Bez sportu i ruchu to ja nie mogę żyć

  • Drukuj

Twarzą w twarz z TOMASZEM BIEGUNEM (ur. 1954 r.) o miłości do sportu, gór i jazdy na rowerze, rozmawia Zbigniew Grabowski.

Twoi rodzice to górale. Ty urodziłeś się już w Wągrowcu...
- Moja rodzina pochodzi z Rajczy, czyli miejscowości u podnóża Beskidu Żywieckiego. Tu urodził się też dość znany swego czasu biegacz narciarski Maciej Kreczmar. W poszukiwaniu swojego miejsca do życia rodzice przybyli jednak do powiatu wągrowieckiego. Mieszkaliśmy przez jakiś czas w Grylewie, tam ukończyłem też szkołę podstawową. Urodziłem się jednak w Wągrowcu.
Wspominasz tu znanego biegacza narciarskiego, ale to Ty masz na swoje nazwisko Biegun...
- Ha, ha, no tak. I trochę w życiu też pobiegałem. Zaś to moje bieganie rozpoczęło się tak naprawdę dopiero w Zasadniczej Szkole Rolniczej w Gołańczy. Tam mieliśmy nauczyciela wychowania fizycznego i trenera w jednej osobie Jana Czernyhowskiego, który zaszczepił w nas tę pasję. Najpierw to biliśmy swoje rekordy życiowe, a później też rekordy szkoły, jeżdżąc po całej Wielkopolsce po różnych zawodach, spartakiadach czy też igrzyskach. Kombinat PGR w Gołańczy wypożyczał szkole autobus, a nauczyciele, nie patrząc na pieniądze, jeździli z nami w soboty i niedziele na te zawody. Jak przyszedł sezon, to praktycznie co tydzień bywaliśmy na jakichś zawodach sportowych. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.