piątek, 19 października
00:19

Zasłużone wyróżnienie

Statuetka dla najwybitniejszego absolwenta szkoły średniej powiatu wągrowieckiego 2018 trafiła do rąk HUBERTA JEZIERSKIEGO.

Wyróżnienie przyznawane jest absolwentom szkół średnich w powiecie od czterech lat przez Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne im. Stanisława Przybyszewskiego. W tym roku trafiło do ucznia znanego z wielu dokonań na lokalnej płaszczyźnie społecznej. Hubert Jezierski odebrał nagrodę podczas obchodów Dnia Edukacji Narodowej w piątek w I Liceum Ogólnokształcącym im. Powstańców Wielkopolskich w Wągrowcu, do którego uczęszczał przez trzy lata.
- Najwybitniejszy absolwent to taki, który potrafi łączyć naukę z pracą na rzecz społeczności lokalnej, szkoły i potrzebujących – mówiła prezes stowarzyszenia, Danuta Chosińska, podczas uroczystości przyznania nagrody. - Najwybitniejszy absolwent to też taki, który inspiruje innych do działania. W końcu taki, który zostawia ślad, a tych śladów w przypadku tegorocznego laureata jest bardzo dużo.
Hubert działa od wielu lat w harcerstwie, prowadzi 14 wągrowiecką drużynę wędrowniczą. W latach 2012-13 był członkiem Młodzieżowej Rady Miejskiej, gdzie zasiadał w Komisji Sportu i Rekreacji. W 2015 roku przystąpił wraz z kolegami do olimpiady Zwolnieni z Teorii, na którą przygotowali projekt, którego celem było przybliżenie mieszkańcom powiatu wągrowieckiego historii lokalnej za pomocą filmów dokumentalnych. Pomysł spotkał się z dużą aprobatą, a chłopcy naleźli się w finale olimpiady.
Dwa lata później założyli stowarzyszenie „Zapomniana Historia”, a Hubert został jego prezesem. We wrześniu ubiegłego roku stowarzyszenie zorganizowało w Parku 600-lecia „Piknik z historią”, imprezę, która przerosła oczekiwania organizatorów, jeśli chodzi o frekwencję. W tym roku kolejna odsłona pikniku odbyła się w amfiteatrze miejskim. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 42 Z 17 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Fenomen przyjaznego milicjanta

Wągrowiecki człowiek - orkiestra, znany z wielu zainteresowań i pasji, SEBASTIAN CHOSIŃSKI napisał książkę, która niedługo będzie potrzebowała dodruku. Rozmawiał z nim Filip Żbikowski.

Napisałeś książkę o popularnym w czasach PRL-u komiksie o dzielnym oficerze, kapitanie Żbiku. Skąd pomysł?
- Nie było pomysłu na książkę, był natomiast pomysł na cykl artykułów, które powstawały przez mniej więcej półtora roku. Zająłem się w nich – z punktu widzenia wielbiciela komiksów i historyka – wszystkimi oryginalnymi „Żbikami”, jakie ukazały się w latach 60., 70. i 80. ubiegłego wieku, by później – trochę z rozbiegu – wziąć jeszcze na warsztat wszystkie opowieści okołożbikowe, powstające w ostatnich dwóch dekadach, ale nawiązujące do kultowego bohatera z czasów PRL.
Kto wydał „Teczkę personalną. O komiksie „Kapitan Żbik”?
- Człowiek, który uznał, że 2018 rok to najlepszy moment na publikację książki o dzielnym kapitanie (jakoś wszyscy pomijają fakt, że pod koniec serii został on awansowany do stopnia majora), ponieważ właśnie wtedy przypada pięćdziesiąta rocznica publikacji pierwszego zeszytu ze Żbikiem w roli głównej. Wcześniej był wprawdzie jeszcze komiks prasowy, ale tam akurat bohater, choć był to oczywiście późniejszy Żbik, nie posiadał nazwiska. Tym człowiekiem był Bartosz Kurc, właściciel Wydawnictwa Kurc, które specjalizuje się w dostarczaniu czytelnikom opowieści rysunkowych i publicystyki komiksowej. Postanowił wyłożyć na ten cel prywatne pieniądze, co oznacza, że widział w moich tekstach wartość. Poza tym wcześniej konsultował swój pomysł z innymi specjalistami w tej dziedzinie, którzy uznali, że to dobry koncept. Że potrzebna jest druga książka o Żbiku, bo poprzednia pozycja, autorstwa Mateusza Szlachtycza i Maksa Suskiego, nie wyczerpuje tematu. I chyba nie żałuje decyzji, ponieważ, jak ostatnio poinformował, „Teczka personalna” sprzedaje się na tyle dobrze, że w najbliższym czasie potrzebny będzie dodruk.
Wielu ludzi podchodzi do tych zeszytów z sentymentem związanym z czasem młodości (moim ulubionym był odcinek „Wyzwanie dla silniejszego”, gdzie Żbik uczył szkolną młodzież judo, by poradzili sobie z gitowcami). Jak Ty się zapatrujesz na tę sprawę, w końcu był to komiks – jak by nie patrzeć - propagandowy?
- Mając lat sześć, siedem, uczyłem się czytać właśnie na komiksach. Na „Żbikach”, „Kapitanie Klossie”, „Podziemnym froncie”, „Tytusie”, „Kajku i Kokoszu” oraz „Relaksach”. To istotna część składowa mojego dzieciństwa i młodości, która zakorzeniła się w mojej świadomości tak bardzo, że do dzisiaj kolekcjonuję albumy i czytam je namiętnie. Nie zawsze nadążam, bo teraz w ciągu miesiąca ukazuje się ich więcej niż w czasach Polski Ludowej przez kilka lat. „Żbik” – co do tego nie można mieć wątpliwości – był ważnym elementem propagandy komunistycznej, miał ocieplać wizerunek Milicji Obywatelskiej, co z czasem – zwłaszcza po 1976 roku – było coraz trudniejsze. To nie przypadek, że ostatnie zeszyty serii ukazały się w 1982 roku (choć były gotowe do druku już kilka lat wcześniej), resort bezpieczeństwa uznał wtedy, że po wprowadzeniu stanu wojennego już nic pomoże MO i skasował „Żbika”. Czytając go wtedy, nie miałem oczywiście świadomości, czemu tak naprawdę ten cykl służył. Po prostu świetnie się bawiłem, poznając kolejne historie kryminalne i przygody, jakie przeżywali moi rówieśnicy obecni na kartach komiksu. Refleksja głębszej natury politycznej przyszła w stanie wojennym. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 42 Z 17 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

 

Ach, co to był za ślub....

Anna Zygmunt i Karol Pauszek sakramentalne „tak” powiedzieli sobie w sobotę, 6 października, w kościele pw. św Józefa w Kozielsku. Parę od lat łączy wspólna pasja, jaką jest prowadzenie firmy transportowej Karbus. Obecnie flota autokarowa młodych, to kilkanaście autobusów. Firma jest sponsorem i darczyńcą w wielu charytatywnych akcjach na terenie naszego powiatu. Nowożeńcom gratulujemy i życzymy szerokiej wspólnej drogi! (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 41 Z 10 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Stare, dobre czasy nigdy nie wracają, ale...

Mija pięćdziesiąt lat, kiedy to we wrześniu 1968 roku przekroczyłem progi Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Wągrowcu, aby rozpocząć naukę zawodu. Lata nauki szybko minęły i rozpoczęło się dorosłe życie. Praca, rodzina, dzieci i dalsze kształcenie...

Czas nieubłaganie płynął do przodu. Szybko minęły lata 70 i 80.
W 90 latach XX wieku zarządzałem Miejskim Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej w Wągrowcu. Codziennie, kiedy przejeżdżałem z biura na kotłownie przy ul. Rgielskiej, mijałem budynki szkoły zawodowej, których widok przywoływał niejednokrotnie wspomnienia z tamtych szkolnych dni. Pomyślałem wówczas, że to były stare, dobre czasy, które nigdy nie wrócą, ale zrodził się wówczas pomysł spotkania, zjazdu koleżeńskiego po latach. W czerwcu 1994 roku wspólnie z koleżanką z lat szkolnych, Barbarą, zorganizowaliśmy pierwsze takie spotkanie. W spotkaniu uczestniczyli koledzy i koleżanki z dwóch klas: mechaników i tokarzy oraz zaproszeni nauczyciele: mgr Mirosława Szymkowiak i Mikołaj Syryśko. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 40 Z 3 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Furry Jagody

Ma dopiero jedenaście lat, ogromny talent oraz artystyczną duszę. Damasławianka JAGODA NOWAK zajmuje się niezwykłą sztuką rysunku, jaką jest furry.

Postaci, które pojawiają się na rysunkach Jagody Nowak, są zwane potocznie „furry”, czyli zwierzęta z ciałem człowieka. Dziewczynka bardzo lubi rysować, robi to praktycznie od wielu lat, wybrała taką formę, ponieważ jest ona przyjemna w rysowaniu.
- Technika jest różna, zależy od tematu rysunku. Najczęściej jest to grafika komputerowa -przyznaje Jagoda. - Wykonuję też prace w ołówku, przy użyciu cienkopisów i markerów. Rysuję „od zawsze”. Wiadomo, że z wiekiem rysunki nabierały nowego wymiaru, aż wreszcie znalazłam rodzaj, który mi najbardziej odpowiada. Pierwszy rysunek powstał dobrych parę lat temu. Od tego czasu mój styl rysowania się bardzo zmienił. Wspomniane „furry” to coś, co nie podlega żadnym zasadom - dodaje dziewczynka. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 39 Z 26 WRZEŚNIA 2018 R.

Radość życia bez nałogów

Na każdym pikniku dla dzieci i młodzieży nie powinno zabraknąć zabawy i edukacji.

Tak też było podczas pikniku profilaktycznego, który zorganizował Miejski Ośrodek Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych przy pomocy samorządu miejskiego.
Dużym powodzeniem cieszyły się mecze BumperBall, czyli gra w dużych, dmuchanych kulach w piłkę nożną. Dzieci cieszyły się również z dmuchanych zjeżdżalni i licznych konkursów profilaktycznych. Nie zabrakło również przedstawień o tematyce profilaktycznej w wykonaniu uczniów wągrowieckich szkół. Kierownik Lidia Kozdęba i jej pracownicy uwijali się jak w ukropie, co zapewniło sprawny przebieg pikniku i zadowolenie uczestników, nie pomijając wymiaru edukacyjnego. A o to przecież chodziło.
Podczas pikniku profilaktycznego dzieci i młodzież z Wągrowca przyswajały sobie wiedzę na temat zapobiegania nałogom, przy okazji dobrze się bawiąc. Praktycznie doświadczały poruszania się po spożyciu używki przy pomocy alkogogli i narkogogli. Tutaj w specjalnych okularach musiały przejść krótki tor przeszkód, co nie było takie proste, bo... używka zadziałała.
Urząd Miejski zakupił dla podległych szkół walizki z atrapami narkotyków i dopalaczy, które z rąk burmistrza odebrali przedstawiciele dyrekcji tych placówek. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 38 Z 19 WRZEŚNIA 2018 R.

Z harcerstwa przed ołtarz

Na ślubnym kobiercu w kościele św. Barbary w Luboniu stanęli Kasia Gramza i Łukasz Kaniewski.

Oboje są instruktorami Hufca ZHP Wągrowiec, Kasia pełni funkcję skarbnika hufca, a Łukasz jest przewodniczącym hufcowej komisji rewizyjnej.
Jak odnaleźli siebie? Oczywiście w harcerstwie. Najpierw pokochali harcerstwo, a później siebie nawzajem. Teraz razem pójdą przez życie zgodnie z kierunkiem harcerskiej lilijki.
Łukasz to z krwi i kości wągrowczanin, zaś Kasia z rodzicami osiadła w Wirach pod Poznaniem. Łukasz ukończył „klasztorniak” i studiował na Politechnice Poznańskiej, gdzie zdobył stopień magistra na kierunku logistyka, a Kasia studiowała bezpieczeństwo narodowe na Uniwersytecie A. Mickiewicza. Obecnie mieszkają w Poznaniu, lecz nadal są zaangażowani w pracę w wągrowieckim harcerstwie, jednak z przyczyn formalnych Kasia zrezygnuje z pełnienia funkcji na najbliższym zjeździe hufca. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 12 WRZEŚNIA 2018 R.

Wykute w żelazie

O tym, że każdy jest kowalem swojego losu, mówił wieki temu rzymski polityk. W przypadku wągrowieckiego rzemieślnika to prawda dosłowna.

Marek Brzeziński założył swój zakład w 1976 roku, świadcząc usługi kowalstwa artystycznego. Nauki pobierał u znanego wągrowczanina - Rakoczego, który wszczepił panu Markowi zamiłowanie do zawodu i namówił go do otwarcia własnego warsztatu. Podstawowym czynnikiem, który decydował wówczas o podjęciu takiej pracy były dochody, jakie ten fach zapewniał. Pierwszym poważnym zleceniem było wykonanie ławek w kościele przy ulicy Kolejowej, dziś Cysterskiej. Innym dużym zleceniem był remont bramy w klasztorze. Wszystko to działo się w drugiej połowie lat siedemdziesiątych.
– Musieliśmy z pomocnikiem zrobić całą nową furtkę, bo została skradziona i odrestaurować bramę – wspomina pan Marek. - Ówczesny proboszcz Zenon Willa powiedział, że już nikt takich rzeczy nie robi. Jednak daliśmy radę i do dziś brama służy parafianom.
Podczas innych prac w klasztorze doszło do mrożącej krew w żyłach sytuacji, którą dziś wągrowiecki kowal wspomina z uśmiechem.
- Kiedyś robiłem schody kręcone w klasztorze. Mój pracownik pomagał mi zazwyczaj do godziny 22. Mówię mu: „idź do domu, a ja do rana to pospawam.” I gdzieś około pierwszej lub drugiej w nocy usłyszałem, jak się ktoś skrada. Serce miałem w przełyku. Po chwili usłyszałem głos: „czy te szklaneczki mogę już wziąć?” To była zakonnica. Jak wróciłem do domu, matka powiedziała, że mam wszystkie kolory na twarzy. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 36 Z 5 WRZEŚNIA 2018 R.

Nowe wyzwania i... przygoda

Z MACIEJEM PATELSKIM, nowym dyrektorem I Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Wielkopolskich w Wągrowcu, o stojących przed nim wyzwaniach rozmawia Jerzy Mianowski.

Spodziewałeś się wygranej w konkursie?
- Takie przeżycia są zawsze bardzo stresujące. Nie spodziewałem się, że sam konkurs potrwa aż tak długo. Po części pierwszej, polegającej na sprawdzeniu dokumentów kandydatów pod względem formalnym, trwającej około godziny, obaj przeszliśmy do drugiego etapu. Każdy z nas prezentował przygotowaną koncepcję rozwoju szkoły, a następnie odpowiadał na pytania komisji. Wszystko trwało ponad pięć godzin. Po ogłoszeniu wyniku, dopiero po chwili dotarło do mnie, że komisja wybrała mnie
Konkurencja nie była jednak mocna?
- Jestem pewien, że rywalizacja była wyrównana i fair. Mojego konkurenta znam dobrze i cenię za pracowitość i zaangażowanie w pracy. Tak więc na pewno nie można było konkurencji lekceważyć. Pewnie moim atutem było doświadczenie z zarządzaniu szkołą, jako zastępca dyrektora.
Jak długo byłeś zastępcą dyrektora I LO i czy tylko dyrektora Cezarego Szypulskiego?
- W I Liceum Ogólnokształcącym na Klasztornej zostałem zatrudniony od września 2002 r. jako nauczyciel informatyki. Jednocześnie ówczesny dyrektor Ireneusz Biniewski powołał mnie na swojego zastępcę. Początki były ciężkie. Nie miałem żadnego doświadczenia w zarządzaniu szkołą. Uczyłem się jednak na bieżąco. Zawsze byłem otwarty na nowe wyzwania i nigdy nie poddawałem się bez walki. W końcu jestem zodiakalnym lwem... (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 29 SIERPNIA 2018 R.

Franek - łowca bramek

MAŁGORZATA i DAWID JASIŃSCY doczekali się syna, któremu nadali imię FRANEK.

Dawid Jasiński to obecnie piłkarz Wełny Skoki, a poprzednio Nielby Wągrowiec. W swojej karierze piłkarskiej grał w: Chemiku Bydgoszcz, Górniku Polkowice, Sparcie Brodnica, Warcie Poznań. Jest właścicielem i trenerem Akademii Piłkarskiej Calcio w Wągrowcu. - Jesteśmy bardzo szczesliwi. Dziecko zdrowe, z żoną też wszystko dobrze. Sam poród to niesamowite emocje. Jestem dumny z żony że byla tak dzielna. Franek już w domu i pierwsza nieprzespana noc za nami.

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 34 Z 22 SIERPNIA 2018 R.

Pasjonaci na całego

Do Miejskiego Domu Kultury zjechali z kilku zakątków Polski miłośnicy wojennych gier bitewnych.

Flames of War to historyczna gra bitewna zasadzająca się na bitwach z okresu II wojny światowej. Do boju można wprowadzić praktycznie dowolną armię z tego okresu.
W celu wyrównania różnic pomiędzy uzbrojeniem - używanym na początku i pod koniec wojny - gra jest podzielona na okresy: Early (1939-1940), Mid (1940-1943) oraz Late (1944-1945).
- Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, to wybrać armię z danego okresu – instruuje Mateusz Tochowicz, ekonomista z Poznania. - Tygrysy królewskie z końca wojny nigdy się nie spotkają na polu bitewnym z np. polskim wojskiem z okresu kampanii wrześniowej w 1939 r. – dodaje.
Zasady gry bitewnej są proste. Z zaciekawieniem obserwowałem przygotowywanie się graczy do walki na dużej planszy wielkości powierzchni stołu i z uwagą wsłuchiwałem się w ich rozmowy.
- Po ustaleniu okresu wybieramy format punktowy, np. 1500 punktów. Każda jednostka w danej armii ma przypisaną konkretną wartość. Im silniejsza, lepiej wyszkolona, tym droższa i na odwrót – mówi pan Mateusz.

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 33 Z 15 SIERPNIA 2018 R.

Jowita Antygoną

Marzenia o aktorstwie spełnia od najmłodszych lat. Damasławianka JOWITA NOWAK właśnie wcieliła się w rolę Antygony spektaklu wystawionym na Dużej Scenie Teatru Polskiego w Poznaniu.

W ramach pokazu finałowego letniego kursu aktorsko-filmowego na deskach Teatru Polskiego zaprezentowano starożytny dramat Sofoklesa.

GŁĘBOKA WODA
Pokaz przygotowały trzy grupy warsztatowe pod wodzą aktorów Teatru Polskiego i Teatru Muzycznego w Poznaniu oraz Teatru A. Fredry w Gnieźnie. Każda z grup zaprezentowała jedną część dramatu. Jowita Nowak zagrała tam główną rolę, Antygonę. To nie pierwsza teatralna rola młodej zdolnej damasławianki. Jowita przez kilka ostatnich lat miała okazję pokazać się na scenach teatrów, grając m.in. w sztuce „Moralność Pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej, wcielając się w rolę Juliasiewiczowej, zagrała też Laurę w sztuce „Landru, morderca kobiet”. Jednak jak sama przyznaje w pamięci pierwszych scenicznych ról zapamiętała tę jedną z pierwszych i bardzo ważnych – kreację Widma Złego Pana z II części „Dziadów” Adama Mickiewicza. Jowita próbowała też swoich aktorskich sił w produkcjach paradokumentalnych. Jednak to zdecydowanie teatr i występ przed publicznością na żywo jest jej największym marzeniem. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 32 Z 8 SIERPNIA 2018 R.

Liny, które łączą pokolenia

Mało kto pamięta, czym jest zawód powroźnika. Jednak nie zniknął on ze słownika rzemiosł, a przybrał nowe oblicze, o czym świadczy zakład państwa CZARNIECKICH, działający w Wągrowcu od kilkudziesięciu lat.

Początki rodzinnej firmy państwa Czarnieckich sięgają lat okupacji. Mieszkający w Czarnkowie Franciszek Czarniecki w czasie wojny robił z rodziną i pracownikami własnoręcznie szczotki, miotły i drewniane klamerki, a także uprawiał nad Notecią len, z którego plótł liny.

COŚ Z NICZEGO
W 1956 jego syn, Jerzy Czarniecki, po powrocie ze służby w wojsku uczył się na agronoma, uzyskał też tytuł czeladnika i mistrza cechu rzemiosł różnych, po czym otworzył zakład powroźniczy. Jak opowiadają członkowie rodziny, zakupił w sklepie dwa kłębki sznurka i zaczął kręcić powrozy i liny. Po dwóch latach przeprowadził się ze świeżo poślubioną żoną Janiną i małym synkiem Włodzimierzem do Wągrowca, szukając lepszego miejsca do pracy, położonego bliżej kolei, aby łatwiej transportować towar. Na terenie, gdzie dziś mieści się zakład, czyli przy ulicy Ogrodowej, nie było wówczas niczego poza areałem ziemi, żadnych zabudowań ani drogi. Obszar ten wchodził wówczas w granice wsi Rgielsko. Stała tu jedna chatka, w której zamieszkali państwo Czarnieccy. Czasy były ciężkie, w domu nie było prądu i pani Janina kręciła powrozy na specjalnym kole do tego przeznaczonym. Ten przyrząd jeszcze do niedawna był w domu Czarnieckich w Wągrowcu.
- Koło leżało w piwnicy – mówi Halina Czarniecka, synowa Jerzego i Janiny. - Pomyślałam, że je odrestauruję i dam do muzeum, jednak z czasem eksponat uległ uszkodzeniu. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 32 Z 8 SIERPNIA 2018 R.

Szewska pasja

W rodzinie SŁAWOMIRA WESOŁKA zawód szewca przechodził z pokolenia na pokolenie.

Jego dziadek miał warsztat w Koronowie za Bydgoszczą i prowadził go od 1912 roku, zaś ojciec naprawiał buty w Bydgoszczy. Pan Sławomir kontynuuje rodzinną tradycję w Wągrowcu, gdzie mieszka od 30 lat i ratuje zniszczone trzewiki w swoim małym zakładzie przy ul. Reja.
- Już od 10 roku życia umiałem szyć na maszynie i zawsze mi się to podobało, więc robię to do dziś – mówi pan Sławomir.
Wągrowiecki szewc w swojej karierze szył nowe buty dostarczane do sklepów, buty na indywidualne zamówienia, a także torebki, plecaki oraz wykonywał mniejsze zabiegi, jak np. skracanie pasków itp. Ma wyuczone dwa zawody – mistrz szewski i czeladnik cholewkarski. W swoim warsztacie wykształcił wielu uczniów. Jednak czasy się zmieniają i zawód szewca nie przynosi takich dochodów jak kiedyś. Ponadto koszt utrzymania warsztatu nie jest mały. Składki ZUS, opłaty czynszowe oraz rachunki za wodę i prąd. Przy małych naprawach za kilka lub kilkanaście złotych ciężko uzbierać pieniądze. Jak chyba w każdym zawodzie rzemieślniczym są lepsze lub gorsze miesiące, mimo to zawód szewca można zaliczyć do ginących. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 31 Z 1 SIERPNIA 2018 R.

Zjazd rodzinny jakich mało

Potomkowie Agnieszki i Michała Andrzejewskich spotkali się na pierwszym zjeździe rodzinnym.

W 1883 roku Jan i Antonina Andrzejewscy kupili gospodarstwo w Łęgowie. To gospodarstwo odziedziczył syn Michał Andrzejewski (1885-1949) wraz z żoną Agnieszką z domu Kuchta (1888- 1960). To właśnie potomkom Agnieszki i Michała Andrzejewskich z Łęgowa poświęcony był pierwszy zjazd rodzinny, do którego doszło w minioną sobotę w Łeknie.
Ród Andrzejewskich wywodzący się od Michała i Agnieszki to bardzo wielka rodzina. Agnieszka urodziła Michałowi dziewięcioro dzieci: Marię (1910-2002), Jana (1912-1992), Jadwigę (1914-2007), Pelagię (1917-2012), Czesława (1921-1986), Janinę (1923- 1999), Stanisława (1925-2017), Antoniego (1927-2005) Kazimierza (1930-2009). Aż 31 wnuków przyszło na świat w rodzinach tej dziewiątki, a najwięcej – po sześciu - pochodzi od Jana i Czesława. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 30 Z 25 LIPCA 2018 R.

Ach, co to był za ślub...

Nasza redakcyjna koleżanka MONIKA WANAT wyszła za mąż.

Jej wybrańcem życia został 27-letni Adam Szwed z Józefinowa w gminie Rogoźno. Małżonek pracuje firmie Ikano Industry (dawniej Dendro Poland) w Rogoźnie, zaś nasza Monia od prawie 10 lat współpracuje z Głosem Wągrowieckim, gdzie pisze teksty i redaguje rubryki. Od siedmiu lat pracuje w Przedszkolu i Żłobku Niepublicznym „Do Re Mi” w Wągrowcu, zajmując stanowisko wicedyrektora i nauczyciela wychowania przedszkolnego.
Małżonek Moniki to nietuzinkowy mężczyzna. Nie tylko ładnie rysuje i interesuje się muzyką rockową. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 29 Z 18 LIPCA 2018 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem