sobota, 22 września
11:12

Rozbudowa z pokorą...

Fot. Archiwum Muzeum Regionalnego

Za rok Muzeum Regionalne będzie fetowało 30-lecie, a kiedy doczeka się rozbudowy?

Plany koncepcyjne niby są gotowe, ale brak jest woli lokalnego samorządu rychłego rozwiązania przedawnionej już kwestii. O rozbudowie „opatówki” mówi się od wielu lat, jednak budynek ten nie ma szczęścia, chociaż potrzebę rozbudowy wyrażano w różnych dokumentach (...)

STRATEGIE, PROGRAMY, PROGNOZY...
Trzeba jednak podkreślić, że w strategii rozwoju miasta do 2020 roku (dokument z 2011 r.) zapisano rozbudowę, remont i modernizację tej placówki. Do 2015 roku miały być rozbudowane powierzchnie wystawiennicze, biurowe i magazynowe. Niestety, ciągłe obiecanki cacanki lokalnej władzy nie zmaterializowały się. Lokalny program rewitalizacji miasta na lata 2012- 2020 zakłada wspomniany remont i adaptację zabytkowych pomieszczeń „opatówki” z przeznaczeniem na... Centrum Historyczno- Edukacyjne (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 32 z 10 sierpnia 2016 r.

Odkopują zaginione miasto pod Skokami

Fot. Rafał Różak

W zeszłym tygodniu archeolodzy rozpoczęli realizację dwuletniego projektu: „Dzwonowo – zaginione miasto. Interdyscyplinarne badania średniowiecznego i nowożytnego kompleksu osadniczego”, na które Muzeum Regionalne w Wągrowcu otrzymało dofinansowanie w wysokości 90 tys. zł.

- Prace rozpoczęliśmy dwutorowo – wyjaśnia archeolog Marcin Krzepkowski, kierownik badań.
- Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego otrzymaliśmy pieniądze na badania nieinwazyjne, natomiast Wojewódzki Wielkopolski Konserwator Zabytków w Poznaniu finansuje prace sondażowe, które mają m.in. potwierdzić ustalenia badań nieinwazyjnych i struktury widoczne na zdjęciach lotniczych - dodaje.

SZCZĄTKI LUDZKIE NA STOKU
Archeolodzy planują w tym roku wykonanie ośmiu wykopów sondażowych, które pomogą w rozpoznaniu stanu zachowania podziemnych pozostałości zabudowy i reliktów osadniczych. Być może uda się również je datować, ale do tego potrzebna będzie konstrukcja drewniana, którą - przy odrobinie szczęścia - uda się pozyskać w miejscu planowanego wykopu na przeprawie przez Dzwonówkę.
Obecnie udało się archeologom założyć cztery wykopy badawcze, czyli właściwie połowę tego, co założyli. - Pierwszy z nich zaplanowaliśmy na terenie spodziewanego cmentarza. W lokalnej świadomości funkcjonuje on jako epidemiologiczny, gdzie chowane były ofiary cholery, ale nie potwierdzamy tego przypuszczenia, gdyż wszystko wskazuje na to, że był to jednak cmentarz późnośredniowieczny i nowożytny, związany z istniejącym tutaj kościołem św. Michała - informuje M. Krzepkowski.
W wyznaczonych miejscach udało się odsłonić 17 grobów, a szkielety pojawiały się już na głębokości od 10 do 15 cm, gdyż cmentarz założono na piaszczystym stoku i przez długoletnie użytkowanie: orkę oraz procesy naturalne część ziemi przemieściła się z góry w dół.
Podczas prac na cmentarzu uchwycono jego północną granicę, gdzie pochówki rozmieszczone są w rzędach w odległości od 1 do 1,5 m. Natomiast w południowej części górki, na sześciu metrach kwadratowych, jak dotąd udało się odkryć aż 10 szkieletów, w tym dziecięce, poprzecinane przez nowsze pochówki, co potwierdza, że był to cmentarz długo istniejący.
Na miejscu analizą szczątków zajmują się dwie studentki antropologii z Uniwersytetu Wrocławskiego, Joanna Wysocka i Beata Drupka. Jak twierdzą, badania w Dzwonowie bardzo dobrze odbierane są przez miejscowych, ale też i ludzi z zewnątrz. - Wczoraj jeden pan przyniósł jabłka, a pewna pani upiekła nam ciasto – zdradzają studentki.
Jak się okazało, ciastem uraczyła ekipę badaczy pani Maria Orlikowska-Kubiś z Gniezna, która pochodzi z Dzwonowa i sentymentalnie jest bardzo z tym miejscem związana. Pani Maria to także kuzynka Mieczysława Węglewskiego, właściciela większości terenów na których rozlokowane było miasto i sąsiadująca z nim wieś owalnicowa.

ZABYTEK Z KOBIETĄ NA LWIE
Archeologom, oprócz cmentarza, udało się także potwierdzić, że badany kompleks osadniczy otoczony był około metrowym wałem. Przez kilkaset lat ulegał on destrukcji, ale na wzgórzu przy cmentarzu zachował się jeszcze do 0,5 m wysokości (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 30 z 27 lipca 2016 r.

  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak

Pokłócili się o Czerwiec '56

fot. Konrad Szadkowski

Historyk z Instytutu Pamięci Narodowej został sprowokowany przez mieszkańca Wągrowca do dyskusji w sprawie śmierci funkcjonariusza UB Zygmunta Izdebnego, który 28 czerwca 1956 roku zginął z rąk tłumu.

Muzeum Regionalne w Wągrowcu przy współudziale Miejskiej Biblioteki Publicznej i Urzędu Miejskiego w ramach upamiętnienia wydarzeń poznańskiego Czerwca ’56 zorganizowało spotkanie, na które zaprosiło Marcina Podemskiego z poznańskiego oddziału IPN-u. Gość wygłosił wykład „Poznański Czerwiec ’56: przyczyny, przebieg, następstwa”, w którym przybliżył okoliczności wybuchu protestów i ich szczegółowy przebieg z wieloma ciekawymi, mniej znanymi faktami. Po prelekcji nadszedł czas na pytania. Głos zabrał Józef Urbaniak, który miał wiele krytycznych uwag do wystąpienia historyka z IPN-u.

- Dlaczego Pan nie wspomniał o kapralu Izdebnym, bestialsko zlinczowanym przez protestujących robotników? – zapytał z wyrzutem Urbaniak.

- Mundur Urzędu Bezpieczeństwa wzbudzał w ludziach nienawiść. Nie chcę usprawiedliwiać śmierci funkcjonariusza UB, ale takie były wtedy nastroje, wywołane przez zbrodniczą działalność komunistów – odpowiedział Marcin Podemski.

Przypomnijmy, że Zygmunt Izdebski pochodził z Marlewa, znajdującego się wówczas w powiecie wągrowieckim. Jego żona była latem 1956 roku w ciąży. 

Józef Urbaniak nie dawał za wygraną. Zarzucał instytucji IPN wiele innych wad, przede wszystkim w sferze finansowej.

- Uczycie zawężonej historii i pobieracie więcej pieniędzy niż kilka państwowych instytucji kulturalnych razem wziętych!

- Ci, co rządzili przez ostatnie osiem lat wzięli jeszcze więcej – uciął temat Podemski.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 27 z 6 lipca 2016 r.

Rycerskie potyczki

W latach 1382-1385 przez Wielkopolskę przetoczyła się wojna domowa. Wśród najbardziej zaangażowanych uczestników konfliktu było wielu rycerzy pochodzących z obszaru dzisiejszego powiatu wągrowieckiego. Złą sławą okryli się wówczas właściciele Smogulca i Gołańczy, nazwani przez późniejszych kronikarzy największymi okrutnikami.

W 1382 roku zmarł król Ludwik Węgierski. Wobec braku męskiego potomka polską koronę miała otrzymać jedna z jego córek. Początkowo pretendentką była najstarsza, Maria, której mężem był margrabia brandenburski Zygmunt Luksemburski, syn cesarza niemieckiego. Gdy wobec tej kandydatury pojawiły się wątpliwości, koronę ofiarowano młodszej córce Ludwika, jedenastoletniej Jadwidze. Na horyzoncie zdarzeń pojawiła się również kandydatura księcia mazowieckiego Siemowita (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 24 z 15 czerwca 2016 r.

Dwór rycerski w Łeknie

Przykładowa rekonstrukcja dworu na kopcu w niemieckim Lütjenburgu.

Wśród podmokłych łąk, na wschodnim brzegu Jeziora Łekneńskiego, można zobaczyć samotne wzgórze, gęsto pokryte zaroślami. Miejsce to nazywane jest Łysą Górą... Kilkaset lat temu istniał tutaj dwór rycerski rodu Pałuków.

Średniowieczne rycerstwo dbało o to, by rycerskie siedziby były jak najbardziej okazałe. Odpowiednia forma dworu podnosiła prestiż właściciela i zapewniała bezpieczeństwo. Uboższe rycerstwo zajmowało domostwa niespecjalnie wyróżniające się od okolicznej architektury, jednak możniejsi mogli pozwolić sobie na bardziej kosztowne „rezydencje”. Od XIII wieku budowali dla siebie siedziby, które przez badaczy przeszłości są nazywane grodziskami stożkowatymi, dworami na kopcach lub obiektami typu motte (...)

DWÓR NA KOPCU
Siedziba rycerska musiała być bezpieczna i wygodna. Dwór w Łeknie niewątpliwie posiadał obie te cechy. Zanim przystąpiono do budowy, starannie wybrano lokalizację wśród podmokłych terenów po wschodniej stronie jeziora. Następnie przystąpiono do kopania szerokiej fosy (ok. 6-8 m). Wybraną podczas tych prac ziemię wykorzystano do budowy stożkowatego nasypu, usytuowanego wewnątrz obwodu fosy. Kopiec osiągnął ostatecznie wysokość kilku metrów i zajął okrąg o średnicy ok. 33-38 metrów u podstawy i ok. 15 metrów u szczytu. Reliktem tej konstrukcji jest dzisiejsza Łysa Góra (...)

Łysa Góra w Łeknie - pozostałość po średniowiecznej siedzibie rycerskiej. Fot. Rafał Różak

Więcej w wtorkowym wydaniu Głosu nr 21 z 24 maja 2016 r.

Głośne pukanie do drzwi

„Urząd Bezpieczeństwa! Otwierać!”. Do pomieszczenia wpadli uzbrojeni funkcjonariusze bezpieki, w ręku trzymając postanowienie o zatrzymaniu obywatela Cybulskiego.

Na kartce papieru, obok odręcznych podpisów, złowrogo widnieje czerwona pieczęć Publicznego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kraśniku. Zatrzymany nie stawia oporu, przecież kilka lat wcześniej ujawnił podczas amnestii swoją przynależność do Armii Krajowej.

POJMANIE
Pierwsza myśl, jaka przychodzi mu do głowy: „to pomyłka, albo tylko rutynowa kontrola”... Jednakże akcja zatrzymania była już wcześniej skrupulatnie zaplanowana przez wysokie władze Ministerstwa Bezpieczeństwa. Mimo to w tamtej chwili bezpieczniacy, którzy znajdowali się w jednym pomieszczeniu z Cybulskim, prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy, że mają w rękach sławnego „Znicza”, oficera Narodowych Sił Zbrojnych... (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 20 z 18 maja 2016 r.

Minister wesprze badania w Dzwonowie

Fot. Rafał Różak

Dzwonowo – niewielki przysiółek w gminie Skoki - jest znany naukowcom nie tylko w kraju, ale i za granicą. A wszystko za sprawą unikatowego odkrycia, jakiego dokonano na początku 2014 roku. Na wsparcie projektu Muzeum Regionalnego z Wągrowca - „Dzwonowo - zaginione miasto. Interdyscyplinarne badania średniowiecznego i nowożytnego kompleksu osadniczego” - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydowało się przeznaczyć 90 tys. złotych.

Do zlokalizowania nieistniejącego już średniowiecznego miasta doszło przez przypadek, podczas przeglądania zdjęć lotniczych dostępnych w serwisie geoportal. Co więcej, odkryto wówczas relikty wcześniejszej wsi oraz miejsce, w którym stał niegdyś dwór właścicieli Dzwonowa, zwanego niegdyś Zwanowem. Warto dodać, że jak dotąd na terenie Polski odkryto - oprócz Dzwonowa - tylko dwa zaginione miasta średniowieczne: Stare Szamotuły oraz Nieszawę położoną nad Wisłą, naprzeciw Torunia.

ZWANOWSKIE DZWONY
Zwanowo należało do majątku Dobrogosta – wojewody poznańskiego, a później do jego potomków. Miasto lokowano tu w pierwszej połowie XIV wieku, a w 1348 roku po raz pierwszy wymieniono w źródłach historycznych tutejszy kościół. Dziś po tej drewnianej świątyni nie pozostał żaden ślad: została ona rozebrana w drugiej połowie XVIII wieku, gdyż jej zły stan groził zawaleniem. Pamięć o dzwonowskim kościele pw. św. Michała przetrwała jednak w postaci legendy o dzwonach zatopionej świątyni, których dźwięk można niekiedy usłyszeć (...)

ŁASKAWY MINISTER
Od momentu odkrycia średniowiecznego miasta Muzeum Regionalne w Wągrowcu prowadzi na jego terenie prace archeologiczne, które przynoszą coraz więcej ciekawych informacji. Wykonanie specjalistycznych badań terenowych przekracza jednak możliwości finansowe placówki muzealnej. Dlatego też w ubiegłym roku, wspólnie z Towarzystwem Miłośników Miasta Skoki i Ziemi Skockiej, przygotowano wniosek do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o dofinansowanie dalszych prac naukowych. Dzięki przyznanej przez ministra kwocie w wysokości 90 tys. zł oraz środkom własnym wnioskodawcy badania już niebawem ruszą pełną parą (...)

W PRZYSZŁYM ROKU
Drugi rok projektu (2017 r.) przeznaczony jest głównie na badana laboratoryjne pobranych prób. Podobnie jak w przypadku zaginionej Nieszawy, na podstawie wszystkich zdobytych informacji zostanie przygotowana rekonstrukcja komputerowa średniowiecznego miasta Zwanow. Pod koniec 2017 roku zostanie wydana publikacja książkowa podsumowująca wyniki interdyscyplinarnych badań.
O postępach prac będziemy na bieżąco informować Czytelników Głosu Wągrowieckiego, który objął patronat medialny nad przedsięwzięciem. Informacje na temat Dzwonowa i prowadzonych tam badań można znaleźć również na stronie internetowej projektu www.dzwonowo.wordpress.com, oraz na Facebooku: Dzwonowo - zaginione miasto.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 18 z 4 maja 2016 r.

Obrona zamku w Gołańczy

Mogiłę wojenną z czasów potopu szwedzkiego odkryto na dziedzińcu zamkowym w 2010 r. 25 szkieletów przebadane zostało w Instytucie Antropologii UAM w Poznaniu. Fot. Rafał Różak

Mija 360. rocznica potopu szwedzkiego, podczas którego 3 maja 1656 r. doszło do bohaterskiej obrony gołanieckiego zamku. Najeźdźcy ostatecznie zdobyli zamek, a jego obrońcy ponieśli śmierć.

W 1655 r. armia szwedzka najechała na Wielkopolskę. Dwaj wojewodowie, kaliski i poznański, Andrzej Grudziński i Krzysztof Opaliński 24 lipca 1655 r. podpisali kapitulację pod Ujściem, w wyniku której cała Wielkopolska poddała się królowi szwedzkiemu Karolowi Gustawowi. W obozie wojskowym pod Ujściem, gdzie przygotowywało się pospolite ruszenie z Wielkopolski do stawienia oporu armii szwedzkiej, znajdowała się też piechota łanowa z powiatu kcyńskiego, do którego należała Gołańcz, pod dowództwem rotmistrza łanowego Piotra Skoraczewskiego.

SZWEDZKIE RABUNKI
Zawarte w Ujściu porozumienie ze Szwedami nie zapewniło Wielkopolsce spokoju. W ciągu czterech kolejnych miesięcy Szwedzi opanowali Pomorze, Wielkopolskę, Małopolskę i Mazowsze. Po zajęciu terenów Wielkopolski i dalszych ziem polskich Szwedzi rabowali kościoły i nakładali na ludność bardzo wysokie kontrybucje, by wyżywić szwedzką armię. Jednak oddziały aprowizacyjne najeźdźców zaczęły spotykać się z coraz bardziej zdecydowanym oporem chłopów i szlachty, która przejmowała kierowanie akcjami skierowanymi przeciw Szwedom (...)

PONIEŚLI ŚMIERĆ
W literaturze historycznej podawane są różne daty wydarzenia oraz liczba zgromadzonych w zamku chłopów i innych osób. Można stwierdzić, że działo się to 3 maja 1656 r., a liczba poległych obejmuje zapewne łączną ilość ludzi, którzy ponieśli śmierć w Gołańczy: nie tylko obrońców zamku, ale również mieszkańców Gołańczy i okolicznych wiosek. Podaje się, że liczba poległych przewyższa liczbę ofiar bitwy pod Racławicami (400-500 osób). Zapisy wskazują, że spalono wtedy wszystkie domy kmiece i dwa zagrodnicze, a także puszczono z dymem dworskie i chłopskie stodoły.

WEDŁUG PUFENDORFA
Opis wypadków, które zaszły w Gołańczy, znaleźć można u Samuela Pufendorfa, szwedzkiego historyka z czasów potopu w dziele „De Rebus a Carolo Gustavo Gestis”. Oto fragment opisu: „Gdy król ruszył na Toruń, książę Adolf Jan obrócił się ku Żninowi... Ciągnącemu na Mogilno księciu doniesiono, że w pobliskim zamku gołanieckim właściciel jego z pewną ilością szlachty i 200 chłopami knuje coś przeciw Szwedom. Wysłał tam więc oddział konny, aby ich poskromić. Wezwani do poddania się, zamknąwszy się w zamku zaraz zaczęli strzelać i kilku ranili. Sprowadzono więc natychmiast cztery działa, które rozbiły bramę, a Szwedzi pospiesznie wpadli i przeszkodzili wysadzić most. Rozwaliwszy palisadę spuścili most zwodzony, wpadli na zamek i co było pod bronią wycięli... Zamek ten został całkowicie spustoszony i zniszczony” Według tej relacji ocaleć miały tylko kobiety (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 17 z 27 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (3)

Fot. Rafał Różak

STANISŁAW KUCZEREPA ps. „Cygan”, członek Grupy Leśnej „Pogromcy”, w kolejnej odsłonie wspomnień wyjaśnia tajemnicze morderstwa przypisywane TEOFILOWI ŻURKOWI ps. „Pogromca”.

Początek stycznia 1946 roku był mroźny, a na polach zalegał biały puch. W Gołaszewie doszło do zabójstwa dwóch sokistów, którzy feralnej nocy pilnowali pobliskiego mostu na Wełnie. Jeden z nich pochodził z Mirkowic, a drugi z Łopienna. Na miejsce zbrodni przyjechali funkcjonariusze komórki Urzędu Bezpieczeństwa z Mieściska: Jan Zborowicki i Władysław Rożek. Po zebraniu dowodów sprawa dziwnie ucichła, a podejrzenie skierowano na Teofila Żurka ps. „Pogromca”, który 15 grudnia 1945 r. zbiegł z więzienia w Obornikach.

LIKWIDACJA SIERŻANTA
Kilka dni później w Mirkowiczkach dochodzi do kolejnych zabójstw. Tym razem ginie sierżant Armii Czerwonej Fiodor Bronko, były sekretarz komendanta wojennego i Jan Kwiatkowski ps. „Grzmot”, dawny członek oddziału leśnego „Tarzana”, który po udanej ucieczce z wągrowieckiego więzienia (16 grudnia 1945 r.) przyłącza się do Grupy Leśnej „Pogromcy”.
Ciała ostatecznie przewieziono na cmentarz w Kozielsku, gdzie lekarz powiatowy dr Edmund Małecki stwierdza, że w obu przypadkach śmierć nastąpiła nagle od rany postrzałowej w głowę z broni krótkiej kalibru 9 mm.
W toku śledztwa ustalono, że zostali zamordowani przez swych wspólników, wśród których był Teofil Żurek (...)

 Teofil Żurek  (z archiwum rodzinnego). Fot. Rafał Różak

JASIU, NIE STRZELAJ!
Innym razem w centrum Mieściska zastrzelono młode małżeństwo Hysków, Franciszka i Bożenę. Kobieta miała być podobno w ciąży, dlatego morderstwo to budziło wiele emocji wśród mieszkańców. Plotka krążyła, że to Żurek, a funkcjonariuszom UB było to na rękę. 
- Kilka lat później brałem udział w rozprawie dotyczącej Hysków – twierdzi Stanisław Kuczerepa. - Okazało się, że jedna przypadkowa osoba, schowana za budynkiem, widziała całe zdarzenie. Na rozprawie zeznała, że mężczyzna w długim, czarnym, podgumowanym płaszczu rozmawiał z jakąś parą. Po chwili usłyszał głośne wołanie kobiety, „Jasiu, nie strzelaj, dopiero co się ożeniliśmy” i złapała mężczyznę za rękaw. Po chwili rozległy się strzały. W tym czasie Zofia Dębska zamykała okno. Widziała mężczyznę, który w lewej ręce miał rogatywkę, a w drugiej pistolet. Przebiegł przez drogę, wsiadł na motocykl i odjechał. Zeznała także, że to kutoń był (osoba z bujną fryzurą - przyp. red.). Wszyscy wiedzieliśmy, że małżonków zamordował Zborowicki, ta menda skończona. Były pogłoski, że Franciszek Hysek miał zostać wójtem, a oboje mieli na sumieniu jakąś grubszą sprawę. Ubek bał się, że jak Hysek zostanie wójtem, to go zdradzi - wyjaśnia S. Kuczerepa (...)

ODSTRZELILI WILKA
Wspominając tajemnicze zabójstwa z okresu działalności Grupy Leśnej „Pogromcy” nie sposób pominąć morderstwa dokonanego w Mieścisku-Ulicy w pobliżu zabudowań rolnika Jastrząbka. Ciało mężczyzny w wieku 35-40 lat z raną postrzałową brzucha odkopano przy resztkach stogu z poprzedniego roku (...)

IMIENINY ŻURKA
Nie wiemy czy funkcjonariusze PUBP drążyli ten temat i czy w ogóle udało im się ustalić personalia denata. Jednak skrupulatna analiza protokołów przesłuchań różnych osób współpracujących z „Pogromcą” naprowadziła na pewien trop.
Pod koniec kwietnia 1946 r. obchodzono imieniny Żurka u Floriana Rojtka, a właściwie u jego ojczyma Jastrząbka. Był placek, chleb, a do picia wódka. Obecni na imieninach byli oprócz Żurka, Kazimiera Przyborska, z którą utrzymywał już wówczas serdeczną przyjaźń, Bernard Piotrowiak ps. „Wywijas”, Kazimierz Meisner z żoną Waldemarą, Maria Doberstein oraz dwóch obcych (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 16 z 20 kwietnia 2016 r.

Znaleźli skarb podczas spaceru

Fot. Tomasz Podzerek

Kilka miesięcy trzymano w tajemnicy obiecujące odkrycie, jakiego dokonali miłośnik historii ze Skoków MICHAŁ KOŁPOWSKI i archeolog MARCIN KRZEPKOWSKI. Podczas grudniowego spaceru po wzgórzu nazywanym niekiedy zamkowym w Skokach, dokonano przypadkowego odkrycia 117 srebrnych monet z XV i XVI w.

Nie tylko przypadek, ale wyczucie doświadczonego archeologa spowodowało, że spacer odbył się właśnie w tym miejscu.
Jak głosi legenda: „Na terenie obecnego boiska piłkarskiego, w pobliżu którego stoi dawny kościół ewangelicki, miał znajdować się niegdyś pałac książęcy”. Wiedząc, że książę raczej tutaj nie mieszkał, możemy iść jednak dalej tym tropem. Wzgórze góruje nad miastem i z dwóch stron otoczone jest wodami Małej Wełny, dlatego jak najbardziej nadaje się na lokację zamku rycerskiego lub dworu obronnego (...)

W TAJEMNICY
O odkryciu wiedziało wąskie grono osób, do którego również należeliśmy.
- Niewielkie skupisko, w jakim odkryto zabytki, wskazywało, że mogły one stanowić część większego zespołu, być może depozytu monetarnego – twierdził Marcin Krzepkowski. Aby jednak zbadać teren, trzeba było uzyskać pozwolenie od właściciela, czyli gminy Skoki oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu.
Po uzyskaniu takiej zgody pod koniec marca Marcin Krzepkowski stale współpracujący z Muzeum w Wągrowcu oraz Tomasz Podzerek, archeolog z tegoż muzeum przystąpili do badań archeologicznych (...)

CZYJ TO SKARB?
Jak w przypadku większości tego typu odkryć, trudno jest ustalić kto postanowił ukryć swój majątek (lub jego część) w tym miejscu.
- Decyzja o zakopaniu gotówki wynikała zapewne z troski o jej zabezpieczenie przed kradzieżą, rabunkiem, mogła być też spowodowana jakimiś niepokojami politycznymi. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy suma zgromadzona w depozycie była gromadzona w dłuższym czasie, czy też stanowiła przedmiot jednorazowej transakcji. Nie wiadomo jak użytkowany był w XVI wieku teren zajęty przez obecny plac sportowy. Na pewno był on dostępny dla osoby ukrywającej skarb i na tyle bezpieczny, by zdeponować na nim gotowiznę. Różne okoliczności mogły spowodować, że depozyt nie został wydobyty przez właściciela. Powodem mogła być jego śmierć lub też trudności w ustaleniu dokładnego miejsca ukrycia – wyjaśnia Marcin Krzepkowski (...)

Fot. Tomasz Podzerek

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 15 z 13 kwietnia 2016 r.

Rola dziejowa łekneńskiej rotundy

Fot. Rafał Różak

NASZE ŚREDNIOWIECZE (7)

Chrzest Polski miał fundamentalne znaczenie dla formowania polskiej państwowości i nadał kierunek dalszemu rozwojowi kulturowemu ziem polskich. Akt konwersji Mieszka I był jednak dopiero pierwszym etapem długiego procesu chrystianizacji, który trwał całe stulecia.

Władcy piastowscy przejęli rejon grodu w Łeknie już na wczesnym etapie kształtowania się „państwa gnieźnieńskiego” (nazwa „Polska” weszła w użycie dopiero za panowania Bolesława Chrobrego). Ze względu na bliskość najważniejszych ośrodków państwowych prędko musiały tutaj dotrzeć wieści o przyjęciu przez księcia Mieszka wiary chrześcijańskiej.

POCZĄTKI CHRYSTIANIZACJI
Czy konwersja władcy „od razu” zmieniła obyczaje społeczności zamieszkującej w dorzeczu Wełny? W perspektywie kilkudziesięciu lat po chrzcie wydaje się to mało realne. Na wczesnym etapie chrystianizacji brakowało sił i środków na przeprowadzenie „masowej” ewangelizacji. Wszakże w 966 roku do takiej działalności była przygotowana jedynie garstka duchowieństwa, które przybyło na ziemie polskie w orszaku narzeczonej Mieszka, księżniczki czeskiej Dobrawy (...)

ROTUNDA W ŁEKNIE
Około roku tysięcznego, czyli ponad trzy dziesięciolecia po chrzcie Mieszka, efekty działań chrystianizacyjnych stają się w naszych okolicach coraz lepiej czytelne. Z tego okresu pochodzi pierwszy znany na tym terenie koścół: przedromańska rotunda pod wezwaniem św. Piotra. Zbudowano ją wewnątrz obwarowań grodu w Łeknieprzy zastosowaniu technik dotąd na tym terenie nieznanych. Była to pierwsza w północnej Wielkopolsce realizacja monumentalnej architektury murowanej. Według ostatnich badań, przeprowadzonych z użyciem nowoczesnych metod datowania zapraw gipsowych (14C AMS), świątynia powstała najprawdopodobniej w granicach lat ok. 995-1003. Ten pierwszy kościół mógł służyć przede wszystkim zaspokojeniu potrzeb religijnych lokalnych elit. Niewątpliwie był też oparciem dla szerzenia chrześcijaństwa w aspekcie misji wewnętrznej (wśród ludności tej części kraju) oraz stanowił punkt wyjścia do misji zewnętrznej (w kierunku Pomorza i być może Prus) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 15 z 13 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (2)

Stanisław Kuczerepa ps. „Cygan”. W piwnicy tego budynku został zaprzysiężony przez Feliksa Stachurskiego. Fot. Rafał Różak

FELIKS STACHURSKI ps. „Bicz” i TEOFIL ŻUREK ps. „Pogromca” zaczynają organizować grupę konspiracyjną w powiecie wągrowieckim. Dzięki materiałom archiwalnym i relacji STANISŁAWA KUCZEREPY ps. „Cygan”, członka Grupy Leśnej „Pogromcy”, opisujemy pierwsze akcje i działalność oddziału w 1945 roku.

W posiadaniu Stanisława Kuczerepy znajduje się pamiątkowy krzyż, na który nowozwerbowani członkowie grupy składali przysięgę. Fot. Rafał Różak Jedno z poniemieckich gospodarstw w Gółkach przejął po wojnie gospodarz Grzegorski. To właśnie w piwnicy jego domu, jak wspomina Stanisław Kuczerepa, zaprzysięgano żołnierzy Feliksa Stachurskiego, a później Teofila Żurka. Dom ten posiadał dużą kuchnię, w której było zejście do piwnicy zakryte dywanem. Elektryczności jeszcze nie było, więc na dole paliły się świeczki, a między nimi stał krzyż. - Przysięgę składałem przed Stachurskim i dwoma świadkami, których nie znałem. Tekstu przysięgi nie pamiętam, choć wiele razy próbowałem go sobie odtworzyć w pamięci. Przypominam sobie tylko, że Stachurski wertował grubą księgę i dużo mądrych rzeczy z niej czytał – twierdzi S. Kuczerepa (...)

PO AKCJI
- Po wyjściu z posterunku nie spieszyliśmy się, aby nie wzbudzać podejrzeń. Dotarliśmy do znajomego z Mieściska, gdzie uczciliśmy naszą pierwszą udaną akcję. Później musiałem jeszcze poinformować ludzi z listy, wykorzystując różne kontakty, aby zachowali czujność i  uważali do czasu, aż wszystko ucichnie – twierdzi S. Kuczerepa.
W tym miejscu warto dodać, że oddział Stachurskiego i Żurka dwukrotnie, wg Stanisława Kuczerepy, próbował zlikwidować komendanta wojennego, ale obie akcje z różnych powodów nie przyniosły oczekiwanego rezultatu (...)

MASŁO DLA SIEROT
Stanisław Kuczerepa brał również udział m.in. w udanym napadzie na mleczarnię w Kłodzinie oraz nieudanym na mleczarnię w Łeknie.
Pierwszy raz do napadu rabunkowego na mleczarnię w Kłodzinie doszło w sierpniu 1945 r. Cztery siostry elżbietanki z Łopienna zaczęły po wojnie organizować sierociniec i prosiły poprzez miejscowego proboszcza o wsparcie na rzecz dzieci (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 14 z 6 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (1)

Stanisław Kuczerepa ps. „Cygan”, członek Grupy Leśnej „Pogromcy”. Jak zdradza, w domu gdzie obecnie  mieszka przyszedł na świat jego późniejszy dowódca Teofil Żurek. Fot. Rafał Różak

Ponad dziewięćdziesięcioletni STANISŁAW KUCZEREPA ps. Cygan, były członek Grupy Leśnej „Pogromcy”, dowodzonej przez TEOFILA ŻURKA, zdradza kulisy powstania tej konspiracyjnej formacji, która do dziś budzi wiele kontrowersji.

Grupy leśne o zabarwieniu AK-owskim i NSZ-owskim, działające tuż po II wojnie światowej, miały ułatwić i zabezpieczyć objęcie władzy w wyzwolonej Polsce przez emigracyjny rząd londyński. Ich dowódcy wywodzili się z Armii Krajowej, zakonspirowanych w czasie okupacji sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.
Podobnie było również z oddziałami leśnymi operującymi m.in. na terenach obecnego powiatu wągrowieckiego, których zasięg działalności obejmował również powiaty: gnieźnieński, żniński i obornicki.

TARZAN ZE LWOWA
Z niegdyś tajnych dokumentów Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Poznaniu, znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej, dowiadujemy się, że mniej więcej w kwietniu 1945 r. do leśniczówki Radzim, położonej tuż nad brzegiem Warty, na obszarze poligonu wojskowego Biedrusko, przybył w mundurze Wojska Polskiego i stopniu starszego sierżanta AK-owiec spod Lwowa. Przedstawił się pseudonimem „Tarzan”, a towarzyszyła mu kobieta w mundurze i stopniu plutonowego o pseudonimie „Pantera” (...)

„BANDA CYGANÓW OGIEŃ ROZPALA”
Żurek po wojnie był łącznikiem „Tarzana”, ale jednocześnie na terenie gminy Mieścisko organizował własną grupę.
Zanim jednak do tego doszło, musimy znowu cofnąć się w czasie do kwietnia 1945 r. Wówczas do miejscowości Gółki w powiecie wągrowieckim wrócił Feliks Stachurski. Przyjechał, aby zorientować się w stanie 104-hektarowego majątku ziemskiego, który kilka lat przed wojną był w posiadaniu jego ojca, majora armii carskiej. Stachurski, widząc brak opieki nad majątkiem, zwrócił się do byłego Urzędu Ziemskiego w Mieścisku o zezwolenie na jego administrowanie i je otrzymał.
Jego rodzina wyrzucona została z domu przez Niemców i wyprowadziła się do Poznania. Stamtąd wywiezieni zostali do Podmiejskiej Woli Górnej w województwie krakowskim, a ostatecznie trafili do nieodległych Pstroszyc w gminie Miechów. Tam ponoć w drugiej połowie 1944 roku Feliks Stachurski nawiązał kontakt i współpracował z Książykiem, dowódcą oddziału Batalionów Chłopskich. W Miechowie mieściła się również siedziba jednego z Inspektoratów Armii Krajowej Okręgu Kraków (...)

Mundur dowódcy Teofila Żurka ps. „Pogromca,” znaleziony przez funkcjonariuszy UB w domu Kazimierza Michalaka z Gorzewa. Archiwum IPN w Poznaniu. Fot. Rafał Różak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 13 z 30 marca 2016 r.

Szczątki ludzkie przy farze

Fot. Rafał Różak

600 zabytków i 66 pochówków odkryli archeolodzy podczas wymiany bruku wokół kościoła pw. św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu.

- Teren inwestycji sprawdziliśmy wykrywaczem metalu i udało się zebrać ok 350 monet, dewocjonalia (krzyżyki, medaliki, kaplerz), orły: strzeleckie i z czapek gimnazjalnych, pociski, guziki m.in. pruskie wojskowe i urzędnicze, a nawet marynarki wojennej i inne części odzieży - informują archeolodzy prowadzacy badania, Marcin Krzepkowski i Tomasz Podzerek z Muzeum Regionalnego w Wągrowcu (...)

W jednym z wykopów przy zakrystii archeolog Marcin Krzepkowki wydzielił aż osiem poziomów grobów. Fot. Rafał Różak

- Na pochówki natknęliśmy się w wykopach sondażowych przy zakrystii. Spodziewaliśmy się ich tam, ponieważ wokół kościoła od XIV do przełomu XVIII i XIX w. funkcjonował cmentarz, na którym chowano większość mieszczan. Teren ten był ogrodzony i  prawdopodobnie sięgał nieco za dzwonnicę. Dlatego też, ze względu na brak miejsca, po pewnym czasie zaczęto wkopywać groby młodsze w starsze. Mówimy tutaj o przestrzeni 500 lat, dlatego w jednym z wykopów udało się nam wydzielić aż osiem poziomów grobów – relacjonuje M. Krzepkowski (...)

OSTATNIE POGRZEBY
O miejscach pochówków mieszczan wągrowieckich informują nas testamenty i zapisy w liber mortuorum parafii św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu.
- Najczęściej ograniczano się do ogólnego określenia „na cmentarzu farnym”. Niekiedy jednak spotykamy się z bardziej szczegółowymi określeniami: w 1732 roku mieszczanin Łukasz Pikuła zażyczył sobie miejsca pochówku „w bok dzwonnicy”, w 1707 roku żona szewca Andrzeja Danycha, Marianna, chciała, by jej ciało spoczęło „na przeciwko dzwonnicy”, w 1782 roku Mikołaj Kukawiński upatrzył sobie miejsce „koło figury św. Jana Nepomucena”, na cmentarzu (farnym?) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 11 z 16 marca 2016 r.

Mnich Filip – męczennik z Łekna

Męczeństwo św. Wojciecha na jednej z kwater Drzwi Gnieźnieńskich.

NASZE ŚREDNIOWIECZE (6)

Początki polskiego Kościoła związane są z postacią św. Wojciecha, który zginął śmiercią męczeńską podczas misji chrystianizacyjnej Prus. Ponad dwieście lat później akcję misyjną w tej krainie podjęli cystersi z Łekna. Jeden z nich – mnich Filip – podążając śladami św. Wojciecha zginął z rąk pogan. Pamięć o tej postaci, z niewyjaśnionych przyczyn, nie utrzymała się w późniejszej tradycji klasztornej.

Obszar dzisiejszej Warmii i Mazur był w średniowieczu zasiedlony przez bałtyjskich Prusów. Był to lud silnie przywiązany do własnych tradycji i broniący wiary swoich przodków. Już w początkach polskiego chrześcijaństwa do Prus udał się z misją św. Wojciech, który zginął tam śmiercią męczeńską w 997 r. Jego szczątki wykupił od pogan Bolesław Chrobry, zyskując w ten sposób relikwie, które wraz z rosnącym kultem świętego męczennika odegrały kluczową rolę w dalszej budowie polskiego Kościoła. Zauważmy, że głównym celem zmierzającego na Zjazd Gnieźnieński cesarza Ottona III była pielgrzymka do grobu św. Wojciecha (z którym wcześniej łączyły go więzy serdeczności). Jednym z efektów Zjazdu było powołanie metropolii gnieźnieńskiej. Jej pierwszym arcybiskupem został przyrodni brat św. Wojciecha, Radzim-Gaudenty. Święty męczennik uosabiał odtąd tożsamość religijną elit piastowskiego państwa.

ŚLADAMI ŚWIĘTEGO WOJCIECHA
Sąsiadujący z Prusami władcy piastowscy wielokrotnie podejmowali próby podbicia i chrystianizacji tej krainy. W XII wieku walkę z nimi prowadził Bolesław Krzywousty. Wiele lat później, podczas jednej z takich zbrojnych wypraw, zginął jego syn Henryk Sandomierski (1166 r.). Prusowie wciąż stawiali twardy opór, trwali przy dawnej wierze i urządzali wyprawy odwetowe. Na sprawę chrystianizacji tej „dzikiej krainy” zwrócili wreszcie uwagę cystersi z klasztoru w Łeknie. Początki łekneńskiej misji chrystianizacyjnej nie przedstawiają się jasno. Wiemy, że w początkach XIII wieku grupa zakonników z Łekna wpadła w ręce Prusów. Wiemy też, że ok. 1206 roku opat łekneński Gotfryd wyruszył „do pogan”, by wydostać ich z niewoli. W tej trudnej i ryzykownej wyprawie towarzyszył mu inny cysters z tego klasztoru, noszący zakonne imię Filip.

MNICH FILIP
Mnich Filip jest postacią dość zagadkową. Wywodził się z miejscowego rycerstwa. Wstępując do zakonu cysterskiego przekazał klasztorowi w Łeknie swą dziedziczną posiadłość: Dębogórę. W realizacji misji chrystianizacyjnej Prus Filip odgrywał bardzo ważną rolę. Uczestniczył w niej od samego początku, aż do męczeńskiej śmierci około roku 1213. Początkowo wspierał w działaniach misyjnych swego opata Gotfryda. Ten jednak został kilka lat później odsunięty od kierowania misją, a jego miejsce zajął cysters Chrystian. Mnich Filip działał od tego czasu u boku Chrystiana. Domyślamy się, że posiadał on odpowiednie kompetencje językowe, by porozumiewać się z pruskimi neofitami i bezpośrednio przekazywać im zasady i podstawy wiary chrześcijańskiej. O Filipie z uznaniem wypowiadał się papież, nazywając go „umiłowanym synem”. W 1216 roku (więc już po śmierci mnicha) papież osobiście przeprowadził chrzest jednego z pruskich nobilów, nadając mu imię: Filip. Fakt ten można odczytać jako swoiste złożenie hołdu pamięci łekneńskiego męczennika.

MĘCZEŃSTWO MNICHA FILIPA
O męczeńskiej śmierci mnicha Filipa zachowało się ledwie kilka zdawkowych wzmianek. Trudno jest nawet określić, czy nastąpiła ona w 1213 roku, czy rok później. Nie wiemy gdzie dokładnie i w jakich okolicznościach do niej doszło. Nie wiemy co stało się z ciałem męczennika. Na te tematy nie wypowiedzieli się szerzej ani późniejsi kronikarze, ani prowadzący swoje zapiski cystersi z Łekna. Największą zagadką dotyczącą mnicha Filipa jest więc wymazanie tej postaci z klasztornej tradycji. W klasztorze łekneńskim nie zadbano też o utrzymanie pamięci o opacie Gotfrydzie i o „cysterskiej” misji pruskiej. W głównej mierze mogło być to spowodowane przejęciem inicjatywy w Prusach przez zakon krzyżacki, czego efektem było pozbawienie cystersów znaczenia na tym obszarze. Przed zakusami krzyżackimi nie zdołał obronić misji wspomniany wyżej cysters - biskup Chrystian, gdyż przez szereg lat przebywał w niewoli pruskiej. Czas jego nieobecności wykorzystali krzyżacy, rozpoczynając szerzenie chrześcijaństwa „ogniem i mieczem”. Równolegle do tych wydarzeń kształtował się w Łeknie obyczaj przyjmowania do tutejszego klasztoru wyłącznie zakonników z Kolonii i okolic tego miasta. Wobec tego utrzymywanie w tradycji klasztornej pamięci o działaniach misyjnych z początków XIII wieku mogło być niewygodne ze względu na nową sytuację w klasztorze i rozgrywki polityczne związane z umocowaniem się państwa krzyżackiego w Prusach.

Przeczytaj również - Nasze średniowiecze:

(5) Krzyżowiec z Pałuk

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 10 z 9 marca 2016 r.

Żołnierze żywcem nie wzięci

teofil zurek

Żołnierze Wykleci, Niezłomni, kwiat Polski podziemnej, to polscy partyzanci, którzy w 1945 roku stanęli do walki o wolną i demokratyczną Polskę, przeciwstawiając się podporządkowaniu kraju sowieckiemu agresorowi.

Historia Żołnierzy Wyklętych po dziesiątkach lat komunistycznego zakłamania, przemilczania, opluwania i spychania w niebyt odzyskuje należne jej miejsce w pamięci zbiorowej Polaków – podkreśla Waldemar Handke. Historia ta wywołuje też kontrowersje. O  tych żołnierzach mówi się, że byli bandytami, szabrownikami, zabójcami... W terenie starsi ludzie źle wspominają Żołnierzy Wyklętych.
Tuż po wkroczeniu sowieckiej armii na ziemię wągrowiecką rozpoczęła się komunistyczna okupacja, której przeciwstawili się nieliczni Żołnierze Wyklęci, synowie tej ziemi.

HISTORIA ŻURKA Z PASJĄ
Przykładem jest historia Teofila Żurka, urodzonego w Gołaszewie koło Mieściska. Działalność Żurka obrosła w legendę, za którą kryją się rzeczywiste fakty, ale też półprawdy i mity. Historycy opierają się m.in. na relacjach uczestników powojennych wydarzeń, które często są ze sobą sprzeczne i trudno jest ustalić obiektywną prawdę. Tak jest też ze śmiercią Teofila Żurka.
Żurek nie mógł zdzierżyć rozbojów i rekwizycji dokonywanych przez Armię Czerwoną na terenie okupowanym i dlatego wystąpił do sowieckiej komendantury wojennej z ostrym protestem, ale to nie przyniosło skutku. W tej sytuacji Żurek zmienił front o 180 stopni i przeszedł na drugą stronę. Już wtedy w Gołaszewie, pod kierunkiem Stachurskiego, działała grupa samoobrony. Stachurski swoją grupę nazwał Armią Krajową i działał też w sąsiednim powiecie gnieźnieńskim. Żurek jako sekretarz Polskiej Partii Robotniczej w Mieścisku donosił Stachurskiemu o planowanych przez Sowietów rekwizycjach. Wraz ze Stanisławem Kuczerepą wtargnęli do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, skąd wynieśli poufne dokumenty i przekazali je Stachurskiemu.
Po tej akcji Żurek nadal działał w PPR. Jednak, gdy otrzymał do podpisu listę z nazwiskami 150 osób (inne źródło podaje 15 osób), które były planowane do wywózki w głąb ZSRR, zbuntował się do reszty i odszedł z PPR. Wstąpił do oddziału AK Stachurskiego, przyjmując pseudonim „Pogromca”, co najprawdopodobniej miało miejsce jesienią 1945 r. Żurek dopiero na wiosnę objął kierownictwo nad tym oddziałem, po wyjeździe Stachurskiego.
„Pogromca” posiadał dobre kontakty z funkcjonariuszami urzędu bezpieczeństwa i skrzętnie pozyskane informacje wykorzystywał w antykomunistycznej działalności. Dzięki nim udało mu się uchronić od aresztowania jesienią 1945 r. Krótko przebywał w gnieźnieńskim areszcie. Uciekł z konwoju na trasie Gniezno – Wągrowiec. Żurek ukrywał się i zmienił dokumenty na nazwisko Kazimierza Meisnera, które znaleziono przy nim, gdy został śmiertelnie postrzelony.
Teofil Żurek zgromadził sporo broni, którą przechowywano w leśniczówce Koźlanka, a potem u jednego z rolników w Ochodzy. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Wągrowcu nie próżnował i wyłuskiwał członków grupy Żurka, gdy ten po Stachurskim objął dowództwo, m.in. aresztowano Kędzierskiego.
„Pogromca” miał coraz rzadsze kontakty z „ubowcami”, przez co nie otrzymywał uprzedzających go informacji. PUBP tropił Żurka na każdym kroku, zwłaszcza gdy doszło do próby likwidacji ich pracownika. Za przygotowanie tego zamachu oskarżono Bernarda Szudarskiego i Edmunda Czarneckiego. Tego pierwszego Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu skazał na śmierć przez rozstrzelanie w 1946 r., a drugi otrzymał cztery lata więzienia. PUBP aresztował kolejnych ludzi „Pogromcy”, m.in. K. Meisnera, ojca trojga dzieci.

NA TROPIE „POGROMCY”
Działania urzędu nie doprowadziły do rozbicia grupy Żurka, która mimo represji rozrastała się ilościowo. Dochodziło do kolejnych napadów na mleczarnie w Kłodzinie, Rybnie Wielkim, Łeknie, rozbicia posterunku MO w Łeknie i odbicia koni z komendantury wojennej w Mieścisku. Urząd bezpieczeństwa nie odstępował od swoich akcji wymierzonych przeciw „bandytom”. W wyniku milicyjnej obławy zabito Stefana Lemańskiego i Edmunda Kotowskiego i ujęto wspomnianych już B. Szudarskiego i  E. Czarneckiego.
Latem 1946 r. do oddziału Żurka należało od 15 do 30 ludzi, którzy mieli kilka kryjówek, m.in. w gospodarstwie Walentego Woźniaka w Gorzewie i Franciszka Kurzeji, ojca chrzestnego Żurka w Łopiennie. Ponoć Kurzeja miał się później przyczynić do śmierci Żurka, jako że jego zięciem był niejaki Buszko, funkcjonariusz PUBP w Gnieźnie, a ponadto Kurzeja przechowywał pieniądze grupy „Pogromcy”, na które miał chrapkę.
„Pogromca” wkrótce jednak wpadł w zasadzkę. Rankiem 28 września 1946 r. wraz ze Stanisławem Grzeszczykiem udali się do Łopienna, do Kurzeji. Okazało się, że wcześniej funkcjonariusze z Gniezna zastawili tam pułapkę na Żurka. „Pogromca” szamoczący się z drzwiami wejściowymi do domu został trafiony przez snajpera w głowę, a Grzeszczyka pojmano i aresztowano. Ten później wkopał innych członków grupy Żurka.

GDZIE LEŻY PRAWDA?
To jest jedna wersja okoliczności śmierci dowódcy grupy. Inaczej to zdarzenie przedstawia Stanisław Olejniczak, komendant Milicji Obywatelskiej w Wągrowcu, w raporcie z 30 września 1946 r.
Według niego akcję ujęcia Żurka przygotowali wągrowieccy milicjanci. Piętnastoosobowa grupa pod dowództwem Kruszyny, szefa PUBP w Wągrowcu, pojechała do Łopienna i otoczyła dom. Do środka weszli milicjant Zygmunt Piątkowski i jeszcze jeden funkcjonariusz PUBP. W domu zastali jednego żołnierza, który się poddał, a ukryty za drzwiami Żurek oddał serię z pistoletu maszynowego w kierunku Z. Piątkowskiego, który poległ na miejscu. Kruszyna nakazał podpalić słomiany dach stojącej obok stodoły, aby w ten sposób zmusić Żurka do wyjścia na zewnątrz. „Pogromca” wyskoczył oknem, ale został trafiony w głowę przez ukrytego w stogu siana milicjanta Czesława Nowaka. Żurek bronił się nadal, jednak kolejne strzały oddane przez milicjanta Heliodora Urbana obezwładniły go. Ciężko ranny Żurek zmarł w gnieźnieńskim szpitalu. Na miejsce zdarzenia przybyło Wojsko Polskie z Gniezna, które nakazało Kruszynie przetransportowanie ludzi Żurka do... Gniezna wbrew jego oporowi, co dowodzi o rywalizacji urzędów bezpieczeństwa z Gniezna i Wągrowca i braku między nimi współpracy - ocenia historyk Maciej Kamiński.
Wyrok śmierci wykonano na nim 8 stycznia 1947 r. Wcześniej podobny wyrok wydano na Bernarda Szudarskiego. PUBP krwawo rozprawiał się z przeciwnikami władzy ludowej.

NIE PODDALI SIĘ...
Po śmierci „Pogromcy” i aresztowaniu Grzeszczyka kierowanie zbrojną grupą przejął Izydor Felcyn. W połowie października doszło do masowych aresztowań jego ludzi, a inni zrezygnowali z konspiracyjnej działalności. W maju 1947 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Poznaniu stanęli: Kazimiera Przyborska, Florian Rojtek, Kazimierz Meisner, Wacław Meisner, Jan Szymczak, Marian Piotrowiak, Walenty Woźniak, Karol Oelke, Alfons Kozłowski, Tadeusz Mikołajczak, Kazimierz Michalak, Kazimierz Włodarczyk i Feliks Burek. Otrzymali oni wyroki od 5 do 8 lat pozbawienia wolności (wyrok zapadał 17 maja 1947 r.).
W wyniku amnestii w 1947 r. ujawniło się 24. członków oddziału. Amnestię przedstawiono jako akt dobrej woli i łaski „zwycięzców” nad zwyciężonymi. Obietnic amnestyjnych nie dotrzymano...

PS. W opracowaniu wykorzystano: artykuł Macieja Kamińskiego „Pomiędzy podziemiem a prowokacją”, Rocznik Nadnotecki T. XXIX/98, monografię Rafała Leśkiewicza „Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu (1946-1955)”, Instytut Pamięci Narodowej Warszawa-Poznań 2009, pracę Waldemara Handke „Wielkopolscy żołnierze wyklęci polegli w  walce z komuną”, Leszno 2013, artykuł Agnieszki Łuczak „Podziemie niepodległościowe w Wielkopolsce w latach 1945-1956”, Biuletyn IPN nr 5-6/2011.

 

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem