wtorek, 14 sierpnia
07:12

Pokłócili się o Czerwiec '56

fot. Konrad Szadkowski

Historyk z Instytutu Pamięci Narodowej został sprowokowany przez mieszkańca Wągrowca do dyskusji w sprawie śmierci funkcjonariusza UB Zygmunta Izdebnego, który 28 czerwca 1956 roku zginął z rąk tłumu.

Muzeum Regionalne w Wągrowcu przy współudziale Miejskiej Biblioteki Publicznej i Urzędu Miejskiego w ramach upamiętnienia wydarzeń poznańskiego Czerwca ’56 zorganizowało spotkanie, na które zaprosiło Marcina Podemskiego z poznańskiego oddziału IPN-u. Gość wygłosił wykład „Poznański Czerwiec ’56: przyczyny, przebieg, następstwa”, w którym przybliżył okoliczności wybuchu protestów i ich szczegółowy przebieg z wieloma ciekawymi, mniej znanymi faktami. Po prelekcji nadszedł czas na pytania. Głos zabrał Józef Urbaniak, który miał wiele krytycznych uwag do wystąpienia historyka z IPN-u.

- Dlaczego Pan nie wspomniał o kapralu Izdebnym, bestialsko zlinczowanym przez protestujących robotników? – zapytał z wyrzutem Urbaniak.

- Mundur Urzędu Bezpieczeństwa wzbudzał w ludziach nienawiść. Nie chcę usprawiedliwiać śmierci funkcjonariusza UB, ale takie były wtedy nastroje, wywołane przez zbrodniczą działalność komunistów – odpowiedział Marcin Podemski.

Przypomnijmy, że Zygmunt Izdebski pochodził z Marlewa, znajdującego się wówczas w powiecie wągrowieckim. Jego żona była latem 1956 roku w ciąży. 

Józef Urbaniak nie dawał za wygraną. Zarzucał instytucji IPN wiele innych wad, przede wszystkim w sferze finansowej.

- Uczycie zawężonej historii i pobieracie więcej pieniędzy niż kilka państwowych instytucji kulturalnych razem wziętych!

- Ci, co rządzili przez ostatnie osiem lat wzięli jeszcze więcej – uciął temat Podemski.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 27 z 6 lipca 2016 r.

Rycerskie potyczki

W latach 1382-1385 przez Wielkopolskę przetoczyła się wojna domowa. Wśród najbardziej zaangażowanych uczestników konfliktu było wielu rycerzy pochodzących z obszaru dzisiejszego powiatu wągrowieckiego. Złą sławą okryli się wówczas właściciele Smogulca i Gołańczy, nazwani przez późniejszych kronikarzy największymi okrutnikami.

W 1382 roku zmarł król Ludwik Węgierski. Wobec braku męskiego potomka polską koronę miała otrzymać jedna z jego córek. Początkowo pretendentką była najstarsza, Maria, której mężem był margrabia brandenburski Zygmunt Luksemburski, syn cesarza niemieckiego. Gdy wobec tej kandydatury pojawiły się wątpliwości, koronę ofiarowano młodszej córce Ludwika, jedenastoletniej Jadwidze. Na horyzoncie zdarzeń pojawiła się również kandydatura księcia mazowieckiego Siemowita (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 24 z 15 czerwca 2016 r.

Dwór rycerski w Łeknie

Przykładowa rekonstrukcja dworu na kopcu w niemieckim Lütjenburgu.

Wśród podmokłych łąk, na wschodnim brzegu Jeziora Łekneńskiego, można zobaczyć samotne wzgórze, gęsto pokryte zaroślami. Miejsce to nazywane jest Łysą Górą... Kilkaset lat temu istniał tutaj dwór rycerski rodu Pałuków.

Średniowieczne rycerstwo dbało o to, by rycerskie siedziby były jak najbardziej okazałe. Odpowiednia forma dworu podnosiła prestiż właściciela i zapewniała bezpieczeństwo. Uboższe rycerstwo zajmowało domostwa niespecjalnie wyróżniające się od okolicznej architektury, jednak możniejsi mogli pozwolić sobie na bardziej kosztowne „rezydencje”. Od XIII wieku budowali dla siebie siedziby, które przez badaczy przeszłości są nazywane grodziskami stożkowatymi, dworami na kopcach lub obiektami typu motte (...)

DWÓR NA KOPCU
Siedziba rycerska musiała być bezpieczna i wygodna. Dwór w Łeknie niewątpliwie posiadał obie te cechy. Zanim przystąpiono do budowy, starannie wybrano lokalizację wśród podmokłych terenów po wschodniej stronie jeziora. Następnie przystąpiono do kopania szerokiej fosy (ok. 6-8 m). Wybraną podczas tych prac ziemię wykorzystano do budowy stożkowatego nasypu, usytuowanego wewnątrz obwodu fosy. Kopiec osiągnął ostatecznie wysokość kilku metrów i zajął okrąg o średnicy ok. 33-38 metrów u podstawy i ok. 15 metrów u szczytu. Reliktem tej konstrukcji jest dzisiejsza Łysa Góra (...)

Łysa Góra w Łeknie - pozostałość po średniowiecznej siedzibie rycerskiej. Fot. Rafał Różak

Więcej w wtorkowym wydaniu Głosu nr 21 z 24 maja 2016 r.

Głośne pukanie do drzwi

„Urząd Bezpieczeństwa! Otwierać!”. Do pomieszczenia wpadli uzbrojeni funkcjonariusze bezpieki, w ręku trzymając postanowienie o zatrzymaniu obywatela Cybulskiego.

Na kartce papieru, obok odręcznych podpisów, złowrogo widnieje czerwona pieczęć Publicznego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kraśniku. Zatrzymany nie stawia oporu, przecież kilka lat wcześniej ujawnił podczas amnestii swoją przynależność do Armii Krajowej.

POJMANIE
Pierwsza myśl, jaka przychodzi mu do głowy: „to pomyłka, albo tylko rutynowa kontrola”... Jednakże akcja zatrzymania była już wcześniej skrupulatnie zaplanowana przez wysokie władze Ministerstwa Bezpieczeństwa. Mimo to w tamtej chwili bezpieczniacy, którzy znajdowali się w jednym pomieszczeniu z Cybulskim, prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy, że mają w rękach sławnego „Znicza”, oficera Narodowych Sił Zbrojnych... (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 20 z 18 maja 2016 r.

Minister wesprze badania w Dzwonowie

Fot. Rafał Różak

Dzwonowo – niewielki przysiółek w gminie Skoki - jest znany naukowcom nie tylko w kraju, ale i za granicą. A wszystko za sprawą unikatowego odkrycia, jakiego dokonano na początku 2014 roku. Na wsparcie projektu Muzeum Regionalnego z Wągrowca - „Dzwonowo - zaginione miasto. Interdyscyplinarne badania średniowiecznego i nowożytnego kompleksu osadniczego” - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydowało się przeznaczyć 90 tys. złotych.

Do zlokalizowania nieistniejącego już średniowiecznego miasta doszło przez przypadek, podczas przeglądania zdjęć lotniczych dostępnych w serwisie geoportal. Co więcej, odkryto wówczas relikty wcześniejszej wsi oraz miejsce, w którym stał niegdyś dwór właścicieli Dzwonowa, zwanego niegdyś Zwanowem. Warto dodać, że jak dotąd na terenie Polski odkryto - oprócz Dzwonowa - tylko dwa zaginione miasta średniowieczne: Stare Szamotuły oraz Nieszawę położoną nad Wisłą, naprzeciw Torunia.

ZWANOWSKIE DZWONY
Zwanowo należało do majątku Dobrogosta – wojewody poznańskiego, a później do jego potomków. Miasto lokowano tu w pierwszej połowie XIV wieku, a w 1348 roku po raz pierwszy wymieniono w źródłach historycznych tutejszy kościół. Dziś po tej drewnianej świątyni nie pozostał żaden ślad: została ona rozebrana w drugiej połowie XVIII wieku, gdyż jej zły stan groził zawaleniem. Pamięć o dzwonowskim kościele pw. św. Michała przetrwała jednak w postaci legendy o dzwonach zatopionej świątyni, których dźwięk można niekiedy usłyszeć (...)

ŁASKAWY MINISTER
Od momentu odkrycia średniowiecznego miasta Muzeum Regionalne w Wągrowcu prowadzi na jego terenie prace archeologiczne, które przynoszą coraz więcej ciekawych informacji. Wykonanie specjalistycznych badań terenowych przekracza jednak możliwości finansowe placówki muzealnej. Dlatego też w ubiegłym roku, wspólnie z Towarzystwem Miłośników Miasta Skoki i Ziemi Skockiej, przygotowano wniosek do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o dofinansowanie dalszych prac naukowych. Dzięki przyznanej przez ministra kwocie w wysokości 90 tys. zł oraz środkom własnym wnioskodawcy badania już niebawem ruszą pełną parą (...)

W PRZYSZŁYM ROKU
Drugi rok projektu (2017 r.) przeznaczony jest głównie na badana laboratoryjne pobranych prób. Podobnie jak w przypadku zaginionej Nieszawy, na podstawie wszystkich zdobytych informacji zostanie przygotowana rekonstrukcja komputerowa średniowiecznego miasta Zwanow. Pod koniec 2017 roku zostanie wydana publikacja książkowa podsumowująca wyniki interdyscyplinarnych badań.
O postępach prac będziemy na bieżąco informować Czytelników Głosu Wągrowieckiego, który objął patronat medialny nad przedsięwzięciem. Informacje na temat Dzwonowa i prowadzonych tam badań można znaleźć również na stronie internetowej projektu www.dzwonowo.wordpress.com, oraz na Facebooku: Dzwonowo - zaginione miasto.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 18 z 4 maja 2016 r.

Obrona zamku w Gołańczy

Mogiłę wojenną z czasów potopu szwedzkiego odkryto na dziedzińcu zamkowym w 2010 r. 25 szkieletów przebadane zostało w Instytucie Antropologii UAM w Poznaniu. Fot. Rafał Różak

Mija 360. rocznica potopu szwedzkiego, podczas którego 3 maja 1656 r. doszło do bohaterskiej obrony gołanieckiego zamku. Najeźdźcy ostatecznie zdobyli zamek, a jego obrońcy ponieśli śmierć.

W 1655 r. armia szwedzka najechała na Wielkopolskę. Dwaj wojewodowie, kaliski i poznański, Andrzej Grudziński i Krzysztof Opaliński 24 lipca 1655 r. podpisali kapitulację pod Ujściem, w wyniku której cała Wielkopolska poddała się królowi szwedzkiemu Karolowi Gustawowi. W obozie wojskowym pod Ujściem, gdzie przygotowywało się pospolite ruszenie z Wielkopolski do stawienia oporu armii szwedzkiej, znajdowała się też piechota łanowa z powiatu kcyńskiego, do którego należała Gołańcz, pod dowództwem rotmistrza łanowego Piotra Skoraczewskiego.

SZWEDZKIE RABUNKI
Zawarte w Ujściu porozumienie ze Szwedami nie zapewniło Wielkopolsce spokoju. W ciągu czterech kolejnych miesięcy Szwedzi opanowali Pomorze, Wielkopolskę, Małopolskę i Mazowsze. Po zajęciu terenów Wielkopolski i dalszych ziem polskich Szwedzi rabowali kościoły i nakładali na ludność bardzo wysokie kontrybucje, by wyżywić szwedzką armię. Jednak oddziały aprowizacyjne najeźdźców zaczęły spotykać się z coraz bardziej zdecydowanym oporem chłopów i szlachty, która przejmowała kierowanie akcjami skierowanymi przeciw Szwedom (...)

PONIEŚLI ŚMIERĆ
W literaturze historycznej podawane są różne daty wydarzenia oraz liczba zgromadzonych w zamku chłopów i innych osób. Można stwierdzić, że działo się to 3 maja 1656 r., a liczba poległych obejmuje zapewne łączną ilość ludzi, którzy ponieśli śmierć w Gołańczy: nie tylko obrońców zamku, ale również mieszkańców Gołańczy i okolicznych wiosek. Podaje się, że liczba poległych przewyższa liczbę ofiar bitwy pod Racławicami (400-500 osób). Zapisy wskazują, że spalono wtedy wszystkie domy kmiece i dwa zagrodnicze, a także puszczono z dymem dworskie i chłopskie stodoły.

WEDŁUG PUFENDORFA
Opis wypadków, które zaszły w Gołańczy, znaleźć można u Samuela Pufendorfa, szwedzkiego historyka z czasów potopu w dziele „De Rebus a Carolo Gustavo Gestis”. Oto fragment opisu: „Gdy król ruszył na Toruń, książę Adolf Jan obrócił się ku Żninowi... Ciągnącemu na Mogilno księciu doniesiono, że w pobliskim zamku gołanieckim właściciel jego z pewną ilością szlachty i 200 chłopami knuje coś przeciw Szwedom. Wysłał tam więc oddział konny, aby ich poskromić. Wezwani do poddania się, zamknąwszy się w zamku zaraz zaczęli strzelać i kilku ranili. Sprowadzono więc natychmiast cztery działa, które rozbiły bramę, a Szwedzi pospiesznie wpadli i przeszkodzili wysadzić most. Rozwaliwszy palisadę spuścili most zwodzony, wpadli na zamek i co było pod bronią wycięli... Zamek ten został całkowicie spustoszony i zniszczony” Według tej relacji ocaleć miały tylko kobiety (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 17 z 27 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (3)

Fot. Rafał Różak

STANISŁAW KUCZEREPA ps. „Cygan”, członek Grupy Leśnej „Pogromcy”, w kolejnej odsłonie wspomnień wyjaśnia tajemnicze morderstwa przypisywane TEOFILOWI ŻURKOWI ps. „Pogromca”.

Początek stycznia 1946 roku był mroźny, a na polach zalegał biały puch. W Gołaszewie doszło do zabójstwa dwóch sokistów, którzy feralnej nocy pilnowali pobliskiego mostu na Wełnie. Jeden z nich pochodził z Mirkowic, a drugi z Łopienna. Na miejsce zbrodni przyjechali funkcjonariusze komórki Urzędu Bezpieczeństwa z Mieściska: Jan Zborowicki i Władysław Rożek. Po zebraniu dowodów sprawa dziwnie ucichła, a podejrzenie skierowano na Teofila Żurka ps. „Pogromca”, który 15 grudnia 1945 r. zbiegł z więzienia w Obornikach.

LIKWIDACJA SIERŻANTA
Kilka dni później w Mirkowiczkach dochodzi do kolejnych zabójstw. Tym razem ginie sierżant Armii Czerwonej Fiodor Bronko, były sekretarz komendanta wojennego i Jan Kwiatkowski ps. „Grzmot”, dawny członek oddziału leśnego „Tarzana”, który po udanej ucieczce z wągrowieckiego więzienia (16 grudnia 1945 r.) przyłącza się do Grupy Leśnej „Pogromcy”.
Ciała ostatecznie przewieziono na cmentarz w Kozielsku, gdzie lekarz powiatowy dr Edmund Małecki stwierdza, że w obu przypadkach śmierć nastąpiła nagle od rany postrzałowej w głowę z broni krótkiej kalibru 9 mm.
W toku śledztwa ustalono, że zostali zamordowani przez swych wspólników, wśród których był Teofil Żurek (...)

 Teofil Żurek  (z archiwum rodzinnego). Fot. Rafał Różak

JASIU, NIE STRZELAJ!
Innym razem w centrum Mieściska zastrzelono młode małżeństwo Hysków, Franciszka i Bożenę. Kobieta miała być podobno w ciąży, dlatego morderstwo to budziło wiele emocji wśród mieszkańców. Plotka krążyła, że to Żurek, a funkcjonariuszom UB było to na rękę. 
- Kilka lat później brałem udział w rozprawie dotyczącej Hysków – twierdzi Stanisław Kuczerepa. - Okazało się, że jedna przypadkowa osoba, schowana za budynkiem, widziała całe zdarzenie. Na rozprawie zeznała, że mężczyzna w długim, czarnym, podgumowanym płaszczu rozmawiał z jakąś parą. Po chwili usłyszał głośne wołanie kobiety, „Jasiu, nie strzelaj, dopiero co się ożeniliśmy” i złapała mężczyznę za rękaw. Po chwili rozległy się strzały. W tym czasie Zofia Dębska zamykała okno. Widziała mężczyznę, który w lewej ręce miał rogatywkę, a w drugiej pistolet. Przebiegł przez drogę, wsiadł na motocykl i odjechał. Zeznała także, że to kutoń był (osoba z bujną fryzurą - przyp. red.). Wszyscy wiedzieliśmy, że małżonków zamordował Zborowicki, ta menda skończona. Były pogłoski, że Franciszek Hysek miał zostać wójtem, a oboje mieli na sumieniu jakąś grubszą sprawę. Ubek bał się, że jak Hysek zostanie wójtem, to go zdradzi - wyjaśnia S. Kuczerepa (...)

ODSTRZELILI WILKA
Wspominając tajemnicze zabójstwa z okresu działalności Grupy Leśnej „Pogromcy” nie sposób pominąć morderstwa dokonanego w Mieścisku-Ulicy w pobliżu zabudowań rolnika Jastrząbka. Ciało mężczyzny w wieku 35-40 lat z raną postrzałową brzucha odkopano przy resztkach stogu z poprzedniego roku (...)

IMIENINY ŻURKA
Nie wiemy czy funkcjonariusze PUBP drążyli ten temat i czy w ogóle udało im się ustalić personalia denata. Jednak skrupulatna analiza protokołów przesłuchań różnych osób współpracujących z „Pogromcą” naprowadziła na pewien trop.
Pod koniec kwietnia 1946 r. obchodzono imieniny Żurka u Floriana Rojtka, a właściwie u jego ojczyma Jastrząbka. Był placek, chleb, a do picia wódka. Obecni na imieninach byli oprócz Żurka, Kazimiera Przyborska, z którą utrzymywał już wówczas serdeczną przyjaźń, Bernard Piotrowiak ps. „Wywijas”, Kazimierz Meisner z żoną Waldemarą, Maria Doberstein oraz dwóch obcych (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 16 z 20 kwietnia 2016 r.

Znaleźli skarb podczas spaceru

Fot. Tomasz Podzerek

Kilka miesięcy trzymano w tajemnicy obiecujące odkrycie, jakiego dokonali miłośnik historii ze Skoków MICHAŁ KOŁPOWSKI i archeolog MARCIN KRZEPKOWSKI. Podczas grudniowego spaceru po wzgórzu nazywanym niekiedy zamkowym w Skokach, dokonano przypadkowego odkrycia 117 srebrnych monet z XV i XVI w.

Nie tylko przypadek, ale wyczucie doświadczonego archeologa spowodowało, że spacer odbył się właśnie w tym miejscu.
Jak głosi legenda: „Na terenie obecnego boiska piłkarskiego, w pobliżu którego stoi dawny kościół ewangelicki, miał znajdować się niegdyś pałac książęcy”. Wiedząc, że książę raczej tutaj nie mieszkał, możemy iść jednak dalej tym tropem. Wzgórze góruje nad miastem i z dwóch stron otoczone jest wodami Małej Wełny, dlatego jak najbardziej nadaje się na lokację zamku rycerskiego lub dworu obronnego (...)

W TAJEMNICY
O odkryciu wiedziało wąskie grono osób, do którego również należeliśmy.
- Niewielkie skupisko, w jakim odkryto zabytki, wskazywało, że mogły one stanowić część większego zespołu, być może depozytu monetarnego – twierdził Marcin Krzepkowski. Aby jednak zbadać teren, trzeba było uzyskać pozwolenie od właściciela, czyli gminy Skoki oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu.
Po uzyskaniu takiej zgody pod koniec marca Marcin Krzepkowski stale współpracujący z Muzeum w Wągrowcu oraz Tomasz Podzerek, archeolog z tegoż muzeum przystąpili do badań archeologicznych (...)

CZYJ TO SKARB?
Jak w przypadku większości tego typu odkryć, trudno jest ustalić kto postanowił ukryć swój majątek (lub jego część) w tym miejscu.
- Decyzja o zakopaniu gotówki wynikała zapewne z troski o jej zabezpieczenie przed kradzieżą, rabunkiem, mogła być też spowodowana jakimiś niepokojami politycznymi. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy suma zgromadzona w depozycie była gromadzona w dłuższym czasie, czy też stanowiła przedmiot jednorazowej transakcji. Nie wiadomo jak użytkowany był w XVI wieku teren zajęty przez obecny plac sportowy. Na pewno był on dostępny dla osoby ukrywającej skarb i na tyle bezpieczny, by zdeponować na nim gotowiznę. Różne okoliczności mogły spowodować, że depozyt nie został wydobyty przez właściciela. Powodem mogła być jego śmierć lub też trudności w ustaleniu dokładnego miejsca ukrycia – wyjaśnia Marcin Krzepkowski (...)

Fot. Tomasz Podzerek

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 15 z 13 kwietnia 2016 r.

Rola dziejowa łekneńskiej rotundy

Fot. Rafał Różak

NASZE ŚREDNIOWIECZE (7)

Chrzest Polski miał fundamentalne znaczenie dla formowania polskiej państwowości i nadał kierunek dalszemu rozwojowi kulturowemu ziem polskich. Akt konwersji Mieszka I był jednak dopiero pierwszym etapem długiego procesu chrystianizacji, który trwał całe stulecia.

Władcy piastowscy przejęli rejon grodu w Łeknie już na wczesnym etapie kształtowania się „państwa gnieźnieńskiego” (nazwa „Polska” weszła w użycie dopiero za panowania Bolesława Chrobrego). Ze względu na bliskość najważniejszych ośrodków państwowych prędko musiały tutaj dotrzeć wieści o przyjęciu przez księcia Mieszka wiary chrześcijańskiej.

POCZĄTKI CHRYSTIANIZACJI
Czy konwersja władcy „od razu” zmieniła obyczaje społeczności zamieszkującej w dorzeczu Wełny? W perspektywie kilkudziesięciu lat po chrzcie wydaje się to mało realne. Na wczesnym etapie chrystianizacji brakowało sił i środków na przeprowadzenie „masowej” ewangelizacji. Wszakże w 966 roku do takiej działalności była przygotowana jedynie garstka duchowieństwa, które przybyło na ziemie polskie w orszaku narzeczonej Mieszka, księżniczki czeskiej Dobrawy (...)

ROTUNDA W ŁEKNIE
Około roku tysięcznego, czyli ponad trzy dziesięciolecia po chrzcie Mieszka, efekty działań chrystianizacyjnych stają się w naszych okolicach coraz lepiej czytelne. Z tego okresu pochodzi pierwszy znany na tym terenie koścół: przedromańska rotunda pod wezwaniem św. Piotra. Zbudowano ją wewnątrz obwarowań grodu w Łeknieprzy zastosowaniu technik dotąd na tym terenie nieznanych. Była to pierwsza w północnej Wielkopolsce realizacja monumentalnej architektury murowanej. Według ostatnich badań, przeprowadzonych z użyciem nowoczesnych metod datowania zapraw gipsowych (14C AMS), świątynia powstała najprawdopodobniej w granicach lat ok. 995-1003. Ten pierwszy kościół mógł służyć przede wszystkim zaspokojeniu potrzeb religijnych lokalnych elit. Niewątpliwie był też oparciem dla szerzenia chrześcijaństwa w aspekcie misji wewnętrznej (wśród ludności tej części kraju) oraz stanowił punkt wyjścia do misji zewnętrznej (w kierunku Pomorza i być może Prus) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 15 z 13 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (2)

Stanisław Kuczerepa ps. „Cygan”. W piwnicy tego budynku został zaprzysiężony przez Feliksa Stachurskiego. Fot. Rafał Różak

FELIKS STACHURSKI ps. „Bicz” i TEOFIL ŻUREK ps. „Pogromca” zaczynają organizować grupę konspiracyjną w powiecie wągrowieckim. Dzięki materiałom archiwalnym i relacji STANISŁAWA KUCZEREPY ps. „Cygan”, członka Grupy Leśnej „Pogromcy”, opisujemy pierwsze akcje i działalność oddziału w 1945 roku.

W posiadaniu Stanisława Kuczerepy znajduje się pamiątkowy krzyż, na który nowozwerbowani członkowie grupy składali przysięgę. Fot. Rafał Różak Jedno z poniemieckich gospodarstw w Gółkach przejął po wojnie gospodarz Grzegorski. To właśnie w piwnicy jego domu, jak wspomina Stanisław Kuczerepa, zaprzysięgano żołnierzy Feliksa Stachurskiego, a później Teofila Żurka. Dom ten posiadał dużą kuchnię, w której było zejście do piwnicy zakryte dywanem. Elektryczności jeszcze nie było, więc na dole paliły się świeczki, a między nimi stał krzyż. - Przysięgę składałem przed Stachurskim i dwoma świadkami, których nie znałem. Tekstu przysięgi nie pamiętam, choć wiele razy próbowałem go sobie odtworzyć w pamięci. Przypominam sobie tylko, że Stachurski wertował grubą księgę i dużo mądrych rzeczy z niej czytał – twierdzi S. Kuczerepa (...)

PO AKCJI
- Po wyjściu z posterunku nie spieszyliśmy się, aby nie wzbudzać podejrzeń. Dotarliśmy do znajomego z Mieściska, gdzie uczciliśmy naszą pierwszą udaną akcję. Później musiałem jeszcze poinformować ludzi z listy, wykorzystując różne kontakty, aby zachowali czujność i  uważali do czasu, aż wszystko ucichnie – twierdzi S. Kuczerepa.
W tym miejscu warto dodać, że oddział Stachurskiego i Żurka dwukrotnie, wg Stanisława Kuczerepy, próbował zlikwidować komendanta wojennego, ale obie akcje z różnych powodów nie przyniosły oczekiwanego rezultatu (...)

MASŁO DLA SIEROT
Stanisław Kuczerepa brał również udział m.in. w udanym napadzie na mleczarnię w Kłodzinie oraz nieudanym na mleczarnię w Łeknie.
Pierwszy raz do napadu rabunkowego na mleczarnię w Kłodzinie doszło w sierpniu 1945 r. Cztery siostry elżbietanki z Łopienna zaczęły po wojnie organizować sierociniec i prosiły poprzez miejscowego proboszcza o wsparcie na rzecz dzieci (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 14 z 6 kwietnia 2016 r.

Cygan o Żurku (1)

Stanisław Kuczerepa ps. „Cygan”, członek Grupy Leśnej „Pogromcy”. Jak zdradza, w domu gdzie obecnie  mieszka przyszedł na świat jego późniejszy dowódca Teofil Żurek. Fot. Rafał Różak

Ponad dziewięćdziesięcioletni STANISŁAW KUCZEREPA ps. Cygan, były członek Grupy Leśnej „Pogromcy”, dowodzonej przez TEOFILA ŻURKA, zdradza kulisy powstania tej konspiracyjnej formacji, która do dziś budzi wiele kontrowersji.

Grupy leśne o zabarwieniu AK-owskim i NSZ-owskim, działające tuż po II wojnie światowej, miały ułatwić i zabezpieczyć objęcie władzy w wyzwolonej Polsce przez emigracyjny rząd londyński. Ich dowódcy wywodzili się z Armii Krajowej, zakonspirowanych w czasie okupacji sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.
Podobnie było również z oddziałami leśnymi operującymi m.in. na terenach obecnego powiatu wągrowieckiego, których zasięg działalności obejmował również powiaty: gnieźnieński, żniński i obornicki.

TARZAN ZE LWOWA
Z niegdyś tajnych dokumentów Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Poznaniu, znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej, dowiadujemy się, że mniej więcej w kwietniu 1945 r. do leśniczówki Radzim, położonej tuż nad brzegiem Warty, na obszarze poligonu wojskowego Biedrusko, przybył w mundurze Wojska Polskiego i stopniu starszego sierżanta AK-owiec spod Lwowa. Przedstawił się pseudonimem „Tarzan”, a towarzyszyła mu kobieta w mundurze i stopniu plutonowego o pseudonimie „Pantera” (...)

„BANDA CYGANÓW OGIEŃ ROZPALA”
Żurek po wojnie był łącznikiem „Tarzana”, ale jednocześnie na terenie gminy Mieścisko organizował własną grupę.
Zanim jednak do tego doszło, musimy znowu cofnąć się w czasie do kwietnia 1945 r. Wówczas do miejscowości Gółki w powiecie wągrowieckim wrócił Feliks Stachurski. Przyjechał, aby zorientować się w stanie 104-hektarowego majątku ziemskiego, który kilka lat przed wojną był w posiadaniu jego ojca, majora armii carskiej. Stachurski, widząc brak opieki nad majątkiem, zwrócił się do byłego Urzędu Ziemskiego w Mieścisku o zezwolenie na jego administrowanie i je otrzymał.
Jego rodzina wyrzucona została z domu przez Niemców i wyprowadziła się do Poznania. Stamtąd wywiezieni zostali do Podmiejskiej Woli Górnej w województwie krakowskim, a ostatecznie trafili do nieodległych Pstroszyc w gminie Miechów. Tam ponoć w drugiej połowie 1944 roku Feliks Stachurski nawiązał kontakt i współpracował z Książykiem, dowódcą oddziału Batalionów Chłopskich. W Miechowie mieściła się również siedziba jednego z Inspektoratów Armii Krajowej Okręgu Kraków (...)

Mundur dowódcy Teofila Żurka ps. „Pogromca,” znaleziony przez funkcjonariuszy UB w domu Kazimierza Michalaka z Gorzewa. Archiwum IPN w Poznaniu. Fot. Rafał Różak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 13 z 30 marca 2016 r.

Szczątki ludzkie przy farze

Fot. Rafał Różak

600 zabytków i 66 pochówków odkryli archeolodzy podczas wymiany bruku wokół kościoła pw. św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu.

- Teren inwestycji sprawdziliśmy wykrywaczem metalu i udało się zebrać ok 350 monet, dewocjonalia (krzyżyki, medaliki, kaplerz), orły: strzeleckie i z czapek gimnazjalnych, pociski, guziki m.in. pruskie wojskowe i urzędnicze, a nawet marynarki wojennej i inne części odzieży - informują archeolodzy prowadzacy badania, Marcin Krzepkowski i Tomasz Podzerek z Muzeum Regionalnego w Wągrowcu (...)

W jednym z wykopów przy zakrystii archeolog Marcin Krzepkowki wydzielił aż osiem poziomów grobów. Fot. Rafał Różak

- Na pochówki natknęliśmy się w wykopach sondażowych przy zakrystii. Spodziewaliśmy się ich tam, ponieważ wokół kościoła od XIV do przełomu XVIII i XIX w. funkcjonował cmentarz, na którym chowano większość mieszczan. Teren ten był ogrodzony i  prawdopodobnie sięgał nieco za dzwonnicę. Dlatego też, ze względu na brak miejsca, po pewnym czasie zaczęto wkopywać groby młodsze w starsze. Mówimy tutaj o przestrzeni 500 lat, dlatego w jednym z wykopów udało się nam wydzielić aż osiem poziomów grobów – relacjonuje M. Krzepkowski (...)

OSTATNIE POGRZEBY
O miejscach pochówków mieszczan wągrowieckich informują nas testamenty i zapisy w liber mortuorum parafii św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu.
- Najczęściej ograniczano się do ogólnego określenia „na cmentarzu farnym”. Niekiedy jednak spotykamy się z bardziej szczegółowymi określeniami: w 1732 roku mieszczanin Łukasz Pikuła zażyczył sobie miejsca pochówku „w bok dzwonnicy”, w 1707 roku żona szewca Andrzeja Danycha, Marianna, chciała, by jej ciało spoczęło „na przeciwko dzwonnicy”, w 1782 roku Mikołaj Kukawiński upatrzył sobie miejsce „koło figury św. Jana Nepomucena”, na cmentarzu (farnym?) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 11 z 16 marca 2016 r.

Mnich Filip – męczennik z Łekna

Męczeństwo św. Wojciecha na jednej z kwater Drzwi Gnieźnieńskich.

NASZE ŚREDNIOWIECZE (6)

Początki polskiego Kościoła związane są z postacią św. Wojciecha, który zginął śmiercią męczeńską podczas misji chrystianizacyjnej Prus. Ponad dwieście lat później akcję misyjną w tej krainie podjęli cystersi z Łekna. Jeden z nich – mnich Filip – podążając śladami św. Wojciecha zginął z rąk pogan. Pamięć o tej postaci, z niewyjaśnionych przyczyn, nie utrzymała się w późniejszej tradycji klasztornej.

Obszar dzisiejszej Warmii i Mazur był w średniowieczu zasiedlony przez bałtyjskich Prusów. Był to lud silnie przywiązany do własnych tradycji i broniący wiary swoich przodków. Już w początkach polskiego chrześcijaństwa do Prus udał się z misją św. Wojciech, który zginął tam śmiercią męczeńską w 997 r. Jego szczątki wykupił od pogan Bolesław Chrobry, zyskując w ten sposób relikwie, które wraz z rosnącym kultem świętego męczennika odegrały kluczową rolę w dalszej budowie polskiego Kościoła. Zauważmy, że głównym celem zmierzającego na Zjazd Gnieźnieński cesarza Ottona III była pielgrzymka do grobu św. Wojciecha (z którym wcześniej łączyły go więzy serdeczności). Jednym z efektów Zjazdu było powołanie metropolii gnieźnieńskiej. Jej pierwszym arcybiskupem został przyrodni brat św. Wojciecha, Radzim-Gaudenty. Święty męczennik uosabiał odtąd tożsamość religijną elit piastowskiego państwa.

ŚLADAMI ŚWIĘTEGO WOJCIECHA
Sąsiadujący z Prusami władcy piastowscy wielokrotnie podejmowali próby podbicia i chrystianizacji tej krainy. W XII wieku walkę z nimi prowadził Bolesław Krzywousty. Wiele lat później, podczas jednej z takich zbrojnych wypraw, zginął jego syn Henryk Sandomierski (1166 r.). Prusowie wciąż stawiali twardy opór, trwali przy dawnej wierze i urządzali wyprawy odwetowe. Na sprawę chrystianizacji tej „dzikiej krainy” zwrócili wreszcie uwagę cystersi z klasztoru w Łeknie. Początki łekneńskiej misji chrystianizacyjnej nie przedstawiają się jasno. Wiemy, że w początkach XIII wieku grupa zakonników z Łekna wpadła w ręce Prusów. Wiemy też, że ok. 1206 roku opat łekneński Gotfryd wyruszył „do pogan”, by wydostać ich z niewoli. W tej trudnej i ryzykownej wyprawie towarzyszył mu inny cysters z tego klasztoru, noszący zakonne imię Filip.

MNICH FILIP
Mnich Filip jest postacią dość zagadkową. Wywodził się z miejscowego rycerstwa. Wstępując do zakonu cysterskiego przekazał klasztorowi w Łeknie swą dziedziczną posiadłość: Dębogórę. W realizacji misji chrystianizacyjnej Prus Filip odgrywał bardzo ważną rolę. Uczestniczył w niej od samego początku, aż do męczeńskiej śmierci około roku 1213. Początkowo wspierał w działaniach misyjnych swego opata Gotfryda. Ten jednak został kilka lat później odsunięty od kierowania misją, a jego miejsce zajął cysters Chrystian. Mnich Filip działał od tego czasu u boku Chrystiana. Domyślamy się, że posiadał on odpowiednie kompetencje językowe, by porozumiewać się z pruskimi neofitami i bezpośrednio przekazywać im zasady i podstawy wiary chrześcijańskiej. O Filipie z uznaniem wypowiadał się papież, nazywając go „umiłowanym synem”. W 1216 roku (więc już po śmierci mnicha) papież osobiście przeprowadził chrzest jednego z pruskich nobilów, nadając mu imię: Filip. Fakt ten można odczytać jako swoiste złożenie hołdu pamięci łekneńskiego męczennika.

MĘCZEŃSTWO MNICHA FILIPA
O męczeńskiej śmierci mnicha Filipa zachowało się ledwie kilka zdawkowych wzmianek. Trudno jest nawet określić, czy nastąpiła ona w 1213 roku, czy rok później. Nie wiemy gdzie dokładnie i w jakich okolicznościach do niej doszło. Nie wiemy co stało się z ciałem męczennika. Na te tematy nie wypowiedzieli się szerzej ani późniejsi kronikarze, ani prowadzący swoje zapiski cystersi z Łekna. Największą zagadką dotyczącą mnicha Filipa jest więc wymazanie tej postaci z klasztornej tradycji. W klasztorze łekneńskim nie zadbano też o utrzymanie pamięci o opacie Gotfrydzie i o „cysterskiej” misji pruskiej. W głównej mierze mogło być to spowodowane przejęciem inicjatywy w Prusach przez zakon krzyżacki, czego efektem było pozbawienie cystersów znaczenia na tym obszarze. Przed zakusami krzyżackimi nie zdołał obronić misji wspomniany wyżej cysters - biskup Chrystian, gdyż przez szereg lat przebywał w niewoli pruskiej. Czas jego nieobecności wykorzystali krzyżacy, rozpoczynając szerzenie chrześcijaństwa „ogniem i mieczem”. Równolegle do tych wydarzeń kształtował się w Łeknie obyczaj przyjmowania do tutejszego klasztoru wyłącznie zakonników z Kolonii i okolic tego miasta. Wobec tego utrzymywanie w tradycji klasztornej pamięci o działaniach misyjnych z początków XIII wieku mogło być niewygodne ze względu na nową sytuację w klasztorze i rozgrywki polityczne związane z umocowaniem się państwa krzyżackiego w Prusach.

Przeczytaj również - Nasze średniowiecze:

(5) Krzyżowiec z Pałuk

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 10 z 9 marca 2016 r.

Żołnierze żywcem nie wzięci

teofil zurek

Żołnierze Wykleci, Niezłomni, kwiat Polski podziemnej, to polscy partyzanci, którzy w 1945 roku stanęli do walki o wolną i demokratyczną Polskę, przeciwstawiając się podporządkowaniu kraju sowieckiemu agresorowi.

Historia Żołnierzy Wyklętych po dziesiątkach lat komunistycznego zakłamania, przemilczania, opluwania i spychania w niebyt odzyskuje należne jej miejsce w pamięci zbiorowej Polaków – podkreśla Waldemar Handke. Historia ta wywołuje też kontrowersje. O  tych żołnierzach mówi się, że byli bandytami, szabrownikami, zabójcami... W terenie starsi ludzie źle wspominają Żołnierzy Wyklętych.
Tuż po wkroczeniu sowieckiej armii na ziemię wągrowiecką rozpoczęła się komunistyczna okupacja, której przeciwstawili się nieliczni Żołnierze Wyklęci, synowie tej ziemi.

HISTORIA ŻURKA Z PASJĄ
Przykładem jest historia Teofila Żurka, urodzonego w Gołaszewie koło Mieściska. Działalność Żurka obrosła w legendę, za którą kryją się rzeczywiste fakty, ale też półprawdy i mity. Historycy opierają się m.in. na relacjach uczestników powojennych wydarzeń, które często są ze sobą sprzeczne i trudno jest ustalić obiektywną prawdę. Tak jest też ze śmiercią Teofila Żurka.
Żurek nie mógł zdzierżyć rozbojów i rekwizycji dokonywanych przez Armię Czerwoną na terenie okupowanym i dlatego wystąpił do sowieckiej komendantury wojennej z ostrym protestem, ale to nie przyniosło skutku. W tej sytuacji Żurek zmienił front o 180 stopni i przeszedł na drugą stronę. Już wtedy w Gołaszewie, pod kierunkiem Stachurskiego, działała grupa samoobrony. Stachurski swoją grupę nazwał Armią Krajową i działał też w sąsiednim powiecie gnieźnieńskim. Żurek jako sekretarz Polskiej Partii Robotniczej w Mieścisku donosił Stachurskiemu o planowanych przez Sowietów rekwizycjach. Wraz ze Stanisławem Kuczerepą wtargnęli do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, skąd wynieśli poufne dokumenty i przekazali je Stachurskiemu.
Po tej akcji Żurek nadal działał w PPR. Jednak, gdy otrzymał do podpisu listę z nazwiskami 150 osób (inne źródło podaje 15 osób), które były planowane do wywózki w głąb ZSRR, zbuntował się do reszty i odszedł z PPR. Wstąpił do oddziału AK Stachurskiego, przyjmując pseudonim „Pogromca”, co najprawdopodobniej miało miejsce jesienią 1945 r. Żurek dopiero na wiosnę objął kierownictwo nad tym oddziałem, po wyjeździe Stachurskiego.
„Pogromca” posiadał dobre kontakty z funkcjonariuszami urzędu bezpieczeństwa i skrzętnie pozyskane informacje wykorzystywał w antykomunistycznej działalności. Dzięki nim udało mu się uchronić od aresztowania jesienią 1945 r. Krótko przebywał w gnieźnieńskim areszcie. Uciekł z konwoju na trasie Gniezno – Wągrowiec. Żurek ukrywał się i zmienił dokumenty na nazwisko Kazimierza Meisnera, które znaleziono przy nim, gdy został śmiertelnie postrzelony.
Teofil Żurek zgromadził sporo broni, którą przechowywano w leśniczówce Koźlanka, a potem u jednego z rolników w Ochodzy. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Wągrowcu nie próżnował i wyłuskiwał członków grupy Żurka, gdy ten po Stachurskim objął dowództwo, m.in. aresztowano Kędzierskiego.
„Pogromca” miał coraz rzadsze kontakty z „ubowcami”, przez co nie otrzymywał uprzedzających go informacji. PUBP tropił Żurka na każdym kroku, zwłaszcza gdy doszło do próby likwidacji ich pracownika. Za przygotowanie tego zamachu oskarżono Bernarda Szudarskiego i Edmunda Czarneckiego. Tego pierwszego Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu skazał na śmierć przez rozstrzelanie w 1946 r., a drugi otrzymał cztery lata więzienia. PUBP aresztował kolejnych ludzi „Pogromcy”, m.in. K. Meisnera, ojca trojga dzieci.

NA TROPIE „POGROMCY”
Działania urzędu nie doprowadziły do rozbicia grupy Żurka, która mimo represji rozrastała się ilościowo. Dochodziło do kolejnych napadów na mleczarnie w Kłodzinie, Rybnie Wielkim, Łeknie, rozbicia posterunku MO w Łeknie i odbicia koni z komendantury wojennej w Mieścisku. Urząd bezpieczeństwa nie odstępował od swoich akcji wymierzonych przeciw „bandytom”. W wyniku milicyjnej obławy zabito Stefana Lemańskiego i Edmunda Kotowskiego i ujęto wspomnianych już B. Szudarskiego i  E. Czarneckiego.
Latem 1946 r. do oddziału Żurka należało od 15 do 30 ludzi, którzy mieli kilka kryjówek, m.in. w gospodarstwie Walentego Woźniaka w Gorzewie i Franciszka Kurzeji, ojca chrzestnego Żurka w Łopiennie. Ponoć Kurzeja miał się później przyczynić do śmierci Żurka, jako że jego zięciem był niejaki Buszko, funkcjonariusz PUBP w Gnieźnie, a ponadto Kurzeja przechowywał pieniądze grupy „Pogromcy”, na które miał chrapkę.
„Pogromca” wkrótce jednak wpadł w zasadzkę. Rankiem 28 września 1946 r. wraz ze Stanisławem Grzeszczykiem udali się do Łopienna, do Kurzeji. Okazało się, że wcześniej funkcjonariusze z Gniezna zastawili tam pułapkę na Żurka. „Pogromca” szamoczący się z drzwiami wejściowymi do domu został trafiony przez snajpera w głowę, a Grzeszczyka pojmano i aresztowano. Ten później wkopał innych członków grupy Żurka.

GDZIE LEŻY PRAWDA?
To jest jedna wersja okoliczności śmierci dowódcy grupy. Inaczej to zdarzenie przedstawia Stanisław Olejniczak, komendant Milicji Obywatelskiej w Wągrowcu, w raporcie z 30 września 1946 r.
Według niego akcję ujęcia Żurka przygotowali wągrowieccy milicjanci. Piętnastoosobowa grupa pod dowództwem Kruszyny, szefa PUBP w Wągrowcu, pojechała do Łopienna i otoczyła dom. Do środka weszli milicjant Zygmunt Piątkowski i jeszcze jeden funkcjonariusz PUBP. W domu zastali jednego żołnierza, który się poddał, a ukryty za drzwiami Żurek oddał serię z pistoletu maszynowego w kierunku Z. Piątkowskiego, który poległ na miejscu. Kruszyna nakazał podpalić słomiany dach stojącej obok stodoły, aby w ten sposób zmusić Żurka do wyjścia na zewnątrz. „Pogromca” wyskoczył oknem, ale został trafiony w głowę przez ukrytego w stogu siana milicjanta Czesława Nowaka. Żurek bronił się nadal, jednak kolejne strzały oddane przez milicjanta Heliodora Urbana obezwładniły go. Ciężko ranny Żurek zmarł w gnieźnieńskim szpitalu. Na miejsce zdarzenia przybyło Wojsko Polskie z Gniezna, które nakazało Kruszynie przetransportowanie ludzi Żurka do... Gniezna wbrew jego oporowi, co dowodzi o rywalizacji urzędów bezpieczeństwa z Gniezna i Wągrowca i braku między nimi współpracy - ocenia historyk Maciej Kamiński.
Wyrok śmierci wykonano na nim 8 stycznia 1947 r. Wcześniej podobny wyrok wydano na Bernarda Szudarskiego. PUBP krwawo rozprawiał się z przeciwnikami władzy ludowej.

NIE PODDALI SIĘ...
Po śmierci „Pogromcy” i aresztowaniu Grzeszczyka kierowanie zbrojną grupą przejął Izydor Felcyn. W połowie października doszło do masowych aresztowań jego ludzi, a inni zrezygnowali z konspiracyjnej działalności. W maju 1947 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Poznaniu stanęli: Kazimiera Przyborska, Florian Rojtek, Kazimierz Meisner, Wacław Meisner, Jan Szymczak, Marian Piotrowiak, Walenty Woźniak, Karol Oelke, Alfons Kozłowski, Tadeusz Mikołajczak, Kazimierz Michalak, Kazimierz Włodarczyk i Feliks Burek. Otrzymali oni wyroki od 5 do 8 lat pozbawienia wolności (wyrok zapadał 17 maja 1947 r.).
W wyniku amnestii w 1947 r. ujawniło się 24. członków oddziału. Amnestię przedstawiono jako akt dobrej woli i łaski „zwycięzców” nad zwyciężonymi. Obietnic amnestyjnych nie dotrzymano...

PS. W opracowaniu wykorzystano: artykuł Macieja Kamińskiego „Pomiędzy podziemiem a prowokacją”, Rocznik Nadnotecki T. XXIX/98, monografię Rafała Leśkiewicza „Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu (1946-1955)”, Instytut Pamięci Narodowej Warszawa-Poznań 2009, pracę Waldemara Handke „Wielkopolscy żołnierze wyklęci polegli w  walce z komuną”, Leszno 2013, artykuł Agnieszki Łuczak „Podziemie niepodległościowe w Wielkopolsce w latach 1945-1956”, Biuletyn IPN nr 5-6/2011.

 

Krzyżowiec z Pałuk

Bitwa pomiędzy wojskami krzyżowymi i muzułmańskimi w Ziemi Świętej (ilustracja średniowieczna).

NASZE ŚREDNIOWIECZE (5)

W 1216 roku w murach klasztoru w Łeknie możny rycerz Świętosław z rodu Pałuków podyktował cysterskiemu skrybie treść swojego testamentu. Zaznaczył w nim, by pewną kwotę pieniędzy przesłać do Ziemi Świętej, nawsparcie podupadających państw krzyżowych. Wiele wskazuje na to, że sam również podjął decyzję o udziale w przygotowywanej wówczas V wyprawie krzyżowej...

W średniowiecznych zapiskach niewiele zachowało się informacji dotyczących działalności polskiego rycerstwa na początku XIII w. Umiejętność pisania była w tych czasach ekskluzywną rzadkością, a te dokumenty, które powstawały, nieczęsto miały szansę przetrwać do naszych czasów. Szczęśliwie dla nas w skryptorium cystersów łekneńsko-wągrowieckich skrupulatnie przepisywano stare, nadgryzione zębem czasu pergaminy - szczególnie te, których treść dotyczyła darowizn na rzecz klasztoru. Wśród nich znalazł się testament Świętosława z 1216 r. Okoliczności jego wystawienia nie przedstawiają się jasno...

KRUCJATY I CYSTERSI
Podejmowane od końca XI wieku wyprawy krzyżowe do Ziemi Świętej miały na celu zdobycie przez europejskie rycerstwo panowania nad Jerozolimą i miejscami znanymi z relacji biblijnych. Krucjaty inicjowane były przez papiestwo, które zmierzało do skierowania wysiłku militarnego europejskich królestw przeciwko państwom muzułmańskim, co w efekcie miało przyczynić się do redukcji konfliktów rozdzierających wewnętrznie świat chrześcijański. Udział polskiego rycerstwa we wczesnej fazie tych przedsięwzięć był niewielki. Jednak już w XII wieku do Ziemi Świętej wyprawił się m.in. syn Bolesława Krzywoustego (Henryk Sandomierski), a także przedstawiciele miejscowego rycerstwa (np. Jaksa z Kopanicy). Przenikanie idei krucjatowych na ziemie polskie było w znacznym stopniu związane z działalnością cystersów, którzy angażowali się m.in. w finansowe wsparcie wypraw. Ponadto głównym inicjatorem i ideologiem II wyprawy krzyżowej był Bernard z Clervaux – budowniczy potęgi zakonu. W jego czasach zainicjowano też proces fundacji pierwszych klasztorów cysterskich na ziemiach polskich – w tym opactwa łekneńskiego. Nie dziwi więc, że idea walki za wiarę stała się wkrótce bliska sercom pałuckiego rycerstwa.


„LOGISTYKA” V KRUCJATY
W 1213 roku papież Innocenty III obwieścił potrzebę zorganizowania V wyprawy krzyżowej, idącej ze wsparciem dla państw krzyżowych dogorywających w Ziemi Świętej. Dwa lata później ogłoszono podstawowe jej założenia, przy czym znacznie zmodyfikowano sposób finansowania krucjaty i werbunku krzyżowców. Obok zasad znanych z praktyki dwunastowiecznych wypraw krzyżowych (odpuszczenie grzechów, ochrona dóbr, zawieszenie długów), odpust częściowy miał przysługiwać osobom wspierającym przedsięwzięcie materialnie, przy czym zakres odpuszczenia grzechów miał zależeć od wartości darowizny. Odpowiednie pisma na ten temat zostały rozesłane m.in. do klasztorów cysterskich. Z tym faktem można wiązać powstanie testamentu Świętosława z rodu Pałuków, spisanego w klasztorze łekneńskim w 1216 roku, bowiem na mocy tego zapisu rycerz ofiarował na wsparcie Ziemi Świętej część swojej fortuny.


TESTAMENT ŚWIĘTOSŁAWA
W 1215 roku, gdy przygotowania krucjatowe nabierały szybszego tempa, wielu europejskich władców zadeklarowało swój udział w wyprawie. Wieści te dotarły wkrótce do Polski i pod wpływem emocji wywołanych zapowiedzią „walki z niewiernymi” kilku książąt piastowskich natychmiast złożyło śluby krucjatowe. Za ich przykładem deklarację udziału w zamorskich walkach złożyli niektórzy rycerze. Może był wśród nich Świętosław Pałuka? Taka opinia wydaje się uzasadniona, skoro w kolejnym roku rycerz ogłasza – wspomniany już wyżej - testament i doprowadza do podziału całego posiadanego majątku. Były to znaczne dobra: Bracholin wraz z jeziorem oddał Świętosław cystersom z Łekna, Żabiczyn i Morakowo kazał sprzedać, a pozyskane pieniądze przeznaczyć na spłatę długów i wsparcie Ziemi Świętej. Stanowiącą jego własność część Łekna oraz Siedleczko i Białośliwie powierzył w dożywotnie użytkowanie swej małżonce, zaś Redgoszcz i wsie na Krajnie miały przypaść jego bratankom. Jest całkiem prawdopodobne, że powstanie testamentu było związane z planowaną przez Świętosława wyprawą wojenną do Ziemi Świętej. Możliwość powrotu z takiej eskapady stała pod dużym znakiem zapytania.

WYPRAWA
Główne miejsca koncentracji wojsk krucjatowych wyznaczył papież na 1 czerwca 1217 roku w Brindisi i Messynie. Stamtąd zbrojne oddziały miały odpłynąć na pokładzie statków do Palestyny. Polskie rycerstwo mogło wybrać inną drogę podróży do Lewantu, przyłączając się do wojsk zebranych pod sztandarem króla Węgier Andrzeja II. Wśród uczestników wyprawy wymieniany jest jednak tylko jeden polski książę (co do jego tożsamości historycy nie są zgodni). Pozostali władcy piastowscy nie byli skorzy do wypełnienia ślubów krucjatowych. Zobowiązanie zamorskiej wyprawy starali się zamienić na udział w walkach z poganami w Prusach. Dość oryginalne wyjaśnienie przedstawił papieżowi książę Leszek Biały, który wykluczył możliwość dalekiej podróży, gdyż w Palestynie nie mają ni piwa, ni miodu - a były to rzekomo jedyne trunki pozwalające utrzymać jego słabe zdrowie. Wycofanie się Piastów z podjętych zobowiązań nie oznaczało rezygnacji wszystkich rycerzy, którzy wcześniej ogłosili swój udział w wyprawie.
*
Być może Świętosław znalazł się u boku króla Andrzeja, gdy ten odprawiał dziękczynienie nad brzegiem jeziora Genezaret po szczęśliwym odnalezieniu kamiennej stągwi użytej podczas godów w Kanie Galilejskiej, lub później, gdy w jego ręce trafiła niezwykła relikwia - głowa św. Szczepana? A może kości pałuckiego rycerza zaległy w śniegach doliny Al-Bika, którą bezskutecznie starały się forsować węgierskie oddziały? Niestety, w źródłach historycznych brak wzmianek, które dałyby możliwość opisania faktycznych losów Świętosława. Postać ta może jedynie inspirować literacką fikcję.

Przeczytaj również - Nasze średniowiecze:

(4) Miasto cystersów

(6) Mnich Filip - męczennik z Łekna

Niepozorny, ale dumny zamek

Archeolodzy dr Artur Różański (z lewej) i mgr Tomasz Olszacki przez trzy sezony prowadzili badania archeologiczno-architektoniczne na zamku w Gołańczy. Fot. Rafał Różak

Archeolodzy dr ARTUR RÓŻAŃSKI i mgr TOMASZ OLSZACKI rzucają nowe, świeże spojrzenie na historię zamku w Gołańczy.

Tuż przed świętami w Sali Kinowej Gołanieckiego Ośrodka Kultury odbyło się spotkanie promujące książkę autorstwa dr. Artura Różańskiego i mgr. Tomasza Olszackiego „Zamek w Gołańczy – Dzieje i architektura od połowy XIV po schyłek XVIII stulecia”.
Jest to pierwsza część monograficznego opracowania gołanieckiego zamku, porządkująca jego mało dotąd znaną historię. Autorzy dokonali powtórnej analizy dokumentów źródłowych, przybliżyli wcześniejsze prace badawcze, jakie miały miejsce przed 2009 r. oraz zajęli się analizą architektoniczną i dziejami zamku od jego wzniesienia, czyli połowy XIV wieku, do czasów współczesnych. W drugiej części przyjdzie jeszcze czas na opracowanie zabytków pochodzących z badań archeologicznych z lat 2009, 2010 i 2014. Autorzy mają nadzieję, że znajdą się pieniądze na drugi tom i uda się go wydać już w przyszłym roku.

Tomasz Olszacki i Artur Różański „Zamek w Gołańczy - Dzieje i architektura od połowy XIV po schyłek XVIII stulecia". Wydawca: Gołaniecki Ośrodek Kultury, Biblioteka Publiczna, Regionalna Izba Tradycji.  Gołańcz 2015. Fot. Rafał Różak

WYJĄTKOWY OBIEKT
- Pełne dwutomowe dzieło, opracowanie monograficzne gołanieckiego zamku, jego dziejów, architektury i archeologii, będzie komplementarne i wyjątkowe w nauce - przyznał T. Olszacki, dodając: Nie chodzi bynajmniej, o wyjątkowych autorów, ale wyjątkowy obiekt dający takie szanse.
I choć obiekt jest faktycznie wyjątkowy, o czym się za chwilę przekonamy, to mimo skromności autora w ocenie własnej osoby nie sposób nie docenić wielkiej pracy, jaką wykonali obaj archeolodzy, przybliżając nam piękną historię gołanieckiego zamku, tworząc zarazem realną bazę do przyszłych działań rewitalizacyjnych w jego przestrzeni.

OGÓLNOPOLSKA RANGA
Jak się okazuje, ten dość niepozorny w skali obiekt należy jednocześnie do najstarszych budowli świeckich na terenie całego Niżu Polskiego. A jeśli odjąć romańskie i gotyckie budowle sakralne, to nie ma starszego obiektu zachowanego w pełni kubaturowo w Wielkopolsce. Inne przetrwały jedynie w fundamentach lub w jakichś skromnych reliktach. Natomiast w Gołańczy właściwie cała struktura ścian pochodzi z ok. trzeciej ćwierci XIV wieku.
Zamek ten na przestrzeni lat ulegał pewnym przekształceniom: wybito okna i kominek w nowożytności, postawiono nową ścianę, ale to wszystko są uzupełnienia, które nadal pozostawiają ten obiekt w pełni czytelnym. I jak twierdzi Tomasz Olszacki: - Po niewielkich uzupełnieniach i wprowadzeniu elementów współczesnej infrastruktury można przywrócić mu dawną świetność z uszanowaniem przemian, którym poddawany był w późniejszych okresach.
Archeolog życzył także Gołańczy, aby zamek zaistniał w ruchu turystycznym i stał się obiektem ogólnopolskiej rangi, dając unikalną szansę zapoznania się ze standardami życia człowieka w wieku XIV, XV i XVI.

 

KTO ZBUDOWAŁ ZAMEK?
Badania archeologiczne, wsparte analizą dendrochronologiczną i analizą porównawczą architektoniczną, wykazują, że zamek powstał w horyzoncie ok. połowy trzeciej ćwierci XIV wieku
- Wydaje nam się, choć zawsze pozostanie to w pewnej sferze hipotez, że jego najbardziej prawdopodobnym fundatorem powinien być najwybitniejszy z lokalnych Pałuków, czyli biskup włocławski Maciej z Gołańczy. Osoba, która bywała w Europie, polityk, wielki dostojnik Kościoła i osoba znana również z fundacji architektonicznych nie tylko sakralnych, ale również świeckich w dobrach Kościoła – utrzymują archeolodzy.
W tym przypadku mielibyśmy jednak do czynienia z ruchem inwestycyjnym nie związanym z dobrami kościelnymi, ale z ufundowaniem obiektu w siedzibie rodowej. Co zresztą bardzo często zdarzało się polskim biskupom. Autorzy wspominają m.in. kard. Zbigniewa Oleśnickiego, który wzniósł wspaniały zamek w Pińczowie, Władysława Oporowskiego czy Wojciecha Jastrzębca, wystawiającego zamek dla swoich nepotów.
Co prawda jako budowniczego zamku nie można wykluczyć osoby Tomisława z Gołańczy, bratanka biskupa Macieja, ale jak przyznają autorzy, ze względu na pewne fakty archeologiczne, jak i na różnicę horyzontów postaci, raczej skłonni są oni wiązać powstanie obiektu z latami wcześniejszymi.

DWÓCH BUDOWNICZYCH?

Dzięki analizie pomiaru cegieł udało się jednak ustalić, że występuje zdecydowana różnica między dolną i górną częścią zamku, choć nie ma wątpliwości, że pierwotnie obiekt planowany był w takiej postaci, jak widzimy go obecnie.

W pewnym okresie nastąpiła przerwa w realizacji inwestycji. Być może należy łączyć ją z pożarem, na którego ślady natknęli się archeolodzy w warstwie budowlanej, a może spowodowana ona była śmiercią biskupa Macieja w 1368 r.
W wyższej części budowli pojawia się masowo również sztuczny kamień, który miał walory dzisiejszego gipsu i z niego wypalany był szereg elementów: misy, wsporniki i inne elementy wykończeniowe.
- Jest to element bardzo dystynktywny i czuły chronologicznie w Wielkopolsce. Pojawia się wraz z warsztatem katedry gnieźnieńskiej w latach 70-80 wieku XIV i dość szybko zanika, co może pokazywać nam moment startowy dla wyższych kondygnacji. Dlatego skłonni bylibyśmy łączyć dolną część budowli z biskupem Maciejem, wyższą natomiast z Tomisławem, który umiera w latach osiemdziesiątych XIV w. i wtedy by się nam to w aspekcie stylistycznym i archeologicznym zgrywało – podsumowuje Tomasz Olszacki.

NAJSTARSZY PISUAR W POLSCE

Autorzy zwracają również uwagę na czwartą kondygnację zamku i istniejący tam węzeł sanitarny z misami wyrobionymi w sztucznym kamieniu. Wnęki usytuowane są na różnych wysokościach i nie ma wątpliwości, że jedną należy traktować jako lavabo (umywalkę), a drugą łączyć z pisuarem. Ten drugi element często znaleźć można na zamkach czeskich i francuskich, ale w Polsce w zasadzie tylko wieża książęca w Siedlęcinie na Dolnym Śląsku ma element architektoniczny łączony z pisuarem. Wszystko wskazuje zatem na to, że najstarszy pisuar w Polsce można też oglądać, dzięki tej skali zachowania obiektu, na wieży gołanieckiej.

ANALIZA ŹRÓDEŁ

Oprócz badań archeologicznych i architektonicznych autorzy przeanalizowali także bardzo dużo dokumentów źródłowych. A ponowna ich lektura pozwoliła spojrzeć na wiele spraw w inny sposób. Dzięki dokumentowi z 1450 r., potwierdzającemu podział dóbr pomiędzy Michałem a Andrzejem Gołanieckimi, (ostatnimi męskimi przedstawicielami Pałuków z Gołańczy, którzy dzielą nie dzielony wcześniej majątek), dochodzi do niemalże inwentarzowego opisu włości. Z dokumentu tego i przy pomocy zdjęcia z geoportalu wyrysować można miejsce, gdzie w średniowieczu istniała wieś Gołańcz (ulokowana była na odcinku między Rynkiem a kościołem pobernardyńskim). Opisana jest wieża mieszkalna, teren zwany przygródkiem, browar zamkowy, stary dom, droga biegnąca na zamek, stary dwór (prawdopodobnie obiekt poprzedzający powstanie zamku), sad, ogród i folwark, czyli cały wachlarz włości.
Z kolei inwentarz z 1723 r. pozwala wejść w obszar samej Gołańczy. Oprócz zamku i zespołu przy zamkowego z browarem, sadem, ogrodami i folwarkiem, wspomniany został szpital, który funkcjonował w XVI i XVII w. nad stawem za obecnym budynkiem GOK-u, stara karczma, obszar dawnego kościoła pw. św. Wawrzyńca, kuźnia przy kościele, domostwa Polaków i Żydów oraz droga biegnąca na zamek.

KONFABULACJE SZWEDZKIEGO KRONIKARZA
Na koniec autorzy nie mogli pominąć sensacyjnego tematu: odnalezionej podczas badań na dziedzińcu zamkowym mogiły kryjącej szczątki poległych i pomordowanych w czasie zajść z 1656 r. Temat ten opisywaliśmy już szerzej na naszych łamach, wspomnijmy zatem tylko, że autorom udało się precyzyjnie ustalić datę oblężenia zamku przez Szwedów i wymordowania jego obrońców na 3 maja 1656 r. Samuel Pufendorf, szwedzki kronikarz, pisał, że zdobycie zamku nastąpiło 23 kwietnia, ale posługiwał się kalendarzem juliańskim. Różnica w liczeniu obejmowała 10 dni, zatem według polskiego kalendarza do starcia doszło 3 maja, co potwierdzają także spisane zeznania chłopów gołanieckich Szymona Picuły i Marcina Wołka. Zeznali oni bowiem, że do walki doszło w dzień Świętego Krzyża nalezienia, czyli 3 maja.
Jak informują autorzy, wspomniany Pufendorf chciał także upiększyć postępowanie swoich mocodawców podczas brutalnego zajęcia zamku i pisząc, jak to najwyższy dowódca straży Bulovius łaskawie opieką otoczył kobiety z zamku, posunął się do pewnych konfabulacji. Wiemy bowiem, że w mogile z dziedzińca zamkowego, którą przebadali archeolodzy, zidentyfikowano 25 szkieletów, a wśród nich 9 nie należących do mężczyzn. Z czego 6 należących na pewno do kobiet i 3 szkielety osobników młodocianych, w tym dziecko w wieku 4-6 lat. Kobiety mają po trzy rany zadane ostrym narzędziem, rany cięte głowy i przestrzelone kości. Także wbrew temu, o czym informował nas kronikarz Pufendorf, obraz potraktowania gołańczanek, które znajdowały się wówczas na zamku, był nieco inny.
W gronie tych 25. osób, których nigdy nie ekshumowano, ponieważ nie wiedziano o istnieniu mogiły, prawdopodobnie znajdują się szczątki dwóch braci Smoguleckich, Pawła Wawrzyńca i Adama Jacka, a być może także ich siostry.

UCZCIĆ GODNIE
- W tym roku 3 maja mija okrągła 360 rocznica tragicznych wydarzeń w Gołańczy, więc może będzie okazja, aby po latach poniewierki i zapomnienia godnie i w należyty sposób pochować dzielnych obrońców Gołańczy? – pytał T. Olszacki, sugerując jednocześnie, że najlepszym do tego miejscem byłby teren przy kościele pobernardyńskim.
W sposób niezwykły domyka się tutaj pewna historia. Kiedyś szukano tych zmarłych i nigdy ich nie odnaleziono, ale w końcu są i może przy okazji uda się miastu wyasygnować środki na badania DNA, aby potwierdzić, że wśród poległych są również Smoguleccy. Rodzina bardzo zasłużona dla Gołańczy, fundująca wiele wspaniałych dzieł, w tym m.in. sam klasztor bernardyński.

Przeczytaj również:

Bracia z mogiły

 

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem