głos 950x120

wtorek, 14 sierpnia
16:30

Sangria cytrusowa

Długotrwałe upały niezmiennie nas męczą. Trudno znaleźć zadowalające ukojenie. Na taki skwar wiele wieków temu znaleźli sposób chłopi zamieszkujący południową część Półwyspu Iberyjskiego. Mając pod dostatkiem wina i cytrusów przygotowywali napój, który od intensywnie czerwonego koloru nazywali sangrią (po hiszpańsku sangre to krew). Sangria w swej najprostszej postaci, tej pitej na hiszpańskich polach podczas żniw, była winem zmieszanym z wodą. Później zaczęto ją ulepszać poprzez dodawanie różnych owoców i soków. Stąd mnogość receptur na regionalne odmiany tego napoju. Szybko też patent na niego podchwycono w innych miejscach Europy i świata, gdzie zaczęto zarówno pić, jak i produkować sangrię. Dlatego w celu ochrony tej „prawdziwej” sangrii w styczniu 2014 r. Parlament Europejski wydał dyrektywę, zgodnie z którą nazwę „sangria” można stosować tylko w przypadku napoi alkoholowych produkowanych w Hiszpanii i Portugalii. Sangrię produkowane w innych krajach Europy, od tej chwili musiały zawierać na etykiecie dodatkowe wskazanie ich pochodzenia, np. sangria niemiecka. Europejscy urzędnicy określili też skład tego napoju, który powinien być wykonany z wina, aromatyzowany owocami, sokiem i ewentualnie przyprawami korzennymi. Bogatsi o tę wiedzę przygotujmy sobie zimną „polską sangrię”, a nieznośny upał stanie się przyjemny. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 33 Z 15 SIERPNIA 2018 R.

Sos tkemali z wołowymi szaszłykami

Bóg stworzył niebo i ziemię, następnie postanowił ją zasiedlić różnymi ludami. Wówczas zrobił się straszliwy harmider, bo każdy chciał mieszkać w nadmorskiej krainie o łagodnym klimacie. Jedynie Gruzini zignorowali przepychankę o najlepsze miejsce na świecie. Usiedli pod drzewem, przygotowali sobie ucztę i otworzyli beczkę z winem. Wieczorem przysiadł się do nich strudzony Bóg. Posłuchał gruzińskich opowieści, napił się dobrego gruzińskiego wina, skosztował ich jadła - i się zafrasował. Tacy dobrzy ludzie, a On nie ma już dla nich kawałka porządnej ziemi. Wówczas głęboko westchnął i podarował im ten fragment świata, który stworzył dla siebie. Stąd Gruzja to najpiękniejszy kraj na świecie. Zatem, poczujmy się jak uczestnicy tej uczty, o której wspomina owa stara gruzińska legenda. Przygotujmy dobre gruzińskie wino, aromatyczny śliwkowy sos tkemali i szaszłyki, a lepiej zrozumiemy boską decyzję. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 32 Z 8 SIERPNIA 2018 R.

Sernik ze śliwkowym sosem

Najbardziej znanym piewcą powrotu do natury był Szwajcar z Genewy Jan Jakub Rousseau (1712 - 1778). Gloryfikował on stan natury, w którym ludziom miałby być obcy stan konfliktu. Uzasadniał to brakiem umiejętności rozróżniania dobra od zła, co sprawiać miało poczucie równości wśród członków społeczności. Założenie to może i słuszne, gdyby nie fakt, że w każdych warunkach, a zwłaszcza naturalnych, konieczne jest zdobywanie pokarmu, którego nie zawsze jest wystarczająca ilość, a wówczas rodzi się walka, a co za nią idzie i konflikt. Współcześnie marzenia o spokojnej „naturze” kontynuują witarianie. Dieta ich składa się w większości z surowych pokarmów, bo akceptują jedynie podgrzewanie żywności do 41 st. C. Ich zdaniem dieta ta jest najbardziej zbliżona do diety szympansów, naszych najbliższych krewnych, stąd też jest najzdrowsza. Faktem jest, że spożywanie tylko surowych pokarmów prowadzi do znacznego spadku wagi, zatem dla osób z nadmiarem masy ciała mogłaby być kusząca. Niestety, z reguły wiąże się z nią niedobór białka, wapnia i spadek odporności organizmu. Jednak może czasami warto zapłacić taką cenę. Bowiem dieta ta ma też swoją ideologiczną podstawę: takie „naturalne” jedzenie gwarantuje spokój społeczny, w przeciwieństwie do diety opartej o spożywania gotowanego mięsnego pokarmu, która wyzwala przemoc i społeczną nierówność. Być może jednak postęp i kultura łagodzą napięcia społeczne, dlatego na letni podwieczorek proponuję bardzo odległy od natury sernik, w którym nic nie jest surowe.

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 31 Z 1 SIERPNIA 2018 R.

Roladki z dziczyzny z morelami

Gorące lato zastąpiło zimę i nie poczuliśmy wiosny. Przymrozki ominęły drzewa owocowe, dzięki czemu pojawiła się szansa na morele. Łacińska nazwa tego owocowego drzewka Pruna armenica sugeruje jego armeńskie pochodzenie. Dość długo tak uważano, stąd też ten mylący akcent w botanicznym nazewnictwie. Morele pochodzą z Chin, skąd przedostały się do Indii i Tybetu, gdzie dojrzewają nawet na wysokości 3000 metrów n.p.m., oczywiście porastając nasłonecznione stoki. W Polsce morele plonują średnio co 5 lat (ten wynik cieszy sadowników i działkowców, bo bywa i gorzej). Kwitnące wczesną wiosną drzewka mają nikłe szanse na uniknięcie ostatnich mroźnych oddechów zimy. Jednak jak ten czas przetrwają, to dają owoc najlepszy na świecie, gdyż nie jest on jedynie słodki. Jego naturalną słodycz przełamuje przyjemna kwaskowatość, będąca efektem umiarkowanego klimatu. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 30 Z 25 LIPCA 2018 R.

Wiśniowa konfitura, mleczny chleb

Smażąc konfitury nie zdajemy sobie sprawy, że na temat tych zanurzonych w cukrowym syropie owoców wypowiadał się nawet największy katastrofista wszech czasów – prowansalski mag Michela de Nostre-Dame, czyli Nostradamus. W 1555 roku nie tylko ogłosił swoje przepowiednie o III wojnie światowej, największym trzęsieniu ziemi czy zniesieniu podatków, ale opublikował też traktat o prawidłowym sporządzaniu konfitur. Zatem właściwie przygotujmy konfitury, to może na fali tej letniej, konfiturowej słodyczy spełni się tylko owa słodka wizja Nostradamusa – zniesienia podatków. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 29 Z 18 LIPCA 2018 R.

Gołąbki z jaglaną kaszą

 

Mnogość jarów, wijących się rzek, strumyków i potężnych twierdz, to obraz Podola. Z twierdz polskim turystom najmilszy jest Kamieniec Podolski. Nie jest to dziwne, skoro to jeden z siedmiu cudów Ukrainy. Poza tym, dla pokolenia czytającego „Trylogię” Henryka Sienkiewicza, Kamieniec wiąże się z losami małego rycerza - Michała Wołodyjowskiego, który właśnie tam miał zginąć. Ten literacki rycerz miał swój pierwowzór w postaci Jerzego Wołodyjowskiego, polskiego szlachcica, pułkownika chorągwi hetmana Jana Sobieskiego. Historyczny Wołodyjowski pochodził z niezbyt zamożnej rodziny, stąd wzorem wielu swoich rówieśników poświęcił się wojaczce. Sławę zyskał rozpędzając watahy kozackie i strzegąc okolicy przed najazdami Tatarów. Podobnie jak postać literacka zginął broniąc Kamieńca przed tureckim najazdem. Nie wiadomo jedynie, czy wysadzając się z licznymi żołnierzami w jednej z baszt zamku, zrobił to celowo, czy przez przypadek. Jednak o tym niech rozmyślają historycy. Podczas gdy my możemy być pewni, że na stepach Podola hartował się duch narodowy Karol Szajnocha, znany historyk z XIX w. pisał, że od XV wieku naród polski miał dwie szkoły: Akademię Krakowską i Ukrainę z Podolem, gdzie „uświęcał się jego charakter”. Zatem warto odwiedzić tę krainę, gdzie formowało się najbardziej waleczne rycerstwo. A tymczasem zasmakujmy nieco w tamtejszej kuchni.

Sałatka nicejska

Pragniemy rzeczy oryginalnych, prawdziwych, autentycznych. Nawet najlepsza kopia malarskiego dzieła pozostawia w nas niedosyt. Jednak z obrazami jest łatwiej, zawsze, bądź prawie zawsze, wiemy co jest kopią, a co oryginałem. Natomiast ze znanymi potrawami jest cokolwiek trudniej, gdyż nie sposób określić, jaka receptura na jej przygotowanie jest najprawdziwsza. Znana na całym świecie sałatka nicejska ma tyle swoich wariantów, że już od dawna prowokuje autorytety kulinarnego świata do wypowiadania się, co koniecznie winno się w niej znaleźć, a czego w żadnym wypadku być w niej nie powinno. Żyjący pod koniec XIX wieku August Escoffier (wybitny francuski szef kuchni, autor wielu książek kucharskich) nazywał profanacją używanie do sałatki nicejskiej gotowanych składników. Choć nie przeszkodziło mu to w jednej ze swoich książek umieścić przepis na tę sałatkę z gotowanymi ziemniakami. Z kolei żyjący w XX wieku Jacques Medecin, autor książki o kuchni prowansalskiej, uważał że użycie gotowanego jajka i tuńczyka jest dopuszczalne, a jedynie haniebne jest dodawanie do niej gotowanego ziemniaka czy kiszonego ogórka. Poniższy przepis na nicejski specjał jest z pewnością bardzo smaczny, bardzo letni i „zasadniczo” nicejski, oparty o składniki z grupy „profanacji” oryginału, gdyż kuchenne autorytety, póki co, nie dopracowały się wspólnego stanowiska w jej sprawie.

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 27 Z 4 LIPCA 2018 R.

Panna cotta z sałatką owocową

Jedwabnik morwowy to udomowiony przeszło 5 tysięcy lat temu gatunek motyla nocnego, który nie potrafi samodzielnie przetrwać bez opieki człowieka. Człowiek opiekuje się nim dla jego kokonów, w których dorastają poczwarki motyla. Oprzęd kokonów tworzy jedwabna nić, której długość dochodzi w ekstremalnych przypadkach do 3 km. Chińskie podanie głosi, że cesarz Huang Di (2698 - 2598 p.n.e.) poprosił swoją żonę, aby sprawdziła co zjada liście z cesarskich drzew morwowych. Okazało się, że czynią to białe gąsienice, które tworzą lśniące kokony. Cesarzowa zabrała jeden z nich do domu. Tam przypadkiem kokon wpadł jej do wrzątku. Wówczas zauważyła, że można z niego odkręcić delikatną nić. Nawinęła ją na szpulę, a następnie utkała z niej delikatną tkaninę, którą nazwano jedwabiem. Jedwab okazał się na tyle atrakcyjną tkaniną, że pozwolono bez żalu jedwabnikom żerować na liściach morw. A było czego żałować, gdyż roślina ta uchodziła w Państwie Środka za niezmiernie cenny materiał leczniczy. Podobnie jak jedwabniki, chińscy medycy szczególnie cenili jej liście, gdyż w ich opinii, tam znajdowało się najwięcej substancji leczniczych. Obecny stan wiedzy zdaje się potwierdzać tę opinię. Jednak nie powinno to nas zniechęcać do owoców, które też są zdrowe, a przy tym przyjemnie słodkie. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 26 Z 27 CZERWCA 2018 R.

Zupa kalafiorowa z koperkowymi kluskami

Ogród warzywny swoje lata świetności przeżywał w XVII wieku. Wówczas, dobrze urządzony, bywał miejscem, gdzie zapraszano gości, którzy pośród plonujących warzyw rozkoszowali się biesiadą. Sam Ludwik XIV (najdłużej panujący król Francji) uwielbiał odpoczywać w altanie, którą otaczały pięknie wypielęgnowane grządki warzywne. Nie tylko widok warzyw cieszył króla, ale też ich smak, gdyż był ich wielkim amatorem. Szczególnie uwielbiał kalafiory, które na dworze francuskim gotowano w rosole i polewano świeżym masłem. Tak przygotowane smakowały królowi najbardziej, choć pewnie kalafiorowa zupa też przypadłaby mu do gustu. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 25 Z 20 CZERWCA 2018 R.

Truskawkowe tartaletki

Dojrzewające truskawki rokrocznie zapowiadają bogactwo nowego warzywno-owocowego sezonu. Ich lśniące, czerwone owoce nie wydają się być dziełem natury, ale jakiegoś genialnego ogrodnika. I faktycznie, truskawki swoje powstanie zawdzięczają człowiekowi. Otóż król Francji Ludwik XIV tak bardzo był zakochany w poziomkach, że poziomkowy prezent był dla niego zawsze prezentem trafionym. Dlatego jego wysłannik do Ameryki Południowej, Amedee Francois Frezier, gdy tylko znalazł tam dużych rozmiarów poziomki, postanowił ich sadzonki sprezentować królowi. Niestety, nie były one zbyt plenne. Wtenczas król nakazał jednemu ze swoich botaników (Antoine Nicolas Duchesne), zmienić ten stan rzeczy. Botanik skrzyżował poziomkę chilijską z poziomką wirginijską. W rezultacie tegoż krzyżowania powstała roślina bardzo plenna, o owocach dużych, słodkich i aromatycznych. O czym co roku możemy się przekonać kupując łubiankę truskawek, gdyż tak nazwano efekt pracy tegoż botanika. A morał z tej historii jest taki, że nie zawsze manipulowanie w naturze przynosi zły owoc.

dr Izabela Chudzyńska
etnolog,
antropolog jedzenia

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 24 Z 13 CZERWCA 2018 R.

Gulasz z dzika, z zielonymi szparagami

Dzień Babci, Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Nauczyciela (nauczyciel to z reguły też kobieta), trudno nie odnieść wrażenia, że specjalnymi dniami honorujemy głównie kobiety. Owszem czasami przy okazji ich święta wspomina się o: Dniu Dziadka, Chłopaka lub Mężczyzny, ale każdy wie, że to już nie ten sam rozmach. Prawidłowości tej wymyka się jedynie Dzień Dziecka, który też należy zauważyć i uczcić. Może mężczyźni wycofali się z większości sfer naszego życia? Odwiedzając urzędy, bądź placówki medyczne można odnieść takie wrażenie. Ostoją dla mężczyzn pozostały lasy, bo póki co kobieta na stanowisku leśniczego jest jeszcze rzadkością. W pierwszą niedzielę czerwca obchodzony jest w Polsce Dzień Leśnika, połączony z Dniami Lasu. Niekiedy z tej okazji leśnicy wraz ze swoimi rodzinami zapraszani są na festyny organizowane przez Lasy Państwowe, gdzie można od nich dowiedzieć się co nieco o pracy w Służbie Leśnej. W służbie tej kluczowym pracownikiem jest leśniczy, który sprawuje opiekę nad leśnictwem. Niekiedy ma pomocnika, czyli podleśniczego (dawniej gajowego). Ongiś leśniczy zawsze mieszkał w leśniczówce (teraz bywa, że dojeżdża do pracy z pobliskiego miasta), zwyczajowo był myśliwym (teraz niekoniecznie), a jego żona leśniczyna potrafiła przyrządzić wiele dań z dziczyzny i grzybów. Ufając, że leśniczyny niewiele się zmieniły i nadal poszukują ciekawych receptur na dziczyznę, proponuję im gulasz ze szparagami, na które sezon wciąż trwa. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 23 Z 6 CZERWCA 2018 R.

Pierekaczewnik

Egzotyka ciekawi i intryguje. Dotyczy to zarówno obiektów kultury materialnej, jak i ludzi. Polscy Tatarzy mieli wszelkie cechy pięknej społeczności, którą można bez lęku podziwiać. Pochodzili z dalekiej, dzikiej Azji, mieli inną religię, ale mimo to wydawali się tacy swojscy i polscy, gdyż mieszkali z nami bardzo długo. Ich historia i kultura mogły skłaniać do artystycznych natchnień. Świadczą o tym dwie nowele pióra Henryka Sienkiewicza, który polskiego Tatara Selima Mirzę-Dawidowicza uczynił ich bohaterem. Mirza (każdą z liter czytamy odrębnie) był potomkiem Tatarów, którzy na ziemie polskie przybyli za panowania księcia Witolda. Chłopiec był bardzo żywy. Przypominał iskierkę, o oczach wielkich, czarnych, nieco smutnych i wypełnionych taką niewypowiedzianą słodyczą, że gdy spojrzał na człowieka, to dostawał to, o co prosił. Spoglądał więc na dziewczyny i otrzymywał co chciał, bo tęsknota za gorącym i namiętnym uczuciem najwidoczniej jest silniejsza od zdrowego rozsądku.
Rozmyślając o namiętnych Tatarach warto przetestować sztandarowe danie tej polskiej mniejszości, czyli pierekaczewnik. Danie od 2005 roku widnieje na Liście Produktów Tradycyjnych Województwa Podlaskiego. (...)

WIĘCEJ W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU NR 22 Z 29 MAJA 2018 R.

Oładki z rabarbarem i sosnowym syropem

Przez wieki pożądana, długo poza zasięgiem finansowym zwykłych zjadaczy chleba, słodycz cukru w momencie, gdy stała się powszechnie dostępna, została zohydzona etykietą niezdrowej żywności. Wiele wskazuje na to, iż cukier zawdzięczamy Hindusom. Prawdopodobnie słodka trawa pochodzi z doliny Gangesu. Z niej to uzyskiwano syrop, który długo gotowany gęstniał, a w trakcie transportu potrafił ulec skrystalizowaniu. Szybko okazało się, że wielu pragnie słodkiego smaku i wiele jest w stanie zapłacić, aby raczyć się słodyczą cukru. Pierwszą rafinerię cukru założyli Arabowie około tysięcznego roku. Oni też jako pierwsi odkryli karmel. Ulepszając proces oczyszczania syropu otrzymali kleistą, brązową masę, którą mieszkanki haremów używały początkowo do depilacji. Z czasem doceniono też smakowe walory karmelu. W średniowiecznej Europie chrupanie cukrowych łakoci zalecane było przed snem. Uważano, że cukier sprzyja uwalnianiu „wiatrów” i powstawaniu nasienia. Stąd słynny langwedocki wędrowny lekarz Arnaud de Villeneuve polecał karmel sosnowy tym, którzy mają problem „w poczęciu”. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 21 Z 23 MAJA 2018 R.

Pierś kurczaka nadziewana szparagami w sosie estragonowym

Białe lub zielone pędy szparaga lekarskiego, powiązane w pęczki, dekorują stoiska warzywne, wieszcząc otwarcie sezonu na młodą, tegoroczną zieleninę. Szparagi są naturalnie ekologiczne, bo zasadniczo wszelkie opryski, których wymaga uprawa tej rośliny, odbywają się po zakończeniu zbiorów. Szparagi spożywane były już w starożytności, wówczas też zaczęto je uprawiać. Kryzysowe lata odnotowały te warzywa w średniowieczu. W epoce entuzjastycznie nastawionej do człowieczej duszy, krytycznie zaś do ciała, zabrakło miejsca na pobożnych stołach dla tego fallicznego w kształcie warzywa. Dopiero zafascynowane ludzkim ciałem odrodzenie przywróciło szparagi kuchni. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 20 Z 16 MAJA 2018 R.

Szaszłyki z kiełbasek z sosem curry

Majowe, słoneczne dni sprzyjają plenerowym spotkaniom w gronie przyjaciół. Wystarczy wówczas zorganizować niewielką ogrodową przestrzeń oraz wystawić grilla, aby mogła się odbyć biesiada. Niekwestionowaną ojczyzną grillowania jest Ameryka, skąd pochodzi większość grillowych wynalazków. Jednym z takich wynalazków jest grill kulowy. Zanim Georg Stephen, ojciec jedenaściorga dzieci, dokonał rewolucji w kulturze grillowania, stosował jak wszyscy Amerykanie grill ceglany, który był konstrukcją nieruchomą, stąd w razie deszczu korzystanie z niego było wielce niekomfortowe. Jak wszyscy wynalazcy próbował dokonać zmiany, dzięki której przyjemne grillowanie mogłoby stać się jeszcze bardziej miłe i mniej zależne od pogodowej aury. Podobno olśnienia doznał na żaglówce, gdzie widok boi stał się inspiracją do grillowego odkrycia. Stephen podzielił boję na dwie części. Dolną część metalowej konstrukcji przeznaczył na kocioł, zaś górna stała się pokrywą. W ten sposób powstał prototyp okrągłego grilla, którego nie tylko można było przenosić wraz z pokrywą, która zabezpieczała jedzenie przed deszczem, ale co najważniejsze, o konstrukcji umożliwiającej kontrolę procesu grillowania. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 19 Z 9 MAJA 2018 R.

Łosoś w sosie szczawiowym

Dziko rosnące rośliny stanowiły ważny składnik diety ludności wiejskiej. Zbierano je w celu urozmaicenia codziennego pożywienia, ale przede wszystkim jako uzupełnienie niedoborów pokarmowych na tzw. przednówku. Zielone części roślin wykorzystywano najczęściej wiosną, bo wówczas młodych liści i pędów był dostatek. Zazwyczaj podawano je w formie zupy lub gęstej breji, w skład której - oprócz dzikich roślin - wchodziły: kasze, ziemniaki, jajka oraz tłuszcz (np. słonina, masło bądź olej roślinny). Najpowszechniej spożywaną w Polsce dziką rośliną był szczaw zwyczajny, który gościł i na stołach chłopskich, i na dworach, gdzie był dodawany do sosów. Dzieci jadły szczaw na surowo, często podczas wychodzenia „na pasionkę”, kiedy to o świcie udawały się na pastwisko lub do lasu (np. w Puszczy Białowieskiej pasiono krowy jeszcze w latach 60. XX w.), aby paść krowy lub inne zwierzęta. Dostawały całodzienny prowiant, czyli kawałek chleba i butelkę mleka. Taka ilość jedzenia nie zaspakajała apetytu młodych organizmów, więc dzieci zdobywały pożywienie na polu, łące bądź w lesie. Dzisiejsze wiejskie dzieci mają bardzo nikłą wiedzę na temat dzikich roślin jadalnych, ale póki co szczaw jeszcze rozpoznają.
O tej porze roku szczaw jest delikatny i smaczny, zatem może warto użyć go do sosu, jak to czyniono dawniej na polskich dworach. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 18 Z 2 MAJA 2018 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem