sobota, 15 grudnia
19:38

Śledzie z żurawiną i suszonymi pomidorami

W 1103 roku wojowie Bolesława Krzywoustego, zdobywając Kołobrzeg, śpiewali pieśń, której jeden werset dotyczył upodobań kulinarnych ich antenatów. Jak zapisał Gall Anonim w „Kronice Polskiej”, śpiewali oni „przodkom naszym wystarczały ryby słone i cuchnące”. Opis ten według badaczy polskiej historii (każdego stulecia) mógł pasować tylko do śledzi. To powszechne przekonanie znalazło swoje potwierdzenie w archeologicznych wykopaliskach z średniowiecznej osady w Budzistowie k. Kołobrzegu. Na stanowisku tym udział szczątków śledzi był na tyle duży, że można było pokusić się o stwierdzenie, iż istniało tam wyspecjalizowane rybołówstwo morskie nastawione na połów tego gatunku. Popyt na ryby w monarchii wczesnopiastowskiej był duży, a wiązało się to z przyjęciem chrześcijaństwa. Ówczesne elity zobowiązały się przestrzegać reguły chrześcijan, wśród których najważniejszą był zakaz spożywania mięsa zwierząt lądowych w czasie postów. Stworzyło to kupcom szansę wzbogacenia się na handlu rybami, zwłaszcza w miejscach ubogich w wody śródlądowe. Do handlowania szczególnie zdatnym był śledź, który solony mógł być przeznaczany do handlu całorocznego i dalekosiężnego. Śledzie nie były też drogie, co znajduje potwierdzenie w zapiskach kronikarskich. Za jednego denara można było nabyć cały wóz tych ryb. Stąd zainteresowali się nimi zakonnicy, nie tylko skuszeni tanią ofertą produktu na postne posiłki, ale też możliwością zdobycia niedrogiego towaru na jałmużny rozdawane biedocie.
Dzisiaj śledź nic nie stracił na swojej popularności, choć zyskał bardziej przyjazny zapach (oczywiście za wyjątkiem szwedzkich kiszonych śledzi), za to posty przestały już kształtować koniunkturę na rynku żywności, bo jest ich mało, a i nieliczni chrześcijanie je przestrzegają. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 50 Z 12 GRUDNIA 2018 R.

Pierniczkowy wieniec adwentowy

Adwent rozpoczyna się w czwartą niedzielę przed Bożym Narodzeniem. W Kościele otwiera on nowy rok liturgiczny. Czas ten dla wiernych jest okresem przygotowania do radosnego przeżywania świąt Bożego Narodzenia, ale też przypomnieniem ponownego przyjścia Jezusa Chrystusa na końcu czasów. Dawniej na polskich wsiach rano i wieczorem „otrąbywano” adwent na ligawkach dla wspomnienia, iż przyjdzie czas, gdy trąby anielskie wezwą nas na Sąd Ostateczny. Ligawka to ludowy instrument muzyczny, będący trąbą o długości 1,5 - 3 m. Najprawdopodobniej to najstarszy instrument muzyczny używany w Polsce, posiadający tak przenikliwy głos, że słysząc go trudno nie mieć skojarzeń z końcem świata.
Dzisiaj adwent ma przede wszystkim charakter radosnego oczekiwania. Często w czasie tym pieczone są pierniczki. Tym razem dla odmiany można upiec pierniczkowy wieniec adwentowy i powoli go zjadać w miarę zbliżania się świąt Bożego Narodzenia. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 49 Z 5 GRUDNIA 2018 R.

Czekoladowe magdalenki z gorącym sosem malinowym

Mrok jesiennych popołudni sprawia, że z przyjemnością oddajemy się wspomnieniom. Czasami wspomnienia powracają niespodziewanie, wywołuje je chociażby zwyczajne zanurzenie w herbacie ciasteczka. Tak było w przypadku bohatera cyklu „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. To smak rozpływającej się w ustach magdalenki spowodował, że obudziły się w nim wspomnienia o cioci Leonii i o sympatii, jaką ją darzył. Czyżby zatem pamięć „zaklęta” była w maślanych ciasteczkach? Otóż nie. Pamięć umiejscowiona była w mózgu bohatera powieści (podobnie jest i u nas), zaś smak i zapach magdalenek stał się kluczem do zamkniętych „drzwi”, za którymi przechowywał swoje wspomnienia. Ciekawe, z jakim smakiem bądź zapachem utrwalamy się my w pamięci naszych bliskich. Może warto, aby były to aromatyczne, czekoladowe magdalenki z pachnącym latem malinowym sosem. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 48 Z 28 LISTOPADA 2018 R.

Bigos na gęsinie

Od ponad stu lat w regionie Beaujolais koło Lyonu produkuje się popularne na całym świecie wino beaujolais nouveau. Wino to nie jest przykładem doskonałego trunku, a mimo to świetnie się sprzedaje na całym świecie. Swój sukces zawdzięcza jednej z książkowych metod na budowanie marki żywnościowej. Polega ona na oparciu strategii marketingowej na dwóch filarach: cyklicznej imprezie, na którą będą ściągały tłumy, oraz tradycji, która wyróżni produkt i pozytywnie nastawi konsumentów. Winiarzom z południowo-wschodniej Francji wystarczyło 30 lat, aby osiągnąć sukces. Ile lat potrzebować będzie gęsina z województwa kujawsko-pomorskiego ocenią specjaliści od sprzedaży, a z czasem i historycy jedzenia. Póki co jej promocja jest wzorcowa. O szlachetnej tradycji spożywania jesienią gęsiny wypowiadają się rok w rok autorytety ze świata polityki, nauki i kultury. Na coroczny Festiwal Gęsiny w Przysieku zjeżdżają tłumy rządne skosztowania tradycyjnych i nowych potraw z gęsiny oraz ciekawe sław ze świata kulinarnych mediów: Magdy Gessler, Karola Okrasy czy Roberta Makłowicza. Czeka też na nich oferta sprzedawców, która dostosowuje się do potrzeb współczesnego odbiorcy najchętniej kupującego gotowe do spożycia produkty, ewentualnie fragmenty tuszki gęsiej, bo dla małej rodziny cała tuszka gęsia to zdecydowanie za dużo.
Wpisując się w to listopadowe, masowe spożywanie gęsiny, przygotujmy „gęsi bigos”, a obiad będzie bardzo tradycyjny i polski. Bigos według poniższej receptury można od lat kupić na Festiwalu Gęsiny w Przysieku. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 47 Z 21 LISTOPADA 2018 R.

Puree ziemniaczane z jarmużem

Od połowy października sklepy zaopatrują się w duże, pomarańczowe dynie oraz upiorne przebrania dla dzieci. Bowiem zbliża się Halloween. Pod względem językowym Halloween przynależy do chrześcijaństwa, bo angielskie All Hallows`Eve znaczy „wigilia Wszystkich Świętych”. W odległym średniowieczu w noc z 31 października na 1 listopada mnisi w klasztorach rozpoczynali modły za dusze zmarłych. Jednak irlandzkie Halloween nie przynależy do chrześcijaństwa, gdyż wywodzi się z celtyckiego święta Samhain. Irlandczycy wierzyli, że na przełomie października i listopada duchy wracają na ziemię i próbują wcielić się w osoby żyjące. Chcąc temu zapobiec, gaszono domowe paleniska i przebierano się za żebraków, bądź upiory. Z biegiem czasu i to święto „schrystianizowano” (choć powierzchownie), a po przeniesieniu przez irlandzkich imigrantów do Stanów Zjednoczonych Ameryki, skomercjalizowano, co ostatecznie pozbawiło je jakichkolwiek odniesień religijnych. Podobno jeszcze na początku XX wieku w Irlandii był zwyczaj spożywania w Halloween ziemniaczano-jarmużowego puree. Uczestnicząc, bądź dystansując się od irlandzkiej „upiornej” tradycji, może warto spróbować ich „zielonego” puree, gdyż jest strasznie zdrowe i okropnie dobre. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 46 Z 14 LISTOPADA 2018 R.

Pasztet z dziczyzny

Język łowiecki należy do najstarszych zabytków kultury polskiej. Kształtował się w czasach kiedy powstawał polski język literacki. Wśród języków słowiańskich nasz język łowiecki jest najbogatszy. Nieużywanie jego przez myśliwych było w przeszłości karane specjalną karą myśliwską. Myśliwy, który nie stosował prawidłowo określeń tego języka, bądź został przyłapany na nieznajomości terminologii łowieckiej, był kładziony na ubitym jeleniu lub dziku i wymierzano mu trzy płazy kordelasem (to długi prosty lub zakrzywiony nóż myśliwski do dobijania i patroszenia zwierzyny), wołając przy tym trzykrotnie ho! ho! ho! Jak zauważa Zbigniew Gloger (historyk i etnograf, 1845 -1910) zwyczajowi temu należy zawdzięczać pieczołowite przekazywanie tego języka z pokolenia na pokolenie myśliwych. Jednak należy mieć na uwadze, że w czasach o których wspominał Gloger młodzi adepci myślistwa, często byli szesnastoletnimi chłopcami. Dzisiaj nauka tego języka nie jest już tak opresyjna, niemniej myśliwi starają się nadal go używać. Doskonale wiedzą, że tropy to ślady zwierząt, słuchy to zajęcze uszy, a byk to samiec jelenia. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 45 Z 7 LISTOPADA 2018 R.

Pieczeń wieprzowa z ziemniaczanymi kulami i kiszoną kapustą (świąteczne danie papieża Benedykta XVI)

Cieszący się popularnością film „Kler” przytłacza oglądających wizerunkiem bardzo grzesznych duchownych. Niestety, na historię Kościoła składają się życiorysy nie tylko świętych, ale też ludzi o bardzo słabych charakterach, pragnących bogactwa, władzy i seksu. Z mniej oburzających przyjemności dostojnicy kościelni gustowali też w luksusowym, obfitym jedzeniu. Przykładowo, do bardziej wystawnych uczt należała biesiada wydana z okazji ogłoszenia papieżem Leona X (1513-1521). Na zakąski do niej złożyły się ciastka zrobione z orzeszków piniowych, marcepanów, biszkopty z małmazyją, figi i wina muszkatel. Następnie wniesiono pieczone przepiórki, turkawki, kuropatwy, indyki, gotowane kury i koguty przybrane w pióra ustawione na własnych łapach. W sumie biesiada składała się z trzystu części z daniami słodkimi i słonymi. Jej finisz stanowiło ciele ugotowane w białym winie. Ten posiłek nie miał więc wiele wspólnego z ascetycznym wzorem życia, który propagował Jezus. Na usprawiedliwienie ówczesnych sług bożych można jedynie zauważyć, iż jeszcze w XVI wieku, uczty służyły ugruntowaniu politycznej pozycji papieża i często były publiczne. Dzisiaj rozmach biesiad organizowanych przez kler jest już nie ten, choć na obfite posiłki mogą zawsze liczyć wiejscy księża zapraszani na obiady do swoich parafian. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 44 Z 31 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Zupa z soczewicy i marchewki

W tym roku przypada stulecie uzyskania praw wyborczych przez kobiety w Polsce. Zdobycie tego prawa zajęło płci pięknej dużo czasu, bo początki ruchu emancypacyjnego na świecie sięgają końca XVIII w. W swojej walce kobiety mogły niekiedy liczyć na solidne wsparcie mężczyzn. Jednym z nich był brytyjski filozof i ekonomista John Stuart Mill. W swojej książce „Poddaństwo kobiet” z 1869 roku analizował przyczyny i skutki ograniczania praw kobiet. Zauważył, że blokowanie dostępu kobietom do nauki, handlu i ogólnie pracy zawodowej, jest nielogiczne, a co najistotniejsze - szkodliwe społecznie. Mill był przewodniczącym „Women`s Suffrage Society” (towarzystwa na rzecz prawa głosu kobiet), jako pierwszy parlamentarzysta postulował rozszerzenie praw wyborczych na kobiety. To zaangażowanie nie było pozbawione osobistego tła. Otóż, w 1827 roku poznał miłość swojego życia Harriet Taylor, kobietę walczącą o równouprawnienie kobiet. Mill w tym czasie cierpiał na silną depresję. To energiczna i inteligentna Harriet pomogła Millowi wyjść z depresji, zachęcając go do pracy społecznej i działalności politycznej. W rewanżu zyskała w nim oddanego działacza na rzecz praw kobiet. Niestety wojująca feministka o silnej psychice miała bardzo wątłe zdrowie. Gruźlica spowodowała, iż wraz z mężem przenieśli się do Awinionu we Francji. Tamtejsze warunki klimatyczne miały sprzyjać jej zdrowiu. Niestety klimat nie okazał się zbawienny i ukochana żona Milla zmarła w Awinionie w 1858 roku. Mąż jej już nie wrócił na Wyspy Brytyjskie, żył w osamotnieniu w Awinionie do 1873 roku (czyli do śmierci), gdzie mógł odwiedzać codziennie grób żony.

Pochodząca z wysp zupa z soczewicy i marchwi, będzie doskonałą propozycją dla współczesnych zapracowanych kobiet, gdyż jest odżywcza i szybka w przygotowaniu. No cóż, ostatecznie mamy to o co walczyłyśmy, czyli pełnię praw do ciężkiej pracy. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 43 Z 24 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Ciasto dyniowo-jabłkowe z kremem jajecznym

Drzewa pokryły się żółtymi i pomarańczowymi liśćmi. Po pierwszych przymrozkach sczerniały dyniowe pędy, a odkryte dzięki temu pomarańczowe kule ich owoców rozświetliły jesienne ogrody i pola. Okazuje się, że w Polsce mamy bardzo dyniową miejscowość, mianowicie Cedynię. Od kilku lat jej mieszkańcy z końcem września lub na początku października przygotowują święto dyni pod nazwą „Ce-dynia na okrągło”. Początkowo było to wydarzenie podczas, którego lokalni twórcy, rzemieślnicy, prezentowali swoje wyroby, w tym i te kulinarne. Od 2017 roku „dyniowe święto” nabrało międzynarodowego charakteru i stało się festiwalem polsko-niemieckim. Niemniej dynia pozostała kulinarną gwiazdą imprezy. To, że potencjał jej jest ogromny, wie każda gospodyni, gdyż z dyni można przygotować wszystko, począwszy od dań obiadowych, poprzez przetwory, na deserach kończąc.
Przepis na poniższe ciasto ma niemiecki rodowód, zatem bardzo wpasowuje się w charakter cedyńskiego festiwalu.

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 42 Z 17 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Sos boloński

Włoskie miasta lubią nosić przydomki, które je opisują. Niekiedy, gdy miasto jest szczególnie „charakterne”, ma ich kilka, tak jak Bolonia, stolica rolniczego regionu Emilii - Romanii. Pierwszy przydomek to: La Dotta - uczona, gdyż tu powstał w 1088 roku najstarszy uniwersytet cywilizacji łacińskiej, drugi to: La Rossa - czerwona, ponieważ miasto jest bastionem włoskiej lewicy oraz La Grassa - tłusta, bo bolończycy uwielbiają dobrze zjeść, a tak można tylko wówczas, gdy nie oszczędza się na tłuszczu. Zasadniczo region żyje z przemysłu spożywczego. W drugim co do wielkości mieście regionu, w Parmii, w 1877 roku Pietro Barilla założył firmę, która jest największym producentem makaronu na świecie. Pietro był piekarzem, który w swoim sklepie nie tylko sprzedawał pieczywo, ale też makarony jajeczne, jak i te z semioliny. Wszedł do historii firmy jako jej założyciel, gdyż w 1900 roku idąc za postępem technicznym zainwestował w maszynę do wyrabiania ciasta oraz w żeliwną prasę. W efekcie w przeciągu kilku lat zwiększył produkcję makaronu do 8 t dziennie. Tak to rzemieślniczą firmę przekształcił w fabrykę, której produkty można dzisiaj odnaleźć na półkach sklepów Paryża, Moskwy, Tokio i nawet Wągrowca. Emilia - Romania słynie nie tylko z makaronów. Pochodzą z niej tak znane włoskie przysmaki: ocet balsamiczny, mortadela i ser parmigiano reggiano, zwany potocznie parmezanem. Jednak Polakom najbardziej kojarzy się ten region z sosem bolońskim (ragù alla bolognese), którego wysoka kaloryczność jesienią staje się sporym atutem. (..)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 41 Z 10 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Strucla z ziemniakami

„Wyznać należy, że po chrzcie świętym kartofle są największym dobrodziejstwem ludziom użyczonym przez Nieba” - tak pisał w „Podróżach historycznych po ziemiach polskich” Julian Ursyn Niemcewicz. W Rzeczpospolitej Polskiej ziemniaki zaczęto uprawiać na początku XVII wieku w ogrodzie botanicznym w Warszawie. Większą ich ilość posadzono w ogrodach wilanowskich dopiero po powrocie Jana III Sobieskiego z wyprawy wiedeńskiej, który dowiózł wór bulw tej rośliny do Warszawy. Zięć królewskiego ogrodnika Jan Łaba zaczął uprawiać ziemniaki na większą skalę, co pozwoliło mu się dorobić znacznego majątku. Później jego synowie byli wyłącznymi dostawcami kartofli na dwór Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego (pewnie kontakty ojca nie miały tutaj znaczenia). Uprawa kartofli z czasem stawała się coraz bardziej powszechna, aż w końcu XVIII wieku zaczęto przerabiać je na skrobię, aby na początku XIX wieku używać je w gorzelnictwie do wyrobu spirytusu. Wówczas przestały być też jadłem królów, stały się strawą biedoty, którą często ratowały od śmierci głodowej. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 40 Z 3 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Czerwona kapusta z jabłkami po szwajcarsku

Świst strzały mknącej w stronę chłopca z jabłkiem na głowie to wizualizacja legendy założycielskiej Szwajcarii. Jednak czy cena wolności tego maleńkiego, alpejskiego państwa była zawsze tak wysoka jak wówczas, gdy ojciec ryzykował życiem syna? We wrześniu 1939 roku rząd Szwajcarii ogłosił powszechną mobilizację, bo deklaracje Adolfa Hitlera co do losów tego kraju były sprzeczne: raz zapewniał że uszanuje neutralność Szwajcarii, innym razem porównywał ją do „wrzodu na ciele Europy”, który należy niezwłocznie zlikwidować. Na szczęście dla Szwajcarii w 1939 roku natłok zajęć w armii niemieckiej spowodował, że odstąpiono od planów zajęcia tego państwa. Zwłaszcza, że szybko się okazało, iż Niemcy potrzebują szybkiego kolejowego połączenia z sojuszniczymi Włochami, a wysadzane podczas działań wojennych mosty i tunele mocno by spowolniły dostawy węgla, bez którego przemysł włoski nie mógłby funkcjonować i nie byłoby pieniędzy na wojnę. Dodatkowo Szwajcaria pośredniczyła w handlu walutami i złotem, zrabowanymi przez nazistów w podbitych państwach. Wreszcie to Szwajcarzy produkowali wiele produktów tzw. wysokiej technologii, które Niemcom były niezbędne do produkcji np. detonatorów bomb. Przy czym Szwajcarzy sprzedawali te same produkty aliantom, tylko po niższych cenach (taki to był ich udział w wojnie). Jakże wówczas cena spokoju dla Szwajcarów była niska, gdy dla walczących stron okazało się niezbędne małe, acz bogate państwo.
Czasy wojny to czasy popularności kapusty, którą uprawiano na trawnikach nawet takich miast jak Berlin. Jedząc kapustę po szwajcarsku trudno uniknąć refleksji, że bogaci mają rabat nawet na cenę wolności. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 39 Z 26 WRZEŚNIA 2018 R.

Jesienny pocałunek

Ciepłe, słoneczne dni wrześniowe to preludium końca lata. Zanim zacznie gwałtownie przybywać nocy, a dni staną się zimniejsze, można z pomocą jesiennych owoców przygotować na dobry początek tej „ciemniejszej” części roku, taki bardzo słodki „jesienny buziak”. Baiser, to po francusku pocałunek i to od tego słowa nazwę przyjęły bezy. Podobno powstały na dworze polskiego króla Stanisława Leszczyńskiego. Leszczyński był władcą popieranym przez Szwedów, a pamięć o „potopie szwedzkim” nie sprzyjała znalezieniu mu poparcia u całej polskiej szlachty. Mimo to na tronie polskim zasiadał dwa razy, by ostatecznie z niego abdykować w 1736 roku, ustępując go Sasom (tytuł królewski zachował do końca życia). W Nancy, stolicy Lotaryngii, której był dożywotnim księciem, dzięki łaskawości króla Francji Ludwika XV, wiódł dostatnie życie. Mając spore zasoby finansowe (Lotaryngia była bogatym księstwem), sprowadzał na dwór znanych mistrzów kuchni, między innymi Gaspariniego ze Szwajcarii, który przygotowywał królowi lekkie jak chmurki słodkie ciasteczka, czyli bezy. To w Nancy zyskały sławę, która rozlała się po całym świecie, sięgając nawet Australii, której narodowym deserem jest beza Pavlovej.

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 38 Z 19 WRZEŚNIA 2018 R.

Forszmak lubelski

Lubelszczyzna to kraina położona między dwoma rzekami: Wisłą od zachodu i Bugiem od wschodu. Bogactwem Lubelszczyzny są wysokiej jakości gleby. To tutaj na podłożu lessowym wykształciły się czarnoziemy, na których rosną: pszenica, burak cukrowy, chmiel i tytoń. Jednak urodzajne gleby to nie jedyne bogactwo tego regionu. Otóż, jak ustalono w latach 80. ubiegłego wieku, na Lubelszczyźnie znajdują się również ogromne złoża bursztynu (stanowią aż 97 proc. całkowitych zasobów). Zrobiło się o nich głośno kilka lat temu, gdy ceny bursztynu wzrosły (m.in. po wprowadzeniu przez Rosję zakazu eksportu tego surowca), wówczas zaczęto rozprawiać o podziemnym bogactwie. Póki co bursztyn nadal tkwi pod ziemią, my zaś skorzystajmy z kulinarnego bogactwa tego regionu i przygotujmy jesienny forszmak. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 12 WRZEŚNIA 2018 R.

Ghiveci z kurczaka

Koniec sierpnia to najlepszy czas, aby rozkoszować się słodyczą mięsistych papryk. Papryka obecnie szeroko stosowana w kuchni europejskiej, zanim odkrył ją Krzysztof Kolumb, uprawiana była w Ameryce. To za sprawą tego żeglarza dotarła do Europy na początku XVI wieku. Najbardziej entuzjastycznie paprykę przyjęli Węgrzy, dla których błyskawicznie stała się narodową jarzyną i przyprawą. Obecnie największe europejskie uprawy tej rośliny znajdują się: na Węgrzech, w Bułgarii, Rumunii i Hiszpanii. W krajach tych bardzo chętnie sięga się w kuchni po to warzywo, przykładowo Rumuni dodają paprykę do mięsno-warzywnego gulaszu ghiveci. Na ile jest to udane zastosowanie, przekonajmy się sami. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 36 Z 5 WRZEŚNIA 2018 R.

 

Risotto z cukinią

Tegoroczne lato, gorące i suche, nie różni się niczym od typowego lata we Włoszech. Dodatkowo ciepłe noce sprzyjają posiłkom na świeżym powietrzu. Zatem wystarczy przygotować włoskie jedzenie, a poczujemy się jak na włoskich wakacjach. Doskonałe na lekką kolację byłoby risotto z włoskiego ryżu. We Włoszech uprawia się ryż przede wszystkim z gatunku Oryza sativa japonica, który podczas gotowania zachowuje lekko twarde ziarno. Uprawa włoskiego ryżu nadzorowana jest przez specjalny państwowy instytut. To za jego sprawą, ryż kierowany do sprzedaży musi mieć określoną kategorię, która powinna być podana na opakowaniu. Włoski ryż dzieli się na cztery kategorie: riso comune (ryż do użytku w gospodarstwie domowym), riso semifino (ryż okrągłoziarnisty), riso fino (ryż standardowy) i riso superfino (ryż najwyższej jakości). Włosi wiedzą, że każda potrawa z ryżem wymaga jego odpowiedniej kategorii. Przykładowo, do risotta najlepszy jest ryż najwyższej jakości taki jak: Arborio lub Carnarolli, którego ziarenka zawierają sporo skrobi. Dzięki temu po ugotowaniu pozostają wilgotne i soczyste, o czym możemy przekonać się przygotowując risotto z cukinią. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 29 SIERPNIA 2018 R.

 

 

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem