY są na nim sternikami.

Gospodarstwo jest ostatnim przed lasem. Prowadzi tam – póki co – polna droga. Z daleka rzuca się w oczy zadbany, przyciągający wzrok obiekt. Jeszcze tylko skręt w lewo i docieram do celu.

Fot. Franciszek Szklennik

A DALEJ JUŻ TYLKO LAS
- Droga jest w planach gminy Skoki do remontu. Ten odcinek prowadzący do nas musimy jednak zrobić sami – wyjaśnia Mateusz Kozłowski
- Mama męża prowadziła tu agroturystykę. Często przyjeżdżali tu ludzie starsi. Podobała im się natura, spokój i piękne otoczenie – mówi Karolina Kozłowska. – Ktoś kiedyś rzucił myśl, że może warto uruchomić tu dom dla osób starszych.
Oprócz budynków jest jeszcze kilkanaście hektarów ziemi, staw i las. Wewnątrz pachnie nowością. Mateusz Kozłowski pokazuje wyposażenie gabinetu lekarskiego, pokoi dla przyszłych mieszkańców. Uwagę zwraca duży salon, który jest jednocześnie jadalnią. Jest też wyposażona już sala ćwiczeń. Z drugiej strony budynku znajduje się wielki taras. Świetne miejsce na spotkania, imprezy, wygrzewanie się na słońcu. Panuje tutaj niesamowita cisza, zakłócana jedynie śpiewem ptaków i szumem drzew. Pokoje są słoneczne i wyposażone w nowe meble (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 30 z 22 lipca 2015 r.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem