wtorek, 14 sierpnia
16:26

Tropem Stacha

przybyszewski rr
Koncert w auli Królewskiego Gimnazjum Klasycznego w Wągrowcu w 1888  r., stanowiący popis uczniów starszych klas, był dniem triumfu dla młodego prymanera (ucznia przedmaturalnego) STANISŁAWA PRZYBYSZEWSKIEGO. Od najbliższego piątku aula szkolna I Liceum Ogólnokształcącego będzie nosić jego imię, dlatego warto przybliżyć tę postać i związane z nim miejsca w Wągrowcu.
Trop wypada podjąć przy „Ameryce”, dawnym gnieździe rodzinnym Przybyszewskich.

Ukrywała się przed światem

adela-magdalena-pawlakowna
Na podstawie relacji MATEUSZA PATELSKIEGO przedstawimy historię okupacyjnego życia, jakie toczyło się w miejscowości Kurki pod Wągrowcem, gdzie ginęli Niemcy, z niemieckiego konwoju wyrwał się polski więzień, a siostra zakonna ukrywała się w tajnej skrytce.
Kurki to bardzo urokliwe miejsce, położone w środku lasu między Przysieką a Łosińcem. W dwudziestoleciu międzywojennym funkcjonował tutaj folwark, który wraz z otaczającym go lasem stanowił część majątku Przysieka, należącego do Fundacji Rodowej Moszczeńskich.
W obszernym domu mieszkalnym, murowanym z cegły i posadowionym na kamiennej podmurówce, mieszkało przed wojną pięć rodzin. Największe mieszkanie należało do rodziny Pawlaków. Wokół stały trzy mniejsze domy mieszkalne dla pracowników folwarku, chlew, duża obora z krowami należącymi do majątku oraz drewniana stodoła. Było także 50 uli, szopki gospodarcze, sad i ogrody, którymi opiekował się zamieszkały w folwarku z rodziną Józef Pawlak, dziadek dziś już ponad 80-letniego Mateusza Patelskiego, dzięki któremu przypomnimy kilka ciekawych historii związanych z tym miejscem.

Archeolodzy odkryli nowe miejsca spoczynku wągrowieckich mnichów

klasztor 5
Pionierskie badania archeologiczno-architektoniczne, prowadzone wokół wągrowieckiego kościoła i klasztoru pocysterskiego (obecnie paulińskiego), przynoszą sensacyjne odkrycia, poszerzające m.in. naszą dotychczasową wiedzę na temat pierwotnego, średniowiecznego założenia klasztornego.
A wszystko zaczęło się niewinnie w czerwcu bieżącego roku od prac ziemnych przy kościele i klasztorze, mających na celu instalację kanalizacji deszczowej. Ojcowie paulini, administratorzy tutejszej parafii, postanowili w końcu rozwiązać problem wody deszczowej, która spływając rynnami pod fundamenty, powodowała ich podmakanie i zawilgocenie. Budowlańcy rozpoczęli inwestycję, ale napotykali w ziemi na niezidentyfikowane obiekty, które utrudniały im pracę. Jak się okazało, były to ceglano-kamienne fundamenty oraz pochówki ludzkie.
Odkrycia te spowodowały, że na placu budowy pojawili się archeolodzy.

Nieprzyjaciela trzymano za rzeką

danuta
Rozkaz naczelnego dowództwa z 3 na 4 września zmusił do odwrotu jednostki Wojska Polskiego stacjonujące w okolicy Wągrowca, Gołańczy, Skoków i Wapna. Przez lata głównie to wydarzenie utrwalane było w naszej pamięci, wypada jednak przypomnieć, że zanim doszło do odwrotu, polscy żołnierze walczyli z Niemcami na granicy naszego powiatu, i to z powodzeniem.
Jak wspominaliśmy dwa tygodnie temu w artykule: „Gwałtowny wyścig zbrojeń ogarnął świat cały”, odgłosy walk i strzałów armatnich docierały do mieszkańców Czeszewa i okolic. Spróbujmy zatem, śledząc szlak bojowy 26 Skierniewickiej Dywizji Piechoty, której sztab mieścił się w budynku szkolnym w Nowym Wapnie w powiecie wągrowieckim, przybliżyć gdzie dochodziło do potyczek z wrogiem.

Gwałtowny wyścig zbrojeń ogarnął świat cały

wagrowiec-ratusz
Tak w przededniu wojny pisał Komisarz Generalny Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej, generał broni inż. Leon Berbecki.
W marcu 1939 r. wystosowano apel do obywateli Rzeczypospolitej: „SILNI duchem, ZWARCI wokół ukochanej Armii i Wodza Naczelnego, GOTOWI do wszelkiej akcji, maszerujemy ku wielkiej, potężnej Polsce. (...) Narody zbroją się w tempie wyścigowym. W obliczu tych wydarzeń musimy dotrzymać kroku innym, musimy zwiększyć nasze wysiłki, zmierzające do spotęgowania sił obronnych Polski. Musimy pokryć niebo nasze eskadrami stalowych ptaków, a ziemię własną bateriami dział przeciwlotniczych! Rząd Rzeczypospolitej rozpisał Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej. Pożyczka ta spotkała się z entuzjazmem całego społeczeństwa. Płynie lawina ofiar i deklaracji pożyczkowej (...)”.
Takiej treści ulotki rozprowadzano po całym kraju. Trafiły one również do powiatu wągrowieckiego.

Bracia z mogiły

Kierownik badań Tomasz Olszacki (z prawej) oraz archeolog Michał Cichocki. Fot. Rafał Różak

Trzy i pół wieku dwaj bracia leżeli razem w nieznanej mogile, aby po latach dać na nowo świadectwo okropnej zbrodni, jaka wydarzyła się setki lat temu na zamku w Gołańczy.

Tydzień temu pisaliśmy o zakończeniu trzeciego, ostatniego etapu badań archeologiczno-architektonicznych zamku w Gołańczy. Prace były prowadzone pod kierownictwem Tomasza Olszackiego z Pracowni Archeologicznej „Trecento” z Łodzi i dr. Artura Różańskiego z Instytutu Prahistorii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Jak twierdzą archeolodzy, zamek został już teraz wystarczająco dokładnie przebadany, aby przymierzyć się do napisania monografii na jego temat. Jej wydanie ma nastąpić być może jeszcze w tym lub na początku przyszłego roku.

RODZEŃSTWO BRONIŁO ZAMKU?
Zanim jednak uzyskamy odpowiedzi na wiele nurtujących pytań dotyczących ewoluującej od 2009 roku nowej historii tego miejsca, przyjrzyjmy się kilku ciekawym wątkom pochodzącym z czasów potopu szwedzkiego.
Przypomnijmy, że w 2010  r., podczas drugiego etapu badań, archeolodzy niespodziewanie natknęli się podczas eksploracji jednego z wykopów na mogiłę wojenną i nieznane wcześniej miejsce pochówku obrońców zamku z nieszczęsnego początku maja 1656 r.
Informacja o sensacyjnym odkryciu obiegła wówczas nie tylko lokalne, ale również ogólnopolskie media.
Co ciekawe, dzięki późniejszej kwerendzie materiałów źródłowych i wstępnej analizie odkrytych szczątków udało się ustalić, że wśród dwudziestu pięciu szkieletów, które przebadane zostaną przez antropolog Sylwię Łukasik z Instytutu Antropologii UAM w Poznaniu, są najprawdopodobniej polegli w czasie obrony zamku bracia Smoguleccy.
Byli oni synami Jana Albrachta Smoguleckiego (starosty inowrocławskiego) i Ewy Alojzy Zbyszewskiej z Łukowa.

ODBUDOWA ZAMKU
Wyjaśnijmy, że senior Jan Albracht, dawny właściciel zamku, który stworzył podwaliny pod pobliski, powstały po jego śmierci bernardyński zespół klasztorny, w czasie potopu już nie żył. Jego żona Ewa Alojza, która - jak twierdzi Tomasz Olszacki - miała z nim sporo dzieci, prawdopodobnie kilka lat po jego śmierci wyszła ponownie za mąż za Stanisława Grudzińskiego. Z nim nie miała już potomstwa, a jednak w niektórych źródłach natknąć się możemy na informacje o poległych w czasie obrony zamku braciach Grudzińskich, co - jak wyjaśnia archeolog - jest błędem.
Ewa Alojza ze Zbyszewskich, oprócz poległych synów, miała jeszcze z Janem Albrachtem jednego - Marcina Franciszka, który przeżył potop. Był on wówczas kilkuletnim dzieckiem, a po tym, jak Szwedzi obrócili zamek w ruinę, wychowywał się w rodzinnej rezydencji w Smogulcu.
Zniszczony i spalony zamek stał kilkanaście lat pusty i nieużywany. Marcin Franciszek Smogulecki, kiedy dorósł, postanowił jednak wyciągnąć go z ruiny i przywrócić mu funkcje rezydencjalne.
Zanim wróci na zamek, remontuje wieżę mieszkalną, nadając jej cechy barokowe. Tynkuje elewacje, odbudowuje bramę zamkową (również w stylu barokowym), organizuje na nowo przestrzeń dziedzińca, którego poziom podnosi o kilkadziesiąt centymetrów, a przy zamku buduje obszerny dwór i zamkową kuchnię (oba budynki konstrukcji szkieletowej).
Czyniąc to wszystko nie zdaje sobie sprawy z tego, że kilkadziesiąt centymetrów pod ziemią, tuż przy fundamentach nowo powstałej kuchni, pochowano pospiesznie jego braci, poległych na zamku pamiętnego maja 1656 r., kiedy on był jeszcze dzieckiem.
Grób ten udało się zlokalizować dopiero po ponad trzystu pięćdziesięciu latach, dzięki pracy przybyłych archeologów.

STAROŚCIANKA POCHOWANA Z BRAĆMI?
Bohaterska obrona głównej rezydencji dóbr smogulecko-gołanieckich w Golańczy dała również początek legendzie o starościance, która nie chciała wyjść za szwedzkiego oficera oblegającego zamek i wolała zginąć w otchłani wód pobliskiego jeziora, niż zhańbić się tą niemożliwą do przyjęcia propozycją. Były zatem domysły, że do zbiorowej mogiły mogło również trafić ciało kobiety, ale póki co nie stwierdzono z całą pewnością takich szkieletów.
- Mamy natomiast osobniki kilkunastoletnie, u których cechy płciowe nie są jeszcze całkowicie rozwinięte, aby na pierwszy rzut oka to ocenić. Ale to powinno się wyjaśnić w ciągu dalszych badań antropologicznych – wyjaśnia Tomasz Olszacki.
W tym miejscu pojawia się bowiem przypuszczenie, że wśród poległych braci leży także ich siostra Marcina, zwana również Martyną Smogulecką. Pojawia się ona bowiem w źródłach przed potopem, a później brak już o niej jakichkolwiek informacji. Kto wie zatem, czy waleczna Marcina nie była czasem pierwowzorem legendarnej gołanieckiej starościanki lub kasztelanki.

WIĘCEJ MOGIŁ
Ze źródeł wiemy, że przed oblężeniem zamku odbyła się pod Gołańczą bitwa ze Szwedami. Zarówno w niej, jak i podczas późniejszej rzezi na zamku zginęło - jak pisze Samuel Pufendorf, szwedzki historiograf – ponad dwieście osób; a jak podają stare metryki kościoła gołanieckiego - ponad czterystu obrońców, w tym trzech duchownych.
- Tutaj mamy pewnych 25 osób związanych z walkami o zamek. Oczywiście nie możemy wykluczyć, że jest to jedyna mogiła z tego czasu. Na pewno jest jedyną na terenie zamku, którą udało nam się rozpoznać. Zakres badań naszych, wcześniejszych badań niemieckich, a także badań elektrooporowych był dość znaczny. Tak więc możemy z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że na terenie zamku innych mogił nie ma – twierdzi Tomasz Olszacki.
Według mieszkańców, na terenie Gołańczy znajdowała się górka ze szkieletami, ale, jak podsumował archeolog: - Została kiedyś „rozwieziona”. Dlatego być może już nigdy nie dowiemy się, ile faktycznie osób zginęło w czasie walk o Gołańcz i pod Gołańczą

GODNE MIEJSCE POCHÓWKU
Po przebadaniu szczątków przez antropologa trafią one z powrotem do Gołańczy.
Jerzy Paluch, autor wydanej ostatnio publikacji „Bernardyni z Ziemi Wągrowieckiej”, jest zdania, że kategorycznie powinny one pozostać przy zamku, ponieważ jeśli zostaną złożone w katakumbach kościoła pobernardyńskiego, mogą w przyszłości podzielić losy wielu szczątków znamienitych osób, które tam trafiły, a po których nie ma już śladu.
Nieco innego zdania są archeolodzy: - Sposób złożenia zmarłych w mogile jest świadectwem wojennego bestialstwa, a nie pochówkiem we właściwym rozumieniu tego słowa, dlatego też ekshumację i pogrzeb uznajemy za w pełni uzasadnione. Nie chcielibyśmy jednak wprowadzać na zamek symboliki związanej z miejscem pochówku. Bo to też ograniczałoby w jakiś sposób wykorzystanie tego terenu. Szczątki należy raczej przenieść w nowe miejsce i tam godnie pochować. Tylko że miejsce to musi pozostać w czytelnym historycznym i przestrzennym kontekście z zamkiem, to jest dość istotne. Kościół bernardyński stoi blisko zamku i wydaje nam się, że gdyby to odpowiednio zorganizować, to polegli byliby godnie upamiętnieni i cały czas jakoś z zamkiem związani. Oczywiście trzeba byłoby przygotować tablicę upamiętniającą i może zorganizować jakąś stałą wystawę poświęconą badaniom mogiły i walce na zamku - podsumowuje Tomasz Olszacki.
Gdzie pochować bohaterskich obrońców i jaką formę ich upamiętnienia wybrać, to już zmartwienie władz Gołańczy. Powinny one jednak tak zaakcentować to miejsce pochówku w przestrzeni miasta, aby zaistniało ono w świadomości mieszkańców Gołańczy i nie tylko.

Fot. Rafał Różak
Fot. Rafał Różak
 

Gdzie się SCHRON(Y)ić?

schrony1
Co kryją piwnice starych budynków? Z pewnością wiele tajemnic. Jedną z nich są stare schrony, które miały uchronić mieszkańców Jakubowego Grodu przed bombardowaniem.
Jak się okazuje, w Wągrowcu znajdują się trzy schrony z grubymi murami i pancernymi drzwiami. Niestety, dziś są już zapomniane, bądź służą do innych celów niż w pierwotnym założeniu.
schrony11
schrony12
schrony13
schrony14
PRZETRWAJĄ NASZE EMERYTURY
Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy, jest budynek Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na ul. Przemysłowej. Białe ściany, porządek i dobrze zakonserwowane urządzenie do filtracji powietrza. Schron wybudowany został w 1996 roku i jest najmłodszym z wągrowieckich ukrytych pomieszczeń, a zarazem najmniejszym, bo pomieściłby 25 osób.
- Najważniejsze, aby nikt nigdy nie musiał z niego korzystać - mówi pani, która mnie oprowadza. To prawda. Choć nie ma już obowiązku „posiadania” schronów przez miasta. Te wybudowane kilkanaście lat temu przeszły w prywatne ręce i ich właściciele decydują o ich dzisiejszym przeznaczeniu.
schrony10
schrony7
schrony2
schrony6
schrony4
schrony8
schrony3
schrony9

WYCIECZKA W CZASIE
Kolejne kroki kierujemy na ul. Średnią, do budynku należącego do PKP. Obchodzimy „Fabrykę Reklamy” i od tyłu schodzimy do piwnicy.
- Ma pani latarkę? - pyta mnie przed wejściem „pan przewodnik” - Tam nie ma prądu - wyjaśnia szybko. Zaczyna się jak w filmach Bogusława Wołoszańskiego. Wszędzie ciemno, jedynie skromne światło latarki oświetla nam drogę wąskimi korytarzami. Za każdym progiem czuć historię.
- Znajdujemy się akurat w centrum dowodzenia - mój przewodnik oświetla mi wielki stół, na którym jeszcze leżą dokumenty związane z obroną cywilna - Tutaj były podejmowane wszystkie decyzje. Znajdował się tu sztab, który wydawał polecenia. A tutaj są telefony - mężczyzna wskazuje na karton z urządzeniami na korbkę.
Idziemy dalej. Małe drzwiczki i ciemność. Sprawdzamy dokąd prowadzi. To wyjście ewakuacyjne dla 62 osób, które przebywałyby tu w razie ewentualnej wojny.
Kolejny skręt i... łazienka, która zdecydowanie odbiega od dzisiejszych standardów. Cóż się dziwić, takie toalety były dostępne w 1942 roku, kiedy budowano to miejsce.
Kilka metrów dalej znajdujemy kilkanaście starych materaców - przecież to noclegownia o betonowej konstrukcji, przypominam sobie przeznaczenie wypisane na planach tego schronu.
schrony15
schrony16
schrony17
schrony18
WSPOMNIENIE ŚWIETNOŚCI
Kilka minut później znajdujemy się pod Oddziałem Robót Drogowych PKP na ul. Kościuszki. Ponownie schodzimy do piwnicy i odnajdujemy pancerne drzwi. Ten schron również należy do PKP. Jest on najstarszym schronem w mieście, bo wybudowany został w 1939 roku i największym (pomieści 72 osoby).
Tutaj jednak jest elektryczność, która odsłania wieloletnie działanie czasu. Odrapane ściany, pajęczyny, ale to nadaje wyjątkowości temu miejscu.
Nie ma tu korytarzy. To kilka małych pomieszczeń i jedno wielkie, w którym znajduje się mnóstwo ławek. Przebywające tu osoby musiały zadowolić się miejscem siedzącym, o leżakowaniu nie było mowy. Wychodzimy na zewnątrz i odszukujemy wyjście ewakuacyjne.
- Leży tu płyta, aby nikt tam nie wpadł. Podobnie nakryta została dziura po drewnianej konstrukcji wieżyczki do filtracji powietrza. Ktoś ją ukradł kilka lat tamu, więc zabezpieczyliśmy wejście głazem - mówi mój przewodnik z PKP.
Dziś często zaniedbane pomieszczenia jeszcze w czasie komunizmu były oczkiem w głowie rządzących. Po schronach zostały wspomnienia i historia, o której uczą się dzieci w szkołach.
(Autor Wioletta Gryczka, Fot. Wioletta Gryczka)

Lustrzane odbicie Wągrowieckiej Madonny

wagrowiecka madonna1
Pracownia Konserwacji Dzieł Sztuki z Kostrzyna Wielkopolskiego podjęła się renowacji figury Matki Bożej z Dzieciątkiem, najcenniejszego zabytku, który ocalał z przedwojennego wyposażenia kościoła klasztornego w Wągrowcu. Jak się okazuje, Madonna nie tylko pochodzi z czasów MIKOŁAJA KOPERNIKA, ale ma bezpośrednie związki z dwoma miastami, w których on żył i pracował.
Po wstępnym rozpoznaniu przez konserwatora i historyka sztuki potwierdzono, że rzeźba została wykonana z drewna lipowego po 1500 r. w warsztacie snycerskim św. Wolfganga w Toruniu.
W pracowni tej w tym samym czasie powstał m.in. tryptyk św. Wolfganga, ołtarz główny bazyliki katedralnej świętych Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty w Toruniu, od którego warsztat wziął swoją nazwę.
Ta sama pracownia około 1504 r. zakończyła także pracę nad poliptykiem (ołtarzem wieloskrzydłowym) dla fromborskiej katedry. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w części centralnej ołtarza umieszczono ponadnaturalnej wielkości (2,5 m wysokości) figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem, która jest lustrzanym odbiciem Madonny z Wągrowca.

Czytaj więcej...

Wspomnienia koszmaru wojny

Wladyslawa Lewandowska

Oby nigdy więcej... wspomina WŁADYSŁAWA LEWANDOWSKA, była więźniarka obozu w Ravensbruck.

W tym roku Związek Inwalidów Wojennych RP obchodzi 95. rocznicę istnienia. Z tej okazji w uznaniu zasług wręczono Krzyże Jubileuszowe, a jedną z wyróżnionych osób jest rogoźnianka Władysława Lewandowska - była więźniarka obozu w Ravensbrück.
Nasza bohaterka ma dziś prawie 90 lat. Gdy wspomina wojenne czasy, wszystko odżywa, jakby wydarzyło się całkiem niedawno i wyciska łzy cierpienia i rozpaczy.

Czytaj więcej...

Jak Żurek został bandytą?

zurek

Żołnierzy Wyklętych w powiecie wągrowieckim nie brakowało. Dziś tych żołnierzy podziemia przywołujemy do pamięci nie tylko ze względu na twardą ich walkę z sowietyzacją kraju i służbami bezpieczeństwa, ale przede wszystkim o wolną i demokratyczną Polskę.

Historia działalności Teofila Żurka obrosła w legendę, za którą kryją się rzeczywiste fakty, ale też i mity, chociaż nie do końca te pierwsze zostały zweryfikowane. Dziś trudno dojść do pełnej prawdy. Historycy opierają się m.in. na współczesnych relacjach uczestników powojennych wydarzeń, które często są ze sobą sprzeczne i trudno jest ustalić obiektywną prawdę. Tak jest też ze śmiercią Teofila Żurka.

Czytaj więcej...

Historia spotkała się pod dębem

marlewo rycerze

Po raz kolejny w Marlewie pod Rogoźnem rozpalono ognisko na cześć króla Przemysła II.

Minęło już 19 lat, odkąd w Marlewie, małej wsi pod Rogoźnem, upamiętnia się śmierć króla Przemysła II. Pod ogromnym, starym dębem spotykają się miłośnicy historii aby wspólnie uczcić miejsce, gdzie, według legendy - 8 lutego 1296 roku, a więc 718 lat temu, z rąk margrabiów brandenburskich zginął monarcha Polski.

Czytaj więcej...

Nasze nieromantyczne powstanie

pw
O Powstaniu Wielkopolskim z historykiem prof. dr hab. JANUSZEM KARWATEM, dziekanem Wydziału Humanistycznego Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, rozmawia Franciszek Szklennik.

Panie profesorze, jak to jest z Powstaniem Wielkopolskim? Co zostaje w nas z tamtych lat?
- Od naszego zwycięskiego powstania mija właśnie 95 lat. To czas trzech pokoleń. Nie żyje już żaden powstaniec. Żyją natomiast wnukowie, prawnukowie i to oni są spadkobiercami powstańczej tradycji. I są bardzo dumni z tego, że mieli tak znamienitych antenatów.

Redgoskie ślady organizacji polskiego łowiectwa

redgoszcz_w_j_polczynski_rr
„Natura jest jak lustro, odbija z serca ludzkiego to tylko, co w niem się przegląda, a kto w niem nic nie widzi, w tego duszy nie odbija się piękno, które daje nam łowiectwo” – pisał WŁADYSŁAW JANTA-POŁCZYŃSKI z Redgoszczy, zapomniany organizator łowiectwa w Wielkopolsce i na szczeblu krajowym, którego postać postaramy się przybliżyć w roku jubileuszu 90-lecia Polskiego Związku Łowieckiego.

Stary rycerski ród Jantów z Półczna herbu Bończa, z którego wywodzi się Władysław Janta-Połczyński, pochodzi z Pomorza. W 1638 r. Michał i Piotr Jantowie udowodnili swoje szlacheckie pochodzenie przed Komisją Wywodową wyznaczoną z Sejmu, przedstawiając przywilej mistrza krzyżackiego Winricha von Kniprode z 1354 r., nadany przodkom ich rodziny. W XIX w. za sprawą dwóch braci, Józefa i Stanisława, doszło do podziału rodu na dwie linie: starszą, kontynuującą pomorską tradycję rodziny i młodszą - wielkopolską.

Czytaj więcej...

Aby imion nie zasypał piasek niepamięci...

Stanislaw-Rakowicz
Przypadający 2 listopada Dzień Zaduszny (tzw. Zaduszki) poświęcony jest wspomnieniu nie tylko najbliższych, ale wszystkich tych, którzy odeszli z tego świata.

W dniu Wszystkich Świętych odwiedza się cmentarze, zapala znicze na grobach najbliższych i modli się w ich intencji. Niestety, rzadko kiedy można w taki sposób okazać pamięć poległym na frontach I wojny światowej. Zdaniem prof. Andrzeja Wrzoska, autora „Historii oręża polskiego 1795-1939”, w działaniach wojennych w latach 1914-1918 w szeregach wojsk państw zaborczych brało udział około 2,9 mln żołnierzy polskiego pochodzenia, z czego blisko 0,5 mln straciło życie. Wśród poległych polskich żołnierzy armii pruskiej znajdowali się też mieszkańcy naszego powiatu, odbywający w chwili wybuchu wojny służbę wojskową lub powołani do niej rezerwiści. Mimo braku szczegółowych danych, udało się ustalić, iż tylko w pierwszym roku wojny poległo ponad 100 mieszkańców naszego powiatu. Byli to przeważnie ludzie młodzi lub w sile wieku, liczący od 19 do 29 lat, żołnierze 14, 42, 49, 55, 54, 54, 98, 149, 172 pułku piechoty pruskiej, 2 i 9 pułku grenadierów, 34 pułku fizylierów i 5 rezerwowego batalionu strzelców.

Tajemniczy grób nieznanego harcerza

nieznany_harcerz_DSC07305

Spacerując po lesie w pobliżu drogi na Durowo możemy natknąć się na mogiłę z tabliczką: Harcerz nieznany 1939. Na prośbę jednego z naszych Czytelników spróbujemy znaleźć odpowiedzi na frapujące pytania, dotyczące historii tego grobu.

Dlaczego mogiłę usypano właśnie tam, kim był ten harcerz, skąd się tam wziął, jak zginął, czy zabili go Niemcy i dlaczego nie udało się ustalić jego personaliów?
To tylko część pytań, które zadają sobie nie tylko osoby przypadkowo natykające się na to miejsce, ale również harcerze składający przy tym grobie przyrzeczenie harcerskie.
Ukrytą w lesie mogiłę nie jest tak łatwo znaleźć, a mimo to sprawia wrażenie zadbanej. Stoi tam stalowy krzyż z tabliczką nagrobną, w ziemię powtykano sztuczne kwiaty, a na drzewie tuż obok przybito ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, krzyżyk i plakietkę patriotyczną (cynowy, stylizowany orzeł w koronie, z medalionem z Matką Bożą Królową Korony Polskiej na piersi – nawiązujący do II Rzeczypospolitej). Na tabliczce nagrobnej obok napisu: Harcerz nieznany 1939 wymalowano również niespotykane połączenie lilijki harcerskiej z symbolem Polski Walczącej.

Czy piastowski orzeł sypnie unijnymi milionami?

klasztor_szlak_piastowski1
Mamy szansę na rozbudowę i modernizację Muzeum Regionalnego w Wągrowcu, remonty w klasztorze oraz budowę skansenu archeologicznego w Łeknie.

A wszystko to dzięki planowanej rozbudowie Szlaku Piastowskiego, na który po kilku dziesięcioleciach mają powrócić Wągrowiec i Łekno.
Podróże śladami dziedzictwa Piastów w Wielkopolsce udokumentowane są od 1913 r., jednak pierwszy okres ich szerszej popularyzacji nastąpił w latach międzywojennych, począwszy od 1925 r., kiedy to uroczyście obchodzono w Gnieźnie 900-lecie koronacji Bolesława Chrobrego. Po miejscach związanych z dziedzictwem Piastów zaczęła wędrować młodzież zorganizowana w organizacjach skautowskich, patriotycznych, kołach krajoznawczych, a także pierwsi turyści indywidualni. W 1934 r. wypromowano Ostrów Lednicki dzięki wizycie w tym miejscu ówczesnego prezydenta RP – Ignacego Mościckiego i prymasa kardynała Augusta Hlonda.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem