Piękno zostaje na całe życie

  • Drukuj

Już 2 grudnia do Skoków zawita ANNA GRISHINA, była członkini rosyjskiej kadry narodowej, wicemistrzyni Europy, obecnie trenerka i sędzia gimnastyki artystycznej. O jej drodze do sukcesów i współczesności rozmawia z nią Franciszek Szklennik.

Zanim spytam o to, kiedy i jak trafiła Pani do Polski, proszę powiedzieć Czytelnikom, kiedy zaczęła się Pani przygoda z gimnastyką artystyczną?
- Kiedy rozpoczęłam naukę w pierwszej klasie, miałam wtedy 7 lat, w naszej szkole był nabór dziewczynek na zajęcia z gimnastyki artystycznej. Z powodzeniem przeszłam eliminacje i zostałam przyjęta. Przyniosłam rodzicom notatkę z informacją, gdzie i kiedy trzeba przyjść na zebranie. Nie było wtedy Internetu i telefonów, a o reklamie nikt jeszcze nie słyszał.
Nawet nie pamiętam, z kim byłam na tym zebraniu, z mamą czy z tatą, ale rodzice zapisali mnie do sekcji gimnastyki artystycznej. Tak zaczęłam swoją wielką podróż po świecie sportu.
Pochodzi Pani z kraju, w którym gimnastyka ma wieloletnią tradycję i sukcesy. Z czego Pani rezygnowała jako dziecko, żeby osiągnąć wysoki poziom sportowy?
- To prawda, Rosja jest krajem, gdzie gimnastyka ma wieloletnią tradycję i sukcesy. Powiem więcej, to kraj, w którym powstał ten piękny sport. Ja miałam to szczęście, że jako dziecko nie musiałam rezygnować z niczego. Nie było Internetu, gadżetów, telewizja dopiero wchodziła w życie. Były dwa kanały telewizyjne, w jednym z nich były bajki o 20.45 na dobranoc. Miałam lekcje w szkole do 14 i czas na obiad, potem sama jeździłam na trening. Rodzice mnie tylko odbierali po treningu. Na początku miałam czas na wszystko: spacery z koleżankami, wyjazdy z rodziną, narty zimą, rower latem. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 48 Z 28 LISTOPADA 2018 R.