sobota, 16 lutego
17:35

Erotyczny Biskupin

Warszawa. Zaparkowałem przed kinem. Kiedy wróciłem po seansie, za wycieraczką tkwił gustowny wachlarzyk ulotek z Jolą, Kasią i koleżankami, które oferują się w promocji. Już miałem zmiąć ofertę, bo nie gustuję. Jednak dłoń sama cofnęła się w pół drogi.

Wszystko przez szatynkę o modrych oczach sprzed lat trzydziestu. Szatynka była niedomytą hipiską o imieniu Linda i, by zarobić na kolejną działkę, zdecydowała się wystąpić z poślubionym sobie małżonkiem w paru pikantnych scenkach. Scenki hurtowo filmował niejaki Gerard Damiano, drobny wyrobnik pornografii z Manhattanu. Ale kiedy Damiano, który widział już wszystko, zobaczył, co potrafi Linda, z wrażenia upuścił kamerę. Więcej – Damiano był pod takim wrażeniem, że poświęcił cały weekend na napisanie scenariusza filmu „Głębokie gardło”. Damiano wyłożył 25 tysięcy, a film zarobił 600 milionów dolarów. Największy zysk w historii kinematografii. Rewolucja seksualna, wypowiedzi docentów, raporty seksuologów, bla, bla, bla...
No dobrze - myślałem, gapiąc się melancholijnie na Jolę i Kasię z ulotek zza wycieraczki - ale co z tej globalnej rewolucji seksualnej miała biedna Linda? Nic. Zwłaszcza, że spotkała Jezusa i za swój niegdysiejszy występ, kogo może, przepraszała. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 06 Z 6 LUTEGO 2019 R.

Z głowy, z pamięci, ze snu

„Ja nie jestem człowiekiem młodym, wprost przeciwnie. Jedyne, co mi zostało, to zła reputacja, której staram się za wszelką cenę być wierny” - czytamy w tomie szkiców JANUSZA GŁOWACKIEGO pt: „Bezsenność w czasie karnawału”.

Przygotowały go do druku wdowa po pisarzu i jego córka, Zuza Głowacka. Pisarz zmarł nagle w sierpniu 2017 roku. Na Wojskowych Powązkach usypano mu ziemny kopczyk ze skromną tabliczką. Byłem, zapaliłem światełko.
W zapiskach trwa warszawski karnawał roku 2017, dość pstry i żałosny. Ale to pisarzowi nie wadzi. Przechadza się dobrze sobie znanymi ulicami, rzadziej ocenia, częściej wspomina. To mu zawsze wychodziło najlepiej. Miał talent do wyłuskiwania anegdot, szlifowania ich, puszczania w miasto, a wreszcie do powtarzania ich w telewizji i księgowania w kolejnych „warszawskich” opowiadaniach i tomach wspomnieniowych. I właśnie te anegdoty bronią się w tej przymiarkowej prozie najmocniej. Nie tylko dlatego, że to zapisy sytuacji komicznej, ale ponieważ za zwięzłą historyjką kryją ducha tamtych czasów.

WSZYSTKO ZMENELONE
Nawet jeżeli je znamy, to lubimy posłuchać raz jeszcze. Najchętniej pokpiwał Głowacki z artystów i meneli, zwłaszcza, gdy artyści menelili się po linii politycznej. „Na pogrzebie Władysława Broniewskiego – poety, co do którego są ostatnio wątpliwości, wydymać go pośmiertnie z historii literatury, nazw ulic oraz ogólnie, czy jednak nie wydymać, bo z jednej strony poeta świetny, były legionista Piłsudskiego, więzień Stalina, ale z drugiej późniejszy komunista i autor poematu o Stalinie właśnie. Ale ja nie o tym. No więc nad grobem przemawiał Stanisław Ryszard Dobrowolski, też poeta, ale kiepski, za to komunista niezłomny, i zaczął tak: „Kiedy umiera poeta, milkną ptaki!” – i wtedy nad cmentarzem przeleciało, kracząc, ogromne stado wron”. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 05 Z 30 STYCZNIA 2019 R.

Macbeth i jego Lady

Jego opowieści o śledztwach HARREGO HOLE, norweskiego policjanta pracującego w ojczyźnie i daleko poza nią, bywają ponure, krwawe i przygnębiające.

Jo Nesbø umie je jednak artystycznie doinwestować, więc czytelnik nie dba już tak bardzo o odkrycie, kto zabił, lecz napawa się samą literaturą. Teraz Nesbø znalazł się jeszcze bliżej literatury i to tej przez największe „L” - dał bowiem własną wersję szekspirowskiego „Makbeta”. I u angielskiego klasyka, i u norweskiego autora bestsellerowych kryminałów napięcie nie siada nawet na sekundę. I to mimo, iż dekoracje są tu umowne.
Oto powieść „Macbeth”. W niej miasto, a właściwie jakaś postindustrialna rupieciarnia, jaka z niego została, gdy wyprowadzili się stąd inwestorzy. Pozostawili za sobą zwały żelastwa, jakie teraz przeżera rdza. I rzesze bezrobotnych, które stają się masową i naturalną klientelą dla dwóch konkurencyjnych gangów narkotykowych. Karierę robi zwłaszcza „wywar” - nowy i tani środek dający natychmiastowy odlot i domagający się regularnej repliki. Miasto i jego mieszkańcy pogrążają się w tunel, z którego nie ma wyjścia. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 04 Z 23 STYCZNIA 2019 R.

Dyplomacja i krew

Styczeń sprzyja remanentom. Także w dziedzinie filmu. Nie na wszystkie ważne rzeczy mogliśmy pójść do kina. Nie wszystkie interesujące tytuły w kinach pokazywano. Nie szkodzi, są dostępne w wypożyczalniach – naziemnych i internetowych. Warto do nich wrócić. Do każdego z odmiennego powodu.

Historia opowiedziana w filmie pod tytułem „Mandy” (USA, reż. Panos Cosmatos) mieści się w ramach „revenge movie”, czyli opowieści o krzywdzie i zemście, ale ma osobny klimat i kolorystykę. Powiedzielibyśmy, że to „revenge mowie” w wersji monumentalnej. No i z wiodącą rolą Nicolasa Cage`a. A ten aktor z miejsca przykuwa uwagę. Kiedy gra, dociska pedał. Staje się nadwyrazowy, przerysowany, ale do twarzy mu z tym, zrobił z tego znak firmowy. Jakby ostentacja, nawet pajacowanie, były wpisane w jego sztukę. I więcej - w tę postać, którą przenosi z filmu do filmu. Jest to też widowisko typu „gore”. To ta najbardziej krwawa odmiana horroru, gdzie eksponuje się mięso, krew, narzędzia rzeźnicze i niewiele poza tym. Tyle, że tutaj krwawa zemsta odbywa się w formule teatralnej, w stylistyce widowiska patetycznego. Chciałoby się powiedzieć: dostojnego.
„Bejrut” (USA, reż. Brad Anderson) to rasowy thriller, choć na temat karkołomny, bo na temat dyplomacji międzynarodowej. W polskich kinach go nie pokazano, bo rodzima widownia woli w tym zakresie raczej historie proste i krwawe, nieangażujące widza w geografię, geopolitykę i dyplomację. Ale właśnie dlatego, że „Bejrut” angażuje, warto polecić go co bardziej wybrednym widzom. Dyplomacja to wprawdzie trudny temat na thriller, ale nie tak bardzo trudny, jeżeli chodzi o dyplomację w Libanie. Bo, jak słyszymy na początku dziełka, „żeby zrozumieć Liban, trzeba sobie wyobrazić hostel bez kierownika. Jedyną wspólną cechą mieszkańców jest skłonność do zdrady. Dwa tysiące lat krwawych porachunków, zemsty, mordów”. I jeszcze słyszymy, że dyplomacja amerykańska polega w tym kraju na tym, by wszystkim stronom wytłumaczyć, że nic nie da się zmienić. Film zresztą nie zmierza w stronę żadnego happy endu. Ta sytuacja, w której nikt nie panuje nad niczym, utrzymuje się do samego końca. Do końca? Otóż tu nie ma końca, to tylko układanka przesunęła się o jedno oczko. Bliskowschodnie piekiełko trwa - chciałoby się powiedzieć: w najlepsze. Gdyby nie brzmiało to tak sarkastycznie. (..)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 03 Z 16 STYCZNIA 2019 R.

Anielskie śpiewanie

W Szkole Podstawowej nr 1 w Wągrowcu rozbrzmiały najpiękniejsze kolędy i pastorałki w wykonaniu dzieci i młodzieży.

Po raz piąty w ramach imprezy Wspólne Kolędowanie swoje zdolności muzyczne zaprezentowało kilkanaście zespołów prowadzonych przez nauczycieli. W tym roku wystapiły No Name prowadzony przez Lucynę Walewska-Jastrząbek i Soprano pod kierunkiem Marii Rękosiak - oba z SP nr 1. Szkołę Podstawową nr 2 reprezentowały Tempo 2 pod batutą Moniki Serwatki i Perełki Hanny Korbal. Beata Przybylska przygotowała zespół Trójkolor, zaś Agata Drążkiewicz 3 po 3 z SP nr 3. Ponadto wystąpiły Cantores Dei ze scholii przy parafii pw. św. Wojciecha pod dyrekcją Ewy Kamienieckiej – Cyranek, Michałki z parafii p.w. Bł. Michała Kozala, które poprowadziła Hanna Korbal, Orkiestra Smyczkowa z Miejskiego Domu Kultury pod opieką Henryki Kaczmarek-Piwońskiej i Zespół wokalny z MDK pod dyrekcją Marty Jastrząbek. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 02 Z 9 STYCZNIA 2019 R.

Muzyka jak lekarstwo

W takim stylu można żegnać miniony rok bez żalu. Przy dźwiękach najbardziej znanych arii operetkowych upłynął wągrowczanom ostatni weekend.

Muzyka klasyczna ma w Wągrowcu i okolicach wielu sympatyków, co można było stwierdzić naocznie w niedzielę w Miejskim Domu Kultury. Rodzina Kaczmarków, znani i doceniani w kraju wykonawcy operowi, musiała wystąpić dwa razy, gdyż bilety rozeszły się na pniu. Pochodzący z Koluszek pod Łodzią artyści, czyli Iwona i Piotr Kaczmarek wraz z synami Wojtkiem i Adamem, oczarowali publiczność
- Dzięki państwu, wspaniałej publiczności i fanom, którzy za nami jeżdżą, ten rok możemy zaliczyć do najwspanialszych w naszym życiu. Dzięki państwu mieliśmy możliwość zaśpiewać w mijającym roku ponad sto koncertów. Jak na muzykę klasyczną jest to liczba dość okazała – mówiła tuż przed pierwszymi dźwiękami Iwona Kaczmarek. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 01 Z 2 STYCZNIA 2019 R.

Król jest jeden

Tak przynajmniej orzekli słuchacze III Programu Polskiego Radia w szeroko reklamowanym plebiscycie. To jest okazja, by przypomnieć jednego z najwybitniejszych pisarzy science fiction w skali globu.

Stanisław Lem (1921-2006) do literatury wszedł w roku 1951 jako trzydziestoletni autor powieści „Astronauci”. Był już wówczas lekarzem, ponieważ zgodnie z rodzinną tradycją (zawodem tym parali się ojciec i stryj) ukończył studia medyczne. Podczas wojny spędzonej we Lwowie pracował również jako monter i spawacz. Zanim poświęcił się pracy pisarskiej, zarabiał między innymi tłumaczeniem radzieckiego podręcznika o hodowli bydła i układaniem testów psychologicznych dla młodzieży akademickiej. Z publikacją powieści science fiction trafił w nienajlepszy czas – wśród radzieckich dysponentów kultury dobrze widziany był taki rodzaj literatury rozgrywającej się w przyszłości, który stanowiłby pochwałę ustroju komunistycznego. Lem rozwinął science fiction w zgoła nieoczekiwanym kierunku. „Obłok Magellana” (1955) czy starszy od niego o cztery lata „Eden” to jeszcze fascynacja technologią, która stanowi kanwę dla przebogatej wyobraźni autora. Kosmiczne podróże opisywane w tych powieściach są już jednak próbą sondowania ludzkich możliwości w zupełnie nowych warunkach.
W latach 60. Lem był już w swoich wizjach ostrożniejszy. „Bajki robotów” (1964) czy „Cyberiada” (1965) coraz silniej uwidaczniają konflikt pomiędzy techniką a humanizmem. Człowieczeństwo w starciu z postępem cywilizacyjnym i niespodziankami kosmosu okazuje się kruche i coraz bardziej zagrożone. Lem zestawił swoje poglądy w tomie analiz „Summa technologiae” (1964), gdzie rozważa istotę związku człowieka z cywilizacją techniczną. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 51/52 Z 19/26 GRUDNIA 2018 R.

Król Ryszard

W czerwcu RYSZARD SZURKOWSKI (ur. 1946) miał wypadek w trakcie wyścigu weteranów. Szpital, operacje i groźba, Że resztę życia spędzi na wózku inwalidzki. Ale – na szczęście - wysportowany organizm zwyciężył i rehabilitacja postępuje.

W dzieciństwie spędzonym w Świebodowie, wiosce położonej obok podwrocławskiego Milicza, Ryszard Szurkowski jeździł na starej poniemieckiej „damce”. Dla chłopców w porze Wyścigu Pokoju organizowano tam zawody na polnych drogach.

MOCNE POSTANOWIENIE
„Chcę być kolarzem” – napisał jako drugoklasista w wypracowaniu domowym. Za uciułane w ciągu kilku lat pieniądze kupił czeską maszynę „favorita”, na której wygrywał wiele lokalnych wyścigów – o ile zdążył się zorientować, gdzie jest meta. Ojciec Ryszarda najpierw zżymał się obserwując pasję syna, która wydawała się nie gwarantować zabezpieczonej materialnie przyszłości, jednak przekonał go talent Ryszarda. Pierwszy dyplom kolarski syna powiesił w domu na eksponowanym miejscu. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 49 Z 5 GRUDNIA 2018 R.

Nasi literaci

W minioną środę w czytelni Rejonowej Biblioteki Publicznej w Szubinie odbyło się uroczyste wręczenie monografii 8 tomu literackiego pt. „Pegaz na Pałukach i Krajnie” uczestnikom, którzy nadesłali utwory na VIII Międzypowiatowy Konkurs Literacki.

W opublikowanym almanachu znalazły się utwory literackie 37 autorów z czterech powiatów (z Pałuk i Krajny), w tym także z powiatu wągrowieckiego: Zbigniewa Grabowskiego (z Wapna), Kazimierza Kolińskiego (z Koninka), Magdaleny Moszczyńskiej (ze Skoków)- uczennica z Zespołu Szkół nr 2 w Wągrowcu, Weroniki Chabros i Igora Waszkowiaka - uczniów ze Szkoły Podstawowej w Łeknie oraz Katarzyny Bednarz z Wągrowca. Inicjatorem zgłoszenia do konkursu grupy osób z powiatu wągrowieckiego była Małgorzata Osuch. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 47 Z 21 LISTOPADA 2018 R.

 

Prześliczni wiolonczeliści

Rocznica wprawdzie nieokrągła, ale tworzy okazję, by przypomnieć, jak powstał zespół, który przygrywa nam już 50 lat.

Jest rok 1962 i Andrzej Zieliński zakłada w krakowskim liceum zespół wokalno-instrumentalny o nazwie LM - to był skrót nazwy szkoły - Liceum Muzycznego. Zespół liczył pięciu chłopaków i jedną dziewczynę, a śpiewał na przykład kawałki murzyńskiej grupy The Platters. Ale też repertuar obłędnie wówczas popularnego Marino Mariniego, tego od „Nie płacz, kiedy odjadę”. Oczywiście nutki i tekst były spisywane „po literkach” z nagrań radiowych. To się podobało, podczas koncertów aula szkoły pękała w szwach.

NA FALI
No więc kiedy w hali Wisły Kraków organizowano przesłuchania pod hasłem „Czerwono-Czarni” szukają młodych talentów”, bracia Zielińscy z zespołem zaśpiewali parę kawałków, co skończyło się tym, że dyrekcja klubu studenckiego Pod Jaszczurami zaproponowała im stałe granie na wieczorkach. Niestety, dyrekcja ich liceum nie wyraziła zgody na „małpie wrzaski i podrygiwanie” i na to, by nazwiska uczniów szkoły były rozlepiane na parkanach na podejrzanych afiszach. Ale co było niemożliwe w Krakowie, uszło latem na Wybrzeżu. Andrzej Zieliński morza wcześniej nie widział, więc kopnął się tam z kolegami, którzy teraz nazywali się Sextet Krakowski, żeby pochałturzyć i zarobić. Grali na fajfach w lokalu o nazwie „Cristal”, w Gdańsku Wrzeszczu, a drugi koncert wieczorem dla marynarzy i ich - jak to się wówczas nazywało - „maskotek”. Podobało się do tego stopnia, że dyrekcja Cristalu na koniec sezonu nagrodziła muzyków - zgodnie z obyczajem tamtych lat - okolicznościowymi dyplomami. Chłopcy wzięli dyplomy pod pachę, wrócili do Krakowa i  Krakowski Sextet przestał istnieć. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 46 Z 14 LISTOPADA 2018 R.

Bez muzyki nie można żyć...

O pasji muzykowania oraz działaniach kulturalnych w środowiskach szkolnych opowiada KAROL KRUŚ, laureat tegorocznej Nagrody Mecenas Kultury Powiatu Wągrowieckiego im. Jolanty NowakWęklarowej, w rozmowie z Jerzym Mianowskim.

Mniemam, że to jest twoja pierwsza osobista nagroda?
- Fajno być „mecenasem”. Bliscy pytają, żartobliwie, jak się teraz do mnie zwracać, więc nie zostawiam im złudzeń... A serio, chyba naprawdę po raz pierwszy zdarzyło się, że dostałem nagrodę dotyczącą tzw. twórczości, która stąd się wywodzi. Bo wszystko, co zrobiłem w tej dziedzinie, powstało tutaj. To jest sfera kultury trochę niedostrzegana, więc może, za sprawą nagrody, którą dostałem, coś się zmieni. Jest wiele osób, które na takie wyróżnienie zasługują. Ot, choćby Andrzej Połczyński ze swoją „Gorącą Poezją”, którą ciągnie od kilkudziesięciu lat! Podziwiam. To też jest twórczość. Brakuje takich niszowych historii. Ludzie przecież różne upodobania mają...
Sukcesy odnosisz poprzez promocję działań artystycznych w szkołach, o czym często głośno słychać...
- Funkcja, którą mi powierzono, jest specyficzna, bo osadzona w oświacie, a dotyczy aktywizacji pozaszkolnej dzieci i młodzieży w dziedzinie kultury, choć nie tylko. Tym samym, co ja, choć na większą skalę w dużych miastach zajmują się tym Młodzieżowe Domy Kultury, Pałace Młodzieży. Tam pracują sztaby ludzi. Nam udało się wypracować, przez lata, pewien sposób pozytywnej komunikacji z samorządem, szkołami, placówkami kultury, stowarzyszeniami i akceptację imprez dla dzieci i młodzieży, które maja już niekiedy dwudziestoletnie tradycje. Młodzi chcą zaistnieć artystycznie w dziedzinie teatru, muzyki, tańca, recytacji i  potwierdzają to masowym uczestnictwem w konkursach przez nas organizowanych. takich jak choćby: „Witryna”, „Kurtyna”, „Graj Muzyka”, „Między Wierszami”. Cóż chcieć więcej... (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 45 Z 7 LISTOPADA 2018 R.

I Bóg stworzył Bardotkę...

Z karierą aktorską „Bardotka” pożegnała się w wieku 39 lat, co wywołało powszechne zdziwienie. BRIGITTE BARDOT porzuciła wizerunek seksbomby i została obrończynią praw zwierząt.

Także na przykład naszych wilków w Bieszczadach. Korespondowała o tym zresztą obficie z ówczesnym prezydentem Lechem Wałęsą. A dla nas czyni to okazję, żeby przypomnieć, jak się to wszystko zaczęło.

PROZAICZNIE
Jest rok 1955 i po bulwarze La Croissette w Cannes w stroju więcej niż zalotnym paraduje 18-letnia panienka. Nazywa się Brigitte Bardot i jej top był bez ramiączek. Dziś powiedzieliby, że Bardotka nosiła bardotkę. Została uprzejmie sfotografowana, ale nie do tego stopnia, by zapraszać ją na finałowy bankiet. I ona to sobie zapamiętała... Kiedy w 1956 roku została gwiazdą przewodnią festiwalu w związku z głośnym filmem „I Bóg stworzył kobietę...” (gdzie pokazała się w ogóle bez żadnych ramiączek), nie dość, że odmówiła przybycia na bankiet festiwalowy, to jeszcze w tym czasie urządziła własny. Na jachcie. I to do niej przyszły największe sławy. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 44 Z 31 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Ostatnia krew

Jesienią przyszłego roku zobaczymy w kinach piąty film z udziałem Johna Rambo. Właśnie ruszyły zdjęcia do filmu „John Rambo. Ostatnia krew”.

Tym razem Rambo pokaże się w wersji westernowej. Będzie musiał walczyć z meksykańskim kartelem specjalizującym się w handlu ludźmi. Punktem startowym intrygi stanie się wizyta przyjaciółki rodziny, która wcześniej dbała o dom Johna. Zrozpaczona kobieta informuje, że jej wnuczka zaginęła, kiedy wraz z grupą przyjaciół wybrała się do Meksyku na imprezę. Trzeba ją odszukać, uratować z opresji, a władze państwowe nie kwapią się do interwencji w innym kraju. Więc eks-komandos wykorzysta wszystkie umiejętności, jakie nabył walcząc ze zbirami na całym świecie, by uratować tę i inne dziewczyny. Więcej: by zniszczyć organizację bogacącą się na cierpieniu innych. Zdjęcia kręcone będą w Londynie, na Wyspach Kanaryjskich i – uwaga! - w Bułgarii.

NARODZINY
I to jest jakaś okazja, by przypomnieć, jak do tego wszystkiego doszło. Cofnijmy się więc do roku 1975. W 1975 r. Sylwester Stallone od pięciu lat próbował zaistnieć w filmie. Bez najmniejszych rezultatów. Na czynsz zarabiał sprzątaniem klatek w zoo i udziałem w filmach porno. Zdecydował się rzucić Nowy York i przenieść się do Kalifornii - tam mógł być przynajmniej opalonym bezrobotnym. Za ostatnie pieniądze kupił bilet na mecz bokserski Muhammada Alego z zupełnie nieznanym zawodnikiem, niejakim Chuckiem Wepnerem. Ów Wepner wiedział, że nie ma najmniejszych szans w starciu z mistrzem, ale walczył do końca. Od połowy meczu tłum kibicował właśnie jemu. To jest postać! – olśniło Stallone i usiadł do pisania scenariusza. Wytwórnia United Artists dawała mu 75 tys. dolarów i obietnicę, że rolę boksera Rockiego zagra zdolny aktor. Ale Stallone wiedział już, że jego pomysł wart jest znacznie więcej. Uparł się, że boksera zagra sam, bo nikt lepiej od niego nie wie, co to znaczy być przegranym już na starcie. Kiedy po pierwszym dniu zdjęciowym oświadczył ekipie, że jego film zarobi 20 mln dolarów, wszyscy uznali, iż woda sodowa niebezpiecznie uderzyła mu do głowy. Tymczasem film zarobił co najmniej 200 mln i ciągle przynosi dochód. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 43 Z 24 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Masa spadkowa

MARCIN WICHA porządkował rzeczy po zmarłej mamie. Opisał to na tyle interesująco w książce „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, iż przyznano mu za nią najważniejszą polską nagrodę literacką.

Po zmarłych zostają sterty gratów, papierzysk, szmat, z którymi nie wiadomo co zrobić. Dla spadkobierców nie przedstawiają one żadnej wartości, dla najbliższych mogą mieć wartość sentymentalną. A i to z upływem czasu ich związek z ukochaną osobą zaciera się w pamięci. Więc lądują na śmietniku albo ich utylizacją zajmują się wyspecjalizowane firmy, które „sprzątają” po tych, którzy odeszli. Wyrejestrowują telewizor, zamykają internetowe konta, kasują numer telefonu. A pozostałości materialne upychają po antykwariatach i punktach charytatywnych.

CISZA
„Szuflady wypełnione ładowarkami od starych telefonów, zepsutymi piórami, wizytówkami sklepów. Stare gazety. Zepsuty termometr. Wyciskacz do czosnku, tarka i to, jak to się nazywa, śmialiśmy się z tego słowa, tyle razy się powtarzało w przepisach, mątewka. Mątewka. I przedmioty już wiedziały. Czuły, że wkrótce będą przesuwane. Przekładane w niewłaściwe miejsca. Dotykane cudzymi rękami. Będą się kurzyć. Będą się rozbijać. Pękać. Łamać pod obcym dotykiem”.
Marcin zdecydował jednak posprzątać po mamie sam. Chodzi po pustym mieszkaniu, bierze do ręki jedną rzecz po drugiej, dotyka z czułością. I w pamięci odwija mu się film z przeszłości. Bo każdy przedmiot ciągnie za sobą jakąś historię rodzinną, opowieść z życia Warszawy, w której rodzina spędziła życie. Także refleksy dziejów powszechnych naszej ojczyzny.
„Trudności z papierem. Eufemizm. Jedno z wyrażeń, które zawsze nam towarzyszyły. Trudności z papierem dotykały prasy katolickiej. Trudności z papierem sprawiały, że książki latami czekały na druk. Trudności z papierem – przez nie musiałem zanosić do punktu skupu stosiki starych gazet. Mężczyzna z obciętymi uszami ciskał gazety na wagę. Potem wypisywał kwit. Kto nie przyniesie kwitu, nie dostanie świadectwa – straszyli w szkole.” (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 42 Z 17 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Laikat patrzy na „Kler”

W dodatku wszyscy na co dzień co najmniej przez kilka lat mają do czynienia z duchowieństwem. Bo ministrantura, bo katecheza, bo niedzielna msza, bo nieszpory, bo dziecko do bierzmowania, bo nauki przedślubne, bo kolęda, bo pogrzeb w rodzinie. Poza tym każdy w naszym kraju ma do kościoła i na plebanię najwyżej pół godziny spacerkiem.

ZA CZYM KOLEJKA...
I teraz, kiedy na ekrany wchodzi film o duchowieństwie, do kin rzuca się w „weekend otwarcia” milion widzów. Najwięcej w całej historii polskiego filmu, od kiedy on istnieje. Ludziska tłoczą się przed kasami jakby tam pokazywali coś, czego ludzkie oko nie widziało i ucho nie słyszało. Jak by to było UFO, Yeti, potwór Loch Ness albo – co najmniej – definitywne wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Czysty obłęd!
Tymczasem – co mamy w filmie? Mamy wiązankę scenek, których bohaterami są trzej księża, kumple z seminarium. Każdy sprzeniewierza się powołaniu w odmienny sposób. Jeden postawił na mamonę i „drze ze swych owieczek do zdechu”. Drugi woli wódeczkę i kobietki – od obu się uzależnił. Trzeci to cwany urzędnik kurialny, duchowny odpowiednik „szczura korporacyjnego”. Dla niego liczy się przede wszystkim kariera w aparacie kościelnym z posadą w Watykanie w finale. Patronuje im z wysoka biskup o mówiącym nazwisku Mordowicz, który zachowuje się jak udzielny książę – pije, uprawia sado-maso, a polityków – także tych najważniejszych w kraju – ustawia do pionu jak dzieciaki w szkole. Chodząca pycha we fioletach. W tych rolach sugestywnie pokazała się nasza czołówka aktorska: Arkadiusz Jakubik, Robert Więckiewicz, Jacek Braciak, a przede wszystkim Janusz Gajos.

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 41 Z 10 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

J-23 znowu nadaje

Pomyślałem więc, że skoro ten „Kloss” już tak leci i leci, to może nie warto oglądać go „na sucho”, może trzeba by przypomnieć przy tej okazji parę zapomnianych danych. Bo - na przykład - wszyscy oglądają serial, ale rzadko kto przeczytał książkę.

JAK CIEPLE BUŁECZKI
Więc przypominam, że książkowa „Stawka” (prawie 900 stron druku) to jeden z największych sukcesów wydawniczych w zakresie polskiej powieści popularnej po wojnie. Łączny sprzedany nakład przekroczył trzy miliony egzemplarzy. Stanisław Mikulski podczas jednego tylko wieczoru autorskiego w Szwecji, gdy tamtejsza telewizja emitowała serial, podpisał aż dwa tysiące egzemplarzy powieści. Ale Kloss z powieści znacznie różni się od tego z filmu. Otóż Stanisław Moczulski (tak brzmi jego polskie nazwisko) jest tu neurotycznym patriotą, dzieckiem doby gomuł (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 40 Z 3 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem