Baner wyborczy Jarosław Berendt

 

 

sobota, 22 września
08:58

I Przegląd Piosenek Ireny Jarockiej

Agnieszce Szmiel nie miała sobie równych wśród gimnazjalistek. Fot. Anna Borczykowska

„By coś zostało z tych dni...” Tak śpiewała IRENA JAROCKA. I na pewno zostanie nie tylko „coś”, ale wiele pięknych wrażeń zatrzymanych w pamięci przebojów piosenkarki urodzonej w Srebrnej Górze, które w niedzielne popołudnie zaprezentowane zostały w Zespole Szkół w Wapnie, podczas I Przeglądu Piosenek Ireny Jarockiej.

Do konkursu pod patronatem Głosu Wągrowieckiego, którego organizatorem i dobrym duchem był Jacek Haja, zgłosiło się czternaście solistek z czterech szkół powiatu wągrowieckiego: Niemczyna, Damasławka, Morakowa i Wapna (...)

Jagoda Nowicka zaczarowała jury swym głosem. Fot. Anna Borczykowska

Więcej we wtorkowym wydaniu Głosu nr 23 z 2 czerwca 2015 r.

Po oddech życia

Fot. Wioletta Gryczka

Rowery zablokowały miasto. Wszystko to, aby zwrócić uwagę na transplantację, która ratuje życie.

To było prawdziwe święto transplantologi. W sobotnie południe boisko przy Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Wągrowcu wypełniło się ponad 400 osobami na rowerach. Nie zabrakło wśród nich dyrektora szkoły - Jarosława Berendta, któremu na przodzie peletonu towarzyszył Rafał Spachacz, dyrektor szpitala. Wśród zebranych można było ujrzeć wielu radnych miejskich, ale także innych VIP-ów z naszego powiatu, którzy przyszli wspierać tą szczytna inicjatywę.

BĄDŹMY WIDOCZNI
A rozpoczęło się od hałasu przed szkołą. To za sprawą czerwonego autobusu prosto z Londynu, w którym podróżowały mażoretki Pa-Mae-Sze Młodsze oraz Fart Maleńki. Na boisku muzyka i gwar. Rozmowy i ostatnie dokręcanie śrubek przy rowerach, by za chwilę w barwnym korowodzie ruszyć ulicami miasta w IV Rajdzie Rowerowym „Ponad podziałami”, który w tym roku jechał z hasłem „Kierunek - walka o oddech”.
- To wspaniała impreza, która uświadamia ludziom, że nie należy się bać transplantacji. Jest tu nas dość duża grupa, która przyszła wspierać tą ideę i dodam, ze wielu harcerzy wypełniło już wcześniej oświadczenie woli - dodała Maja Marcinkowska, harcerka z ZHP Chorągwi Wielkopolskiej Hufca Wągrowiec im. hm. Franciszka Grajkowskiego.
I tuż po godz. 12 wyjechał pierwszy motocykl, a za nim amazonki na koniach, bryczka z tańczącymi artystkami i gigantyczny rower, któremu asystowali niczym ochroniarze BOR-u biegacze z grupy Biegający Wągrowiec. Następnie autobus z muzyczka i rzesza miłośników dwóch kółek, którzy przyszli wspierać akcję. Najwięcej było oczywiście rowerzystów, ale i motocykliści z Moto Wągrowca byli obecni (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 22/2015

Wiosna klasyką rozbrzmiewa

Fot. Michał Smyk

Melomani też mają swoje prawa. Dlatego miłośników nieco ambitniejszych brzmień powinno ucieszyć rozpoczęcie już XII Festiwalu Muzyki Klasycznej.
Grunt to różnorodność, dlatego w tym roku w ramach Pałuckiej Wiosny Muzycznej mogliśmy posłuchać zespołu a capella, argentyńskiego tanga, czy też wirtuozerskiej gry na akordeonie. A przecież przed nami wciąż jeszcze wiele kolejnych atrakcji.

PIAZZOLLA INSPIRUJE
Festiwal zainaugurowano 12 maja. Na dobry początek osoby zgromadzone w Sali Koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej, mieszczącej się przy ulicy Kościuszki, mogły wysłuchać zespołu wokalnego Inspiro Esemble, dyrygowanego przez Aleksandra Wojtaszka. Później przybyłym słuchaczom zagrali Anna Haas-Niewiedział oraz Piotr Niewiedział, tworzący fortepianowe duo La Valse`89.
Prawdziwa uczta czekała wągrowczan następnego dnia, gdy wraz z duetem Harmonium Duo swój koncert dał wybitny rosyjski akordeonista Jurij Szyszkin.
Ostatnia sobota to z kolei popis grupy La Vita Quartet, specjalizującej się w muzycznym interpretowaniu twórczości Astora Piazzolli, twórcy stylu Tango Nuevo.

MELOMANI CHCĄ WIĘCEJ
Choć koncerty muzyki klasycznej nie przyciągają takich tłumów, jak chociażby występy wykonawców popowych, to nadal w Wągrowcu możemy znaleźć spore grono jej zwolenników.
- Rzadko można u nas posłuchać takiej muzyki, innej, niż ta popularna i rozrywkowa – z ubolewaniem przyznał jeden z uczestników koncertu La Vita Quartet, Ryszard Nowicki.
W tej opinii wtórowała mu małżonka Ariadna Nowicka, oceniają przy tym sam poziom imprezy: - Widzę naprawdę duży postęp między wcześniejszymi edycjami festiwalu, zarówno jeśli chodzi o miejsce i repertuar, który jest naprawdę co roku bardzo urozmaicany.
Na tym jednak Pałucka Wiosna Muzyczna się nie kończy. Koncerty będą trwać do 13 czerwca. Już w kolejną niedzielę, 24 maja odbędzie się recital na skrzypce solo, na których zagra Bartosz Woroch. Kolejnych kilka weekendów to m.in. również występ Filharmonii Pałuckiej, Chóru Kameralnego UAM, czy barokowej orkiestry z Berlina.
Warto więc znaleźć trochę wolnego czasu dla dobrej muzyki, zwłaszcza, iż wstęp na wszystkie koncerty jest darmowy.

W krajach Szwejka i Tella

Mariola Sigrist opowiedziała historię muzeum w Rapperswil.

Dla niektórych seniorów była to wycieczka życia. Niespełna 50 osób z Wągrowieckiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku wybrało się na południe do Czech i Szwajcarii.

W Pradze podziwialiśmy zabytki w dzielnicy Hradczany. Pani przewodnik ciekawie i z dowcipem opowiadała o „czeskim piweczku” i „absyncie”, nalewce spirytusowej na piołunie przy Hrabalowskiej piwiarni Pod Złotym Tygrysem. Zauroczył nas Zamek Praski, spacer po Moście Karola, Ratusz Staromiejski z astronomicznym zegarem Orlojem.
Z żalem pożegnaliśmy Pragę, jadąc dalej do Sedlcan, miasta partnerskiego powiatu wągrowieckiego.
W następnym dniu z przewodnikiem zwiedzaliśmy Sedlcany i Świętą Górę, największe sanktuarium w Czechach.

Nie zabrakło wspólnego zdjęcia na Moście Karola w Pradze. Fot. Urszula Mulak

SZWAJCAERIA RZUCIŁA NAS NA KOLANA

W drodze do Einsiedeln w Szwajcarii nacieszyliśmy się pięknymi widokami majowego krajobrazu. Dojechaliśmy na miejsce i zakwaterowaliśmy się w uroczym hotelu Allegro.
W pierwszym dniu, 3 maja, zwiedziliśmy Lucernę, stolicę kulturalną środkowej Szwajcarii, miasto na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów, nad zatoką po obu stronach rzeki Reussu stóp góry Pilatus (2137m n.p. m.) z ośnieżonym szczytem. Przewodnikiem była Mariola Sigrist, pracownica Muzeum Polskiego w Rapperswil. Spacerowaliśmy po Moście Klasztornym, najstarszym moście drewnianym w Europie oraz Moście Młyńskim z serią obrazów pod dachem. Podziwialiśmy urokliwe kamienice z XVII i XVIII w., Muzea Picassa i Wagnera, kościoły, ratusz z XVII w. Jednak najbardziej urokliwą atrakcją był widok panoramy miasta z baszty zegarowej.
Po południu wróciliśmy do Einsiedeln i tam odwiedziliśmy Sanktuarium Czarnej Madonny w Opactwie Benedyktynów. Zachwycił nas barokowy wystrój kościoła, a wewnątrz kaplica z czarnego marmuru z figurką Czarnej Madonny, do której przyjeżdża wiele tysięcy pielgrzymów. Zwiedziliśmy też lokalne muzeum producenta ciast, degustując wyroby cukiernicze.

PAMIĘĆ O POLSCE NIE ZAGINĘŁA
W poniedziałek udaliśmy się do Rapperswil, miasteczka na północnym brzegu Jeziora Zuryskiego, podziwiając panoramę miasteczka oraz zamek z XIII wieku, gdzie mieści się Muzeum Polskie, które stworzyli polscy emigranci i ich szwajcarscy przyjaciele.
Z wielkim zainteresowaniem wysłuchaliśmy wykładu Marioli Sigrist z projekcją slajdów, przedstawiającego historię, tradycje i zbiory muzeum.
Następnie pojechaliśmy do Zurichu, aby z panią Mariolą zwiedzić miasto. Zurich jest największym kompleksem urbanistycznym, położonym nad Jeziorem Zuryskim i nad rzekami Limmat oraz Sihl w północno-wschodniej Szwajcarii.
Miasto posiada 50 galerii i biur wystaw wszelkiego rodzaju sztuki, jest skupiskiem różnych cechów rzemieślniczych. W Zurichu są dwie największe uczelnie: Zuryski Uniwersytet i ETH Zurich, najlepsza uczelnia techniczna świata.
Wszyscy uczestnicy wycieczki byli zachwyceni architekturą i zabytkami. Dziękując za piękną pracę przewodnika pożegnaliśmy Mariolę Sigrist i powróciliśmy do Einsiedeln. W drodze powrotnej pogoda umożliwiła nam zachwycanie się widokiem Alp szwajcarskich z poziomu Zurichu.
Po kolacji znów wycieczka z rektorem Hubertem Paluchem dla wytrwałych, tym razem szlakiem wzdłuż Jeziora Sihlsee. Pogoda dopisała, były też udane zdjęcia szczytów Alp, zachwyt urokiem pobliskich krajobrazów.
Chociaż zmęczeni, ale radośni, pełni werwy z nostalgią pożegnaliśmy piękną Szwajcarię i wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. W czasie jazdy z autokaru podziwialiśmy jeszcze krajobrazy mijających miejscowości w  Szwajcarii, Austrii, Niemczech, no i w Polsce.

Na wesoło i ze łzami

Fot. Wioletta Gryczka

Ruszyły obchody Dni Europy w Wągrowcu. Już pierwszy dzień festiwalu dostarczył wągrowczanom licznych emocji.

Koncerty zespołów Feel, Varius Max, Enej – tak to wyglądało w poprzednich latach. By tradycji stało się zadość i tym razem organizatorzy ściągnęli do naszego miasta gwiazdę muzyki pop. Wcześniej jednak na otwarcie Dni Europy mieszkańcy mogli wziąć udział w Wągrowieckim Festiwalu Biegowym.

ŚWIĘTO BIEGACZY
Jako pierwsi na linii startu stanęli najmłodsi uczestnicy zabawy. Dystans, jaki mieli do pokonania, wynosił 400 m. Nieco więcej przebiegnąć musiały osoby startujące w kategorii VIP. Wyzwanie podjęli m.in. burmistrz Krzysztof Poszwa, dyrektorka Muzeum Regionalnego Małgorzata Kranc i nasza redakcyjna koleżanka Wioletta Gryczka. Na metę pierwsi przybiegli jednak radni Grzegorz Kamiński i Jakub Zadroga.
Głównym punktem programu był bieg na 10 km, w którym wzięło udział 227 zawodników. Startujący musieli pokonać trzy okrążenia, a sama trasa po raz pierwszy została poprowadzona nad skrzyżowaniem rzek Nielby i Wełny.
Bezapelacyjnym zwycięzcą zawodów okazał się Maciej Łucyk, któremu pokonanie całego dystansu zajęło 33 minuty i 5 sekund.
- Nie miałem żadnych problemów, choć od początku musiałem biec sam, nie miał kto dyktować tempa. Wystarczyło jednak tylko umiejętnie rozłożyć siły - przekonywał M. Łucyk. - Staram się codziennie biegać, czasami jeżdżę też na maratony, choć wszystko to amatorsko, w ramach zabawy.
Wśród kobiet triumfowała z kolei Gabriela Trzepacz. Do mety dotarła z wynikiem 40:55, uzyskując prawie 5 minut przewagi nad kolejną zawodniczką.
- Generalnie jestem zadowolona. Czas mógłby być co prawda lepszy, ale nie ma co narzekać - przyznała G. Trzepacz.

A FANKI PŁAKAŁY
Dla wielu młodszych wągrowczan niewątpliwie największym wydarzeniem Dni Europy był koncert Dawida Kwiatkowskiego, laureata MTV Europe Music Awards 2014 w kategoriach „Najlepszy polski wykonawca”, oraz „Najlepszy artysta Europy Wschodniej”. Dla cieszącej się olbrzymią popularnością wśród nastolatek gwiazdy muzyki pop niektóre dziewczyny były gotowe czekać na płycie Rynku już od wczesnych godzin południowych.
- Chciałyśmy zająć jak najlepsze miejsca, ale też bardzo nam zależało na wzięciu udziału w próbie Dawida - przyznały siedzące w okolicach sceny Wiktoria Dziergas i Ewa Głomb. - Dla nas to nie jest jakieś wielkie poświęcenie, chciałyśmy go bardzo poznać i przy okazji porozmawiać z innymi fanami.
Sam występ Kwiatkowskiego został przyjęty z wielkim entuzjazmem przez młodą publikę. Na twarzach zebranych nastolatek szybko pojawiły się łzy wzruszenia, zaś w stronę gwiazdy wieczoru co chwila płynęły zapewnienia o dozgonnej miłości. Skąd takie uwielbienie?
- Daje nam wszystko z siebie, całe szczęście jakie możemy od niego zyskać. Udowodnił, że marzenia się spełniają i cały czas nam to udowadnia - mówiły już po koncercie Aleksandra Wojciechowska, Klaudia Mytowska, Anita Marciniak.
Wypada oczywiście wierzyć na słowo w magiczny urok młodego piosenkarza (...)

Więcej zdjęć w naszej FotoGalerii

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 19/2015

Drewniany jubileusz na początek...

Fot. Jerzy Mianowski

Z TOMASZEM KOTWICĄ, założycielem i dyrygentem chóru The Hoor, rozmawia Jerzy Mianowski.

Pięć lat działalności chóru nie jest za krótkim okresem do świętowania jubileuszu?
- A dlaczego nie, skoro rodzinnie fetuje się każdy rok życia, a my jesteśmy jedną rodziną, która cieszy się z tego jubileuszu i radością z tego powodu chce się podzielić z innymi, nie tylko z naszymi przyjaciółmi?
Jakie były początki chóru?
- Powiedziałbym, że prozaiczne, bo wynikły z rozmów przy piwie grupki przyjaciół w miejscowym pubie, gdzie często spotykaliśmy się. Nie byliśmy śpiewakami, ale chęć założenia grupy śpiewaczej i spróbowania wokalnych sił była silniejsza od nas samych.
A ta nazwa chóru, przyznam że dość oryginalna, skąd się wzięła?
- Wszyscy byliśmy pasjonatami muzyki rockowej, no i nadal nimi jesteśmy. Nazwa była naszym wspólnym dziełem, do którego inspirację zaczerpnęliśmy z języka angielskiego. W tym języku „The Hoor” nic nie znaczy, ot zlepek głosek, który tajemniczo się czyta i egzotycznie słyszy. Przedrostek „the” też nie jest niczym oryginalnym, bo pochodzi z angielskiego, a zauważyliśmy, że wszystkie zespoły rockowe rozpoczynają swoją nazwę od tego przedrostka. Pomyśleliśmy sobie: dlaczego my nie możemy, no i „Hoor” opatrzyliśmy przedrostkiem „The”.


Kim byli współtwórcy pierwszego składu zespołu?

- Te kilkanaście osób, które do dziś śpiewają w chórze, to głównie grupka przyjaciół, rekrutujących się z różnych zawodów, w tym nauczyciele, pracownicy kultury, a także studenci, a nawet uczniowie. Z nami od początku jest m.in. Kazimierz Siejkowski, właściciel pubu, w którym to lokalu spotykaliśmy się, a pan Kazimierz jest najstarszym w gronie, a też jest duszą towarzystwa.
Chór prezentuje wysoki poziom artystyczny, który zadziwia słuchaczy...
- Owszem, ale daleko nam do profesjonalnych chórów, czy chociażby do doświadczenia scenicznego i dyrygenckiego, jaki reprezentuje Wągrowiecki Chór Kameralny. Nie mniej cały czas doskonalimy swój warsztat i cieszymy się z osiąganych postępów.
Chór zazwyczaj kojarzy się z muzyką poważną, a The Hoor niekoniecznie śpiewa na poważnie...
- Jesteśmy zespołem śpiewaczym, który wykonuje różne utwory: i poważne, i rozrywkowe. Nie szufladkujemy się, bo chcemy śpiewać to, co dyktują nam nasze młode serca.
Koncertujecie wszędzie, a nawet za granicą...
- Owszem, chociaż występujemy głównie na terenie powiatu wągrowieckiego. Dwukrotnie wystąpiliśmy z koncertami za granicą, tj. w podparyskim Le Plessis Trevise i węgierskim Gyula, gdzie przebywaliśmy na zaproszenie tamtejszych władz w ramach współpracy partnerskiej z naszym miastem.
A o wielkich sukcesach już można mówić?
- Niewątpliwie dużym sukcesem było zaśpiewanie z bydgoskimi muzykami z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego „Requiem d-moll” oraz „Mszy Koronacyjnej” W. A. Mozarta pod batutą prof. Bernarda Mendlika.
Ów profesor to pana wzór w pracy dyrygenckiej?
- Na pewno tak, to wielki człowiek rodem z Wągrowca, u którego na bydgoskim uniwersytecie ukończyłem dyrygenturę. Cenię go za wszystko, nie tylko za muzykę i wysokie umiejętności dyrygenckie, ale też za kulturę osobistą, pedagogiczny takt i dobre serce (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 16/2015

Miłość mi wszystko wyjaśniła

fot. Jerzy Mianowski

Przepiękne, wzruszające widowisko multimedialne pod honorowym patronatem Prymasa Polski, abpa Wojciecha Polaka oraz Starosty Wągrowieckiego Tomasza Kranca, przygotowane z okazji 10. rocznicy śmierci św. Jana Pawła II, przyciągnęło w czwartkowy wieczór sporo mieszkańców miasta.

Pełny nastroju spektakl pt. „Miłość mi wszystko wyjaśniła” wystawiono w hali sportowej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Wągrowcu. Widowisko rozpoczęło się o godz. 21.00, a zakończyło o 21.37, czyli o godzinie, o której 10 lat temu zmarł papież Jan Paweł II.
To właśnie na jego tekstach zostało oparte widowisko, podczas którego wystąpiło blisko 120. lokalnych artystów, w tym Chór Maleńki z Miejskiego Domu Kultury, No Name z Gimnazjum Miejskiego nr 1, 3 po 3 ze Szkoły Podstawowej nr 3 oraz młodzież z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1.
Po przedstawieniu głos zabrał ks. prałat Andrzej Rygielski, a także włodarz powiatu Tomasz Kranc. Obaj podziękowali wspaniałej młodzieży i jej opiekunom. Starosta wręczył podziękowania twórcom widowiska: reżyser Izabelli Krystkowiak, Lucynie Walewskiej - Jastrząbek, Alicji Kotarbie, Agacie Strzeleckiej-Drążkiewicz, Tomaszowi Kotwicy oraz akustykowi Witoldowi Krystkowiakowi, a także dyrektorowi ZSP nr 1, Jarosławowi Berendtowi.

Fot. Jerzy Mianowski

 

Teatr to też literatura

fot. Archiwum

Z JANEM NOWAKIEM, damasławianinem, dyrektorem Międzynarodowego Centrum Teatru Francuskojęzycznego w Polsce, o jego pracy i nagrodzie dziesięciu ambasadorów rozmawia Franciszek Szklennik.

Wyjaśnij Czytelnikom, jakiego rodzaju jest to nagroda?
- Rok temu ambasadorzy krajów francuskojęzycznych w Polsce postanowili stworzyć nieformalną grupę, która zrzeszać będzie dyplomatów francuskojęzycznych najwyższego szczebla, czyli samych ambasadorów. Okazało się, że w Polsce 10 krajów francuskojęzycznych lub za takie uważanych ma swoje ambasady. Tę grupę nazwano GADIF. Powstała ona w 2014 roku i jej prezydentem został Ambasador Belgii francuskojęzycznej w Polsce Frank Pezza. Grupa ta wyznaczyła sobie za misję wzmacnianie obecności kultury francuskojęzycznej w Polsce. Postanowili też, że co roku nagradzać będą 2 osoby, które przysłużyły się w ogromnym stopniu rozwojowi kultury francuskojęzycznej w Polsce. Nagrodę tę nazwano „Prix du GADIF”.
Od ilu lat jest przyznawana?
- To zabawne, ale wraz w profesorem Wiesławem Banysiem, rektorem Uniwersytetu Śląskiego, jesteśmy pierwszymi jej laureatami. Pan profesor otrzymał nagrodę dla, nazwijmy to, „seniora”. Druga kategoria to „jeunesse”, czyli młodość. Dla młodych ludzi, którzy mają jeszcze wiele lat pracy przed sobą. Ja otrzymałem nagrodę w tej drugiej kategorii.
Ile lat pracy za Tobą z językiem francuskim? Jak się zaczęła Twoja przygoda?
- Typowej pracy będzie dopiero sześć lat. Wcześniej były oczywiście studia i dorywcze prace związane z językiem francuskim. Ale działalność, za którą przyznano mi nagrodę, to zaledwie trzy lata. Przygoda zaczęła się w liceum w Wągrowcu, na Klasztornej. Tam pojawił się język francuski, który, muszę przyznać, przez pierwsze dwa lata był moim znienawidzonym przedmiotem. Nie rozumiałem go za grosz. Sytuacja zmieniła się w trzeciej klasie, przyszło jakby olśnienie. Potem już studia w Bydgoszczy i Poznaniu.
Kiedy poznałeś Iris? Jak zaczęła się Wasza wspólna przygoda życiowa i edukacyjna?
- Iris Munos, czyli dyrektorkę artystyczną naszej organizacji, poznałem w Avignon podczas największego na świecie festiwalu teatralnego, gdzie od lat działam i rozwijam różne projekty. A drogi życiowe, jak to drogi życiowe - zaczynają się albo od przypadków, albo od zaskakujących zbiegów okoliczności. Iris przyjechała na tydzień wakacji zaciekawiona Polską i do dziś tej naszej Polski nie opuściła. A, że z wykształcenia jest aktorką, to wszystko zagrało jak z nut.
Co i gdzie teraz działacie? Jaki jest popyt na Waszą ofertę?
- Trudno opisać to w krótki sposób. Rozwijamy jednocześnie tyle różnych projektów, że nie wiem od czego zacząć. Są oczywiście festiwale francuskojęzyczne, które organizujemy, tłumaczymy i wydajemy autorów francuskojęzycznych, prowadzimy staże teatralne w całej Polsce i powoli w Europie, Iris ma swoją szkołę aktorską w języku francuskim. Dużo tego.
Język francuski i Wągrowiec?
- Z tego co wiem, to w I LO nadal francuski jest nauczany. Dyrektor jest bardzo za tym, aby francuski „przeżył” i rozwijał się w Wągrowcu. Szkoda, że ludzie podchodzą do tego języka jako do trudnego. On jest naprawdę łatwy do nauczenia. Sto razy łatwiejszy od polskiego! I strasznie przydatny! Gdyby nie ten język, nie wiem, gdzie teraz bym był.
Jest już zapowiedź kolejnych wyróżnień i nagród...
- Tak, 21 kwietnia odbierzemy z rąk Minister Kultury Belgii nagrodę dla osobowości, które przyczyniły się w znaczący sposób, promocji literatury belgijskiej za granicą. Nagroda ta przyznawana jest co roku jednej osobie lub organizacji. Istnieje chyba od 20 lat i jest bardzo prestiżowa...

 

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 14/2015

Nasi wspierają Karola

Fot. Archiwum Anety Jung

Kolejorz w damasławianach miał zawsze liczną i wierną rzeszę fanów. Jednak za sprawą KAROLA LINETTY, również damaslawianina, to grono bardzo się poszerzyło i dzielnie wspiera poczynania kolegi oraz Lecha Poznań.

Kilkudziesięcioosobowe grupy, samochodami przyozdobionymi w biało-niebieskie barwy klubu „Kolejorza”, mkną na każdy kolejny mecz. Damasławianie wyznają zasadę: czy Lechici wygrywają, czy przegrywają, zawsze są najlepsi!

Fot. Archiwum Anety Jung
- Natomiast wczorajszy mecz to rewelacja! Atmosfera na meczu super, nie do opowiedzenia! To trzeba przeżyć - relacjonują fani Lecha z Damasławka. - Rekord kibiców chyba pobity. Nigdzie jeszcze tylu nie było, oczywiście w Polsce - 41545 osób! – dodają biało-niebiescy damasławianie.
Wśród fanów futbolu jest też jeden z najmłodszych „kolegów” Karola Linetty, niespełna ośmioletni Marcel Jung.
Podkreśla to mama chłopca, Aneta Jung: - Marcel od małego uwielbia piłkę nożną. Jak to dziecko, kopał piłką o wszystko, a zafascynowany Karolem, odkąd ten pojawił się w Lechu, Marcel nie opuszcza żadnego meczu! Zna każdego piłkarza, wie, w której minucie kto strzelił bramkę. Jest pilnym obserwatorem.
We wrześniu został w Gnieźnie utworzony oddział szkółki Lecha - Football Academy. Rodzice Marcela docenili zapał chłopca i w każdy poniedziałek oraz czwartek zawożą małego piłkarza na treningi. Oprócz tego w środy Marcel uczęszcza na piłkarskie ćwiczenia do swojej szkoły. Wraz z kolegami z klubu Football Academy Marcel miał możliwość wprowadzania piłkarzy podczas meczu Lecha Poznań z Jagiellonią. Marzeniem Marcela jest wyprowadzanie Karola na każdym meczu. Jednak mali piłkarze ze szkółki prowadzą też gości na poznańskim stadionie. Jak na razie zapał chłopca jest ogromny: dużo trenuje, zbiera albumy z piłkarzami, karty piłkarzy, a piłka z podpisami wszystkich członków klubu stoi na honorowym miejscu w pokoju Marcela.

Twarzą w twarz

 

Fot. Władysław Nielipiński

Kino z żywą muzyką już było, ale wernisaż wystawy fotograficznej okraszony jazzową muzyką po raz pierwszy zagościł w Miejskim Domu Kultury w Wągrowcu.

- W jazzowych fotografiach Janusza Nowackiego nie chodzi o nastrój, choć i on w nich jest. Zupełnie nie chodzi o koncert, choć wszystkie zostały zrobione podczas koncertów. Nie do końca chodzi nawet o portret, choć przecież wszystkie są pełnokrwistymi portretami. Zdjęcia Nowackiego to dla mnie na poły szaleńcza próba sfotografowania samej muzyki. Muzyki mającej źródło w niewidocznym jak ona wnętrzu człowieka – i równie niewidocznie istniejącej, przenikającej przestrzeń między ludźmi. A przynajmniej między tym, który gra, a tym, który słucha (...) - poetyckie słowa Andrzeja Niziołka w pełni oddają muzyczną magię fotografii Janusza Nowackiego.

WYRYTE W DUSZY
Nie powstałyby one, gdyby nie wydarły się z duszy artysty, dziś nad wyraz dojrzałego człowieka pod każdym względem, pełnego fotograficznej przenikliwości i wrażliwości na piękno muzycznych dźwięków, które również wydobywają się z jego fotografii.
Patrząc twarzą w twarz jazzmana słuchać było muzykę, która ulatniała się z fotogramów i niosła się po galerii. Towarzyszące otwarciu wystawy jazzowe trio spotęgowało artystyczny wyraz projektu fotograficzno - muzycznego. Nic dziwnego, że tego wernisażu goście szybko nie opuszczali, jakby wmurowało ich w zamkniętą przestrzeń galerii (...)

 

Więcej w papierowej wersji Głosu nr 12/2015.

Kolejne wyróżnienie

fot. Anna Borczykowska

Czterdziestoosobowa grupa damasławskich gimnazjalistów to wolontariusze z głowami pełnymi pomysłów i serc otwartych na pomaganie.
Pisaliśmy już o tych pełnych energii młodych ludziach na łamach Głosu Wągrowieckiego.
Wolontariusze z Zespołu Szkół Powszechnych w Damasławku byli nominowani do nagrody Głosu Wągrowieckiego im. Pauliny Pawlak – WOLONTARIUSZ ROKU 2014, czyli Kryształowego Serca w kategorii grupa.
W ub. tygodniu do życzeń i gratulacji dla wszystkich - ponad czterdziestu wolontariuszy oraz ich opiekunki pani Marioli Kominiarek dołączył się wójt gminy Damasławek Jacek Matysiak. Wyrazy uznania oraz słodkie upominki otrzymali również od dyrektorki ZSP Anny Dominikowskiej.
Grawerton stanie na honorowym miejscu, obok innych wyróżnień damasławskich uczniów...

 

Więcej w papierowej wersji Głosu nr 11/2015.

Nasza gwiazda

Rodowita wągrowczanka, piękna kobieta, a na scenie wulkan energii. Z EWĄ URBAN, wokalistką i uczestniczką programu „Bitwa na głosy” o karierze, świecie muzycznym oraz planach na przyszłość rozmawia Paulina Adamska.

Od kiedy trwa Twoja przygoda z muzyką?
- Śpiewam od zawsze. W przedszkolu na urodzinach śpiewałam dla babci czy mamy. Już jako dziecko zorientowałam się, że to się ludziom podoba i „wchłonęło mnie”. Jestem po szkole muzycznej w Wągrowcu, później było liceum muzyczne i Akademia Muzyczna w Poznaniu.
Gram na fortepianie, troszeczkę liznęłam gitary, a w szkole muzycznej uczyłam się gry na akordeonie.
Kiedy pierwszy raz usłyszałam Twoje nazwisko, nie wiedziałam o kogo chodzi. Dopiero gdy Cię „wyguglowałam” przekonałam się, że jesteś naszym muzycznym talentem.
- Z Wągrowca wyprowadziłam się w wieku 14 lat. Tutaj mam swoje korzenie i tu wracam do rodziców, siostry, brata. Tak naprawdę w Wągrowcu nigdy nie występowałam. Mam nadzieję, że to się zmieni i uda mi się zaprezentować mieszkańcom mój własny materiał.
Kiedy Twoja kariera nabrała tempa? Udział w programie „Bitwa na głosy” był tym przełomowym momentem?
- To był o tyle fajny program, że ja tam walczyłam w grupie. Ludzie pamiętają mnie, może przez charakterystyczny wygląd, krótkie, jasne włosy. Trzy miesiące temu byłam na planie teledysku Janusza Panasewicza, który właśnie kojarzył mnie z ekipy Meza. Po za tym dużo dała mi współpraca z wieloma artystami m.in. Natalią Lesz, Dodą, Sylwią Grzeszczak czy Rafałem Brzozowskim (...)

Więcej w papierowej wersji Głosu nr 10/2015.

 

Obrazy muzyki

Już na Dzień Kobiet ukaże się płyta KARINY OLEJNICZAK. To będą słowa i nutki o kobietach i nie tylko dla kobiet.

Piosenkarkę i multiinstrumentalistę można często zobaczyć w Skokach, gdzie od niedawna zamieszkują. Od ubiegłego roku prowadzą zajęcia z Grupą Artystyczną Skoczki. Teraz spotkać można ich podczas zajęć i wycieczek z dziećmi w ramach ferii organizowanych przez skocką bibliotekę.

ZMIANA OBLICZA
Karina Olejniczak i Mateusz Doniec dokonali wielkich zmian w sposobie grania muzyki i to tej, którą lubią najbardziej - reggae. Aby tak się stało, konieczna była zmiana muzyków, którzy grali w zespole Mademoiselle Carmel & The Zebras. W kwietniu współpracę z zespołem zakończył Radosław Nojgebauer, a nową zebrą stał się Paweł Kycia.
- W październiku ubiegłego roku zmieniliśmy całkowicie skład zespołu. Doszedł nawet dodatkowy muzyk - Lukas Jankowski, który gra na perkusjonaliach - informuje Karina. W październiku z zespołu odeszli Basia Plucińska, Mikołaj Meller i Julian Ciesielski. Ich miejsce zajęli Wojtek Jopek (bas), Krzysztof Ficner (gitara elektryczna) oraz Łukasz Jasiak (perkusja). - Dopiero teraz to szerzej nagłaśniamy, ponieważ postanowiliśmy, że luty będzie miesiącem szczególnego boomu informacyjnego - wyjaśnia Mateusz Doniec. - Codziennie pojawia się jedna informacja o tym, co się już zdarzyło lub o tym, co się właśnie wydarzy. Ważne jest to, że związali się z agencją artystyczną BiFriMusic, co jest dla nich bardzo istotne. Zawdzięczają to Marcinowi Karczewskiemu, który promował w Polsce i w Europie uznane zespoły grające reggae.
- Agencja do tej pory głównie zajmowała się promocją zespołów zagranicznych na polskiej scenie. Kiedy zaproponowali nam współpracę, poczułam się bardzo wyróżniona - mówi Karina (...)

Więcej w papierowej wersji Głosu nr 9/2015.

Najważniejsza rodzina

fot. KAR

Od IRENY i WIKTORA CZARNOLEWSKICH można się uczyć jak piękna jest miłość.

W jedno z wielkanocnych świąt roku 1953 w Wągrowcu spotkali się Irena Nowak i Wiktor Czarnolewski. Pani Irena, wówczas mieszkanka Wągrowca i pan Wiktor mieszkaniec Jaktorowa, dziś są mieszkańcami Czekanowa w gminie Wągrowiec. Dwa lata później, 12 lutego 1955 roku, w kościele parafialnym pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła w Łeknie powiedzieli sobie „sakramentalne tak”.
W 60 rocznicę pożycia małżeńskiego, którą obchodzili w sobotę, dzieci przygotowały dla jubilatów spotkanie w gronie najbliższych. Na miejsce spotkania jako pierwsi przybyli goście, by oczekiwać na przyjazd diamentowych małżonków. Gdy jubilaci pojawili się w sali restauracyjnej, na widok zebranych w oczach pani Ireny pojawiły się łzy wzruszenia; widok przepiękny i niecodzienny. W imieniu rodziny słowa wdzięczności, podziękowania za przekazane wartości życiowe, miłości z życzeniami na długie lata do jubilatów skierował wnuk Paweł.

 

POŁĄCZYŁA ICH SZKOŁA
Życie rodzinne państwa Czarnolewskich związane było z pracą zawodową, która zajmowała ważne miejsce w życiu jubilatów. Oboje skończyli studia wyższe i pracowali w zawodzie nauczycielskim. Od 1965 roku do emerytury pan Wiktor pełnił funkcję dyrektora szkoły w Jędrzejewie. Pani Irena i pan Wiktor bez reszty oddani byli i są swojej rodzinie: synom Przemysławowi i Arkadiuszowi, wnukom: Łukaszowi, Pawłowi, Michałowi i Grzegorzowi oraz trójce prawnuczek i trójce prawnów: zresztą z wzajemnością. Rodzina dla jubilatów zawsze była na pierwszym miejscu, praca na rzecz dzieci, młodzieży i społeczności była drugim, obok rodziny, celem życiowym i motorem napędzającym. Ich działania zostały nagrodzone, za bardzo dobre osiągnięte wyniki w kształceniu i wychowaniu młodzieży otrzymali Medal Komisji Edukacji Narodowej. Za pracę na rzecz ZNP uhonorowani zostali złotymi oznakami. Pan Wiktor odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W latach 2000- 2008 pełnił funkcję sołtysa wsi Czekanowo którą teraz sprawuje Małgorzata Czarnolewska. Do życzeń, które popłynęły z głębi serc najbliższych, dołączyły delegacje z Urzędu Gminy Wągrowiec w osobach Jolanty Maciejewskiej, zastępcy Wójta Gminy Wągrowiec i Małgorzaty Bejma, kierownika referatu ds. organizacji i kadr oraz Rady Sołeckiej z Czekanowa...

 

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 8/2015.

Otwarte serca

Fot. Paulina Adamska

Na Koncercie Charytatywnym zorganizowanym dla podopiecznych wągrowieckiej Fundacji „Do góry głowa” udało się zebrać prawie 5 tysięcy złotych.

 

Fot. Jerzy Mianowski

Sukces to zasługa szczodrych mieszkańców, którzy niedzielne, zimowe popołudnie spędzili w auli I Liceum Ogólnokształcącego w Wągrowcu. Fundacja „Do góry głowa”, której prezesem jest Joanna Krygier wspiera potrzebujących z naszego regionu. Pierwsza zarejestrowana w Wągrowcu Fundacja ma na celu pomoc zarówno dzieciom, jak i osobom dorosłym.
Uzdolnieni muzycznie tegoroczni maturzyści swoimi wykonaniami poruszali serca przybyłych na koncert. Z artystami przed występem pracowała Małgorzata Wojnowska, która włożyła wiele wysiłku w przygotowanie całego przedsięwzięcia. Na scenie zaprezentował się również duet Bayan Brothers oraz Grzegorz Tomaszewski, który zagrał na cytrze. 
- Koncert wypadł nadzwyczaj dobrze. Nie spodziewaliśmy się tego i dziękujemy – mówi Joanna Krygier.
Pomiędzy występami artystycznymi odbywały się licytacje, którym towarzyszyło dużo śmiechu.
Prowadzący koncert, Tomasz Śróda zachęcał obecnych do wylicytowania takich rzeczy, jak m.in. obrazy, fotografie czy vouchery. Na aukcji pojawiła się także srebrna biżuteria i piłka ręczna z podpisami zawodników Nielby. W holu szkoły odbywał się kiermasz.
Współorganizatorami koncertu charytatywnego byli: Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół I Liceum Ogólnokształcącego wFot. Jerzy Mianowski Wągrowcu oraz dyrekcja i uczniowie szkoły. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawował Głos Wągrowiecki.

Co wy w tej bibliotece robicie!?

Miejska książnica obchodzi swoje 70. urodziny. O zmianach i przyszłości z EWĄ BYCZYŃSKĄ, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wągrowcu, rozmawia Wioletta Gryczka.

Nie sposób zacząć od pytania: co dalej? Co Pani sądzi o pomyśle burmistrza?
- To dla mnie i wszystkich pracowników trudny temat. Powiem tylko jedno: będziemy walczyć o bibliotekę do samego końca.
W tym roku świętujecie. Co zmieniło się przez te lata?
- Długo by można opowiadać, m.in. kilkakrotnie biblioteka zmieniała swoją siedzibę, ciągle powiększa zbiory, zniknęła z biblioteki cisza, pojawiły się stanowiska komputerowe. Katalog biblioteczny już od kilku lat jest dostępny na stronie www.mbp.wagrowiec.eu . Jesteśmy biblioteką tętniącą życiem, bo jesteśmy dla ludzi.
I tych ludzi jest całkiem sporo. Zwłaszcza tych małych.
- To prawda. Postawiliśmy na wychowanie młodego Czytelnika, który do nas wraca. Organizujemy: spotkania autorskie, zajęcia edukacyjne, konkursy literackie, warsztaty czytelnicze. Nasza oferta skierowana jest do odbiorcy w każdym wieku. Pamiętam, że raz na ulicy zaczepiła mnie z wielkim przejęciem w głosie pani, która zapytała: „Co wy w tej bibliotece robicie!? Cała w stresie przez was z mężem żyję...”. Okazało się, że jej wnuczka strofuje wszystkich w domu i namawia do segregacji śmieci po jednej z naszych lekcji kilkanaście lat temu, kiedy segregacja nie była tak popularna (...)

Więcej w papierowej wersji Głosu nr 6/2015.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem