środa, 19 czerwca
17:36

Staram się dotrzeć do młodych

 

 

Uczniowie szkół są narażeni na wiele pokus współczesnego świata, wśród których prym wiodą narkotyki i alkohol. Jak ustrzec ich przed konsekwencjami pochopnych czynów wie dobrze TOMASZ GRALAK.

 

Tomasz odwiedza szkoły, gdzie prowadzi wykłady na temat agresji, alkoholu i narkotyków, tłumacząc młodym ludziom co robić, by się przed nimi ustrzec. Jak sam twierdzi, jego inicjatywa wychodzi naprzeciw dzisiejszym trendom, gdzie narkotyki czy dopalacze są ogólnie dostępne. 

- Spotykam się trzynastolatkami, rozmawiamy o narkotykach i mówią, że ich znajomi mieli już z nimi styczność. To jest najlepszy moment, by młodych ludzi przestrzec przez kontaktem z używkami - tłumaczy wągrowczanin.

 

POMYŚL ZANIM ZROBISZ
Podczas spotkań Tomek ma walizkę narkotykową, w której pokazuje młodzieży jak wyglądają narkotyki dostępne na rynku, by uświadomić ich, przed czym powinni się bronić. Prócz tego na wyposażeniu ma symulujące postrzeganie po używkach narkogogle i alkogogle, które uczniowie za jego namową zakładają, po czym próbują wykonać proste zadania. Oczywiście mają przy tym niezły ubaw. Ale, jak podkreśla Tomek, niebawem pójdą na pierwszą imprezę, gdzie pojawią się alkohol i narkotyki.


- Po tego typu substancjach czujesz, że możesz zrobić wszystko – mówi szkoleniowiec. - Jesteś bardzo odważny, wszystko wydaje się proste. Możesz wówczas zrobić coś nieprzemyślanego, np. wsiąść za kółko i doprowadzić do wypadku, co będzie miało poważne konsekwencje i może zniszczyć Ci życie.


Problemem według Tomka jest też brak wzorców i postaci, na których młodzi ludzie mogliby się wzorować. Dziś głównie są to piłkarze lub youtuberzy, ludzie popularni i majętni. Ale co trzeba zrobić, by zyskać popularność i pieniądze? Tomek uświadamia młodych ludzi, że aby osiągnęli podobny sukces, muszą włożyć w to dużo pracy i poświęcić się bez reszty. Powinni również otaczać się odpowiednimi ludźmi i stale pogłębiać swoją wiedzę. (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 25 Z 19 CZERWCA 2019 R.

Ruszył śladami przodków

 

Peter Wollinski przed bramą kościoła w Łeknie (fot. Konrad Szadkowski)  

 

Dla chcącego nie ma nic trudnego, tym bardziej jeśli chodzi o poszukiwania swoich źródeł. W takim właśnie celu do Wągrowca i okolic zawitał kilka dni temu pewien Australijczyk.

 

Peter Wollinski mieszka w Elderslie w Australii, 60 kilometrów na południowy zachód od Sydney. Ma 65 lat, pracował w bankowości, zaś od kilku lat jest na emeryturze. W 2010 roku jego ojciec zachorował na demencję i w ramach terapii, by ćwiczyć umysł, Peter pytał ojca o przeszłość. Wówczas dowiedział się, że rodzina ma korzenie żydowskie, o czym nigdy wcześniej w domu nie wspominano. Wówczas Peter postanowił odszukać miejsca, z których wywodzi się jego rodzina. Pomogła mu w tym krakowska firma Polish Origins, specjalizująca się w poszukiwaniu korzeni ludzi, których rodziny wywodzą się z Polski. 

 

W efekcie udało im się odszukać w archiwach ślady rodziny z aktami metrykalnymi. Jak się okazało, rodzina Petera mieszkała w Wągrowcu i okolicach. Jego pradziadkowie, Wolff i Paulina, przybyli w drugiej połowie XIX wieku do Łekna z Wronek. Tam w 1888 urodził się dziadek Petera - Herman, a także jego rodzeństwo: Samuel, Emil i Roschen. Na początku XX wieku wszyscy przenieśli się do Wągrowca. Pradziadkowie Petera zamieszkali przy dzisiejszej alei Jana Pawła II, zaś dziadkowie w domu przy ul. Gnieźnieńskiej. Po I Wojnie Światowej, ze względu na antysemickie poglądy dominującej wówczas endecji, rodzina Petera bała się o swoje bezpieczeństwo i wyjechała do Niemiec, najpierw do Sulechowa, następnie do Berlina, gdzie szybko się zgermanizowała. Stamtąd, dwa tygodnie przed wybuchem II Wojny Światowej ojciec Petera, Werner, uciekł do Danii, po czym udał się w rejs do Australii, gdzie został na stałe. (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 24 Z 12 CZERWCA 2019 R.

Nie dałbym się przesadzić

JÓZEF ŚWIĘTEK ma 66 lat i tyle doświadczeń życiowych, że mógłby obdzielić nimi wielu ludzi.

Wystarczy wyjść na skraj podwórza, by ujrzeć szereg wiatraków z farmy wiatrowej znajdującej się już na terenie gminy Margonin. Najbliższy z nich stoi jakieś 1500 m od gospodarstwa i zaledwie 400 m od miedzy ich pola, która jest równocześnie granicą z powiatem chodzieskim. Tu u nich taka raczej nie powstanie, bo Rada Gminy przyjęła kiedyś uchwałę o nielokowaniu wiatraków na terenie gminy. Za to na jej terenie powstają instalacje fotowoltaiczne.
- Wiatraki się kręcą całą dobę, a energia drożeje - pokazuje ręką na urządzenia Józef Świętek.

TO WSPÓLNE DOBRO
- Wnuki też mają swoje obowiązki w gospodarstwie, bo każdy musi przyłożyć się chociażby do porządku na podwórku - mówi pan Józef, kiedy pokazuję mu chłopca sprzątającego podwórze.
W Oporzynie gospodarzyli już jego dziadkowie. Przekazali je potem swoim dzieciom, a one swoim. Jego mama pochodziła z sąsiedniego Pawłowa Żońskiego. Dziewczyna też jest z gospodarstwa, ale to nie tata Józefa powędrował za żoną, ale ona przyszła tu. Po rodzicach przejął w 1980 roku 15 hektarów z kawałkiem. Był czwartym z kolei dzieckiem w rodzinie, skończył technikum rolnicze i stał się jakby naturalnym następcą w gospodarstwie. Jego mama zmarła, gdy on miał 10 lat, a najstarsze z rodzeństwa szesnaście.
- Wiem, jak mało kto, co znaczy ciężka praca na roli - wspomina. - Czy moje wnuki zechcą zostać? Nie wiem. Mają 8 i 12 lat i zapewne jeszcze nie mają pomysłu na swoją przyszłość - dodaje.
Na tych swoich hektarach, powiększonych o kolejne prawie 5 ha - podobnie jak i rodzice - uprawiał rzepak, buraki cukrowe, zboża, hodował bydło mleczne i świnie.
- Można powiedzieć, że profil gospodarstwa zapewniał pieniądze przez cały rok. Jak wymłóciliśmy rzepak, to pieniądze z jego sprzedaży zapewniały spokojny byt aż do żniw, a niekiedy i dłużej - opowiada.
Nie było wtedy jeszcze wtedy kombajnów i trzeba było robić omłoty rzepaku. Teraz formalnym gospodarzem jest syn Łukasz i jego żona Żaneta.
- Teraz to żniwa zajmują nam zaledwie kilka dni - dodaje syn Łukasz.
ZIARNKO
DO ZIARNKA
Na stanie miał wtedy tzw. „kokotka”, powszechnie wtedy używany ciągnik marki Ursus -28 i kilka narzędzi do niego. Później na podwórku pojawił się Ursus C-60. Z czasem kupił kombajn „Bizon”, ale teraz jego następca - syn Łukasz zdecydował o kupnie kombajnu Class.
Była wtedy koniunktura na trzodę chlewną i opasy i w tym kierunku poszedł pan Józef. Były i krowy mleczne, ale jak dostawał za litr mleka 38 groszy, to bydło sprzedał. Planował kupno ziemi, ale w okolicy trudno było o nią. Teraz wspólnie z synem uprawiają 30 hektarów, w tym 8 dzierżawionych. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 23 Z 5 CZERWCA 2019 R.

Kolejnych stu lat!

Pani JOANNA BULSKA skończyła 22 maja wiek życia.

Pani Joanna Bulska mieszka w Wągrowcu od 36.lat. Urodziła się w wielodzietnej rodzinie w Pląskowie. Ona sama była trzynastym z kolei dzieckiem spośród czternaściorga w rodzinie. Jej życie zawodowe związane było także z dziećmi, bo przez wiele lat pracowała z nimi jako opiekunka w przedszkolu. Wychowała również troje własnych. Pani Joanna jest babcią sześciorga wnucząt, prababcią dziesięciorga prawnuków i praprababcią niespełna rocznej Lidki.
Rodzina i znajomi przygotowali Szacownej Jubilatce iście królewskie przyjęcie w Dziennym Domu Seniora. Z życzeniami przybył także burmistrz Wągrowca Jarosław Berendt, Edyta Słomka, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego oraz Grzegorz Tomaszewski, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wręczyli Jubilatce okolicznościowy podarunek, kwiaty oraz listy gratulacyjne, w tym od premiera Mateusza Morawieckiego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 22 Z 29 MAJA 2019 R.

Kocham Cię, Mamo!

Dzieci trzeba kochać, a na matczyną miłość nie trzeba zasłużyć. W najbliższą niedzielę obchodzić będziemy jedno z najpiękniejszych świąt w roku - Dzień Matki.

Dom rodzinny zawsze w pierwszej kolejności kojarzy nam się z mamą i jej dobrymi, otulającymi rękoma. Martyna (imię zostało zmienione), jedna z dziewczyn, którą kiedyś poznałam, poprosiła mnie, żebym... pomogła jej odnaleźć biologiczną matkę. Nastolatka od dziecka przebywała w domach dziecka i ośrodkach dla młodzieży.
- Nie otrzymałam matczynej miłości, a słowo „mama” nie przechodzi mi przez gardło, bo jej po prostu nie znam. Wiem tylko, że była narkomanką i nie chciała mnie... - wyznała Martyna.
- Mimo to - chcesz ją odnaleźć - po co?- zapytałam.
Powiedziała, że chce jej tylko spojrzeć prosto w oczy i zapytać: - Dlaczego mnie nie chciałaś? (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 21 Z 22 MAJA 2019 R.

Skocko-płockie koligacje

Miniony weekend członkowie Towarzystwa Miłośników Miasta Skoki i Ziemi Skockiej spędzili na wycieczce w Płocku i Sannikach.

W programie zwiedzania miasta z przewodnikiem znalazły się m.in. miejsce urodzenia króla Bolesława Krzywoustego, katedra płocka położona na Wzgórzu Tumskim, Muzeum Archidiecezjalne i jedna z najstarszych szkół w Polsce, czyli słynna „Małachowianka” oraz Muzeum Mazowieckie z największymi w Polsce zbiorami sztuki secesyjnej. Uwagę zwiedzających zwróciły również nadwiślańskie bulwary, a także kolumna poświęcona zwycięskim obrońcom Płocka 1920 r. oraz rozrzucone na terenie starówki pomniki: Jana Pawła II, Władysława Broniewskiego i Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej.
Następnego dnia uczestnicy wycieczki zobaczyli zespół pałacowo-parkowy w Sannikach, gdzie lato 1828 spędził młody Fryderyk Chopin, zaproszony przez rodziców swego szkolnego kolegi Konstantego Pruszaka. Dzisiaj znajduje się tu prężnie działające Europejskie Centrum Artystyczne im. Fryderyka Chopina. Zwiedzanie posiadłości zakończono obiadem i wysłuchaniem koncertu fortepianowego w wykonaniu prof. Andrzeja Tatarskiego. Muzyce towarzyszyły strofy wierszy zaprezentowane przez aktorkę Magdalenę Lamparską. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 20 Z 15 MAJA 2019 R.

 

Nie lubiłem zbytnio grać w piłkę

Twarzą w twarz z RYSZARDEM SIELECKIM (rocznik 1959), samorodnym talentem Nielby Wągrowiec, który nigdy nie chciał zostać piłkarzem, stanął Zbigniew Grabowski.

W Nielbie rozpoczynałeś karierę nieomal od seniorów. Dlaczego?
- Byłem chłopakiem z Laskownicy Małej, który pojawił się w Wągrowcu po to, aby uczęszczać do „zawodówki” na Kcyńskiej. Chyba było to w drugie klasie, gdy koledzy z internatu, obserwując mnie na lekcjach wf zaproponowali, abym spróbował pograć z nimi w juniorach Nielby. Grałem przedtem „na wiochach”, przeważnie z chłopakami o 4 – 5 lat starszymi od siebie, bo gdzie tu na wsi znaleźć rówieśników do gry? Gdy przyjechało się ze szkoły czy też inni wracali z roboty, szło się zaraz grać w piłkę. A że zawsze szybko biegałem i rosłem jak na drożdżach, stawałem się coraz mocniejszy. Talentów było sporo, jednak z okolicy tylko ja z czasem pograłem trochę w piłkę. Koledzy w szkole stale mnie namawiali – chodź, chodź, zapisz się do Nielby. W końcu poszedłem, jak miałem już prawie 17 lat.
I trafiłeś pod skrzydła...
- Trenował nas Jan Kubacki, który pracował gdzieś w Komitecie. Pojeździłem trochę z chłopakami z drużyny po Poznaniu. Graliśmy z Energetykiem, Wartą czy też Olimpią Poznań. Jeździliśmy wtedy na mecze przeważnie pociągami. W sezonie 1974/1975 grałem już jednak w seniorach wraz z: Marysiem Zygą, Heniem Kuchcińskim, Heniem Nowakiem czy też Wojtkiem Jaroszem. Początkowo trenował mnie Wojciech Zbieralski, krótko też Jan Obrzut, zaś kolejnymi byli: Tomasz Sumiński, Adam Paleń i chyba jeszcze krótko Bogdan Kochański.
Jakie wyniki osiągała wtedy Nielba?
- Pamiętam, że zaczynałem od B – klasy, jednak po reformie województw w 1975 r. Nielba grała w A – klasie w województwie pilskim. Spadliśmy z niej jednak już w następnym sezonie, aby po sezonie 1977/1978 zameldować się w niej ponownie. Po roku awansowaliśmy kolejny raz, tym razem do klasy okręgowej.
W sierpniu 1977 r. byłeś wraz z drużyną na obozie sportowym w Srebrnej Górze koło Wapna. Z czym kojarzy Ci się ta data?
- Nie za wiele już z tego pamiętam. Wiem, że Wapno przeżyło wtedy katastrofę górniczą, a my musieliśmy chyba skrócić swój obóz sportowy, bo lokale były potrzebne dla ewakuowanych rodzin z Wapna. Obóz się jednak przydał, bo zrobiła się fajna atmosfera w drużynie... (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 19 Z 8 MAJA 2019 R.

Jak festiwal, to nauki

We wtorek w Szkole Podstawowej Milenium w Popowie Kościelnym odbył się Festiwal Nauki, będący jednym z elementów realizowanego projektu rozwijającego kompetencje kluczowe z dziedziny nauk przyrodniczych i matematycznych pn: „Myśl logicznie, działaj praktycznie”.

Uczniowie zostali podzieleni na grupy zadaniowe i przez cały dzień uczestniczyli w działaniach doskonalących ich wiedzę i umiejętności matematyczno-przyrodnicze. Oglądali filmy wybrane przez Patrycję Borysiak, brali udział w grze terenowej, wykorzystującej aplikacje na urządzenia mobilne, posługiwali się kodami QR, rozwiązywali łamigłówki i zadania logiczne przygotowane przez wszystkich nauczycieli szkoły, rywalizowali w konkurencjach sportowych przygotowanych przez Kornelię Świętek, opartych na działaniach matematycznych. Dużym wzięciem cieszyły się eksperymenty i doświadczenia fizyczno-chemiczne przygotowane przez Klub Młodego Odkrywcy „Galaxy” i jej opiekuna Małgorzatę Dudek.
- Wiele radości sprawiły uczniom podchody zatytułowane „Wiedza kluczem do nauki”, przygotowane przez panie: Wiesławę Pakulską i Julitę Hoffmann, w których oprócz umiejętności naukowych ważne było też nastawienie na współdziałanie i etapowe projektowanie i budowanie domu z materiałów zgromadzonych w czasie zabawy - wyjaśnia Justyna Nawrot, dyrektor szkoły.
Zaproszony gość specjalny - Marta Szmyra, studentka V roku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu na kierunku biotechnologia, wygłosiła inspirujący wykład pt: „Naukowiec – moja misja, moja pasja”, zachęcający uczniów do rozwijania ich naukowych zainteresowań. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 18 Z 1 MAJA 2019 R.

Podlewanie czyjegoś ogrodu

W ramach Światowego Dnia Książki z czytelnikami w Wągrowcu spotkała się EDYTA STĘPCZAK, autorka książki „Burka w Nepalu nazywa się sari”. Przybliżyła im tragiczną sytuację hinduskich kobiet.

Spotkanie odbyło się we wtorek w księgarni Muszyńscy, gdzie zebrała się liczna rzesza sympatyków literatury. Opowieści pisarki dotyczyły oczywiście Nepalu, kraju, o którym traktuje jej reportaż. Edyta Stępczak pojechała tam po raz pierwszy na studiach, powodowaną chęcią zobaczenia gór i jak stwierdziła, bardzo łatwo jest ulec urokowi Nepalu, głównie za sprawą piękna Himalajów i górskich wypraw opisywanych w konwencji literatury podróżniczej. Ale jest to wiedza dość powierzchowna, gdyż pokazuje dany kraj z jak najbardziej atrakcyjnej perspektywy.
- Jeszcze większe wrażanie niż himalajskie szczyty wywarły na mnie warunki życia tamtejszych ludzi – mówiła autorka.
Pojechała jako miłośniczka gór, ale wróciła jako aktywistka, z myślą, że któregoś dnia znajdzie się w Nepalu znów, ale w innym charakterze, skoncentrowana na pracy społecznej. I zrobiła to osiem lat później. Kiedy zamieszkała w wymarzonym kraju, poczuła się oszukana wizerunkiem Nepalu z perspektywy literatury podróżniczej. Okazało się, że znała tylko wąski wycinek rzeczywistości. Na miejscu zaczęła badać kraj pod innym kątem. Zaczęła pracę z organizacjami pozarządowymi, działającymi głównie na rzecz kobiet i dzieci - i zdała sobie sprawę z wyzwań, przed jakimi stają codziennie nepalskie kobiety.
- Prawdziwa walka nie toczyła się w tzw. strefie śmierci, na ośmiu tysiącach metrów, ale na nizinach. I nie o sportowy rekord, a o godność i podstawowe prawa człowieka – mówiła Stępczak w Wągrowcu. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 17 Z 24 KWIETNIA 2019 R.

Tragiczny wypadek w drugi dzień świąt

Jedna osoba zginęła, a sześć zostało przetransportowanych do szpitali w Wągrowcu i Bydgoszczy w wyniku czołowego zdarzenia dwóch aut osobowych.

Do wypadku doszło w poniedziałek w okolicach godziny 21 w Morakowie, na drodze wojewódzkiej z Wągrowca do Kcyni. Pierwsze informacje, jakie docierały z miejsca zdarzenia, mówiły o tym, że trwa tam akcja reanimacyjna, a droga nr 241 jest zablokowana i policjanci kierują ruch na objazd w stronę Gołańczy.
- W zdarzeniu uczestniczyły samochody marki Mazda CX-5, w której jechała 4-osobowa rodzina i Seat Cordoba, w którym jechało 5 osób - poinformował oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wągrowcu, sierż. sztab. Dominik Zieliński. - Sześć osób zostało zabranych do szpitali w Wągrowcu i Bydgoszczy. Wstępnie ustalono, że do zderzenia czołowego pojazdów doszło w chwili, gdy jeden z kierujących wykonywał manewr wyprzedzania.
W obu samochodach podróżowały rodziny, które wracały do domu ze świąt, a na drodze było ograniczenie prędkości do 90 kilometrów na godzinę.
Poza policją na miejscu interweniowała też straż pożarna, która zabezpieczała i oświetlała miejsca zdarzenia, zaś strażacy przy pomocy sprzętu hydraulicznego dostali się do dwóch mężczyzn, którzy byli zakleszczeni w rozbitych wrakach pojazdów.
- Pozostałe osoby biorące udział w zdarzeniu były opatrywane przez strażaków i członków Zespołów Ratownictwa Medycznego – poinformował st. sekc. Piotr Kaczmarek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wągrowcu. - Obecny na miejscu zdarzenia lekarz, mimo podjętej próby resuscytacyjnej, stwierdził zgon jednej z poszkodowanych osób. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 17 Z 24 KWIETNIA 2019 R.

Pięć lat wysiłku twórczego

Od momentu powstania towarzystwa mieszkańcy miasta i gminy nie tylko dowiedzieli się o swojej historii, ale udostępnili informacje i historyczne pamiątki, które zalegały w domowych archiwach.

Towarzystwo Miłośników Miasta Skoki i Ziemi Skockiej obchodzić będzie w tym roku pięcio lecie istnienia. Na jego czele stanęła Iwona Migasiewicz, autorka wielu publikacji historycznych i spiritus movens wielu zdarzeń, które miały miejsce w ostatnim czasie.
Można śmiało stwierdzić, że powołanie TMMSiZS spowodowało połączenie rozproszonych działań dotyczących dokumentowania historii miasta i gminy, niektóre wręcz zostały dopiero zainicjowane, ruszyły też intensywne prace dokumentujące historię ludzi i miejsc związanych z wielokulturowością tego terenu, zrywem niepodległościowym i powstańczym. Ich wysiłek był szczególny w okresie przygotowań do obchodów 650.lecia lokacji miasta Skoki. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 13 Z 27 MARCA 2019 R.

Niezwykłe dokumentowanie historii

Podczas ostatniego weekendu na terenie kilku gmin można było zaobserwować niezwykłą grupę rowerzystów, którzy dokumentowali powstańcze pomniki.

Na grupę natknąłem się w ostatnią niedzielę w Potulicach w gminie Wągrowiec. Pięciu mężczyzn zatrzymało się przy jednym z pomników upamiętniających udział mieszkańców wsi w Powstaniu Wielkopolskim. To właśnie stąd wyruszyli do walki z zaborcą pod Radwankami. Kilku z nich zginęło w tej bitwie. Rowerzyści ubrani byli w jednolite stroje wyróżniające ich spośród innych użytkowników dróg. Na rowerowe siodełka wskoczyli: Mariusz Gąszczak, Szczepan Matela, Krzysztof Rolnik, Norbert Zdziebkowski i Maciej Jankowski. Wszyscy są członkami Stowarzyszenia Kórnickie Bractwo Rowerowe w Kórniku. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 12 Z 20 MARCA 2019 R.

Chwalicie Cudze, a Arnold chwali jego

ARKADIUSZ HERODOWICZ kilka lat temu zamieszkał w Skokach. Światowej sławy siłacz opowiada nam o swojej sportowej drodze i planach. Rozmawia z nim Franciszek Szklennik.

Jakie drogi wiodły do Skoków?
- Hmm... Moja droga do Skoków zaczęła się od spotkania na mojej drodze kobiety mojego życia. Zacząłem wraz z Eweliną często odwiedzać Skoki. W krótkim czasie po naszym spotkaniu urodziła mi śliczną córeczkę. Ja, urodzony poznaniak, mieszkający w dużej aglomeracji, szukałem spokoju i właśnie w Skokach go znalazłem.
Kiedy zaczęła się Pana przygoda sportowa? Czy to było kiedyś dziecięce marzenie?
- Moja droga sportowa trwa od wielu już lat. Pierwsze osiągnięcia w sporcie miałem już w wieku 13 - 14 lat, kiedy to zdobyłem wicemistrza Polski młodzików w boksie oraz wicemistrza makroregionu północno – zachodniego, ale moim marzeniem od zawsze było być człowiekiem dużym i silnym. Niestety, ani tamte czasy, ani sytuacja finansowa na to nie pozwalały.
Dlaczego wybrał Pan ten rodzaj wyczynu, a nie inną popularną dyscyplinę sportu?
- Jak wspomniałem wcześniej, zawsze było to moje marzenie. Kiedy już byłem stabilny finansowo, chciałem uporządkować swoją sytuację rodzinną i wtedy na mojej drodze stanęła Ewelina Springer, rodowita skoczanka i muszę powiedzieć że to właśnie dzięki Ewelinie zacząłem spełniać marzenia. Ona widziała jak mnie to kręci i to ona zaciągnęła mnie na pierwsze zawody u Grzesia Peksy Strongmana. Były to zawody o Puchar Burmistrza Jastrowia. Zająłem wtedy drugie miejsce, wyciskając 230 kg, jeśli mnie pamięć nie zawodzi.
To ile wyrzeczeń wymagają sukcesy, które ma już Pan w życiorysie?
- Tak jak w każdej dyscyplinie sportu i wyczynu konieczna jest rezygnacja z tego, co inni nazywają bogatym życiem towarzyskim i przysłowiowym „brudziem”. Można powiedzieć, że podkradam czas: po pracy szykuję się na trening, który trwa około 2 godzin, po powrocie do domu spędzam krótki, ale intensywny czas z dzieckiem, potem kolacja i spanie. Tak wygląda każdy pracujący dzień tygodnia. Nie mam zbyt wielu chwil dla rodziny, przyjaciół i znajomych. Pozostaje tylko weekend, ale też nie zawsze, ponieważ staram się nadrobić stracony czas dla dziecka. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 11 Z 13 MARCA 2019 R.

Ksiądz w spódnicy

ANNA TWARDOWSKA, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Mieścisku, opowiada o swoich doświadczeniach i ciekawych zdarzeniach. Rozmawia z nią Franciszek Szklennik.

Gdzie zaczęły się losy obecnej pani kierownik?
- W niewielkiej miejscowości w gminie Ryczywół. Po ukończeniu w 1983 roku liceum ekonomicznego, zaczęłam szukać pracy. Marzyła mi się praca w urzędzie gminy w Ryczywole. Niestety, nie było wakatów. Ówczesny naczelnik gminy powiedział, że może coś się zwolni, ale nie umiał określić terminu. Dlatego pełna młodzieńczego zapału postanowiłam wyruszyć do dużego miasta w poszukiwaniu pracy.
Spełniony sen o wielkim mieście?
- Z miejscowości, w której mieszkałam, autobus pracowniczy dowoził ludzi do pracy w Poznańskim Kombinacie Budowlanym w Poznaniu przy ul. Szarych Szeregów. Postanowiłam tam znaleźć pracę. Otrzymałam ją w dziale księgowości. I tym sposobem znalazłam się w Poznaniu. I właśnie tam poznałam swojego męża Eugeniusza, który po powrocie z wojska (służył 3 lata w  marynarce – takie były czasy) również podjął tu pracę.
I spotkaliście się...
- Spotkaliśmy się przypadkowo. Gdzie? W windzie. Trochę nią wtedy pojeździliśmy, wiesz: góra - dół, góra - dół, zanim umówiliśmy się na randkę. Po roku wzięliśmy ślub. Okazało się, że była to „winda do nieba”.
I powiódł Cię przed ołtarze...
- Ale najpierw przed oblicze kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Ryczywole, a potem przed oblicze kapłana w Połajewie. Niewiele pamiętam z tych uroczystości. Byłam zbyt przejęta i przestraszona. Dlatego dzisiaj, kiedy sama jestem po tamtej stronie, jako kierownik USC doskonale rozumiem państwa młodych i dbam o miłą atmosferę, niejednokrotnie rozładowując napięcie jakimś malutkim żarcikiem czy zagajeniem.
Rodzinka się rozrosła?
- Mamy troje dorosłych dzieci. A teraz spodziewamy się pierwszego wnuka – co za radość...
Czy kiedyś myślałaś, że będziesz „księdzem w spódnicy”?
- Nie ukrywam, że marzyłam o pracy w urzędzie, ale w młodości nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś zostanę kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego.
Trafiliście jakoś do Mieściska...
- Po ślubie przyprowadziliśmy się do Mieścisku, ze względu na mieszkanie służbowe, które mąż otrzymał podejmując pracę w PGR w  Popowie Kościelnym. Ja zatrudniłam się w urzędzie miasta i gminy w Kłecku jako księgowa podatkowa, a w 1988 roku przeniosłam się do pracy w urzędzie w Mieścisku w referacie spraw obywatelskich. I to chyba był ten moment. Pracowałam w jednym biurze z kierownikiem USC. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 09 Z 27 LUTEGO 2019 R.

Tu wszystko się zaczęło...

O niełatwej, ale też przyjaznej drodze posługi duszpasterskiej ks. DARIUSZ W. ANDRZEJEWSKI opowiada Jerzemu Mianowskiemu.

Właśnie minęło 25 lat, kiedy to 5 lutego 1994 r. ks. bp Bogdan Wojtuś wyświęcił w wągrowieckim klasztorze na kapłana rodowitego wągrowczanina, ks. Dariusza W. Andrzejewskiego...
- Tak, w tym roku przeżywam dokładnie 25 lat, gdy w sobotnie popołudnie 5 lutego 1994 r. w parafii klasztornej w Wągrowcu przyjąłem z rąk ks. bp. Bogdana Wojtusia Sakrament Kapłaństwa. Była to nie tylko dla mnie szczególna i wyjątkowa uroczystość, gdyż zostałem namaszczony na kapłana w swoim rodzinnym kościele w Wągrowcu, a nie w katedrze, gdzie zwykle przyjmuje się święcenia kapłańskie. To w wągrowieckim klasztorze otrzymałem także wszystkie wcześniejsze sakramenty święte. Za św. Janem Pawłem II mogę powtórzyć: „tu wszystko się zaczęło, i życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, i kapłaństwo się zaczęło”.

Kto miał największy wpływ na ukształtowanie drogi księdza do kapłaństwa?
- Moja droga do kapłaństwa dojrzewała powoli, ale rozwijała się od dzieciństwa. To przede wszystkim rodzina i klimat mojego domu rodzinnego ukształtowały moje powołanie. Wzrastałem w rodzinie pobożnej i głęboko katolickiej. Po Bogu dziękuję moim śp. Rodzicom Zofii i Czesławowi za dar życia i wychowania.
Na swej życiowej drodze spotkałem wielu dobrych, szlachetnych i świętych kapłanów, by wspomnieć choćby Prymasa Tysiąclecia, Sługę Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, którego miałem szczęście spotykać i witać w rodzinnym Wągrowcu od 1971 r., aż do ostatniej Jego wizyty w lutym 1981 r. Prymas Wyszyński przybywał do Wągrowca przynajmniej dwa razy w roku, nawiedzając Dom Księży Emerytów. Kiedyś jako ministranta zapytał mnie: „co z ciebie wyrośnie”? Dzisiaj, gdy jest mi w życiu ciężko, codziennie modlę się do Dobrego Boga za Jego wstawiennictwem – mamy nadzieję - bliską już beatyfikację tego Wielkiego, Opatrznościowego Pasterza, Ojca Narodu i męża stanu.
Przykładem szlachetnego życia i wzorem kapłańskiej posługi był dla mnie także długoletni proboszcz rodzinnej parafii w Wągrowcu, śp. ks. infułat Zenon Willa, przyjaciel Rodziny, mój wychowawca i w końcu kaznodzieja prymicyjny.

Te lata - mimo peregrynacji po świecie - bardzo mocno związane są z wągrowieckim matecznikiem, czy parafią pw. Wniebowzięcia NMP...
- To prawda, mimo moich dalekich wyjazdów do Francji, Szwajcarii i w końcu do Kanady w Ameryce Północnej, zawsze żywo interesowałem się tym wszystkim, co dzieje się w moim rodzinnym mieście i w mojej parafii. Nie potrafię oderwać się od swoich korzeni i miejsca mojego urodzenia. Zawsze utrzymywałem bliskie i życzliwe związki z ratuszem i panem burmistrzem Stanisławem Wilczyńskim. Telefonicznie i mailowo opowiadałem o moich wspomnieniach, wizjach i planach. Przez jakiś czas pisywałem także dla Głosu Wągrowieckiego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 08 Z 20 LUTEGO 2019 R.

Szkoła ze szczególnym wyróżnieniem

Przedstawiciele 214 placówek z całej Polski, a wśród nich jedyna z powiatu wągrowieckiego szkoła w Wiatrowie otrzymała z rąk przewodniczącego ZHR hm. GRZEGORZA NOWIKA zaszczytne miano - certyfikat Szkoły Niepodległej.

Podczas uroczystej gali, która odbyła się 8 lutego w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Wiatrowie Mirosława Jarosz wraz z nauczycielką tej placówki Krystyną Rebajn - koordynatorką projektu - odebrały certyfikat potwierdzający fakt, że Szkoła Podstawowa w Wiatrowie uzyskała tytuł zwany Mianem „Szkoły Niepodległej”.
Wśród 214. placówek oświatowych z całej Polski, szkoła w Wiatrowie jako jedyna z powiatu wągrowieckiego otrzymała z rąk Przewodniczącego Związku Harcerstwa Rzeczypospolite, hm. Grzegorza Nowika certyfikat Szkoły Niepodległej.
Uroczysta gala była poprzedzona konferencją naukową z udziałem marszałków: Sejmu i Senatu, premiera Mateusza Morawieckiego, przedstawicieli MEN i Kancelarii Prezydenta oraz zaproszonych naukowców i historyków z okazji otwarcia wystawy pn. „Niepodległa w 100 rocznicę powstania Sejmu Ustawodawczego 10 lutego 1919 r”. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 07 Z 13 LUTEGO 2019 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem