wtorek, 16 października
08:43

Bohater naszych czasów

Fot. Jerzy Mianowski

Żołnierz niezłomny, Żołnierz Wyklęty, żołnierz „Rzeczypospolitej utraconej”, ostatni ułan Rzeczypospolitej, ochotnik do Auschwitz, jeden z sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu w czasie II wojny światowej.

Takich żołnierzy jak rtm. Witold Pilecki Polska miała wielu. Ten jednak na wskroś jest kryształowy, bo bohater ponadczasowy, który zasługuje na miano bohatera narodowego. Nie założył podziemnego oddziału zbrojnego, ani też po wojnie czynnie nie walczył z komunistami. Jego misją była walka z hitlerowskim okupantem o wolną Polskę i w tym celu z własnej woli dostał się do obozu koncentracyjnego, a po ucieczce stamtąd walczył w Powstaniu Warszawskim. Walczył o Polskę demokratyczną, suwerenną, niekomunistyczną...

RONDO PILECKIEGO
Rtm. Witolda Pileckiego wągrowieccy radni miejscy, poprzez nadanie jego imienia nowemu rondu, wpisali w historię miasta. To pierwszy Żołnierz Wyklęty, który dostąpił tego zaszczytu w Wągrowcu, mimo że nie jest nasz – wągrowiecki i mimo tego, że z wągrowieckiej ziemi wywodzili się Żołnierze Wyklęci, którzy działali w tym i pobliskich powiatach, lecz nie w tym rzecz. Ważna jest pamięć o zapomnianych bohaterach, którym przyświecała idea wolnej Polski, nie tylko od hitlerowskiego okupanta, ale też sowieckiego ciemiężyciela, który niejako po poprzedniku przejął okupacyjną pałeczkę (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 10 Z 8 MARCA 2017 R.

Spór o Skoki

Fot. P. Namiota

Czy przed powstaniem Wągrowca i „przeprowadzką” cystersów z Łekna klasztornym miastem miały być Skoki? Kim byli napastnicy, który uwięzili właściciela Skoków i jego rodzinę? Oto kolejne pytania, na które staramy się odpowiedzieć w 650. rocznicę lokacji miejskiej Skoków.

W czasie gdy Janusz z Podlesia realizował plan lokacji miejskiej w Skokach (lata 1367-1373), cystersi z klasztoru w Łeknie podjęli nieudaną próbę założenia miasta w Tarnowie Pałuckim (1370 rok). Rezygnacja z tego przedsięwzięcia była prawdopodobnie wywołana katastrofą budowlaną i destrukcją kościoła klasztornego w Łeknie.

Cystersi z Łekna. Lata 70. XIV wieku
Następstwem tego wydarzenia były plany przeniesienia siedziby opactwa w inną, bardziej dogodną przestrzeń. W takich właśnie okolicznościach Tarnowo traciło dla cystersów strategiczne znaczenie, gdyż względy gospodarcze i prestiżowe skłaniały do tego, by „klasztorne miasto” było usytuowane w pobliżu ich nowej siedziby. Jak wiadomo, ostatecznie cystersi wybrali miejsce wśród rozlewisk rzeki Wełny, gdzie założyli Wągrowiec (pierwsza wzmianka o mieście - 1381 rok) i gdzie wkrótce zaczęli budowę klasztoru. Wydaje się jednak, że kilka lat wcześniej, zanim definitywnie wybrano Wągrowiec, stanęła przed cystersami atrakcyjna alternatywa: przejęcie Skoków.

Wydziedziczeni. Rok 1377
Kilkanaście lat temu prof. Andrzej M. Wyrwa natrafił na nieznany dotąd dokument Janusza z Podlesia, wystawiony 28 stycznia 1377 r. Z jego treści wynika, że właściciel Skoków zamierzał przekazać całe miasto, wraz z zamkiem, cystersom z Łekna. W związku z tymi planami odbierał prawa do tego dziedzictwa wszystkim swoim prawnym spadkobiercom. Rycerz wskazywał, że decyzję podjął z uwagi na osobistą pobożność, a w zamian za darowiznę oczekuje od cystersów wieczystych modłów za zbawienie dusz jego przodków i potomnych. Wiemy jednak, że cystersi nie utrzymali własności Skoków, które ostatecznie pozostały w rękach rodziny Janusza. Dla historyków cała ta sprawa jest trudną do rozwiązania zagadką. Źródła pisane nie dają odpowiedzi na piętrzące się pytania, co otwiera drogę do domysłów i spekulacji. Hipotetycznie możemy przyjąć, że Janusz z Podlesia, obserwując aktualne problemy cystersów z Łekna, mógł podjąć decyzję o wsparciu zakonu i zaproponować ówczesnemu opatowi przeniesienie siedziby klasztoru do Skoków. Jednak z uwagi na pretensje rodziny Janusza do tego dziedzictwa opat nie chciał ryzykować, że jego prawa do Skoków zostaną podważone. Rezultat ewentualnego sporu ze spadkobiercami rycerza z Podlesia był trudny do przewidzenia. Ze względu na ówczesne rozwiązania prawne istniało duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości sprawa zostanie rozstrzygnięta na niekorzyść klasztoru lub wywoła długotrwały proces sądowy. Wobec tego opat mógł wybrać bezpieczniejsze rozwiązanie i przeprowadzić lokację całkiem nowego miasta. Tym miastem miał być Wągrowiec.

Uwięzienie Janusza i jego rodziny. Rok 1384
Dobre relacje Janusza z Podlesia z opatem łekneńskim utrzymywały się w kolejnych latach. Ich rezultatem była kolejna donacja, która objęła połowę wsi Ochodza (zrealizowana w 1381 r., co wskazuje na bezpośredni związek z powstaniem Wągrowca) (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 8 Z 22 LUTEGO 2017 R.

Sześć i pół wieku miasta

Plan miasta Skoki. Kolor czerwony – najstarsza część miasta (XIV wiek); kolor niebieski – lokalizacja kościoła pw. św. Mikołaja; kolor zielony – domniemana lokalizacja siedziby rycerskiej. Fot. Archiwum Muzeum Regionalnego w Wągrowcu

Dokładnie 650 lat temu JANUSZ Z PODLESIA otrzymał od króla KAZIMIERZA WIELKIEGO dokument dający prawo do przeprowadzenia lokacji miasta.

Prywatne miasto Janusza miało powstać nad rzeką, w miejscu zwanym Skoki. W ciągu kilku lat powstały tutaj: rynek, kościół i siedziba rycerska.

POCZĄTKI MIASTA SKOKI
Kluczową postacią w opowieści o początkach miasta Skoki jest rycerz Janusz herbu Nowina. Jego siedziba znajdowała się w Podlesiu Kościelnym, a do majątku należały też pobliskie wsie: Zbietka, Sarbia i Ochodza. Wprawdzie zachowane zapiski dotyczące rycerza z Podlesia są ułamkowe, jednak możemy pokusić się o szkicową charakterystykę tej nietuzinkowej postaci.
Nie ulega wątpliwości, że Janusz dysponował znacznymi środkami finansowymi. Musiał mieć przecież podstawy do przygotowania lokacji miejskiej – przedsięwzięcia bardzo kosztownego i dość ryzykownego z ekonomicznego punktu widzenia. Niestety, nie wiemy, w jaki sposób rycerz zdołał zgromadzić duże zasoby kruszcu. Źródłem jego bogactwa nie mogły być urzędy, z których mógłby czerpać doraźne korzyści, bowiem w żadnym z dokumentów nie wzmiankowano o jakiejkolwiek jego godności urzędniczej. Wiemy natomiast, że Janusz oddał jakieś zasługi królowi i był związany politycznie z rodem Doliwów, odgrywającym w tym czasie pierwszoplanową rolę w Wielkopolsce (co nie było bez znaczenia w kontekście lokacji miejskiej w Skokach). Był też osobą głęboko religijną, a jego osobista dewocja znalazła ujście w fundacjach dwóch kościołów (jeden w Skokach, drugi w Podlesiu Kościelnym) i bliskich związkach z cystersami z Łekna.

Król Polski Kazimierz Wielki - grafika Aleksandra Lessera.

POWSTANIE MIASTA
Najbardziej rzeczowe informacje o powstaniu Skoków zawierał dokument lokacyjny, wystawiony w 1367 roku przez Kazimierza Wielkiego. Niestety, oryginał tego aktu uległ przed wiekami zniszczeniu. Jakiś jego odpis znajdował się przed II wojną światową w poznańskim archiwum, lecz później on również zaginął. Mieli do niego dostęp badacze penetrujący archiwa w okresie międzywojennym i dzięki ich pracy zachował się fragment jego treści, opublikowany w latach 20. XX wieku. Do niedawna było to jedyne dostępne źródło dotyczące początków Skoków. Jednakże kilka miesięcy temu Iwona Migasiewicz natrafiła na inny odpis, nieznany dotychczas historykom. Zawiera on pełną treść przywileju królewskiego, udzielonego Januszowi z Podlesia 650 lat temu.
Dzięki temu znalezisku nasza wiedza wzbogaciła się o wiele szczegółów, np. we wstępnej części dokumentu wspomniano, że Janusz z Podlesia otrzymał pozwolenie na lokację z uwagi na „wierne służby” świadczone królowi i w oczekiwaniu kolejnych, które wyświadczy władcy w przyszłości. Wzmiankowano też, że miasto ma powstać nad brzegami rzeki, w miejscu zwanym Skoki i będzie w nim obowiązywać prawo średzkie. Na mocy dokumentu powołano samorząd miejski, któremu przewodniczyć miał wójt. Był to urząd dziedziczny, o szerokim zakresie kompetencji. Wójt zarządzał miastem, ale również przewodniczył miejscowemu sądowi (asystowali mu wybierani spośród mieszczan ławnicy). Warto nadmienić, że sąd skocki miał prawo ferowania nawet wyroków śmierci. Dokument przynosi również informację o udzieleniu Skokom prawa do organizowania targów, które odbywały się tutaj w każdą sobotę (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 7 Z 15 LUTEGO 2017 R.

Skoki dawniej i dziś

Z IWONĄ MIGASIEWICZ, prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Skoki i Ziemi Skockiej, w przeddzień ustanowienia roku jubileuszowego Skoków rozmawia Franciszek Szklennik.

Jest Pani autorką opracowań pokazujących przeszłość Skoków i gminy. Czego jeszcze nie wiemy?
- O przeszłości Skoków my, mieszkańcy wiemy jeszcze chyba niewiele. Od powstania miasta mija w tym roku 650 lat, a nie znamy, niestety, chociażby dokładnej daty wydania przez króla Kazimierza Wielkiego przywileju lokacyjnego, pozwalającego Januszowi z Podlesia i biskupowi poznańskiemu Janowi Doliwie założyć miasto. Odnaleziony w dokumentach parafialnych odpis aktu lokacyjnego wskazuje na pierwsze dni marca 1367 roku, ale wymaga to weryfikacji po przetłumaczeniu dokumentu. Nie znamy dokładnych granic ówczesnego miasta. Nie wiemy, czy w ogóle istniał, gdzie się znajdował i jak wyglądał skocki zamek, o którym głosi legenda. Część mieszkańców wskazuje miejsce, które być może było siedzibą pierwszych skoczan. Przydałyby się w tym miejscu chociażby sondażowe badania archeologiczne.
Co wzbudza szczególną ciekawość?
- Rozwój miasta i czas największego rozkwitu, kiedy to za sprawą ówczesnych właścicieli, potomków słynnego Mikołaja Reja z Nagłowic, w XVII wieku Skoki były miastem wielonarodowościowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym. Wtedy to skocką wspólnotę tworzyli Polacy, Niemcy, Czesi, Żydzi i Szkoci. Wiemy, że w 1640 odbył się w naszym mieście synod biskupów luterańskich. Wiemy, że w wyniku walk religijnych po potopie szwedzkim w Skokach zgładzono ok. 65. skoczan wyznania ewangelickiego. Wiemy, że w Skokach działali bracia czescy. Interesujący jest też wątek żydowski. Był taki czas w Skokach, kiedy Żydzi stanowili znakomitą większość (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 4 z 25 stycznia 2017 r.

Tak było 98 lat temu...

Fot. Jerzy Mianowski

To właśnie 30 grudnia 1918 powstańcy wągrowieccy rozbroili niemiecki oddział skoszarowany w sali gimnastycznej ówczesnego gimnazjum.

- Odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku nie było jednoznaczne ze scaleniem ziem polskich i włączeniem ich w granice odradzającej się Rzeczpospolitej. W 1918 r. wciąż niejasno przedstawiał się przyszły los i przynależność państwowa Wielkopolski. Ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestii przyniosło zwycięskie Powstanie Wielkopolskie – podkreślił Tomasz Kruk, prezes wągrowieckiego koła Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego.
- Dzisiaj, po 98. latach od wybuchu Powstania Wielkopolskiego, stoimy dokładnie w tym samym miejscu, z którego wyruszyli wągrowieccy powstańcy, aby podjąć walkę o naszą niepodległość – przypomniała Wioleta Gryczka z Urzędu Miejskiego.
Po tych słowach burmistrz Krzysztof Poszwa z towarzyszącymi mu samorządowcami ustawili zapalone znicze pod tablicą pamiątkową na budynku Dziennego Domu Seniora.
- Oddział powstańczy, który miał zaatakować żołnierzy niemieckich, poprowadził 22-letni Ignacy Wegner. Krótko przed godziną 10. w tym miejscu, w którym teraz stoimy, odbyła się zbiórka. Wegner miał pod swoim dowództwem około 40 powstańców, uzbrojonych w ledwie kilka sztuk broni palnej. On sam miał jedynie bagnet – wspomniał Marcin Moeglich z Muzeum Regionalnego.
W piątek, 30 grudnia wągrowczanie wyruszyli z tego miejsca, w którym to 98 lat temu mieściła się strzelnica braci kurkowych i dom bracki (celestat). Z tego właśnie punktu wyruszyli powstańcy, udając się do gimnazjum przy ul. Klasztornej, gdzie skutecznie rozbroili nieprzyjacielski oddział (...)

Fot. 4x Jerzy Mianowski

 

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 1 z 4 stycznia 2017 r.

Dokument fundacyjny klasztoru w Łeknie na liście unesco

Pieczęć arcybiskupa Jana z dokumentu fundacyjnego klasztoru w Łeknie, fot. P. Namiota, za: A. M. Wyrwa, Klasztory cysterskie w Łeknie i Wągrowcu, Bydgoszcz 2010. Arcybiskup Jan z rodu Gryfitów jest drugim po Zbylucie fundatorem klasztoru cystersów w Polsce. Zrealizował on fundację klasztoru w małopolskim Jędrzejowie, położonym w granicach jego rodowych posiadłości.

Dokument fundacyjny klasztoru cysterskiego w Łeknie jest jedną z najcenniejszych pamiątek przeszłości zachowanych na ziemiach polskich. Fakt ten został doceniony poprzez wprowadzenie dokumentu na Krajową Listę UNESCO „Pamięć Świata”. W najbliższą sobotę oryginalny pergamin z 1153 roku będzie można zobaczyć w kościele parafialnym w Łeknie.

26 listopada br. dokument Zbyluta na jeden dzień powróci do miejscowości, w której 863 lata temu nabrał mocy prawnej. W tej okoliczności warto przywołać kilka faktów związanych z tym – najstarszym zachowanym w Polsce – aktem prawnym.

KIM BYŁ ZBYLUT?
Zbylut z rodu Pałuków należał do ścisłej elity XII-wiecznej Polski. Znany jest jako fundator kościoła pw. św. Jakuba w Mogilnie i stronnik obozu politycznego „książąt juniorów” walczących o zachowanie swojej pozycji w początkach rozbicia dzielnicowego. Jako przedstawiciel rycerskiej arystokracji Zbylut był właścicielem znacznych posiadłości, wśród których największe znaczenie miał ośrodek w Łeknie. W tej właśnie miejscowości zrealizował największe swoje przedsięwzięcie, którym było sprowadzenie do Polski zakonu cystersów. Zbylut podarował zakonowi miejsce na zachodnim brzegu Jeziora Łekneńskiego, gdzie miał powstać klasztor. Istniejący w tym miejscu od stuleci gród obronny został przed przybyciem mnichów poddany niwelacji, a stary kościół, pamiętający czasy Bolesława Chrobrego, zastąpiono nowym obiektem – cysterskim oratorium. Prócz tego fundator wydzielił ze swojej ojcowizny kilka okolicznych wsi (Rgielsko z jeziorem, Straszewo i Panigródz) oraz rynek z karczmą w Łeknie, które odtąd przeszły na własność cystersów. Dokument z 1153 roku jest potwierdzeniem tej hojnej darowizny (...)

Oryginał poznański dokumentu fundacyjnego klasztoru w Łeknie z 1153 r. (domena publiczna).

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 47 z 23 listopada 2016 r.

Jestem poznańskim dzieckiem

Jako niemiecki patriota zaciągnął się do armii, gdy trwała I wojna światowa. Wysłany na front wschodni zachorował na grypę i zmarł krótko po powrocie do domu. Pochowany został na lokalnym cmentarzu zaledwie kilkaset metrów od domu. FOT. Arch. Sebastiana i Danuty Chosińskich

CARL HERMANN BUSSE uczniem Królewskiego Gimnazjum Klasycznego w Wągrowcu był w tym samym czasie, co STANISŁAW PRZYBYSZEWSKI.

W przeciwieństwie do polskiego pisarza, szkoły w mieście nad Nielbą i Wełną nie ukończył. Nie stanęło mu to jednak na drodze do wielkiej kariery. Na początku XX wieku był jednym z najpoczytniejszych niemieckich pisarzy i jednym z najbardziej cenionych krytyków literackich. Jak zatem doszło do tego, że dzisiaj o Carlu Hermannie Bussem pamiętają tylko nieliczni?

KTÓRĘDY WIODŁA DROGA?
Ojciec Carla Hermanna Bussego, Hermann August, urodził się 23 maja 1830 roku w Skwierzynie w dzisiejszym województwie lubuskim; jego matka, Maria Franziska z domu Beil, przyszła natomiast na świat 2 lutego 1854 roku we wsi Średnica pod Międzychodem. Ślub wzięli w październiku 1871 roku. Początkowo mieszkali w Lipowicach pod Międzychodem (dzisiaj jest to już jedna z dzielnic miasta); on pracował w kancelarii międzychodzkiego sądu powiatowego, ona prowadziła dom. Rodzina szybko zaczęła się powiększać: 12 listopada 1872 roku urodził się Carl Hermann, dwa lata później na świecie pojawił się Otto Max, a po kolejnych dwóch – Paul Georg. W efekcie Hermann zaczął rozglądać się za lepiej płatną posadą i ostatecznie w 1882 roku przeniósł się do Wągrowca, gdzie podjął pracę w miejscowym sądzie. W końcu lipca 1888 roku przeniesiono go „w stan spoczynku”, co miało związek z pogarszającym się już od kilkunastu miesięcy stanem zdrowia Hermanna, który zmarł 1 lutego 1889 roku w Zakładzie Psychiatrycznym w Owińskach pod Poznaniem (...)

W 1916 r. Carl był już nie tylko cenionym pisarzem, ale również wydawcą i promotorem, dlatego stać go było na zakup willi przy Heidestraße 25/26 (obecna Busseallee) w Berlinie.

Carl Busse, zanim stał się jednym z najbardziej poczytnych niemieckich pisarzy, mieszkał i uczył się w Wągrowcu.

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 46 z 16 listopada 2016 r.

Przywrócona pamięć o bohaterach z Gołańczy

FOT. Rafał Różak

Zapomniani obrońcy gołanieckiego zamku, polegli 360 lat temu podczas potopu szwedzkiego, doczekali się godnego, chrześcijańskiego pogrzebu.

a uroczystości, którą poprzedziła msza św. w poniedziałek o godz. 12 w kościele pw. św. Wawrzyńca, obecny był jej główny organizator, wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann. Nie zabrakło także przedstawiciela parlamentu, posła Pawła Ławniczaka, przedstawicieli samorządu, służb mundurowych, wojska z Garnizonu Poznań na czele z płk. pil. Jackiem Pszczołą, delegacji, pocztów sztandarowych, a także uczniów gołanieckich szkół oraz mieszkańców Gołańczy i okolic. Obecny był także ks. kan. Michał Kostecki, dziekan Dekanatu Kcynia, kapłani z gminy Gołańcz, a liturgii przewodził proboszcz Parafii Garnizonowej ks. kan. płk Mariusz Stolarczyk.

POMYSŁ UPAMIĘTNIENIA
Idea uroczystego pochówku gołanieckich bohaterów, którzy zginęli 3 maja 1656 r. po zdobyciu zamku w Gołańczy przez Szwedów, inspirowana była przez archeologów dra Artura Różańskiego i Tomasza Olszackiego. To oni podczas badań archeologiczno-architektonicznych prowadzonych na zamku przypadkowo natknęli się na mogiłę, do której wrzucono, bez szacunku dla zmarłych, 25 ciał i oni wskazali miejsce, gdzie powinno się ich pochować (...)

FOT. Rafał Różak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 45 z 9 listopada 2016 r.

 

  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak

Nas nie zhańbicie, wolimy zgon!

Kompleksowa analiza antropologiczna wykazała, że wśród 25 zamordowanych bestialsko obrońców było również sześć kobiet i troje dzieci. Fot Rafał Różak

Doniosła uroczystość szykuje się w Gołańczy. Szczątki bohaterów z  potopu szwedzkiego, odkryte podczas badań archeologicznych, spoczną niebawem w przygotowanej mogile tuż przy kościele poklasztornym i doczekają się w końcu należytego upamiętnienia.

Prawdopodobnie pierwszą osobą, która zamierzała uczcić rocznicę bohaterskiej obrony zamku, był Karol Czarnecki, dawny właściciel dóbr gołanieckich.
Przed dwusetną rocznicą zlecił nawet wykonanie planów restauracyjnych popadającego w ruinę zamku, ale ze względu na problemy rodzinne, zamiaru tego nie udało mu się zrealizować.
Karol Czarnecki, nazywany często niesłusznie hrabią, urodził się w 1804 r. na Wołyniu. Wychowany w duchu patriotycznym włączył się m.in. aktywnie w powstanie listopadowe (1830-31), a po jego upadku i skonfiskowaniu mu rodzinnego majątku przez władze carskie osiadł w Chwaliszewie pod Kcynią.

OCZAROWANY LEGENDĄ
Tutaj poznaje i w 1834 r. potajemnie żeni się z młodziutką Eleonorą, córką Stanisława Mielżyńskiego - nieżyjącego już wówczas generała brygady wojsk Ks. Warszawskiego.
Eleonora na mocy testamentu sporządzonego w 1826 r. przez jej ojca odziedziczyła dobra smoguleckie, a w 1833 r., zgodnie z umową zawartą ze swoją siostrą Filipiną, otrzymała także klucz gołaniecki.
Karol po ślubie rozpoczął gospodarowanie na dobrach, które jako wiano wniosła mu małżonka i związał się z nimi uczuciowo. Zafascynowany historią gołanieckiego zamku, bohaterską obroną z czasów potopu szwedzkiego i związaną z nią legendą, postanowił napisać rapsod historyczny, który zatytułował: „Szturm Gołańczy czyli poświęcenie Polki” (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 44 z 2 listopada 2016 r.

Dotknąć historii

FOT. kcynia.info

Lekcje żywej historii przeprowadzili nauczyciele ze Szkoły Podstawowej im. Jana Czochralskiego.

W ramach sztandarowego projektu Stowarzyszenia Patriotyczno-Historycznego 1939 uczniowie wyruszyli do Sipior poczuć tragiczną historię wrześniowych dni 1939 roku. Po dotarciu na miejsce czekał żołnierz Batalionu Obrony Narodowej „Kcynia”. Miał on ilustrację dawnej siedziby gestapo (obecnie jest to budynek szkoły podstawowej). Opowiedział uczniom o krwawych wydarzeniach, które miały miejsce w pierwszych dniach wojny.
W świetlicy uczniowie obejrzeli film ukazujący bohaterskie czyny polskich żołnierzy broniących naszych ziem przed niemiecką nawałnicą. Uczniom zaprezentowano kompletne wyposażenie każdej z walczącej stron. Na koniec uczniowie mogli skosztować wojskowej grochówki.

FOT. kcynia.info

FOT. kcynia.info

Pochówek obrońców zamku

Znaleziska szczątków ludzkich przy gołanieckim zamku dokonali poznańscy archeolodzy. Fot Rafał Różak

Wojewoda Wielkopolski Zbigniew Hoffmann weźmie udział w uroczystościach pogrzebowych pochówku obrońców Gołańczy, którzy polegli podczas oblężenia zamku przez Szwedów w 1656 roku.

Uroczystości pogrzebowe z asystą wojskową rozpoczną się w poniedziałek, 7 listopada 2016 r. o godz. 12.00, mszą św.  pogrzebową w kościele pw. św. Wawrzyńca w Gołańczy. Następnie orszak przejdzie na cmentarz przykościelny przy ul. Klasztornej, na którym odbędzie się ceremonia pogrzebowa i złożenie do grobu prochów obrońców zamku.

Podczas nierównej walki z nacierającymi wojskami szwedzkimi 3 maja 1656 roku obrońcy zamku w Gołańczy zostali pokonani. Ci, którzy nie polegli podczas walki, zostali wymordowani tuż po zdobyciu zamku. Ciała 25 osób zostały bezładnie zrzucone do dołu wykopanego przez Szwedów na zamkowym przygródku. Wobec zupełnego zniszczenia Gołańczy i prawdopodobnej rzezi mieszkańców wiedza o miejscu ich pochówku zaginęła, choć w podaniu ludowym i literaturze pięknej zachowała się pamięć o bohaterskiej obronie.

Zapomniana mogiła obrońców Gołańczy została odkryta podczas badań archeologicznych zamku gołanieckiego prowadzonych przez archeologów dra Artura RóżańskiegoTomasza Olszackiego przy udziale antropologa dr Sylwii Łukasik.

- Podczas prac archeologicznych między innymi odkryto szczątki dwóch dziedziców Smoguleckich, trzech księży, trzech chłopów, kilku kobiet i dziecka w wieku czterech lat. Szczątki 25. osób rozpoznano na podstawie badań antropologicznych, a chcielibyśmy też ustalić, czy szczątki obu dziedziców nie wskazują na to, że byli oni braćmi. Konieczne są tutaj badania DNA. Ich wynik poznamy na przełomie roku – opowiada dr Artur Różański

- Po 360 latach obrońcom Gołańczy zostanie oddany należyty szacunek – pokreślił Tomasz Stube, kierownik Biura i Biura Prasowego Wojewody Wielkopolskiego.  Przygotowania do pochówku trwały stosunkowo długo. Trudno było na miejscu - w Gołańczy – pozyskać stosowną informację. Tamtejszy Urząd Miasta i Gminy mało co wiedział, bo nie był głównym organizatorem pochówku. Odsyłano więc nas do urzędu wojewody.

Długo zastanawiano się nad  miejscem pochówku. Wykluczono cmentarz parafialny i  miejsce  przy zamku. Wreszcie zdecydowano się na teren przyległy do kościoła pobernardyńskiego, którego fundatorami byli Smoguleccy (...)

Podczas nierównej walki z nacierającymi wojskami szwedzkimi 3 maja 1656 roku obrońcy zamku w Gołańczy zostali pokonani. Ci, którzy nie polegli podczas obrony, zostali wymordowani tuż po zdobyciu zamku. Ciała 25 osób zostały bezładnie zrzucone do dołu wykopanego przez Szwedów na zamkowym przygródku. Wobec zupełnego zniszczenia Gołańczy i prawdopodobnej rzezi mieszkańców wiedza o miejscu ich pochówku zaginęła, choć w podaniu ludowym i literaturze pięknej zachowała się pamięć o bohaterskiej obronie(...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu Wągrowieckiego.

Obława na Pogromcę (2)

Teofila Żurka pochowano w bezimiennej mogile bez grobu, tuż przy jeziorze, na skraju tego wzgórza. Fot. Rafał Różak

Siedemdziesiąt lat temu podczas obławy pod Łopiennem zastrzelono TEOFILA ŻURKA ps. Pogromca, dowódcę jednego z najdłużej działających w Wielkopolsce antykomunistycznych partyzanckich oddziałów leśnych. Dzięki zebranym relacjom i archiwalnym dokumentom z Instytutu Pamięci Narodowej oraz Komendy Powiatowej Policji w Wągrowcu przybliżymy szczegóły tej akcji.

W obronie komunistycznej władzy, narzuconej po wojnie polskiemu społeczeństwu, niewątpliwie ogromną rolę odegrały organa bezpieczeństwa publicznego, tworzone pod ścisłym nadzorem sowieckiego NKWD.
Nie inaczej było w Wągrowcu, gdzie doradcą nowo powstającego urzędu, organizowanego po 20 lutego 1945 r. przez grupę operacyjną z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu, był Rosjanin st. leitnant Lebiediew.
Jednocześnie przystąpiono również do organizacji gminnych placówek Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie pracowało od dwóch do trzech funkcjonariuszy podległych bezpośrednio pod PUBP w Wągrowcu.

INFORMATORZY Z BEZPIEKI
Pierwsze po wojnie kadry zarówno Urzędów Bezpieczeństwa, jak i komisariatów Milicji Obywatelskiej, zalecano rekrutować ze środowisk robotniczych i biedniejszego chłopstwa, popierających nowy system polityczny. W rzeczywistości stanowiska te obsadzane były często przypadkowymi ludźmi, nie do końca lojalnymi wobec nowej władzy (...)

Broń znaleziona u Kazimierza Michalaka z Gorzewa. M.in. charakterystyczny rosyjski RKM Diegtierowa. Fot. Archiwum IPN-u

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 41 z 12 października 2016 r.

Obława na Pogromcę (1)

Broń używana przez Grupę Leśną „Pogromcy”, znaleziona u Mariana Piotrowiaka ps. Sowizdrzał z Wybranówka. Fot. Archiwum IPN

Tydzień temu, 28 września, minęła 70. rocznica śmierci TEOFILA ŻURKA ps. Pogromca, dowódcy jednego z najdłużej działających w Wielkopolsce antykomunistycznych oddziałów leśnych, którego pochowano w bezimiennej mogile na skraju jednego z gnieźnieńskich cmentarzy.

Aby zrozumieć motywy powojennej, konspiracyjnej działalności Teofila Żurka ps. Pogromca, musimy spojrzeć na ówczesne realia nieco szerzej. Pomogą  nam w tym ciekawe odezwy i modlitwa, dołączone do jego akt w Instytucie Pamięci Narodowej, pozyskane prawdopodobnie podczas jego rewizji osobistej w czasie zatrzymania w październiku 1945 r. Dokumenty te w pewnym sensie były dla niego przewodnikiem politycznym, a ich fragmenty warto przytoczyć: „Rodacy! Śledząc audycje radiowe i prasę całego świata słyszy się i czyta między wierszami, że sytuacja polityczna w Europie, a zwłaszcza w Polsce budzi pewien słuszny niepokój. Bogatsi doświadczeniem z roku 1939 nie bardzo wierzymy w te konferencje pokojowe, w pakty nieagresji, przyjaźni sąsiedzkiej itp.” (…)

Z POPARCIEM DLA MIKOŁAJCZYKA
Między dokumentami była też modlitwa o siły i wytrwanie w walce, w której przewija się fragment o „Braciach pomordowanych w lasach przez ruską czekę” – prawdopodobnie wykorzystywana podczas przysięgi, a także odezwa wydana w przededniu ludowego referendum, obnażająca kłamstwa i manipulacje komunistów oraz wzywająca do głosowania na Mikołajczyka, czyli w referendum zakreślenia „nie” przy pierwszym pytaniu dotyczącym propozycji zniesienia Senatu (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 40 z 5 października 2016 r.

 

Śladami Piastów

FOT. Konrad Szadkowski

W wirydarzu klasztoru ojców paulinów odbyła się konferencja pod nazwą „Weekend na Szlaku Piastowskim”, poprzedzająca szereg atrakcji historycznych, jakie czekają nas w sobotę i niedzielę w Wągrowcu i okolicach.

Poniedziałkowe spotkanie zapowiada cykl wydarzeń, które odbędą się w najbliższy weekend w Wągrowcu. „Po raz pierwszy w historii obiekty Szlaku Piastowskiego zjednoczone pod jedną banderą organizują święto szlaku” – czytamy na stronie organizatora. Na terenie kilkunastu miast i miejscowości, od Wągrowca po Kalisz i od Poznania po Włocławek, przewidzianych jest mnóstwo imprez tematycznych, mających na celu promocję miejsc związanych z początkiem państwa polskiego.
Na terenie naszego powiatu będzie można m.in. zwiedzić wągrowiecki klasztor z przewodnikiem, wziąć udział w wycieczce rowerowej na trasie Wągrowiec-Tarnowo Pałuckie-Łekno, obejrzeć pokaz grupy najemnej Sfora zatytułowany „Obóz Piastowskich Wojów na Wągrodzie” lub zwiedzić wieczorową porą najstarszy drewniany kościół w Polsce w Tarnowie Pałuckim (...)

FOT. Konrad Szadkowski

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 39 z 28 września 2016 r.

 

Harcerscy seniorzy pamiętają o Wrześniu 1939

Fot. Facebook_Sebastian_Chosiński

Z okazji 77. rocznicy dwóch niezwykle ważnych wydarzeń związanych z tragicznym Wrześniem 1939 roku przy grobowcu Keglów w Durowie odbyła się patriotyczna uroczystość harcerska.

Miejsce wybrano nieprzypadkowo – to tutaj wągrowieccy harcerze jesienią 1940 roku w obecności druha Feliksa Tylmana złożyli przysięgę, stając się już formalnie członkami konspiracyjnego harcerstwa (działających w ramach struktur wojskowych Polskiego Państwa Podziemnego i Szarych Szeregów).
W uroczystości wzięli udział starszyzna harcerska i seniorzy z kręgu „Damy Radę” im. druha Tylmana oraz młodzi spadkobiercy ich tradycji. Obecni byli także przedstawiciele władz: wygłaszający okolicznościowe przemówienie starosta wągrowiecki Tomasz Kranc, zastępca burmistrza miasta Bogdan Smykowski oraz reprezentująca wójta gminy Wągrowiec Dorota Ewertowska. Zaproszono również księdza prałata Andrzeja Rygielskiego, który na zakończenie spotkania, przed odśpiewaniem hymnu harcerskiego, zainicjował wspólną modlitwę „Ojcze nasz” oraz komendant Hufca ZHP hm. Krzysztof Wojtaszek.
Cel uroczystości – na zaproszenie druha komendanta hm. Jerzego Mianowskiego – przybliżył nauczyciel historii w I Liceum Ogólnokształcącym w Wągrowcu, Sebastian Chosiński, który opowiedział o okolicznościach radzieckiej agresji na Polskę (17 września 1939 roku) oraz powstania Polskiego Państwa Podziemnego i Szarych Szeregów (co miało miejsce dziesięć dni później, czyli 27 września) (...)

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 38 z 21 września 2016 r.

Godne miejsce spoczynku

Fot. Andrzej Wachowiak

Archeolodzy ARTUR RÓŻAŃSKI i TOMASZ OLSZACKI znają już miejsce pochówku obrońców gołanieckiego zamku.

Po setkach lat obrońcy zamku będą mieli swoje miejsce spoczynku. Archeolodzy po nawiązaniu współpracy z miastem i Radą Ochrony Miejsc Walk i Męczeństwa zdecydowali, aby uroczyście pochować obrońców. Teren przy klasztorze bernardynów jest właściwym miejscem. Uroczysty pochówek odbędzie się 7 listopada.
- W tym miejscu będzie pochówek i stanie pomnik. Będzie 25 niepełnowymiarowych trumien. Po pierwsze; miejsce uważam za właściwe, ponieważ kościół bernardynów został ufundowany przez rodzinę Smoguleckich, która między innymi jest pośród tych szczątków. A po drugie, jest to miejsce reprezentacyjne w Gołańczy do dokonania pochówku – tłumaczył Tomasz Olszacki.

POWRÓT DO KORZENI
Podczas prac przy klasztorze archeolodzy dość szczęśliwie trafili na jamy grobowe. W jednej z nich znaleziono ludzkie szczątki (...)

Fot. Andrzej Wachowiak

Więcej w środowym wydaniu Głosu nr 37 z 14 września 2016 r.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem