poniedz., 19 listopada
13:40

Godne miejsce spoczynku

Fot. Andrzej Wachowiak

Archeolodzy ARTUR RÓŻAŃSKI i TOMASZ OLSZACKI znają już miejsce pochówku obrońców gołanieckiego zamku.

Po setkach lat obrońcy zamku będą mieli swoje miejsce spoczynku. Archeolodzy po nawiązaniu współpracy z miastem i Radą Ochrony Miejsc Walk i Męczeństwa zdecydowali, aby uroczyście pochować obrońców. Teren przy klasztorze bernardynów jest właściwym miejscem. Uroczysty pochówek odbędzie się 7 listopada.
- W tym miejscu będzie pochówek i stanie pomnik. Będzie 25 niepełnowymiarowych trumien. Po pierwsze; miejsce uważam za właściwe, ponieważ kościół bernardynów został ufundowany przez rodzinę Smoguleckich, która między innymi jest pośród tych szczątków. A po drugie, jest to miejsce reprezentacyjne w Gołańczy do dokonania pochówku – tłumaczył Tomasz Olszacki.

POWRÓT DO KORZENI
Podczas prac przy klasztorze archeolodzy dość szczęśliwie trafili na jamy grobowe. W jednej z nich znaleziono ludzkie szczątki (...)

Fot. Andrzej Wachowiak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 37 z 14 września 2016 r.

Potworna zbrodnia

FOT. Rafał Różak

Już 1 września mija siedemdziesiąta siódma rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Liczba 77 jest symboliczna, wygląda jak dwie kosy, które wykosiły wielu wągrowczan, mieszkańców powiatu wągrowieckiego i Pałuk.

Do najokrutniejszego mordu, dokonanego podczas okupacji niemieckiej na naszym terenie, doszło 8 grudnia 1939 roku. Wybór tego dnia na masową egzekucję nie był przypadkowy. Polacy twierdzili, że 8 grudnia nastąpi kres panowania niemieckiego.
W powiecie wągrowieckim w tym dniu rozpoczęto wysiedlanie ludności do Generalnego Gubernatorstwa, a w wągrowieckim więzieniu dokonano selekcji wśród więźniów. W ten sposób wytypowano 107 mężczyzn do rozstrzelania. Najpierw na korytarzu więziennym wyczytano nazwiska 37 więźniów, po czym wyprowadzono ich i załadowano do podstawionej pod gmach więzienia ciężarówki pod nadzorem SS (...)

FOT. Rafał Różak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 35 z 31 sierpnia 2016 r.

Rozbudowa z pokorą...

Fot. Archiwum Muzeum Regionalnego

Za rok Muzeum Regionalne będzie fetowało 30-lecie, a kiedy doczeka się rozbudowy?

Plany koncepcyjne niby są gotowe, ale brak jest woli lokalnego samorządu rychłego rozwiązania przedawnionej już kwestii. O rozbudowie „opatówki” mówi się od wielu lat, jednak budynek ten nie ma szczęścia, chociaż potrzebę rozbudowy wyrażano w różnych dokumentach (...)

STRATEGIE, PROGRAMY, PROGNOZY...
Trzeba jednak podkreślić, że w strategii rozwoju miasta do 2020 roku (dokument z 2011 r.) zapisano rozbudowę, remont i modernizację tej placówki. Do 2015 roku miały być rozbudowane powierzchnie wystawiennicze, biurowe i magazynowe. Niestety, ciągłe obiecanki cacanki lokalnej władzy nie zmaterializowały się. Lokalny program rewitalizacji miasta na lata 2012- 2020 zakłada wspomniany remont i adaptację zabytkowych pomieszczeń „opatówki” z przeznaczeniem na... Centrum Historyczno- Edukacyjne (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 32 z 10 sierpnia 2016 r.

Odkopują zaginione miasto pod Skokami

Fot. Rafał Różak

W zeszłym tygodniu archeolodzy rozpoczęli realizację dwuletniego projektu: „Dzwonowo – zaginione miasto. Interdyscyplinarne badania średniowiecznego i nowożytnego kompleksu osadniczego”, na które Muzeum Regionalne w Wągrowcu otrzymało dofinansowanie w wysokości 90 tys. zł.

- Prace rozpoczęliśmy dwutorowo – wyjaśnia archeolog Marcin Krzepkowski, kierownik badań.
- Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego otrzymaliśmy pieniądze na badania nieinwazyjne, natomiast Wojewódzki Wielkopolski Konserwator Zabytków w Poznaniu finansuje prace sondażowe, które mają m.in. potwierdzić ustalenia badań nieinwazyjnych i struktury widoczne na zdjęciach lotniczych - dodaje.

SZCZĄTKI LUDZKIE NA STOKU
Archeolodzy planują w tym roku wykonanie ośmiu wykopów sondażowych, które pomogą w rozpoznaniu stanu zachowania podziemnych pozostałości zabudowy i reliktów osadniczych. Być może uda się również je datować, ale do tego potrzebna będzie konstrukcja drewniana, którą - przy odrobinie szczęścia - uda się pozyskać w miejscu planowanego wykopu na przeprawie przez Dzwonówkę.
Obecnie udało się archeologom założyć cztery wykopy badawcze, czyli właściwie połowę tego, co założyli. - Pierwszy z nich zaplanowaliśmy na terenie spodziewanego cmentarza. W lokalnej świadomości funkcjonuje on jako epidemiologiczny, gdzie chowane były ofiary cholery, ale nie potwierdzamy tego przypuszczenia, gdyż wszystko wskazuje na to, że był to jednak cmentarz późnośredniowieczny i nowożytny, związany z istniejącym tutaj kościołem św. Michała - informuje M. Krzepkowski.
W wyznaczonych miejscach udało się odsłonić 17 grobów, a szkielety pojawiały się już na głębokości od 10 do 15 cm, gdyż cmentarz założono na piaszczystym stoku i przez długoletnie użytkowanie: orkę oraz procesy naturalne część ziemi przemieściła się z góry w dół.
Podczas prac na cmentarzu uchwycono jego północną granicę, gdzie pochówki rozmieszczone są w rzędach w odległości od 1 do 1,5 m. Natomiast w południowej części górki, na sześciu metrach kwadratowych, jak dotąd udało się odkryć aż 10 szkieletów, w tym dziecięce, poprzecinane przez nowsze pochówki, co potwierdza, że był to cmentarz długo istniejący.
Na miejscu analizą szczątków zajmują się dwie studentki antropologii z Uniwersytetu Wrocławskiego, Joanna Wysocka i Beata Drupka. Jak twierdzą, badania w Dzwonowie bardzo dobrze odbierane są przez miejscowych, ale też i ludzi z zewnątrz. - Wczoraj jeden pan przyniósł jabłka, a pewna pani upiekła nam ciasto – zdradzają studentki.
Jak się okazało, ciastem uraczyła ekipę badaczy pani Maria Orlikowska-Kubiś z Gniezna, która pochodzi z Dzwonowa i sentymentalnie jest bardzo z tym miejscem związana. Pani Maria to także kuzynka Mieczysława Węglewskiego, właściciela większości terenów na których rozlokowane było miasto i sąsiadująca z nim wieś owalnicowa.

ZABYTEK Z KOBIETĄ NA LWIE
Archeologom, oprócz cmentarza, udało się także potwierdzić, że badany kompleks osadniczy otoczony był około metrowym wałem. Przez kilkaset lat ulegał on destrukcji, ale na wzgórzu przy cmentarzu zachował się jeszcze do 0,5 m wysokości (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 30 z 27 lipca 2016 r.

  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak

Pokłócili się o Czerwiec '56

fot. Konrad Szadkowski

Historyk z Instytutu Pamięci Narodowej został sprowokowany przez mieszkańca Wągrowca do dyskusji w sprawie śmierci funkcjonariusza UB Zygmunta Izdebnego, który 28 czerwca 1956 roku zginął z rąk tłumu.

Muzeum Regionalne w Wągrowcu przy współudziale Miejskiej Biblioteki Publicznej i Urzędu Miejskiego w ramach upamiętnienia wydarzeń poznańskiego Czerwca ’56 zorganizowało spotkanie, na które zaprosiło Marcina Podemskiego z poznańskiego oddziału IPN-u. Gość wygłosił wykład „Poznański Czerwiec ’56: przyczyny, przebieg, następstwa”, w którym przybliżył okoliczności wybuchu protestów i ich szczegółowy przebieg z wieloma ciekawymi, mniej znanymi faktami. Po prelekcji nadszedł czas na pytania. Głos zabrał Józef Urbaniak, który miał wiele krytycznych uwag do wystąpienia historyka z IPN-u.

- Dlaczego Pan nie wspomniał o kapralu Izdebnym, bestialsko zlinczowanym przez protestujących robotników? – zapytał z wyrzutem Urbaniak.

- Mundur Urzędu Bezpieczeństwa wzbudzał w ludziach nienawiść. Nie chcę usprawiedliwiać śmierci funkcjonariusza UB, ale takie były wtedy nastroje, wywołane przez zbrodniczą działalność komunistów – odpowiedział Marcin Podemski.

Przypomnijmy, że Zygmunt Izdebski pochodził z Marlewa, znajdującego się wówczas w powiecie wągrowieckim. Jego żona była latem 1956 roku w ciąży. 

Józef Urbaniak nie dawał za wygraną. Zarzucał instytucji IPN wiele innych wad, przede wszystkim w sferze finansowej.

- Uczycie zawężonej historii i pobieracie więcej pieniędzy niż kilka państwowych instytucji kulturalnych razem wziętych!

- Ci, co rządzili przez ostatnie osiem lat wzięli jeszcze więcej – uciął temat Podemski.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 27 z 6 lipca 2016 r.

Rycerskie potyczki

W latach 1382-1385 przez Wielkopolskę przetoczyła się wojna domowa. Wśród najbardziej zaangażowanych uczestników konfliktu było wielu rycerzy pochodzących z obszaru dzisiejszego powiatu wągrowieckiego. Złą sławą okryli się wówczas właściciele Smogulca i Gołańczy, nazwani przez późniejszych kronikarzy największymi okrutnikami.

W 1382 roku zmarł król Ludwik Węgierski. Wobec braku męskiego potomka polską koronę miała otrzymać jedna z jego córek. Początkowo pretendentką była najstarsza, Maria, której mężem był margrabia brandenburski Zygmunt Luksemburski, syn cesarza niemieckiego. Gdy wobec tej kandydatury pojawiły się wątpliwości, koronę ofiarowano młodszej córce Ludwika, jedenastoletniej Jadwidze. Na horyzoncie zdarzeń pojawiła się również kandydatura księcia mazowieckiego Siemowita (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 24 z 15 czerwca 2016 r.

Dwór rycerski w Łeknie

Przykładowa rekonstrukcja dworu na kopcu w niemieckim Lütjenburgu.

Wśród podmokłych łąk, na wschodnim brzegu Jeziora Łekneńskiego, można zobaczyć samotne wzgórze, gęsto pokryte zaroślami. Miejsce to nazywane jest Łysą Górą... Kilkaset lat temu istniał tutaj dwór rycerski rodu Pałuków.

Średniowieczne rycerstwo dbało o to, by rycerskie siedziby były jak najbardziej okazałe. Odpowiednia forma dworu podnosiła prestiż właściciela i zapewniała bezpieczeństwo. Uboższe rycerstwo zajmowało domostwa niespecjalnie wyróżniające się od okolicznej architektury, jednak możniejsi mogli pozwolić sobie na bardziej kosztowne „rezydencje”. Od XIII wieku budowali dla siebie siedziby, które przez badaczy przeszłości są nazywane grodziskami stożkowatymi, dworami na kopcach lub obiektami typu motte (...)

DWÓR NA KOPCU
Siedziba rycerska musiała być bezpieczna i wygodna. Dwór w Łeknie niewątpliwie posiadał obie te cechy. Zanim przystąpiono do budowy, starannie wybrano lokalizację wśród podmokłych terenów po wschodniej stronie jeziora. Następnie przystąpiono do kopania szerokiej fosy (ok. 6-8 m). Wybraną podczas tych prac ziemię wykorzystano do budowy stożkowatego nasypu, usytuowanego wewnątrz obwodu fosy. Kopiec osiągnął ostatecznie wysokość kilku metrów i zajął okrąg o średnicy ok. 33-38 metrów u podstawy i ok. 15 metrów u szczytu. Reliktem tej konstrukcji jest dzisiejsza Łysa Góra (...)

Łysa Góra w Łeknie - pozostałość po średniowiecznej siedzibie rycerskiej. Fot. Rafał Różak

Więcej w wtorkowym wydaniu Głosu nr 21 z 24 maja 2016 r.

Głośne pukanie do drzwi

„Urząd Bezpieczeństwa! Otwierać!”. Do pomieszczenia wpadli uzbrojeni funkcjonariusze bezpieki, w ręku trzymając postanowienie o zatrzymaniu obywatela Cybulskiego.

Na kartce papieru, obok odręcznych podpisów, złowrogo widnieje czerwona pieczęć Publicznego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kraśniku. Zatrzymany nie stawia oporu, przecież kilka lat wcześniej ujawnił podczas amnestii swoją przynależność do Armii Krajowej.

POJMANIE
Pierwsza myśl, jaka przychodzi mu do głowy: „to pomyłka, albo tylko rutynowa kontrola”... Jednakże akcja zatrzymania była już wcześniej skrupulatnie zaplanowana przez wysokie władze Ministerstwa Bezpieczeństwa. Mimo to w tamtej chwili bezpieczniacy, którzy znajdowali się w jednym pomieszczeniu z Cybulskim, prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy, że mają w rękach sławnego „Znicza”, oficera Narodowych Sił Zbrojnych... (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 20 z 18 maja 2016 r.

Minister wesprze badania w Dzwonowie

Fot. Rafał Różak

Dzwonowo – niewielki przysiółek w gminie Skoki - jest znany naukowcom nie tylko w kraju, ale i za granicą. A wszystko za sprawą unikatowego odkrycia, jakiego dokonano na początku 2014 roku. Na wsparcie projektu Muzeum Regionalnego z Wągrowca - „Dzwonowo - zaginione miasto. Interdyscyplinarne badania średniowiecznego i nowożytnego kompleksu osadniczego” - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydowało się przeznaczyć 90 tys. złotych.

Do zlokalizowania nieistniejącego już średniowiecznego miasta doszło przez przypadek, podczas przeglądania zdjęć lotniczych dostępnych w serwisie geoportal. Co więcej, odkryto wówczas relikty wcześniejszej wsi oraz miejsce, w którym stał niegdyś dwór właścicieli Dzwonowa, zwanego niegdyś Zwanowem. Warto dodać, że jak dotąd na terenie Polski odkryto - oprócz Dzwonowa - tylko dwa zaginione miasta średniowieczne: Stare Szamotuły oraz Nieszawę położoną nad Wisłą, naprzeciw Torunia.

ZWANOWSKIE DZWONY
Zwanowo należało do majątku Dobrogosta – wojewody poznańskiego, a później do jego potomków. Miasto lokowano tu w pierwszej połowie XIV wieku, a w 1348 roku po raz pierwszy wymieniono w źródłach historycznych tutejszy kościół. Dziś po tej drewnianej świątyni nie pozostał żaden ślad: została ona rozebrana w drugiej połowie XVIII wieku, gdyż jej zły stan groził zawaleniem. Pamięć o dzwonowskim kościele pw. św. Michała przetrwała jednak w postaci legendy o dzwonach zatopionej świątyni, których dźwięk można niekiedy usłyszeć (...)

ŁASKAWY MINISTER
Od momentu odkrycia średniowiecznego miasta Muzeum Regionalne w Wągrowcu prowadzi na jego terenie prace archeologiczne, które przynoszą coraz więcej ciekawych informacji. Wykonanie specjalistycznych badań terenowych przekracza jednak możliwości finansowe placówki muzealnej. Dlatego też w ubiegłym roku, wspólnie z Towarzystwem Miłośników Miasta Skoki i Ziemi Skockiej, przygotowano wniosek do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o dofinansowanie dalszych prac naukowych. Dzięki przyznanej przez ministra kwocie w wysokości 90 tys. zł oraz środkom własnym wnioskodawcy badania już niebawem ruszą pełną parą (...)

W PRZYSZŁYM ROKU
Drugi rok projektu (2017 r.) przeznaczony jest głównie na badana laboratoryjne pobranych prób. Podobnie jak w przypadku zaginionej Nieszawy, na podstawie wszystkich zdobytych informacji zostanie przygotowana rekonstrukcja komputerowa średniowiecznego miasta Zwanow. Pod koniec 2017 roku zostanie wydana publikacja książkowa podsumowująca wyniki interdyscyplinarnych badań.
O postępach prac będziemy na bieżąco informować Czytelników Głosu Wągrowieckiego, który objął patronat medialny nad przedsięwzięciem. Informacje na temat Dzwonowa i prowadzonych tam badań można znaleźć również na stronie internetowej projektu www.dzwonowo.wordpress.com, oraz na Facebooku: Dzwonowo - zaginione miasto.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 18 z 4 maja 2016 r.

Obrona zamku w Gołańczy

Mogiłę wojenną z czasów potopu szwedzkiego odkryto na dziedzińcu zamkowym w 2010 r. 25 szkieletów przebadane zostało w Instytucie Antropologii UAM w Poznaniu. Fot. Rafał Różak

Mija 360. rocznica potopu szwedzkiego, podczas którego 3 maja 1656 r. doszło do bohaterskiej obrony gołanieckiego zamku. Najeźdźcy ostatecznie zdobyli zamek, a jego obrońcy ponieśli śmierć.

W 1655 r. armia szwedzka najechała na Wielkopolskę. Dwaj wojewodowie, kaliski i poznański, Andrzej Grudziński i Krzysztof Opaliński 24 lipca 1655 r. podpisali kapitulację pod Ujściem, w wyniku której cała Wielkopolska poddała się królowi szwedzkiemu Karolowi Gustawowi. W obozie wojskowym pod Ujściem, gdzie przygotowywało się pospolite ruszenie z Wielkopolski do stawienia oporu armii szwedzkiej, znajdowała się też piechota łanowa z powiatu kcyńskiego, do którego należała Gołańcz, pod dowództwem rotmistrza łanowego Piotra Skoraczewskiego.

SZWEDZKIE RABUNKI
Zawarte w Ujściu porozumienie ze Szwedami nie zapewniło Wielkopolsce spokoju. W ciągu czterech kolejnych miesięcy Szwedzi opanowali Pomorze, Wielkopolskę, Małopolskę i Mazowsze. Po zajęciu terenów Wielkopolski i dalszych ziem polskich Szwedzi rabowali kościoły i nakładali na ludność bardzo wysokie kontrybucje, by wyżywić szwedzką armię. Jednak oddziały aprowizacyjne najeźdźców zaczęły spotykać się z coraz bardziej zdecydowanym oporem chłopów i szlachty, która przejmowała kierowanie akcjami skierowanymi przeciw Szwedom (...)

PONIEŚLI ŚMIERĆ
W literaturze historycznej podawane są różne daty wydarzenia oraz liczba zgromadzonych w zamku chłopów i innych osób. Można stwierdzić, że działo się to 3 maja 1656 r., a liczba poległych obejmuje zapewne łączną ilość ludzi, którzy ponieśli śmierć w Gołańczy: nie tylko obrońców zamku, ale również mieszkańców Gołańczy i okolicznych wiosek. Podaje się, że liczba poległych przewyższa liczbę ofiar bitwy pod Racławicami (400-500 osób). Zapisy wskazują, że spalono wtedy wszystkie domy kmiece i dwa zagrodnicze, a także puszczono z dymem dworskie i chłopskie stodoły.

WEDŁUG PUFENDORFA
Opis wypadków, które zaszły w Gołańczy, znaleźć można u Samuela Pufendorfa, szwedzkiego historyka z czasów potopu w dziele „De Rebus a Carolo Gustavo Gestis”. Oto fragment opisu: „Gdy król ruszył na Toruń, książę Adolf Jan obrócił się ku Żninowi... Ciągnącemu na Mogilno księciu doniesiono, że w pobliskim zamku gołanieckim właściciel jego z pewną ilością szlachty i 200 chłopami knuje coś przeciw Szwedom. Wysłał tam więc oddział konny, aby ich poskromić. Wezwani do poddania się, zamknąwszy się w zamku zaraz zaczęli strzelać i kilku ranili. Sprowadzono więc natychmiast cztery działa, które rozbiły bramę, a Szwedzi pospiesznie wpadli i przeszkodzili wysadzić most. Rozwaliwszy palisadę spuścili most zwodzony, wpadli na zamek i co było pod bronią wycięli... Zamek ten został całkowicie spustoszony i zniszczony” Według tej relacji ocaleć miały tylko kobiety (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 17 z 27 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (3)

Fot. Rafał Różak

STANISŁAW KUCZEREPA ps. „Cygan”, członek Grupy Leśnej „Pogromcy”, w kolejnej odsłonie wspomnień wyjaśnia tajemnicze morderstwa przypisywane TEOFILOWI ŻURKOWI ps. „Pogromca”.

Początek stycznia 1946 roku był mroźny, a na polach zalegał biały puch. W Gołaszewie doszło do zabójstwa dwóch sokistów, którzy feralnej nocy pilnowali pobliskiego mostu na Wełnie. Jeden z nich pochodził z Mirkowic, a drugi z Łopienna. Na miejsce zbrodni przyjechali funkcjonariusze komórki Urzędu Bezpieczeństwa z Mieściska: Jan Zborowicki i Władysław Rożek. Po zebraniu dowodów sprawa dziwnie ucichła, a podejrzenie skierowano na Teofila Żurka ps. „Pogromca”, który 15 grudnia 1945 r. zbiegł z więzienia w Obornikach.

LIKWIDACJA SIERŻANTA
Kilka dni później w Mirkowiczkach dochodzi do kolejnych zabójstw. Tym razem ginie sierżant Armii Czerwonej Fiodor Bronko, były sekretarz komendanta wojennego i Jan Kwiatkowski ps. „Grzmot”, dawny członek oddziału leśnego „Tarzana”, który po udanej ucieczce z wągrowieckiego więzienia (16 grudnia 1945 r.) przyłącza się do Grupy Leśnej „Pogromcy”.
Ciała ostatecznie przewieziono na cmentarz w Kozielsku, gdzie lekarz powiatowy dr Edmund Małecki stwierdza, że w obu przypadkach śmierć nastąpiła nagle od rany postrzałowej w głowę z broni krótkiej kalibru 9 mm.
W toku śledztwa ustalono, że zostali zamordowani przez swych wspólników, wśród których był Teofil Żurek (...)

 Teofil Żurek  (z archiwum rodzinnego). Fot. Rafał Różak

JASIU, NIE STRZELAJ!
Innym razem w centrum Mieściska zastrzelono młode małżeństwo Hysków, Franciszka i Bożenę. Kobieta miała być podobno w ciąży, dlatego morderstwo to budziło wiele emocji wśród mieszkańców. Plotka krążyła, że to Żurek, a funkcjonariuszom UB było to na rękę. 
- Kilka lat później brałem udział w rozprawie dotyczącej Hysków – twierdzi Stanisław Kuczerepa. - Okazało się, że jedna przypadkowa osoba, schowana za budynkiem, widziała całe zdarzenie. Na rozprawie zeznała, że mężczyzna w długim, czarnym, podgumowanym płaszczu rozmawiał z jakąś parą. Po chwili usłyszał głośne wołanie kobiety, „Jasiu, nie strzelaj, dopiero co się ożeniliśmy” i złapała mężczyznę za rękaw. Po chwili rozległy się strzały. W tym czasie Zofia Dębska zamykała okno. Widziała mężczyznę, który w lewej ręce miał rogatywkę, a w drugiej pistolet. Przebiegł przez drogę, wsiadł na motocykl i odjechał. Zeznała także, że to kutoń był (osoba z bujną fryzurą - przyp. red.). Wszyscy wiedzieliśmy, że małżonków zamordował Zborowicki, ta menda skończona. Były pogłoski, że Franciszek Hysek miał zostać wójtem, a oboje mieli na sumieniu jakąś grubszą sprawę. Ubek bał się, że jak Hysek zostanie wójtem, to go zdradzi - wyjaśnia S. Kuczerepa (...)

ODSTRZELILI WILKA
Wspominając tajemnicze zabójstwa z okresu działalności Grupy Leśnej „Pogromcy” nie sposób pominąć morderstwa dokonanego w Mieścisku-Ulicy w pobliżu zabudowań rolnika Jastrząbka. Ciało mężczyzny w wieku 35-40 lat z raną postrzałową brzucha odkopano przy resztkach stogu z poprzedniego roku (...)

IMIENINY ŻURKA
Nie wiemy czy funkcjonariusze PUBP drążyli ten temat i czy w ogóle udało im się ustalić personalia denata. Jednak skrupulatna analiza protokołów przesłuchań różnych osób współpracujących z „Pogromcą” naprowadziła na pewien trop.
Pod koniec kwietnia 1946 r. obchodzono imieniny Żurka u Floriana Rojtka, a właściwie u jego ojczyma Jastrząbka. Był placek, chleb, a do picia wódka. Obecni na imieninach byli oprócz Żurka, Kazimiera Przyborska, z którą utrzymywał już wówczas serdeczną przyjaźń, Bernard Piotrowiak ps. „Wywijas”, Kazimierz Meisner z żoną Waldemarą, Maria Doberstein oraz dwóch obcych (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 16 z 20 kwietnia 2016 r.

Znaleźli skarb podczas spaceru

Fot. Tomasz Podzerek

Kilka miesięcy trzymano w tajemnicy obiecujące odkrycie, jakiego dokonali miłośnik historii ze Skoków MICHAŁ KOŁPOWSKI i archeolog MARCIN KRZEPKOWSKI. Podczas grudniowego spaceru po wzgórzu nazywanym niekiedy zamkowym w Skokach, dokonano przypadkowego odkrycia 117 srebrnych monet z XV i XVI w.

Nie tylko przypadek, ale wyczucie doświadczonego archeologa spowodowało, że spacer odbył się właśnie w tym miejscu.
Jak głosi legenda: „Na terenie obecnego boiska piłkarskiego, w pobliżu którego stoi dawny kościół ewangelicki, miał znajdować się niegdyś pałac książęcy”. Wiedząc, że książę raczej tutaj nie mieszkał, możemy iść jednak dalej tym tropem. Wzgórze góruje nad miastem i z dwóch stron otoczone jest wodami Małej Wełny, dlatego jak najbardziej nadaje się na lokację zamku rycerskiego lub dworu obronnego (...)

W TAJEMNICY
O odkryciu wiedziało wąskie grono osób, do którego również należeliśmy.
- Niewielkie skupisko, w jakim odkryto zabytki, wskazywało, że mogły one stanowić część większego zespołu, być może depozytu monetarnego – twierdził Marcin Krzepkowski. Aby jednak zbadać teren, trzeba było uzyskać pozwolenie od właściciela, czyli gminy Skoki oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu.
Po uzyskaniu takiej zgody pod koniec marca Marcin Krzepkowski stale współpracujący z Muzeum w Wągrowcu oraz Tomasz Podzerek, archeolog z tegoż muzeum przystąpili do badań archeologicznych (...)

CZYJ TO SKARB?
Jak w przypadku większości tego typu odkryć, trudno jest ustalić kto postanowił ukryć swój majątek (lub jego część) w tym miejscu.
- Decyzja o zakopaniu gotówki wynikała zapewne z troski o jej zabezpieczenie przed kradzieżą, rabunkiem, mogła być też spowodowana jakimiś niepokojami politycznymi. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy suma zgromadzona w depozycie była gromadzona w dłuższym czasie, czy też stanowiła przedmiot jednorazowej transakcji. Nie wiadomo jak użytkowany był w XVI wieku teren zajęty przez obecny plac sportowy. Na pewno był on dostępny dla osoby ukrywającej skarb i na tyle bezpieczny, by zdeponować na nim gotowiznę. Różne okoliczności mogły spowodować, że depozyt nie został wydobyty przez właściciela. Powodem mogła być jego śmierć lub też trudności w ustaleniu dokładnego miejsca ukrycia – wyjaśnia Marcin Krzepkowski (...)

Fot. Tomasz Podzerek

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 15 z 13 kwietnia 2016 r.

Rola dziejowa łekneńskiej rotundy

Fot. Rafał Różak

NASZE ŚREDNIOWIECZE (7)

Chrzest Polski miał fundamentalne znaczenie dla formowania polskiej państwowości i nadał kierunek dalszemu rozwojowi kulturowemu ziem polskich. Akt konwersji Mieszka I był jednak dopiero pierwszym etapem długiego procesu chrystianizacji, który trwał całe stulecia.

Władcy piastowscy przejęli rejon grodu w Łeknie już na wczesnym etapie kształtowania się „państwa gnieźnieńskiego” (nazwa „Polska” weszła w użycie dopiero za panowania Bolesława Chrobrego). Ze względu na bliskość najważniejszych ośrodków państwowych prędko musiały tutaj dotrzeć wieści o przyjęciu przez księcia Mieszka wiary chrześcijańskiej.

POCZĄTKI CHRYSTIANIZACJI
Czy konwersja władcy „od razu” zmieniła obyczaje społeczności zamieszkującej w dorzeczu Wełny? W perspektywie kilkudziesięciu lat po chrzcie wydaje się to mało realne. Na wczesnym etapie chrystianizacji brakowało sił i środków na przeprowadzenie „masowej” ewangelizacji. Wszakże w 966 roku do takiej działalności była przygotowana jedynie garstka duchowieństwa, które przybyło na ziemie polskie w orszaku narzeczonej Mieszka, księżniczki czeskiej Dobrawy (...)

ROTUNDA W ŁEKNIE
Około roku tysięcznego, czyli ponad trzy dziesięciolecia po chrzcie Mieszka, efekty działań chrystianizacyjnych stają się w naszych okolicach coraz lepiej czytelne. Z tego okresu pochodzi pierwszy znany na tym terenie koścół: przedromańska rotunda pod wezwaniem św. Piotra. Zbudowano ją wewnątrz obwarowań grodu w Łeknieprzy zastosowaniu technik dotąd na tym terenie nieznanych. Była to pierwsza w północnej Wielkopolsce realizacja monumentalnej architektury murowanej. Według ostatnich badań, przeprowadzonych z użyciem nowoczesnych metod datowania zapraw gipsowych (14C AMS), świątynia powstała najprawdopodobniej w granicach lat ok. 995-1003. Ten pierwszy kościół mógł służyć przede wszystkim zaspokojeniu potrzeb religijnych lokalnych elit. Niewątpliwie był też oparciem dla szerzenia chrześcijaństwa w aspekcie misji wewnętrznej (wśród ludności tej części kraju) oraz stanowił punkt wyjścia do misji zewnętrznej (w kierunku Pomorza i być może Prus) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 15 z 13 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (2)

Stanisław Kuczerepa ps. „Cygan”. W piwnicy tego budynku został zaprzysiężony przez Feliksa Stachurskiego. Fot. Rafał Różak

FELIKS STACHURSKI ps. „Bicz” i TEOFIL ŻUREK ps. „Pogromca” zaczynają organizować grupę konspiracyjną w powiecie wągrowieckim. Dzięki materiałom archiwalnym i relacji STANISŁAWA KUCZEREPY ps. „Cygan”, członka Grupy Leśnej „Pogromcy”, opisujemy pierwsze akcje i działalność oddziału w 1945 roku.

W posiadaniu Stanisława Kuczerepy znajduje się pamiątkowy krzyż, na który nowozwerbowani członkowie grupy składali przysięgę. Fot. Rafał Różak Jedno z poniemieckich gospodarstw w Gółkach przejął po wojnie gospodarz Grzegorski. To właśnie w piwnicy jego domu, jak wspomina Stanisław Kuczerepa, zaprzysięgano żołnierzy Feliksa Stachurskiego, a później Teofila Żurka. Dom ten posiadał dużą kuchnię, w której było zejście do piwnicy zakryte dywanem. Elektryczności jeszcze nie było, więc na dole paliły się świeczki, a między nimi stał krzyż. - Przysięgę składałem przed Stachurskim i dwoma świadkami, których nie znałem. Tekstu przysięgi nie pamiętam, choć wiele razy próbowałem go sobie odtworzyć w pamięci. Przypominam sobie tylko, że Stachurski wertował grubą księgę i dużo mądrych rzeczy z niej czytał – twierdzi S. Kuczerepa (...)

PO AKCJI
- Po wyjściu z posterunku nie spieszyliśmy się, aby nie wzbudzać podejrzeń. Dotarliśmy do znajomego z Mieściska, gdzie uczciliśmy naszą pierwszą udaną akcję. Później musiałem jeszcze poinformować ludzi z listy, wykorzystując różne kontakty, aby zachowali czujność i  uważali do czasu, aż wszystko ucichnie – twierdzi S. Kuczerepa.
W tym miejscu warto dodać, że oddział Stachurskiego i Żurka dwukrotnie, wg Stanisława Kuczerepy, próbował zlikwidować komendanta wojennego, ale obie akcje z różnych powodów nie przyniosły oczekiwanego rezultatu (...)

MASŁO DLA SIEROT
Stanisław Kuczerepa brał również udział m.in. w udanym napadzie na mleczarnię w Kłodzinie oraz nieudanym na mleczarnię w Łeknie.
Pierwszy raz do napadu rabunkowego na mleczarnię w Kłodzinie doszło w sierpniu 1945 r. Cztery siostry elżbietanki z Łopienna zaczęły po wojnie organizować sierociniec i prosiły poprzez miejscowego proboszcza o wsparcie na rzecz dzieci (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 14 z 6 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (1)

Stanisław Kuczerepa ps. „Cygan”, członek Grupy Leśnej „Pogromcy”. Jak zdradza, w domu gdzie obecnie  mieszka przyszedł na świat jego późniejszy dowódca Teofil Żurek. Fot. Rafał Różak

Ponad dziewięćdziesięcioletni STANISŁAW KUCZEREPA ps. Cygan, były członek Grupy Leśnej „Pogromcy”, dowodzonej przez TEOFILA ŻURKA, zdradza kulisy powstania tej konspiracyjnej formacji, która do dziś budzi wiele kontrowersji.

Grupy leśne o zabarwieniu AK-owskim i NSZ-owskim, działające tuż po II wojnie światowej, miały ułatwić i zabezpieczyć objęcie władzy w wyzwolonej Polsce przez emigracyjny rząd londyński. Ich dowódcy wywodzili się z Armii Krajowej, zakonspirowanych w czasie okupacji sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.
Podobnie było również z oddziałami leśnymi operującymi m.in. na terenach obecnego powiatu wągrowieckiego, których zasięg działalności obejmował również powiaty: gnieźnieński, żniński i obornicki.

TARZAN ZE LWOWA
Z niegdyś tajnych dokumentów Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Poznaniu, znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej, dowiadujemy się, że mniej więcej w kwietniu 1945 r. do leśniczówki Radzim, położonej tuż nad brzegiem Warty, na obszarze poligonu wojskowego Biedrusko, przybył w mundurze Wojska Polskiego i stopniu starszego sierżanta AK-owiec spod Lwowa. Przedstawił się pseudonimem „Tarzan”, a towarzyszyła mu kobieta w mundurze i stopniu plutonowego o pseudonimie „Pantera” (...)

„BANDA CYGANÓW OGIEŃ ROZPALA”
Żurek po wojnie był łącznikiem „Tarzana”, ale jednocześnie na terenie gminy Mieścisko organizował własną grupę.
Zanim jednak do tego doszło, musimy znowu cofnąć się w czasie do kwietnia 1945 r. Wówczas do miejscowości Gółki w powiecie wągrowieckim wrócił Feliks Stachurski. Przyjechał, aby zorientować się w stanie 104-hektarowego majątku ziemskiego, który kilka lat przed wojną był w posiadaniu jego ojca, majora armii carskiej. Stachurski, widząc brak opieki nad majątkiem, zwrócił się do byłego Urzędu Ziemskiego w Mieścisku o zezwolenie na jego administrowanie i je otrzymał.
Jego rodzina wyrzucona została z domu przez Niemców i wyprowadziła się do Poznania. Stamtąd wywiezieni zostali do Podmiejskiej Woli Górnej w województwie krakowskim, a ostatecznie trafili do nieodległych Pstroszyc w gminie Miechów. Tam ponoć w drugiej połowie 1944 roku Feliks Stachurski nawiązał kontakt i współpracował z Książykiem, dowódcą oddziału Batalionów Chłopskich. W Miechowie mieściła się również siedziba jednego z Inspektoratów Armii Krajowej Okręgu Kraków (...)

Mundur dowódcy Teofila Żurka ps. „Pogromca,” znaleziony przez funkcjonariuszy UB w domu Kazimierza Michalaka z Gorzewa. Archiwum IPN w Poznaniu. Fot. Rafał Różak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 13 z 30 marca 2016 r.

Szczątki ludzkie przy farze

Fot. Rafał Różak

600 zabytków i 66 pochówków odkryli archeolodzy podczas wymiany bruku wokół kościoła pw. św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu.

- Teren inwestycji sprawdziliśmy wykrywaczem metalu i udało się zebrać ok 350 monet, dewocjonalia (krzyżyki, medaliki, kaplerz), orły: strzeleckie i z czapek gimnazjalnych, pociski, guziki m.in. pruskie wojskowe i urzędnicze, a nawet marynarki wojennej i inne części odzieży - informują archeolodzy prowadzacy badania, Marcin Krzepkowski i Tomasz Podzerek z Muzeum Regionalnego w Wągrowcu (...)

W jednym z wykopów przy zakrystii archeolog Marcin Krzepkowki wydzielił aż osiem poziomów grobów. Fot. Rafał Różak

- Na pochówki natknęliśmy się w wykopach sondażowych przy zakrystii. Spodziewaliśmy się ich tam, ponieważ wokół kościoła od XIV do przełomu XVIII i XIX w. funkcjonował cmentarz, na którym chowano większość mieszczan. Teren ten był ogrodzony i  prawdopodobnie sięgał nieco za dzwonnicę. Dlatego też, ze względu na brak miejsca, po pewnym czasie zaczęto wkopywać groby młodsze w starsze. Mówimy tutaj o przestrzeni 500 lat, dlatego w jednym z wykopów udało się nam wydzielić aż osiem poziomów grobów – relacjonuje M. Krzepkowski (...)

OSTATNIE POGRZEBY
O miejscach pochówków mieszczan wągrowieckich informują nas testamenty i zapisy w liber mortuorum parafii św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu.
- Najczęściej ograniczano się do ogólnego określenia „na cmentarzu farnym”. Niekiedy jednak spotykamy się z bardziej szczegółowymi określeniami: w 1732 roku mieszczanin Łukasz Pikuła zażyczył sobie miejsca pochówku „w bok dzwonnicy”, w 1707 roku żona szewca Andrzeja Danycha, Marianna, chciała, by jej ciało spoczęło „na przeciwko dzwonnicy”, w 1782 roku Mikołaj Kukawiński upatrzył sobie miejsce „koło figury św. Jana Nepomucena”, na cmentarzu (farnym?) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 11 z 16 marca 2016 r.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem