Baner wyborczy Jarosław Berendt

 

 

sobota, 22 września
09:38

Wege-święta

fot. Piotr Chudzyński

Zbliżające się Święta Wielkanocne motywują do przejrzenia wszystkich wypróbowanych receptur. Niekiedy gospodyni przygotowująca świąteczną ucztę napotyka na dość kłopotliwy problem. Otóż albo na święta zapowiedział się z wizytą wegetarianin, bądź jeden z domowników właśnie odmówił spożywania mięsa. Dzisiaj wegetarianizm to styl życia ludzi nowoczesnych, często młodych (póki co częściej odmawiają jedzenia mięsa kobiety, niż mężczyźni, choć to powoli się zmienia). Dawniej rezygnacja ze spożywania mięsa kojarzona była z ubóstwem. Pod koniec XIX wieku w Zurychu do wegetariańskiej restauracji Dom dla Wegetarian i Abstynentów klienci wchodzili ukradkiem, aby przypadkiem nikt nie pomyślał, iż nie stać ich na kawałek pieczonego mięsa. Dzisiaj wegetariańska restauracja położona jest w centrum miasta, prowadzi ją wnuk kucharki niegdyś gotującej w Domu dla Wegetarian i Abstynentów. Menu w tym przybytku zbiorowego żywienia stanowią potrawy z całego świata, sporządzane z ekologicznych składników. Wizyta w nim należy do dobrego tonu, gdyż dzisiaj wegetarianizm to bardziej szpan niźli wstyd. Zatem zabłyśnijmy wegetariańsko w te święta.

Pasztet z marchewki

Składniki: 1 kg marchewki; 1/2 l bulionu warzywnego z kostki; 100 g masła; 1 łyżka cukru; 50 ml białego wina; 3 jajka; 3 łyżki bułki tartej; sól, pieprz, gałka muszkatołowa; olej do wysmarowania formy.

Wykonanie: Obieramy marchewki. Dwie z nich odkładamy, a resztę kroimy w plasterki. Pokrojone marchewki gotujemy w bulionie ok. 20 minut. Następnie miksujemy je za pomocą blendera na jednolitą masę. Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę masła. Odłożone marchewki kroimy na duże kawałki i obsmażamy na maśle. Doprawiamy solą i cukrem, a następnie wlewamy wino. Smażymy tak długo, aż płyn całkowicie odparuje, a marchewki pokryją się gęstym płynem. Pozostałe masło miksujemy, po czym oddzielamy żółtka od białek. Do masła dodajemy po kolei żółtka. Maślaną masę chwilę miksujemy, a następnie po łyżce dodajemy zmiksowaną marchew. Do masy dodajemy bułkę tartą i całość doprawiamy solą, pieprzem oraz gałką muszkatołową. Na koniec ubijamy białka ze szczyptą soli i delikatnie łączymy je z marchwianą masą. Połowę masy pasztetowej przekładamy do wysmarowanej olejem formy. Układamy na niej usmażone na maśle kawałki marchewek i przykrywamy je pozostałą masą. Formę nakrywamy natłuszczoną folią aluminiową i umieszczamy w większym naczyniu, do którego możemy nalać wody, tak aby sięgała do połowy formy z marchewkowym pasztetem. Pasztet pieczemy w kąpieli wodnej przez ok. 1,5 godziny w temperaturze 180 st. C. Po upieczeniu pasztet należy ostudzić i wstawić na noc do lodówki. Pasztet marchewkowy może funkcjonować jako samodzielne danie lub jako dodatek, np. do pieczeni z indyka.

W staropolskim stylu

Fot. Piotr Chudzyński

Upływający czas przydaje szlachetności nawet zwykłym przedmiotom. Wyszczerbiona dziesięcioletnia miska jest tylko brzydkim obiektem, który najwyższy czas zmienić, jednak jak minie jeszcze dziewięćdziesiąt lat, to ta sama rzecz nabierze uroku minionej epoki, przez co stanie się piękna. Podobnie odbieramy dania przyrządzane zgodnie ze starymi recepturami; nie mamy wątpliwości, że babcine smakołyki przewyższają te współczesne. Stąd też taki pozytywny odbiór staropolskiej kuchni. Tym obszernym terminem obejmuje się wszelkie kulinarne dokonania z obszaru Polski, począwszy od średniowiecza, a skończywszy na dwudziestoleciu międzywojennym. Zatem nie ma możliwości, aby pochodzące z tak rozległego przedziału czasowego potrawy zawsze trafiały w nasze gusta. Niemniej wszystko to, co w nazwie ma staropolskość, wydaje się nam szlachetne i dobre. Zdarza się, że jest tak istotnie, czego przykładem jest poniższy przepis na pieczeń z dzika, który nawiązuje do kuchni magnackiej. Ta wytworna receptura doskonale wkomponuje się w menu zbliżających się Świąt Wielkanocnych.

Pieczeń z dzika w różanym sosie

Składniki: 1 kg szynki z dzika (równie smaczna pieczeń powstanie, jeśli użyjemy szynki wieprzowej); 100 g słoniny w plasterkach (słoninę możemy zastąpić boczkiem); 2 łyżki smalcu; 1 łyżka masła; 1 łyżeczka mąki; 3 łyżki konfitury z róży (możemy zastąpić dżemem z żurawiny); 1/2 szklanki wołowego bulionu; sól, pieprz; na marynatę: 1 szklanka czerwonego, wytrawnego wina; 5 ziarenek ziela angielskiego; 5 ziarenek jałowca; listek laurowy; 1 czerwona cebula; 3 ząbki czosnku; 6 suszonych śliwek; szczypta imbiru; skórka otarta z jednej cytryny.

Wykonanie: Z podanych składników przygotowujemy marynatę. W tym celu zagotowujemy wino z przyprawami i pokrojoną w plastry cebulą. Umyte, osuszone mięso układamy w kamionkowej misce i zalewamy przestudzoną marynatą. Zamarynowaną szynkę przenosimy w chłodne miejsce na 3 dni (pamiętamy, aby codziennie przewracać mięso). Po tym czasie wyjmujemy mięso z marynaty, osuszamy, nacieramy solą i pieprzem, owijamy w plasterki słoniny. Tak przygotowane mięso obsmażamy ze wszystkich stron na smalcu. Następnie przekładamy do brytfanny, polewamy częścią marynaty i bulionu. Pieczemy przez ok. 1,5 godziny. Podczas pieczenia szynki pamiętamy, aby często podlewać mięso pozostałą marynatą i bulionem. Miękką pieczeń przekładamy na talerz i owijamy folią aluminiową, dzięki czemu soki równomiernie rozprowadzą się w pieczeni. W międzyczasie przygotowujemy sos. W rondelku z łyżki masła i łyżeczki mąki przygotowujemy jasną zasmażkę. Powstały podczas pieczenia sos przecieramy przez sito, po czym łączymy go z zasmażką i różaną konfiturą. Uzyskany w ten sposób różany sos doprawiamy solą i pieprzem, podgrzewamy i podajemy do pokrojonej w plastry szynki z dzika.

Moc postu

fot. Piotr Chudzyński

Mijają kolejne dni Wielkiego Postu. Dni, które niewiele różnią się od tych pozostałych w roku. Owszem, bywają osoby, które w tym czasie nie piją alkoholu, bądź nie jedzą słodyczy, niemniej są one w mniejszości. Bowiem Kościół katolicki nigdy nie przywiązywał aż tak dużej wagi do postu jak Kościół prawosławny. W prawosławnym kalendarzu liturgicznym jest około 200 dni postnych, tj. 4 długie posty w roku: przed Paschą, Bożym Narodzeniem, świętem Zaśnięcia Bogurodzicy, dniem Apostołów Piotra i Pawła, jak też kilka jednodniowych postów w wigilię niektórych świąt oraz cotygodniowe w środę (na wspomnienie zdrady Judasza) i w piątek (na pamiątkę Męki Pańskiej).
W okresie komunizmu, na terenie byłego Związku Radzieckiego, Kościół prawosławny przeżywał ogromny kryzys. Prześladowania wierzących spowodowały, iż gros cerkwi zamknięto lub zamieniono na muzea, ale i bogobojność ludu podupadła. W ostatnich latach wiara na tych terenach podlega wskrzeszeniu. W 1988 roku do Ławry Kijowsko-Pieczerskiej (męski monastyr, najświętsze miejsce na Ukrainie), powrócili mnisi. To tam w XI wieku, w pobliżu Kijowa, w pieczarze wydrążonej w urwistym brzegu Dniepru, zamieszkał mnich Antoni. Z czasem do Antoniego przyłączyło się wielu uczniów. Świętość mnichów budziła ogromny szacunek u kijowian, a wieść o ich skromnym, pełnym wyrzeczeń i modlitwy życiu szybko rozeszła się po okolicy. Dzisiaj, już nie w pieczarach, ale w starych budynkach klasztoru, znowu krzątają się brodaci mnisi, a z kuchennych okien roznoszą się zapachy prostych, acz bardzo smacznych posiłków. Jednym z nich są poniższe warenyky.

Warenyky

Skład: na ciasto - 350 g pszennej mąki; 125 ml cieplej wody (znacznie lepsze jest ciasto, gdy zamiast wody użyjemy mleka); 1 jajko; szczypta soli;
na nadzienie - 500 g ziemniaków; 1 cebula; 50 g masła; sól, pieprz.

Wykonanie: Dzień wcześniej gotujemy ziemniaki w mundurkach. Po obraniu przeciskamy je przez praskę do ziemniaków, następnie doprawiamy solą i pieprzem. Obieramy cebulę, kroimy w drobną kostkę i rumienimy na maśle. Następnie dodajemy ją do ziemniaków i całość dokładnie mieszamy. Z mąki, wody, jajka i soli zagniatamy elastyczne ciasto. Zawijamy je w folię spożywczą i pozwalamy odpocząć w pokojowej temperaturze przez około pół godziny. Następnie rozwałkowujemy ciasto na cienki placek i wycinamy za pomocą szklanki okrągłe placuszki. Na każdy placuszek kładziemy nadzienie i składamy w pół, dobrze zlepiając brzegi ciasta (dodatkowo możemy jeszcze połączyć rogi, wówczas otrzymamy pierożki kształtem nieco przypominające uszka). Warenyky ostrożnie wrzucamy na posolony wrzątek. Gotujemy do momentu, aż wypłyną na wierzch. Po wyjęciu z wody należy polać je odrobiną masła. Warenyky podajemy z kwaśną śmietaną lub sosem grzybowym.

Czy te oczy mogą kłamać?

Fot. Piotr Chudzyński

„Miała lat dwadzieścia pięć, była dopiero co po pierwszym połogu i w tej pełni piękności, która jest szczytem rozwoju kobiety urodziwej. Przy włosach czarnych, płeć olśniewającej białości, rumieńce żywe, oczy duże, niebieskie, wypukłe i pełne wyrazu, rzęsy czarne i bardzo długie”. Tak Katarzynę II Wielką opisywał Stanisław August Poniatowski – jeden z jej kochanków.
Caryca Katarzyna urodziła się w Szczecinie jako Zofia Augusta Fryderyka von Anhalt-Zerbst. Była niemiecką księżniczką, którą wydano za mąż za holsztyńskiego księcia Piotra Ulryka, późniejszego cara Piotra III. Do historii przeszła jako bezwzględna władczyni, prowadząca rozpustne życie. Polsce nie przysłużyła się dobrze, gdyż uczestniczyła w jej rozbiorach. Nie było to jednak przeszkodą dla króla Stanisława Augusta w przyznaniu jej odznaczenia Orderu Orła Białego. Pewnie dostała go za piękne oczy.

Oczy carycy

Składniki: Ciasto jasne: 6 białek; 1,5 szklanki cukru; 1 szklanka mąki ziemniaczanej; 1 łyżka octu; 1/3 szklanki oleju; ciasto ciemne: 6 żółtek; 2 jajka; 6 łyżek cukru; 4 łyżki mąki pszennej; 1 łyżka proszku do pieczenia; 2 łyżki kakao; 1/3 szklanki oleju; na krem: 2 budynie śmietankowe; 3,5 szklanki mleka; 2 łyżki cukru; 1 opakowanie cukru waniliowego; 250 g miękkiego masła; na polewę: 3 łyżki wody; 3 łyżki cukru pudru; 100 g masła; 3 łyżki kakao; dodatkowo niezbędne będą: 2 czerwone galaretki; paczka okrągłych biszkoptów; kawa lub likier amaretto do nasączania biszkoptów.

Wykonanie:  Zaczynamy od białego ciasta. Ubijamy 6 białek na sztywną pianę. Do ubitych białek stopniowo wsypujemy cukier. Kontynuujemy ich ubijanie, aż cukier się rozpuści, po czym dodajemy ocet, mąkę ziemniaczaną oraz olej; później ciemne ciasto. Miksujemy jajka i żółtka do białości razem z cukrem. Mieszamy mąkę, proszek do pieczenia oraz kakao i przesypujemy do masy jajecznej. Na koniec powoli wlewamy olej (uwaga: jajka i żółtka powinny być ubite na puch, zaś suche składniki należy wmieszać delikatnie, tak aby ciasto nie straciło na puszystości). Ciasto wlewamy na blachę (31 cm x 21 cm), na przemian ciasto ciemne i ciasto jasne. Blachę umieszczamy w rozgrzanym do 180 st. C piekarniku na 45 minut. W tym czasie przygotowujemy krem. Najpierw gotujemy budyń z cukrem i cukrem waniliowym, a po wystudzeniu miksujemy go z masłem. Rozpuszczamy galaretki w wodzie i odstawiamy w chłodne miejsce. Ostudzone ciasto przekrawamy na pół. Na pierwszym blacie rozsmarowujemy połowę kremu. Na kremie tym układamy biszkopty nasączone w kawie lub w amaretto. Na biszkopty wykładamy mocno tężejącą galaretkę, a na nią pozostały krem. Całość przykrywamy drugim blatem ciasta. Polewa: mieszamy i zagotowujemy wszystkie jej składniki. Jeśli wyjdzie matowa, to dodajemy jedną łyżkę mleka. Ciasto pokrywamy polewą i odkładamy w chłodne miejsce.

 

Cukrowe domy

Fot. Piotr Chudzyński Noce z niewielkim mrozem, dnie o dodatniej temperaturze, powoli wybudzają z zimowego uśpienia drzewa, w których soki zaczynają coraz szybciej krążyć. Na ten moment czekają kanadyjscy właściciele gospodarstw klonowych. To właśnie na przełomie lutego i marca rozpoczynają oni klonowe żniwa. Umiejętność wytwarzania słodkiego syropu klonowego Kanadyjczycy przejęli od miejscowych Indian. Oni to na początku wiosny spuszczali sok z drzew klonowych do lipowych koryt, do których następnie wkładali mocno nagrzane kamienie, które sprawiały, iż woda odparowywała. Czynność tę powtarzali tak długo, aż uzyskali gęsty syrop.
Dzisiaj proces uzyskiwania syropu jest prawie w całości zmechanizowany. Do wywierconych w drzewach otworów podłączane są plastikowe rurki, którymi sok spływa do centralnego zbiornika. Następnie odparowywany jest na olbrzymich stołach z podgrzewanymi blatami. Gęsty syrop przelewany jest do butelek lub ceramicznych pojemników o różnych kształtach. W celu uzyskania 1 l syropu, należy odparować 40 l soku klonowego. Pomieszczenia, w których odparowuje się sok klonowy zwie się cukrowymi domami. W nich to w sezonie organizowane są liczne festiwale syropu klonowego. Podczas ich trwania można zobaczyć jak wyglądają zbiory tego soku, uczestniczyć w pokazie produkcji syropu (metodą Indian) oraz oczywiście dokonać jego degustacji.

Chrupiące domki z syropem klonowym

Składniki (na ok. 30 sztuk): 150 g masła; 250 g mąki; 110 g cukru; 50 g mielonych migdałów; 3 łyżki syropu klonowego (możemy zastąpić płynnym miodem); 1 jajko; 2 białka; 250 g cukru pudru.

Wykonanie: Masło, zmielone migdały i mąkę siekamy na stolnicy do momentu, aż powstaną liczne, drobne grudki. Następnie dodajemy syrop klonowy oraz jajko. Całość zagniatamy na jednolite, gładkie ciasto. Zawijamy je w folię aluminiową i odkładamy na godzinę do lodówki. Ze schłodzonego ciasta formujemy niezbyt grube wałki, które tniemy na 90 kawałków o długości 3 cm i 60 kawałków o długości 4 cm. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia z wałeczków układamy domki (trzy krótsze wałki tworzą kwadracik, zaś dwa dłuższe tworzą nad nim trójkątny dach). Jedno białko mieszamy z wodą i smarujemy nim dokładnie wszystkie ciastka. Pieczemy je przez około 12 minut w rozgrzanym do 180 st. C piekarniku. Upieczone ciastka studzimy i dekorujemy lukrem utartym z pozostałego białka i 250 g cukru pudru. Po wyschnięciu lukru możemy dodatkowo obsypać domki cukrem pudrem, aby wyglądały jak zimowe, kanadyjskie chatki.

 

Retro-golonka

fot. Piotr Chudzyński

 W ludzką egzystencję wpisana jest ciągła zmiana. Zmienia się nasz sposób ubierania, odżywiania, a nawet, to jak mówimy lub spędzamy wolne chwile. Co pewien czas miewamy jednak refleksję, że warto spojrzeć wstecz i odkryć ten lekko przykurzony „świat retro”.
Wówczas szukamy rodzinnych pamiątek, a co bardziej pracowici rozpoczynają mozolne odtwarzanie historii rodu, czy miejsca zamieszkania. Świat w którym żyli nasi pradziadowie, dziadkowie jest zarazem bliski, jak i odległy, przez co nadzwyczaj intrygujący.
Takim coraz bardziej dalekim i zagadkowym światem staje się dwudziestolecie międzywojenne. Niemal nie ma już tych, którzy gwarem wypełniali liczne, ówczesne knajpy. Bowiem, w miastach międzywojennej Polski obok lokali takich jak poznański Bazar, czy lwowski George (gdzie można było zostawić fortunę), funkcjonowały również w dużej ilości niedrogie knajpki, skromne restauracje, ale też podejrzane szynki lub „mordownie”.
Ciekawym rozwiązaniem gastronomicznym tamtych czasów były serwowane w prywatnych mieszkaniach tzw. tanie domowe obiady. Z tej oferty często korzystali inteligenci, urzędnicy niższego szczebla, studenci, jak też osoby samotne, którym nie opłacało się utrzymywać kucharki. Zajęciem tym parały się starsze panie, wdowy lub zubożałe ziemianki, które w ten sposób zapewniały sobie całkiem dobre utrzymanie.
Równie tanio, choć w mniej spokojnej atmosferze, można było zjeść w podrzędnej dorożkarskiej knajpie, gdzie za 50 groszy dostawało się setkę wódki, duże piwo i porcję golonki. Podobno taką ucztę fundował sobie niejeden dorożkarz na koniec pracy. Może warto kultywować tę dorożkarską tradycję, zwłaszcza, gdy za oknem ziąb.

Golonka gotowana

Skład: 4 średnie golonki; 3 marchewki; 2 pietruszki; kawałek selera; 2 cebule; 2 liście laurowe; 5 ziaren pieprzu czarnego; 5 ziaren ziela angielskiego; sól.

Wykonanie: Golonki dokładnie opalamy, oczyszczamy i myjemy. Następnie umieszczamy je w dużym garnku i zalewamy wrzącą, osoloną wodą. Garnek przykrywamy i gotujemy je przez 30 minut. W tym czasie przystępujemy do obierania warzyw. Obrane, opłukane i pokrojone warzywa wraz z przyprawami umieszczamy w garnku z gotującym się mięsem. Całość gotujemy jeszcze przez około 1,5 godziny. Mięso będzie ugotowane, jak zacznie odchodzić od kości. Gotowane golonki podajemy z chlebem i musztardą, bądź z puree ziemniaczanym i sosem musztardowym.

 

Karnawałowy futer

Fot. Piotr Chudzyński

Na przełomie X i XI wieku na żyznych ziemiach Wielkopolski wykluwało się państwo polskie. Pomimo iż długo siłą napędową tego regionu było rolnictwo, to już w końcu XVI wieku Wielkopolska była najbardziej zurbanizowaną częścią Rzeczpospolitej (w miastach mieszkało wówczas 30 proc. Wielkopolan). Stąd na kuchnię wielkopolską składa się dobrze rozwinięta kuchnia chłopska, szlachecka, ale i mieszczańska. Położenie Wielkopolski i jej historyczne uwarunkowania, jak choćby to, iż po rozbiorach znalazła się w zaborze pruskim, spowodowały, że w kuchni wielkopolskiej widoczne są wpływy niemieckie. To prawdopodobnie niemieckim sąsiadom gospodynie tego regionu zawdzięczają umiejętność smażenia sera. Ser smażony uzyskuje się z twarogu, który wstępnie poddaje się kiszeniu (choć od niedawna wiem, że nie jest to konieczne), a następnie przesmaża na maśle, dodając na koniec żółtka, bądź całe jajka. Ser ten można obecnie kupić w wielu sklepach spożywczych, gdyż mleczarnie dostrzegły, że powinien znaleźć się na niego nabywca. W 2005 roku ser smażony został wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Wielkopolski. W 2009 roku jedna z mleczarni ogłosiła konkurs na danie z wielkopolskiego sera smażonego. Konkurs wygrały niżej opisane chrusty poznańskie. Na ile słusznie, można się przekonać, przygotowując je na karnawałowy podwieczorek.

Chrust poznański

Składniki (na ok. 16 sztuk): 1 opakowanie wielkopolskiego sera smażonego; 2 żółtka jaj; 4 łyżki mąki; 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia; 1 łyżka cukru pudru; 1 łyżeczka cynamonu; 2 łyżki płatków migdałowych; 2 łyżki posiekanych orzechów włoskich; 2 łyżki rodzynek; 1 słoik malinowej galaretki lub konfitury; olej do smażenia chrustu; cukier puder do posypania ciastek.

Wykonanie: Ser smażony mieszamy razem z żółtkami i cukrem pudrem na jednolitą masę. Rodzynki sparzamy wrzątkiem. Mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, cynamonem i dodajemy do serowej masy. Następnie dodajemy do ciasta płatki migdałowe, orzechy i rodzynki. Wszystko starannie mieszamy. Z tak przygotowanego ciasta formujemy wrzecionowate chruściki wielkości pierożków. We frytkownicy rozgrzewamy tłuszcz do temperatury 175 st. C i smażymy w nim ciastka po około 2 minuty z obu stron. Chruściki oprószone cukrem pudrem podajemy razem z malinową galaretką.

 

Z wizytą

fot. Piotr Chudzyński

W poświątecznym czasie z rytmu codzienności wybijają nas wizyty duszpasterskie. Nikogo nie dziwi pośpiech, z jakim podążają do domów osoby spodziewające się kolędy. Jej zapowiedź nierzadko wprowadza mieszkańców bloków, a nawet (a może zwłaszcza) całych wsi, w stan pełnej mobilizacji.
Niekiedy też gospodynie chcąc podkreślić, jak mile widzianym gościem jest ów kolędujący duchowny, przygotowują z tej okazji mały (tj. ciasto i kawa), bądź duży poczęstunek (w tym przypadku możliwości jest wiele, np. pieczona kaczka, bigos, biała kiełbasa).
Jak wiemy, wspólne jedzenie zbliża, to też wspólny posiłek w towarzystwie proboszcza wydaje się nam wartym zachodu wysiłkiem. Wówczas, też łatwiej jest spytać o znaczenie tajemniczych dla większości wiernych tytułów prałata czy kanonika. Mniej śmiałym powinno wystarczyć, że tytuł prałata jest honorowym papieskim wyróżnieniem, a tytuł kanonika nadawany jest tym kapłanom, którzy powinni szczególnie troszczyć się o wspólnotę lokalnego kościoła.

 

Prałatki

Składniki: (na ok. 30 babeczek) 20 dag mąki pszennej; 5 dag mąki ziemniaczanej; 5 jajek; 25 dag cukru pudru; 25 dag gorzkiej czekolady; 2 łyżki likieru malinowego (jeśli w lipcu przygotowaliśmy sobie malinową nalewkę, to właśnie dojrzała i nadaje się do spożycia); sól; tłuszcz do wysmarowania foremek; likier malinowy do skropienia prałatek.

Wykonanie: Dwa rodzaje mąki przesiewamy do miski. Na parze roztapiamy czekoladę. Do metalowej miski wbijamy jajka i ustawiamy ją na garnku z gotującą się wodą. Jajka ubijamy ze szczyptą soli, a następnie stopniowo dodajemy cukier. Nie przerywając ubijania do jajecznej masy powoli wlewamy płynną czekoladę i kontynuujemy ubijanie przez kolejne 5 minut. Zdejmujemy miskę z ubijaną masą znad gotującej się wody. Dolewamy malinowy likier i łączymy delikatnie puszystą masę z przesianymi mąkami. Ciasto przekładamy do wysmarowanych tłuszczem foremek. Prałatki pieczemy przez około 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C. Po wyjęciu z piekarnika dodatkowo skrapiamy je malinową nalewką. Doskonale komponują się z bitą śmietaną.

Ślady

Fot. Piotr Chudzyński

Krótkie, pochmurne dni sprawiają, iż życie toczy się jakby w lekkim półśnie. Tymczasem na drugiej półkuli, w Brazylii, wszelkie istnienie burzliwie rozwija się w pełnym blasku letniego słońca. W Rio de Janeiro szkoły tańca pulsują w rytmie samby. Półnagie tancerki (część jest bardziej ubrana, a część bardziej rozebrana, stąd owa średnia w postaci półnagości), doskonalą narodowy, brazylijski taniec – sambę. Podobno taniec ten powstał w latach 20-tych XX wieku. Wówczas też, tj. w 1921 roku, zrodziła się w Brazylii idea postawienia posągu Chrystusa Odkupiciela Świata. Pomnik ten miał upamiętnić stulecie uzyskania przez ten kraj niepodległości. Konkurs na projekt posągu wygrał francuski rzeźbiarz polskiego pochodzenia – Poul Landowski (jego ojciec był powstańcem styczniowym).
Zatem najbardziej rozpoznawalne wizytówki Brazylii, tj. Chrystus z Rio i samba, nie mają jeszcze 100 lat. Cóż, korzenie tradycji różnej bywają długości. Stukając sztućcami w ryt samby (tak jest tradycyjnie), uwarzmy sobie brazylijskie danie, przeszczepiając w ten sposób nieco południowoamerykańskiej egzotyki na nasze, swojskie podwórko. Atoli nie byłby to pierwszy raz, gdy inspirujemy się Brazylią. W 2010 roku w Świebodzinie zakrólował pomnik Chrystusa, łudząco podobny do tego z Rio.

Fasola z ryżem po brazylijsku

Składniki: 45 dag mielonej wołowiny (możemy zastąpić mieloną wieprzowiną, danie nieco straci, ale też będzie dobre); 3 banany; 1 duża cebula; 2 ząbki czosnku; 1 puszka czerwonej fasoli; 1 puszka pomidorów; 1/2 szklanki wołowego bulionu; 1 łyżka oleju; 1 łyżeczka ostrej papryki (pieprz cayenne lub chili); 1/2 łyżeczki startego, świeżego korzenia imbiru (możemy zastąpić sproszkowanym, suszonym imbirem); 1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki; sól; 1 pokrojona w paski sałata lodowa; 20 dag ugotowanego na sypko ryżu (można użyć białego, bądź pełnoziarnistego).

Wykonanie: Opłukane banany obieramy ze skórki, przecinamy na pół w poprzek, a następnie wzdłuż. W dużym rondlu na rozgrzanym oleju przesmażamy drobno pokrojoną cebulę, imbir i przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Następnie dodajemy banany i smażymy je z obu stron po 20 sekund. Usmażone banany przekładamy na talerz i odkładamy w ciepłe miejsce. Do rondla przekładamy mieloną wołowinę, sproszkowaną paprykę i całość smażymy do zrumienienia mięsa, po czym dodajemy pokrojone pomidory z puszki i bulion. Dusimy wszystko pod przykryciem około 20 minut. W dalszej kolejności dodajemy nieodsączoną fasolę i dusimy mięso przez kolejne 20 minut. Mieszamy je od czasu do czasu, aby nie przywarło do dna rondla. Na koniec do dania dodajemy posiekaną nać pietruszki i sól. Staramy się całość dokładnie wymieszać. Na wierzchu układamy wcześniej przygotowane banany i razem z nimi dusimy mięso jeszcze 2-3 minuty. Danie serwujemy z ryżem i pokrojoną w paski lodową sałatą.

Żałuj za grzechy i posadź śliwkę

Zrazy wieprzowe. Fot. Piotr Chudzyński

W zaledwie kilku gminach Małopolski (Iwkowa, Łososina Dolna, Laskowa i Żegocin) można przyjrzeć się tradycyjnemu suszeniu śliwek.

Powstające tam suski sechlońskie nazwę swą zawdzięczają gwarowemu określeniu suszonej śliwki (czyli suski) oraz miejscowości Sechna w gminie Laskowa. W 2006 roku śliwki te znalazły się na Liście Produktów Tradycyjnych, a dwa lata później przyznano im certyfikat Chronionego Oznaczenia Geograficznego, co zawęziło możliwość produkcji tych śliwek do określonego obszaru.
Istnieją dwie legendy, które tłumaczą powstanie tradycji sadzenia i suszenia śliwek w tym regionie Małopolski. Bardziej „święta” historia przypisuje zwyczaj sadzenia drzew śliwkowych świętej Kindze, bowiem ziemie te były dobrami nadanymi jej przez męża Bolesława Wstydliwego (XIII w.). Ona to miała zachęcać miejscową ludność do ich sadzenia. Druga opowieść odwołuje się do ludzkiej skłonności do grzeszenia. Otóż pewien miejscowy proboszcz w ramach pokuty nakazywał grzesznikom sadzenie śliw, gdyż inne drzewa owocowe nie tolerowały lokalnego klimatu. Niestety pokutnicy zamiast winę odkupić, pogłębiali ją, przerabiając wyhodowane owoce w śliwowice. Zapobiec temu grzesznemu procederowi miał wymyślony przez świątobliwego plebana specyficzny proces suszenia owoców z wykorzystaniem dymu, gdyż lekko odymione śliwki nie były już tak dobrym surowcem do wyrobu wspomnianego trunku. Za to stały się doskonałym dodatkiem do potraw mięsnych.

Zrazy wieprzowe ze śliwkami w sherry

Składniki:

12 suszonych śliwek (najlepiej susek sechlońskich); 600 g schabu bez kości; 1 cebula; 100 ml słodkiego sherry (to jest wzmacniane wino, możemy je zastąpić 50 ml śliwowicy i łyżeczką cukru); 12 plastrów wędzonego boczku; 200 ml bulionu drobiowego; 3 łyżki oleju; sól, pieprz.

Wykonanie:

Śliwki zalewamy sherry i pozostawiamy w nim przez około 30 minut. W tym czasie schab kroimy na 12 plastrów, które równomiernie rozbijamy na cienkie kotlety. Na każdym z nich układamy plaster boczku i odsączoną z sherry śliwkę (płyn z moczenia śliwek zachowujemy, gdyż przyda się do sosu). Zawijamy sznycle i spinamy je szpikulcami do mięsa lub wykałaczkami. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oleju i obsmażamy na nim zrazy ze wszystkich stron po 3 minuty. Następnie przekładamy obsmażone roladki do osobnego naczynia i trzymamy w cieple pod przykryciem. Na patelnię na której smażyły się roladki wlewamy pozostały olej. Obieramy i kroimy w bardzo drobną kostkę cebulę. Przekładamy ją na patelnię i chwilę smażymy (jeśli nie stosowaliśmy sherry, to w tym momencie dodajemy do sosu cukier). W dalszej kolejności dolewamy sherry i bulion. Ponownie przekładamy zrazy na patelnię i dusimy przez około 15 minut pod przykryciem na małym ogniu. Na końcu doprawiamy sos solą i pieprzem.

Prezenty od Befany

fot. Piotr Chudzyński

Trzej Królowie w drodze do Jezusa nie tylko zawitali u Heroda, podobno odwiedzili też mieszkającą w Betlejem staruszkę, która zwała się Befana. Szacowni goście zaproponowali jej dołączenie do orszaku. Befana przyjęła propozycję, a że jeszcze chciała dokończyć sprzątanie chaty, podążyła za Mędrcami nieco później.

Niestety w drodze zbłądziła, więc, aby nadać swojemu wysiłkowi większy sens, postanowiła swoimi darami, które pierwej przeznaczone były dla "boskiego" dziecka, obdarować wszystkie napotkane dzieci (mając nadzieję, iż może kiedyś wśród nich odnajdzie również Jezusa). Czyni tak po dziś dzień, w noc z 5. na 6. stycznia. Włoskie dzieci to wiedzą i dlatego przygotowują skarpety, aby dobra wiedźma (bowiem, taką postać przyjmuje Befana) miała gdzie włożyć swoje podarki. Oczywiście na przyjemne podarki jedynie mogą liczyć grzeczne dzieci. Urwisom robi psikusa, wkładając do ich skarpet kawałki węgla.
W Toskanii na 6 stycznia piecze się ciasteczka Befanini. Kiedyś miały one postać zwierząt, bądź czarownic, a obecnie najczęściej przyjmują kształt gwiazdek lub serduszek.


Befanini

Skład: 250 g mąki; 150 g cukru; 70 g miękkiego masła; 2 jajka; skórka starta z jednej pomarańczy; 2 łyżki likieru pomarańczowego (możemy zastąpić rumem lub zwykłą wódką); łyżeczka proszku do pieczenia; szczypta soli; kolorowa posypka; 1 jajko do posmarowania ciastek.

Wykonanie:
Pomarańczę dokładnie myjemy i na tarce ocieramy jej skórkę. Mąkę przesypujemy do miski, mieszamy z proszkiem do pieczenia i otartą skórką z pomarańczy. W drugiej misce ucieramy masło ze szczyptą soli i cukrem. Następnie wbijamy jajka i kontynuujemy ucieranie. Do maślanej masy dodajemy likier pomarańczowy, poczym powoli wsypujemy uprzednio przygotowaną mąkę (jeśli ciasto byłoby zbyt zwarte możemy dolać nieco mleka). Wyrabiamy miękkie ciasto, zawijamy je w aluminiową folię i odkładamy do lodówki na ok. 30 minut. Po tym czasie na stolnicy oprószonej mąką rozwałkowujemy ciasto na grubość 5 mm i wykrawamy z niego gwiazdki za pomocą foremki do ciastek (oczywiście możemy użyć innych kształtów, choć gwiazdki są najbardziej odpowiednim kształtem). Wycięte gwiazdki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (zachowujemy odstępy, gdyż ciastka urosną podczas pieczenia). Roztrzepujemy jajko poczym smarujemy nim ciastka i posypujemy kolorową posypką. Ciastka pieczemy przez ok. 12 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C, aż się ładnie przyrumienią.

Upijemy się przyjemnie

fot. Piotr Chudzyński

Przełom roku wyjątkowo obfituje w spotkania w gronie rodziny i przyjaciół. Inaugurują tę serię biesiad Święta Bożego Narodzenia, następnie przypada Sylwester, a później nastaje czas nieco mniej obowiązkowych imprez karnawałowych. Zapewne niejeden uczestnik tych przyjęć ma podobną refleksję (zawartą w tytule) jak biesiadnik najsłynniejszej uczty starożytności, opisany przez Platona w dziele "Uczta – dialog o miłości".

Czytaj więcej...

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem