piątek, 20 września
18:53

Pierwsze dni okupacji

Wągrowiec i okolice w momencie wybuchu wojny znajdowały się w obszarze działania Grupy Armii „Północ” (Heeresgruppe Nord).

Grupa Armii Północ działała pod dowództwem gen. płk. Fedora von Bocka, w bezpośrednim działaniu 4. Armii gen. artylerii Günthera von Kluge, do której przydzielono na odcinku granicy wielkopolskiej jednostki należące do dwóch rejonów ochrony pogranicza (Grenzschutz – Abschnittskommando, 2 i 12). Na odcinek wągrowiecki zostały skierowane jednostki rejonu 2 z siedzibą w Wałczu, liczącego ok. 19 tysięcy żołnierzy niemieckich, na którego czele stał gen. por. Fritz Buchs. 6 września 1939 r. Wągrowiec został opanowany przez wojska niemieckie. Z kolei Wapno zostaje zajęte przez lądowe wojska Wehrmachtu, 7 września 1939 r.

TERROR OKUPANTA
Z momentem zajęcia powiatu wągrowieckiego przez Wehrmacht rozpoczęło się prześladowanie polskiej ludności. Zaczęto brać zakładników: z Gołańczy – 30, z Mieściska – 28, ze Skoków – 12, w Wągrowcu – 27. Z gminy Damasławek, do której należało wtedy Wapno – 18 osób. Wszystkich z terenu gmin Gołańcz i Damasławek wywieziono później do obozów koncentracyjnych (Edward Serwański – Wrzesień 1939 roku w Wielkopolsce, Poznań 1956).(...)

Wojenne tułaczki (cz.3)

Według oficjalnych niemieckich danych, do 31 października 1944 r. władze okupacyjne wysiedliły z Kraju Warty 435 167 Polaków oraz od 13 maja 1941 r. przesiedliły 194 428 osób narodowości polskiej. Ponadto wywiozły też celem zgermanizowania 17 299 Polaków.

Cała rodzina Kamińskich, która przebywała w obozie przesiedleńczym w Łodzi, pochorowała się na biegunkę. Najmłodszy z rodziny Stefanek po dwóch dniach cierpień i męki zmarł 30 sierpnia 1940 r. Kamiński poszedł zameldować o tym w komendanturze lagru. Przyjechało auto, zabrali zwłoki Stefka na koc, włożyli je do auta i więcej już go rodzina nie widziała. Chcąc ratować resztę chorych dzieci, Kamiński poszedł do komendanta z prośbą o przyjęcie ich na izbę chorych. Ubłagał też lekarza, aby matka mogła przebywać tam z nimi. 31 sierpnia, po południu wyczytano ich grupę do odjazdu z obozu przejściowego w Łodzi. Wyruszyli z kolejnymi przygodami (Kamiński z żoną Bronisławą, ich dzieci: Irenka, Ferduś i Czesiu oraz ciotka). Przez Warszawę dotarli następnie do Lublina. Stamtąd zaś do Chełma Lubelskiego, by później dotrzeć już do Leśniczówki, która stała się ich miejscem zesłania na lata niemieckiej okupacji. Jan Kamiński zmarł na wysiedleniu i został pochowany w Chełmie Lubelskim, reszta rodziny powróciła zaś po wojnie do Stołężyna.
Rodzin im podobnych z naszego terenu, wywiezionych w czasie wojny, było zdecydowanie więcej. Zdarzały się również wysiedlenia poza wspomnianymi już na wstępie 3 etapami wysiedleń, tj. majem, sierpniem i październikiem 1940 r. Przykładem tego może być transport wysiedlonych rodzin do Generalnego Gubernatorstwa z 24 lutego 1941 r., w którym znalazła się między innymi sześcio osobowa rodzina Haliny Lipińskiej oraz niezidentyfikowana dziewięcio osobowa rodzina, obie z Wapna. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.

Zapach wojny czuli wszyscy

Niemieccy naziści stworzyli ideologię wyższości „rasy aryjskiej”, czyli „rasy panów” . Według niej Niemcy mieli być jedynymi przedstawicielem idealnej i czystej białej rasy, która przetrwa wszystkie niedoskonałości cywilizacji.

Tej tezie podporządkowane były ówczesne badania. Jako że największe i najbogatsze ośrodki badawcze znajdowały się w Berlinie, propaganda niemiecka szybko podjęła temat Ariów i promowała przekonanie, że byli nimi Germanie, a Niemcy są rasą najszlachetniejszą. Inne nacje nie liczyły się w hierarchii, na której dnie byli Żydzi. Naziści zaczerpnęli do tej ideologii starożytny symbol Ariów, swastykę. Już w 1920 r. została ona godłem NSDAP. Była to niemiecka partia nazistowska, która zastąpiła istniejącą w latach 1919 -1920 Niemiecką Partię Robotników, aby w latach 1933–1945 sprawować już w Niemczech absolutnie totalitarną władzę. Swastyka została później symbolem III Rzeszy.

ZAPLANOWANE
Agresja na Polskę w 1939 r. była konsekwencją planowanych przygotowań prowadzonych przez III Rzeszę i jej przywódcę Adolfa Hitlera. Przewidywały one zdobycie nowej przestrzeni życiowej we wschodniej Europie sięgającej aż po Ural i stopniowe skolonizowanie ich poprzez zasiedlenie ich rozproszonymi po całym świecie niemieckimi emigrantami.
Nie była to koncepcja nowa. Już za czasów cesarza Wilhelma II (1859 – 1941) powstał tzw. Plan Schlieffena, zakładający walkę na dwa fronty: szybkie podbicie Francji, a następnie przerzucenie wojsk na front wschodni i pokonanie Rosji, zanim zakończy ona mobilizację wojsk. Klęska w I wojnie światowej zniweczyła te plany, a Wilhelma II zmusiła do abdykacji. Hitlera nie zatrzymał już jednak nikt. Pierwszą ofiarą miała być Polska i aby uzasadnić agresję wobec niej, Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Berlinie wydało pod koniec 1939 r. „Niemiecką Białą Księgę”, która zawierała 482 sfingowane dokumenty mające stanowić nieodparty dowód na to, że odpowiedzialność za wybuch wojny 1 września 1939 r. spada wyłącznie na Polskę. Zaprzeczeniem tej tezy są już jednak słowa wypowiedziane przez Hitlera do generałów 22 sierpnia 1939 r. w Obersalzbergu: „Każę kilku kompaniom w polskich mundurach urządzić napad na Górnym Śląsku lub w Protektoracie. Jest mi obojętne czy świat w to uwierzy. Świat wierzy tylko w sukces”.

TUŻ PRZED POŻOGĄ
Piątek, 1 września 1939 r., 244 dzień roku. Zanim Niemcy napadli na Polskę, wiele działo się nawet w maleńkim Wapnie. Toczyły się tam ostre dyskusje i polemiki na temat sytuacji w kraju. Każdy był świadomy obserwując, jak uaktywniają się miejscowi Niemcy w pobliskim Żarczynie (stanowili tam 90 proc. mieszkańców) i Dziewierzewie (ok. 60 proc. społeczności), że wojna wisi w powietrzu. Okazało się później, że w Dziewierzewie, oddalonym o 3 km od Wapna, były 2 nadajniki, przez które miejscowi Niemcy utrzymywali kontakty ze swoimi pobratymcami z przygranicznych terenów (granica polsko - niemiecka znajdowała się wtedy w Ujściu na rzece Noteć). W maju 1939 r. prezes miejscowego „Sokoła” sztygar Sebastian Kaczor wysyła pismo do Powiatowego Komendanta Przysposobienia Wojskowego, domagając się utworzenia na terenie kopalni oddziałów PW. W piśmie w kategorycznym tonie przytacza przykłady odbywania się zajęć ze strzelania przez członków niemieckich organizacji Deutsche Vereinigung i Jungdeutsche Partei. Być może to pismo zaszkodziło później jemu najbardziej, bo po wkroczeniu Niemców był jednym z pierwszych Polaków, który został 8 grudnia 1939 r. wysiedlony z Wapna wraz z rodziną w okolice Krakowa. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 28 SIERPNIA 2019 R.

Wojenne tułaczki z przymusu (cz.2)

Dalsza część historii przymusowych wysiedleń mieszkańców naszego powiatu do Generalnej Guberni w okresie II wojny światowej.

Sierpniowy okres wysiedleń w 1940 r. obrazuje w jakimś stopniu pamiętnik wspomnianego w pierwszym odcinku Jana Kamińskiego ze Stołężyna, w którym opisuje on wojenne losy swojej rodziny, wysiedlonej w sierpniu 1940 r. do Generalnego Gubernatorstwa (miejscowość Leśniczówka w pow. Chełm Lubelski). Kamiński mieszkał przed II wojną światową w Stołężynie pod nr 24. Sekretarzował tamtejszemu kółku rolniczemu, którego prezesem był Antoni Dutkiewicz. W oparciu o wspomniany pamiętnik kreślę tu dalsze losy rodziny Kamińskich. Brak możliwości pełnego sczytania jego treści spowodował, że jest to umowna forma przekazu, która jednak w żaden sposób nie wypacza jego treści i tego, co działo się podczas wysiedlania rodziny.

WYGNANI Z DOMU
20 sierpnia 1940 r. około godziny 3.30 w nocy do drzwi Kamińskich zastukała policja niemiecka. Weszło dwóch policjantów, z których jeden po sprawdzeniu dokumentów (ausweisu) oznajmia, iż mają się ubrać, wyjść na pole, bo pojadą do Łodzi. Kamiński ubiera na siebie trzy marynarki, pakuje też do worka co lepsze rzeczy. Gdy chce włożyć do worka również pierzynę, policjant na to nie zezwala. Zatem wkłada tylko poduszkę. Żona, która też zdążyła się już ubrać, budzi dzieci. Starsza Irenka pyta się: dokąd pojadą? Mały Czesiu, który ma dopiero rok i 7 miesięcy, płacze. W kołysce leży jeszcze mały Stefanek, który ma dopiero 7 miesięcy. Nadjechało ciężarowe auto. Wsiadają doń też inni wysiedlani sąsiedzi: Karnikowscy, Juszczakowie, Kędziorowie, Pastorowie, Motyki, Sporki, Dutkiewicz Antoni (jego brat Edward wraz z rodziną Wróblewskich został przesiedlony do Werkowa) i Pawliccy. Później do tej grupy dołączono jeszcze rodzinę Sikorów). Jadą w stronę Wapna. Kamiński widzi, że jeden z policjantów jedzie na jego prawie nowym rowerze, który zabrał z ich domu. Dojeżdżają do Damasławka. Auto zjechało w kierunku placu, gdzie dawniej odstawiano świnie. Tam wszyscy wychodzą z samochodu. Jest tam już kilka okolicznych rodzin, lecz nadal przywożeni są inni. Trwa to aż do godziny 19. Wreszcie ich odliczono i poprowadzono kompanią w kierunku stacji. Załadowano ich do pociągu, który wyruszył do Wągrowca. Tam dopięto jeszcze kilka wagonów wypełnionych wysiedlanymi rodzinami i pociąg ruszył w kierunku Poznania. Stamtąd zaś jadą do Ostrowa Wlkp., gdzie są 21 sierpnia, około piątej rano. Wkrótce wyruszają, kierując się na północ, przez co niektórzy myślą, iż wiozą ich na roboty do Niemiec. Jednak pociąg znów skręcił na wschód w kierunku słońca, które świeciło wtedy jasno, bo dzień był pogodny. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 34 Z 21 SIERPNIA 2019 R.

Wojenne tułaczki z przymusu

Po opanowaniu Wielkopolski głównym celem niemieckiej polityki narodowościowej miało być wysiedlenie jej rdzennych mieszkańców i zastąpienie ich „Niemcami etnicznymi”.

Mieli tu zamieszkać obywatele głównie z krajów nadbałtyckich (Estonia, Litwa, Łotwa), nazywani umownie Baltendeutsche. Znalazła się tu jednak również ludność niemiecka z Besarabii, północnej Bukowiny i Dobrudży.

PRIORYTET
Jak ważne dla Hitlera było zasiedlenie Wielkopolski, na obszarze której 26 października 1939 r. utworzono Okręg Rzeszy Poznań (Reichsgau Posen), przemianowany 29 stycznia 1940 r. na Kraj Warty (Reichsgau Wartheland), pokazuje fakt, iż na liczbę 641 485 wszystkich osiedlonych do 1944 r. Niemców w Polsce, ci osiedleni w Kraju Warty stanowili ponad 85 proc. Już 7 października 1939 r. Hitler mianował Heinricha Himmlera komisarzem Rzeszy do umacniania niemczyzny na zdobytych terenach i upoważnił do konfiskaty polskiego i żydowskiego mienia. Ukazało się zarządzenie Hitlera o gospodarce przestrzennej nowych obszarów osadniczych (Gestalung neuer Siedlungsgebiete). Dalszą już tego konsekwencją były wysiedlenia ludności polskiej.
Źródeł wysiedleń Polaków z terenu Pałuk dopatrywałbym się już w decyzjach mocarstw, które zapadły po zakończeniu I wojny światowej. Znaczna część Niemców czuła się upokorzona narzuconymi przez wielkie mocarstwa decyzjami, które obok utraty przez nich ziem byłego zaboru pruskiego, które weszły w skład II Rzeczypospolitej, nakazywały im też przyjęcie polskiego obywatelstwa i wspieranie polskiego państwa. Próbowali zmienić istniejący stan rzeczy poprzez nieustanne kwestionowanie postanowień Traktatu Wersalskiego. Angażowali się również we wszelaką działalność organizacji nacjonalistycznych. Omamieni zaś przez Hitlera wizją budowy Wielkiej Rzeszy Niemieckiej poparli jego rewizjonistyczną politykę, która zakładała zniszczenie Polski.
Po agresji na Polskę, wskutek rozbioru jej ziem prze III Rzeszę i ZSRR na mocy ich układu o przyjaźni i granicach, zawartego 28 września 1939 r., dekretem Hitlera z 8 października 1939 r. Pałuki (tereny wokół Żnina, czy też Wągrowca) zostały wcielone do Kraju Warty (Warthegau). Okupant niemiecki przy pomocy brutalnych metod przystąpił na tych terenach do realizacji swej polityki narodowościowej, której jednym z elementów było wysiedlenie ludności polskiej. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 33 Z 14 SIERPNIA 2019 R.

Oni bronili powiatu w 1939 r. (cz.2)

W powietrzu czuć było jednak zapach zbliżającej się szybkimi krokami wojny. Dowództwo 26 Skierniewickiej Dywizji Piechoty, broniącej powiatu wągrowieckiego, zajęło 10 lipca 1939 r. kwatery w szkole w miejscowości Wapno Nowe, lokując tam swój sztab.

W pierwszym odcinku przedstawiłem krótko działania wojskowe w dwóch poprzedzających wybuch wojny miesiącach. W tej publikacji skupię się wyłącznie na pierwszych dniach II wojny światowej.

W OCZEKIWANIU
1 września 1939 r. o świcie umiejscowienie ugrupowań wojskowych 26 Dywizji Piechoty na odcinku „Wągrowiec” było następujące: 37 pp (bez 3.batalionu), z czego 1 batalion 37 pp na stanowiskach na południe od Wągrowca aż do Lechlina. 2 batalion 37 pp zamykał przejścia miedzy jeziorami na północ od Wągrowca aż do Laskownicy Wielkiej. Batalion Obrony Narodowej „Wągrowiec” bronił Wągrowca, a 1 dywizjon 26 pal stanowił wsparcie ogniowe, głównie na rzecz batalionu Obrony Narodowej. (więcej w środowym numerze nr 32 z 7 sierpnia 2019)

Oni bronili naszego powiatu

Zbliża się kolejna, 80. już rocznica wybuchu II wojny światowej. Ci, którzy ją przeżyli, odchodzą coraz liczniej na wieczną wartę. Młode pokolenie, jakby nie do końca świadome tragedii, która dotknęła ich poprzedników, zapomina.

Lipowe drzewa w tamte lipcowe dni rozkwitły bujnie. W powietrzu czuć było jednak zapach zbliżającej się szybkimi krokami wojny. Dowództwo 26 Skierniewickiej Dywizji Piechoty, broniącej powiatu wągrowieckiego, zajęło 10 lipca 1939 r. kwatery w szkole w miejscowości Wapno Nowe, lokując tam sztab.
Swego czasu poznałem osoby tworzące Stowarzyszenie Tradycji 26 Skierniewickiej Dywizji Piechoty, która w okresie zbliżającej się inwazji wojsk niemieckich na nasz kraj osłaniała tereny, na których dziś zamieszkuje lokalna społeczność. Poczyniona wtedy znajomość z prezesem stowarzyszenia Janem Czubatką, wiceprezesem Andrzejem Krysiakiem, skarbnikiem stowarzyszenia Andrzejem Paradowskim oraz Piotrem Paradowskim, dowódcą Grupy Rekonstrukcji Historycznej w stowarzyszeniu zaowocowała tym, że do posiadanej już wiedzy na temat działań tejże dywizji w naszym regionie mogłem dołożyć kolejne cegiełki. Pozwoliły one ułożyć w logiczną całość obraz działań jednostek wchodzących w skład dywizji na naszych terenach w okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej oraz w pierwszych jej dniach.
TAKIE BYŁY FAKTY
26 Dywizja Piechoty została zorganizowana w 1921 r. w ramach przechodzenia Wojska Polskiego na okres pokojowy i związaną z tym jego reorganizacją. Podstawę stanowił rozkaz Ministra Spraw Wojskowych z 22 sierpnia 1921 r. W myśl tego rozkazu kraj został podzielony na 10 Okręgów Korpusów i 105 Komend Okręgów Uzupełnień. Dowództwo i sztab 26 Dywizji Piechoty oraz pododdziały dywizyjne umieszczono w Skierniewicach. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 31 Z 31 LIPCA 2019 R.

Ucieczka na szafot (cz. 2)

Przedstawiamy historię ostatnich momentów życia skazanych na śmierć przez ścięcie górników z Wapna.

Józef Kubisz,
19 września 1942 r. odpisuje synowi: Kochany Synu. List pisany przez Ciebie 18.VIII dziś dopiero odebralim. Był on wprawdzie ciosem dla nas, lecz że to jest wojna więc i to przewidywaliśmy. Co robić? Czy do Ciebie przyjade? Czy władza dadzą zezwolenie? Starać się będziemy i to zaraz. Jeżeli Bóg nie zdoła odjąć tego kieliszka goryczy odnas, więc niech się stanie wola jego. Miej Boga w sercu, myśmy są wszyscy myślą z Tobą i błagać będziemy Boga o tą łaskę powrotu twego do nas. W mocy Boga jest wszystko. Bądź zdrów Synu Kochany jesteśmy wszyscy zdrowi. Żegnaj, do widzenia.Twój Ojciec Józef Kubisz.
Konigsdamm, więzienie położone w dzielnicy Berlina, zwanej Charlottenburgiem. To tutaj zlokalizowana jest Niemiecka Opera i Stadion Olimpijski. Z więzienia położonego w tej niby przepełnionej duchem pokoju i empirycznego uniesienia dzielnicy Berlina słał też listy Florian Mazur. 23 września 1942 r, a więc w pierwszy dzień kalendarzowej jesieni, donosił rodzinie o jesieni swojego życia: Kochana Matko, donoszę Wam, że spotkało mnie nieszczęście. Otóż dnia dwunastego sierpnia, zostałem skazany na Śmierć przez Sąd Narodowy w Berlinie. Otóż nie rozpaczajcie, mój koniec życia widocznie takie miał przeznaczenie. Chętnie wróciłbym się z Wami widzieć i Was pożegnać, lecz to już nic teraz nie mogę. Proszę mi wybaczyć wszelkie zgryzoty, które mieliście przeze mnie. Później chciałem Wam być pomocnym i Wam dopomóc na starość, ale stało się, widocznie takie moje przeznaczenie. Nie spodziewałem się takiej strasznej Śmierci. Pisałem o ułaskawienie do(...) ale nie wiem, czy mi uwzględni. Teraz ślę Wam ostatni uścisk. Kochana Matko, Siostro, Bracia i Bratowe z kochanymi dziećmi. Nie miejcie urazy do nieszczęśnika, swego Wujaszka że Was tak wszystkich opuściłem. Teraz zrozumiałem, jak przykro jest rozstać się i umrzeć z dala od Kochanej Rodziny. Szanujcie się i wspomagajcie. Bądźcie szczęśliwsi ode mnie. Proszę pożegnać ode mnie życzliwych mi Przyjaciół. Jeszcze raz ściskam Was z dala. Kochane Rodzeństwo, Bądźcie o mnie dobrej myśli, zawsze szedłem uczciwą drogą. Zostańcie z Bogiem, niech Dzieci Michałek, Kaziu i Stasiu zmówią za mnie pacierz, jak przyjdzie dzień zaduszny. Żegnam Was, Bądźcie szczęśliwi. Żegnam moi Kochani. Matko Kochana. Żegnam Cię. Twój Syn, Wasz Brat i Wujaszek Florian. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 30 Z 24 LIPCA 2019 R.

Ucieczka na szafot (cz.1)

Górnicy z Wapna wywiezieni na roboty do Niemiec nawiązali współpracę z ruchem oporu. Zaplanowano ucieczkę. Przygotowywało się do niej 4 górników, jeden w ostatniej chwili zrezygnował.

Przy pomocy łączniczki z podziemnej organizacji uciekło trzech: Mieczysław Kubisz, Florian Mazur, Alojzy Nowakowski. Zostali jednak zatrzymani na granicy szwajcarsko – niemieckiej przez policję szwajcarską i wydani Niemcom. Sąd Narodowy w Berlinie skazał całą trójkę na śmierć, przez ścięcie.

BURZLIWE LOSY
Mietek, Florek i Aloś to byli chłopcy z jednej ulicy, z jednego „fyrtla”. To były swoje, podolińskie chłopaki. Mieli zaledwie po 20 - 30 kilka lat. Chcieli kochać, zakładać rodziny i pracować spokojnie w kopalni soli - tak jak ich ojcowie.
Wybuch wojny 1 września 1939 r. spowodował, że kopalnia soli dostała się w ręce najeźdźcy. Powracający z ucieczki, wypuszczeni z obozów jenieckich górnicy początkowo nie mieli gdzie pracować. Kopalnia stała unieruchomiona na skutek akcji sabotażowej górników, którzy w pierwszych dniach wojny rozmontowali maszynę wyciągową, zabierając i wywożąc do Łodzi tzw. maszynę Schonfedla. Kopalnia ruszyła dopiero w styczniu 1940 r. Górnicy do tego czasu pracowali w okolicznych majątkach ziemskich przy zbiorze ziemniaków i buraków.
Początkowo zatrudnienie w kopalni było stosunkowo niskie, rozpoczął się jednak jego sukcesywny wzrost. Spowodowane to było zwiększeniem popytu na sól. Jednakże rotacja górników sięgała 20 proc. załogi. Spowodowane to było polityką okupanta, polegającą na systematycznym wywozie górników na roboty przymusowe w głąb Rzeszy, jak również wysyłaniem pracowników kopalni do kopania umocnień obronnych, tzw. „Einsatz”. Dochodziło ponadto do przesiedleń ludności, jak również prób zastępowania polskich górników niemieckimi. Zatrudniano też kobiety, a pod koniec wojny nawet więźniów.

WYWÓZKI
W latach 1940 – 1944 na roboty w głąb Niemiec wywieziono ok. 80 osób, co stanowiło 1/3 całej załogi. Z prac tych nie powróciło w wyniku śmierci 9. górników. Władze niemieckie rozpoczęły masowe deportowanie pracowników kopalni na roboty przymusowe pod koniec sierpnia 1941 r. Pierwszy taki wyjazd był karą za niesubordynację w pracy. Niemcy zażądali transportowania wózka o ładowności 1 tony przez jednego pracownika. Górnicy, stwierdziwszy że to ponad ich siły, odmówili. Dwunastu opornych wywieziono do pracy w podziemnej kopalni węgla brunatnego Osternienburg Deutsche Solvaywerke koło Dessau. Z tej grupy, po zakończeniu wojny wszyscy powrócili do kraju. Gorzej było już z kolejną grupą 18. mężczyzn, wywiezionych również w roku 1941 do miejscowości Westeregel, gdzie pracowali w zakładach „Chemische Werke”. Zatrudniono ich przy produkcji kwasu solnego i sody. Z tej grupy, na skutek złego odżywiania oraz pracy w bardzo trudnych warunkach, zmarło 5. górników: Józef Grzeszczak, Wojciech Jakubiak, Stanisław Malicki, Andrzej Przybylski oraz Stanisław Wronecki.
Następną grupę, liczącą 19 osób, wysłano w drugiej połowie 1941 r. do pracy w kamieniołomach w Kreuzburgu. W grupie tej byli wspomniani już na wstępie: Mieczysław Kubisz, Florian Mazur, Alojzy Nowakowski. Przebywali tam również inni górnicy z Wapna: Kazimierz Otto, który zmarł w wyniku wycieńczenia, jak również Bogdan Szefler i Franciszek Będzitko. Ze względu na powiązania rodzinne dość dokładnie tamte fakty opisał swego czasu w dodatku do czasopisma: Gromada - Rolnik Polski z 11 września 1949 r. Stanisław Mazur, poseł na Sejm 1952 – 1956, wywodzący się z Podolina: „Praca przebiegała w trudnych warunkach. Górnicy nawiązali współpracę z ruchem oporu. Trudno ustalić, co to była za organizacja i jakie miała powiązania polityczne. Zaplanowano ucieczkę... Przygotowywało się do niej 4. górników, jeden w ostatniej chwili zrezygnował. Uciekło razem trzech, przy pomocy łączniczki z podziemnej organizacji”. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 29 Z 17 LIPCA 2019 R.

Tajemnica wydziału W - 2

 

430 metrów pod ziemią znajdował się V poziom Kopalni Soli w Wapnie. Z tym właśnie miejscem wiąże się największa tajemnica Wapna i tutejszej kopalni soli.

 

Tajemnica, o której cokolwiek wiedzą dziś już tylko nieliczni i to tylko fragmentarycznie. Jej zdobycie i to zaledwie w tym kształcie, kosztowało mnie wiele trudu. Choć brzmi to niczym bajka, jednak wydarzyło się naprawdę.

 

TAJEMNICA PAŃSTWOWA
Poziom V rozpoczęli eksploatować Niemcy w 1940 roku. Był czas wojny i okupacji. Historia, którą chcę tu opowiedzieć, wiąże się zaś z Rosjanami i dotyczy okresu powojennego. Co prawda, dopiero 14 maja 1955 r. został formalnie podpisany w Warszawie tzw. Układ Warszawski. Sankcjonował on istniejące od czasu drugiej wojny światowej podporządkowanie państw i ich armii ZSRR. Przygotowania do zawarcia układu trwały jednak już znacznie szybciej. Były owiane wielką tajemnicą, której rąbek związany z Wapnem i z tutejszą kopalnią, zdecydowałem się dziś uchylić.

 

Był rok 1951. Kopalnia Soli w Wapnie była w owym czasie pod nadzorem Zarządu Przemysłu Solnego, po przejściu tam spod kurateli Polskiego Monopolu Solnego. Była też już w owym czasie samodzielnym przedsiębiorstwem państwowym. Piszę o tym nie bez kozery, gdyż sprawa W – 2, tajemniczego wydziału prowadzącego inwestycje w Wapnie, nie miała żadnych związków ani z Zarządem Przemysłu Solnego, ani też z kopalnią jako ich pomysłodawcami. Prowadził tę inwestycję Departament Inwestycji przy Ministerstwie Górnictwa pod nadzorem Rosjan.

 

Zatrudnianie pracowników administracyjnych obsługujących budowę W-2 odbywało się zazwyczaj przy użyciu poufnej korespondencji, za pośrednictwem Centrali Produktów Naftowych, której zarząd przedsiębiorstwa mieścił się w Warszawie przy ulicy Rakowieckiej 39. Inwestycja zakładała przystosowanie komór solnych znajdujących się na V poziomie Kopalni Soli w Wapnie do magazynowania benzyny lotniczej, dla wspólnych wojsk przyszłego Układu Warszawskiego. Podobny pomysł miał dotyczyć ponoć również Kopalni Soli w Wieliczce.

 

KTO ZA TYM STAŁ?
Z ramienia wspomnianego Departamentu Inwestycji formalny nadzór nad inwestycją w Wapnie sprawował niejaki płk Gwiazda, który był wtedy często widywany w Wapnie. Zostaje utworzona oddzielna dyrekcja W – 2. Dyrektorem tajemniczego wydziału zostaje inż. Jan Panasiewicz, w roku 1951 główny elektromechanik i kierownik techniczny wapieńskiej kopalni. Znalazła tutaj zatrudnienie również grupka miejscowych Polaków. Przykładowo, z kopalni soli 15 lipca 1952 r. oddelegowano służbowo Irenę Nowak, która pracowała w tajnej kancelarii tegoż wydziału, prowadząc dokumentację wchodzącej i wychodzącej korespondencji. Prace związane z dokumentacją finansową nadzorował Jan Sapek, zaś prace pomocnicze związane z działalnością W-2 wykonywała także Stefania Szczublewska. Osobistym kierowcą pułkownika Gwiazdy był Florian Kaniewski, późniejszy sygnalista w kopalni. Ich częste wspólne wyjazdy do Warszawy miały niekiedy humorystyczne zabarwienie, ponieważ ulubionym zajęciem zwierzchnika w czasie jazdy do stolicy było polowanie na zające, które pojawiały się na drodze w smugach reflektorów samochodu. Obawiając się tragedii, Kaniewski zrezygnował z pracy w tym wydziale.

 

W owym czasie częstymi gośćmi w Wapnie byli polscy inżynierowie: Marian Kloc, Bosacki oraz Alfred Daniec. Z dyskusji między nimi wynikało, iż my, Polacy, przy tej inwestycji nie mieliśmy nic do gadania. Musieliśmy wykonywać tylko odgórne dyrektywy. Przystąpiono równolegle do szeregu prac: budowy nasypu kolejowego w kierunku stołężyńskiej „Babiony” (wzniesienie liczące 113,6 m n.p.m.), skąd miała być „bita” pochylnia tzw. upadowa, sięgająca V poziomu kopalni. Przystąpiono też do budowy stołówki dla kilkuset osób, mających obsługiwać magazyny oraz budowy miejsc noclegowych dla nich. Zakładano, że będą to głównie więźniowie odbywający wieloletnie kary.

 

A wracając do budowy nasypu kolejowego w kierunku „Babiony”, w momencie zaprzestania tej inwestycji (1953 r.) nasyp był już wykonany do wieży ciśnień. Szedł on od torów głównych w Wapnie, zaczynając się za istniejącą tam kiedyś nastawnią, omijał następnie teren starej stodoły polnej i szedł w kierunku wieży ciśnień, przy której rozstawione były już na nasypie podkłady i rozpoczęto kładzenie torów. Tam, gdzie był ogród zakładu rolnego, wykarczowano wszystkie drzewa, zniwelowano teren i składowano podkłady. Przy tych pracach zaangażowani byli m.in: Bronisław Nowakowski, Władysław Hałas, Oskar Prech oraz Zbigniew Marynowski. Zdarzało się, iż pracowały tam również panie, jak chociażby mieszkanka Stołężyna Stanisława Bejma. Z latami, po zaprzestaniu tej inwestycji nasyp kolejowy został w Wapnie zrównany. (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 28 Z 10 LIPCA 2019 R.

Teatry grały w Wapnie

Dla wielu wydaje się niepojętym, że w niewielkim Wapnie mogły funkcjonować równocześnie dwa zespoły teatralne.

Zwłaszcza dziś, gdy w większości wiejskich środowisk kultura totalnie leży, taka sytuacja musi wywoływać zainteresowanie, później zaś podziw, a jeszcze za chwilę musi paść sakramentalne pytanie - jak to było możliwe?
Czasy istnienia w Wapnie kopalni soli były okresem rodzenia się różnorakich inicjatyw, z których ta o założeniu w Wapnie teatru nie była wcale odosobnioną. Był przecież po wojnie w Wapnie: basen pływacki, kino i szkoła średnia. Dlaczego nie miałoby być i teatru? Jak to wszystko zaczęło się? Pierwszy młodzieżowy zespół amatorski powstał w Wapnie w 1950 r. i grupował młodzież szkolną. Pierwsze sztuki - bajki, w oparciu o kukiełki wykonywane przez pracownika kopalni Łagodę reżyserował wtedy naczelnik stacji PKP w Wapnie Bolesław Pilarski, któremu pomagał Leon Żakowski, opiekun młodzieży szkolnej z ramienia kopalni. Wystawiono w owym teatrze bajki: „Miała babuleńka kozła rogatego” czy też „Przygody Plastusia”. Żakowski uczył się od niego trudnej sztuki aktorskiej oraz reżyserki, kiedy ten reżyserował wszystkie pierwsze powojenne sztuki teatralne. Były to przeważnie komedie („Baśka”), chociaż zdarzały się dzieła bardziej ambitne, jak rzecz o czasach okupacji pod tytułem „Michał”. W zespole teatralnym występowali wówczas m.in: Bolesław Pilarski, Wojciech Piechówka, Leon Żakowski, Henryk Piasecki, Marian Powałowski, Janina Wieczorek czy też Leokadia Wronecka.
W 1953 roku, po wyjeździe Pilarskiego z Wapna, samodzielne już kierownictwo nad zespołem objął Leon Żakowski. Wystawiano wtedy poważniejsze już sztuki: „Bosman z bajki”, „Kanarek”, czy też „Nie igra się z miłością”. Próby zespołu wobec braku sali odbywały się w pomieszczeniach biurowych kopalni soli, często również w mieszkaniach prywatnych, a spektakle wystawiano w szkole. Dopiero oddanie w 1957 r. Domu Górnika, w którym była też zlokalizowana scena, stworzyło komfort pracy teatralnej. Pierwsze sztuki w nowych pomieszczeniach reżyserował oczywiście L. Żakowski, który sam bywał w nich aktorem. Miał duże wsparcie w osobie kapelmistrza orkiestry górniczej, Zbigniewa Dudka, który był kierownikiem muzycznym zespołu oraz Hieronima Szulczewskiego, który wspólnie z zespołem teatralnym wykonywał całość dekoracji scenicznych. Kostiumy to była zaś zazwyczaj domena żony reżysera, Elfrydy Żakowskiej, której pomagały też niekiedy panie Dudkowa i Rzenska. Oprawę techniczną gwarantowali bracia Zbigniew i Jacek Bubaczowie przy wsparciu Zbigniewa Szopińskiego. Początkowo suflerem była Urszula Bubacz, z czasem i w tę rolę wcielił się Żakowski. To nie były łatwe czasy, aby realizować swoje pasje sceniczne. Aby przemieścić się do innych miejscowości, a sztuki były wtedy wystawiane w: Żninie, Kcyni, Chodzieży, Mieścisku czy też Szubinie i wielu innych miejscowościach, trzeba było przewieźć tam zarówno dekoracje sceniczne, jak i zespół teatralny. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 26 Z 26 CZERWCA 2019 R.

Walczył o wolną Polskę, harcerstwo i młodych

W piątek 14 czerwca pożegnaliśmy Wiktora Matczyńskiego: harcerza, miłośnika żeglarstwa, żołnierza Szarych Szeregów, marynarza, wychowawcę młodzieży i lokalnego patriotę.

Kiedy kondukt żałobny z prochami zmarłego 9 czerwca br. Wiktora Matczyńskiego dotarł spod bramy cmentarza nowofarnego na miejsce wiecznego spoczynku, zawyły miejskie syreny. Nie było to wyreżyserowane, mistrz ceremonii odczekał chwilę ze swoją przemową, a ja miałem wrażenie, że to miasto zawodzi po stracie kolejnego zacnego wągrowczanina. Człowieka, który ukochał Wągrowiec i związał z nim całe swoje życie.

Kiedy syreny umilkły...
Córka zmarłego Hanna Matczyńska wspominała: -  Dziewięć miesięcy temu, żegnając tutaj moją mamę, zacytowałam Stanisława Barańczaka: “Stoimy na lotnym piasku który mierzy nasz czas.”
Dzisiaj żegnam naszego Ojca. Naszego Tatę. Bohatera naszych najwcześniejszych, rozmytych wspomnień. Tatę, który nas nosił. Tatę, który nam śpiewał. Dziś znowu jestem jego Hanią i trudno mi zrozumieć, że Taty już nie ma. Że jego gromki głos nie zaśpiewa już harcerskich piosenek, że nie pracuje właśnie gdzieś daleko w ogrodzie, że nie przyniesie nam kosza jabłek i orzechów.
Dziś żegnamy Wiktora Matczyńskiego, przedstawiciela wspaniałego pokolenia lat 20-tych, które odchodzi. Żegnamy harcerza, oddanego przez całe swe życie idei polskiego harcerstwa, kultywującego jego przedwojenne tradycje i stwarzającego nowe. Żegnamy harcmistrza, który wykształcił wiele pokoleń harcerzy naszego regionu. Zaledwie kilka tygodni temu ojciec pytał mnie, czy mam gotowy mój mundur, dziś żegnają go wągrowieccy harcerze.
Do urny z jego prochami złożono harcerską lilijkę Szarych Szeregów. Żegnamy dzisiaj żołnierza Szarych Szeregów, weterana walk o niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej, porucznika rezerwy, marynarza. Żegnamy patriotę, któremu dzieciństwo zabrała wojna; który nastoletnie lata spędził walcząc o Polskę. Misją swego życia uczynił więc pracę na rzecz młodych obywateli Polski, rozumiejąc konieczność edukacji o historii, wolności, demokracji i jej kruchości w obliczu nacjonalizmu. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 25 Z 19 CZERWCA 2019 R.

Tradycja rzecz ważna

W czerwcu w powiecie wągrowieckim, jak każdego roku, wierni tradycji swych przodków członkowie i sympatycy ruchu ludowego przyłączyli się do krajowych obchodów Święta Ludowego.

W tym roku świętowano w gminach: Gołańcz (Czeszewo, Chawłodno), Wapno (Wapno, Stołężyn) i gminie Wągrowiec (w Kobylcu), razem z lokalnymi samorządowcami i mieszkańcami. Począwszy od 9 czerwca - niedzielnych Zielonych Świątek, które przypadają w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego - w tych miejscowościach odbyły się msze święte i spotkania przy kawie, na których m.in. wspominano historię Święta Ludowego. W niektórych wsiach także jest podtrzymywana tradycja objazdu pól.
Święto Ludowe - „...to jedno z najpiękniejszych świąt polskich, wyrosłe z tradycji narodowej, ludowej i chrześcijańskiej. Dla ludności wiejskiej, od pradawnych czasów Święto Zesłania Ducha Świętego, nazywane Zielonymi Świątkami, było uroczyście obchodzone. Tego dnia kościół, wszystkie domy i podwórza ozdabiano gałązkami lub drzewami brzozy, jesionu czy świerka. Podłogi i ziemię posypywano zielonym tatarakiem, świerczyną i kwiatami...” – pisze dr Janusz Gmitruk, dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego (Zielony Sztandar”, czerwiec 2019).

GŁĘBOKIE KORZENIE
Niegdyś było to przede wszystkim święto rolników cieszących się z wiosny. Niosąc obraz Matki Boskiej obchodzili oni granice swych pól i uroczyście śpiewali. Warto tu dodać, że przed stu laty ludność wiejska stanowiła około 3/4 ogółu społeczeństwa II Rzeczypospolitej.
Święto sięga korzeniami początków ruchu ludowego, wyrastając z chłopskiego czynu zbrojnego kosynierów Tadeusza Kościuszki pod Racławicami w 1794 roku. To w Galicji w 1903 roku zrodziła się myśl ustanowienia obchodów Święta Ludowego. A 30 maja Rada Naczelna PSL podjęła uchwałę, że każdego roku obchody mają odbywać się 4 - kwietnia w rocznicę bitwy pod Racławicami lub najbliższą niedzielę po 4 kwietnia, gdy ten dzień będzie powszedni. Pierwsze obchody miały charakter patriotyczny i przebiegały pod hasłem „Żywią i bronią”. Sprzyjały budzeniu ducha narodowego wśród galicyjskich chłopów, do poczucia własnej godności i siły do walki o sprawiedliwość społeczną z wszelkimi przeżytkami feudalizmu. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 24 Z 12 CZERWCA 2019 R.

Z asesora chłop, bankier, a przede wszystkim patriota

ZYGMUNT WILKOŃSKI był prekursorem pracy organicznej na Kujawach i obrońcą polskości.

Zygmunt Wilkoński, to doktor praw, ziemianin, współzałożyciel Towarzystwa Pożyczkowego (późniejszego Banku Ludowego) i Młyna Parowego „Grabski, Wilkoński i S-ka”, założyciel Solanek w Inowrocławiu oraz współzałożyciel Cukrowni „Kujawy” w Janikowie. Twórca obowiązującej do dziś metody ustalania cen w rolnictwie według cen zboża.

KORZENIE
Wilkońscy wywodzą się od Czechów lub Morawian, którzy w XII w. przybyli do Polski i osiedlili się w Wielkopolsce. Stanisław, który był wtedy rycerzem Odrowążem, w 1393 r. ożenił się w Wilkoniczkach z córką jednego z ostatnich Awdańców. Od tego momentu był już Stanisławem Wilkońskim, a Wilkoniczki z czasem stały się Wilkonicami, siedzibą rodu Wilkońskich. Miejscowość leży koło Gostynia, w okolicy Krobi. Po śmierci Stanisława właścicielem Wilkonic w 1427 r., został Deresław Wilkoński. Następne pokolenia Wilkońskich również osiedlały się na terenach Wielkopolski.
Zygmunt Wilkoński urodził się 20 maja 1832 r. w Stołężynie. Był synem Floriana, właściciela Wapna, który kupił je około 1820 r. od wojewody gnieźnieńskiego Józefa Radzymińskiego. Od niego też Florian wykupił w 1829 r. Stołężyn. Przez kolejne pokolenia Wilkońskich hasło „Wapno” było kluczem, który otwierał rodowe wrota. Był jednym z sześciorga dzieci Floriana i Marianny: Heleny i Stefanii, Kazimierza, Zygmunta, Bolesława i Władysława. Na chrzcie otrzymał imiona: Zygmunt, Nepomucen. Do 10. roku życia nauki pobierał w domu rodzinnym w Stołężynie. Uczył się łaciny, języka niemieckiego, arytmetyki, geografii. Po zdaniu 1 października 1842 r. egzaminów wstępnych, rozpoczął naukę w Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Po dwóch latach został przeniesiony do Gimnazjum im. Fryderyka Wilhelma, gdzie uczył się do 1851 r. Maturę zdał w królewsko – katolickim gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu. Ktoś zauważy z miejsca, iż edukacja gimnazjalna trwała dość długo. Spowodowane to było jednak słabym zdrowiem Zygmunta i dłuższymi też przez to przerwami w nauce.
Po zdaniu egzaminu dojrzałości odbył studia prawnicze na uniwersytetach: we Wrocławiu, Heidelbergu, Berlinie i ponownie we Wrocławiu. Tam też 27 czerwca 1856 r. zdał egzamin państwowy, broniąc pracę doktorską i otrzymał tytuł doktora prawa: rzymskiego i kanonicznego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 19 Z 8 MAJA 2019 R.

Mazura droga z Piekła do Nieba

STANISŁAW MAZUR (1897 – 1964) należał do elitarnego grona ośmiu osób, nagrodzonych po raz pierwszy w Polsce Orderem Budowniczych Polski Ludowej.

Jest 11 września 1949 r. Na Psim Polu pod Wrocławiem odbywają się Ogólnopolskie Dożynki. Ich gospodarzem, jakżeżby inaczej, jest ówczesny prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bolesław Bierut. Na trybunie honorowej zasiadają m.in: premier Józef Cyrankiewicz oraz Marszałek Polski Michał Rola - Żymierski. Kiedy rusza 50-tysięczny pochód (wg Polskiej Kroniki Filmowej z tego czasu nawet stu tysięczny) delegacji chłopów i młodzieży wiejskiej, na jego czele kroczy człowiek, znany wszystkim ówczesnym mieszkańcom gminy Wapno. Jest nim Stanisław Mazur, były żołnierz w armii niemieckiej czasu I wojny światowej, uczestnik zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. W tamtym czasie sołtys gromady Podolin, który już niedługo później, bo 26 października 1952 r., zostaje wybrany posłem do Sejmu PRL jako kandydat z okręgu gnieźnieńskiego. Cóż takiego wydarzyło się w życiu Stanisława Mazura, że to właśnie jego sylwetkę widzimy na czele tak licznego pochodu ludzi obchodzących krajowe Święto Plonów na podwrocławskim Psim Polu?

MISTRZ BURAKA CUKROWEGO
Zanim tak się stało, wybrano go Mistrzem Urodzajów. Sprawa była w Polsce nagłośniona niezwykle mocno. Stanisław Mazur wziął udział w 1948 r. w ogólnopolskiej akcji współzawodnictwa pod hasłem „Najwyższy plon buraka cukrowego”. Centralny Komitet Akcji Plantacyjnej Buraka Cukrowego w Warszawie wyróżnił go w kwietniu 1949 r. jako czołowego plantatora tegoż buraka w Polsce, który uzyskał jako członek Stowarzyszenia Plantatorów przy Cukrowni Żnin na swojej plantacji w Podolinie plon 568,33 kwintala buraka cukrowego z 1 ha. W niedzielę, 23 sierpnia 1949 r. ukazuje się czasopismo Gromada, zaś na okładce widnieje postać Stanisława Mazura. Wewnątrz znajdujemy też dwustronicowy artykuł na temat życia jego i rodziny oraz o jego miłości do koni. Dowiadujemy się o ogierze Wichrze i klaczy Mazurce, którą utracił w 1939 r., a szczęśliwie odzyskał po wojnie i która wydała na świat siedem źrebiąt do czasu wojny i jeszcze jedno po wojnie, które nazwał Wichrem II. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 17 Z 24 KWIETNIA 2019 R.

Wojciech Kubanek – „polski król”

Dziś chcę przybliżyć, a być może odkryć też na nowo, postać znamienitego księgarza, żarliwego patrioty, propagatora regionalnej prasy, drukarza i wydawcy WOJCIECHA KUBANKA, rodem z Wapienka.

W 1907 roku był współorganizatorem strajku polskich dzieci w gołanieckiej szkole. Za to i podobne działania zyskał on sobie od Niemców przezwisko „Polnischer König” (polski król)
Wapienko to dawny folwark dworski, który znajduje się dziś administracyjnie w granicach Wapna. Jeszcze w 1910 roku, na co wskazuje mapa Wielkiego Księstwa Poznańskiego, był on samodzielnym tworem, podobnym innym w okolicy: Wilkonicy czy też Kernerowa. Folwark Wapienko powstał najpewniej w połowie XIX w.

POCZĄTKI
Jego pierwszym właścicielem był Antoni Wilkoński, syn Władysława Wilkońskiego. Z kolei ojcem Władysława był Florian Wilkoński, który od 1820 r. był właścicielem Wapna, w którym w 1828 r. uruchomił kopalnię gipsu, a w 1829 r. został właścicielem Stołężyna. Antoni Wilkoński folwark Wapienko przekazał 20 kwietnia 1870 r. synowi Władysławowi, zastrzegając dla siebie dożywotnią rentę roczną w kwocie 600 talarów. Zmarł w Wiśniewku koło Łekna, 22 maja 1879 r. i został pochowany w Czeszewie, natomiast jego żona Roksana z Sulerzyskich umarła 10 listopada 1873 r. w Wapienku i została pochowana w Srebrnogórze (dzisiejsza Srebrna Góra).
Kubankowie byli zapewne jedną z wielu rodzin, które pracowały w tym folwarku. Gdy wybuchła wojna francusko – pruska (1870/1871), wielu z majątkowych wyrobników zostało wcielonych do armii pruskiej. Ci, którzy przeżyli i powrócili z wojny w swoje rodzinne strony, otrzymali włókę ziemi (ok.16 ha) na własność. Stawali się zatem gospodarzami całą gębą. Jednak początkowo musieli jeszcze przez 2 dni w tygodniu pracować u właściciela folwarku, zaś resztę już u siebie. Oprócz Kazimierza Kubanka, ojca Wojciecha, ziemię otrzymali wówczas również: Knachowie, Lorenccy czy też Derezińscy. Folwark liczący ponad 100 ha stał się z czasem własnością rodziny Łubieńskich. W 1905 r. ów folwark liczył 7 domów z 52. osobami. Władysław Łubieński sprzedał Wapienko, 10 maja 1907 r. Michałowi i Katarzynie z Szymczaków Saganowskim za 179.000 marek. Od Saganowskich wykupili go następnie Ziarniak i Brzeziński. Z kolei od tych nabyła go w 1912 r., przybyła w te strony z Januszkowa k. Żnina, rodzina Jachów, Antoni i Franciszka z d. Cieślak.
Wojciech Kubanek – senior, w odróżnieniu od syna, także Wojciecha (r. 1902), urodził się w Wapienku 1 kwietnia 1865 r. Jego rodzicami byli Kazimierz i Katarzyna z Cholewińskich Kubanek. Wojciech posiadał liczne rodzeństwo, które z czasem pozakładało rodziny i gospodarzyło na swoim w pobliskich miejscowościach. I tak, bracia: Józef (w Łukowie), Jan (w Smuszewie – Madera), Franciszek (w Turzy). Tylko Andrzej pozostał na ojcowiźnie w Wapienku, zaś kolejny brat Kazimierz zajął się najpewniej handlem w pobliskiej Kcyni, o czym zaświadcza wzmianka w Pałuczaninie z 30 maja 1930 r., informująca o chęci sprzedaży kamienic przez niego, tj. jednej ze składem rzeźnickim za 30.000 zł oraz drugiej w dobrym położeniu do handlu za 32.000 zł. Jedyna siostra Maria, wyszła za mąż za Zielińskiego z Kujawek. Zaś Wojciech, bohater reportażu, po ukończeniu szkoły powszechnej zajął się początkowo drobnym handlem na jarmarkach i odpustach, kolportując dewocjonalia i literaturę ludową. W poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi wywędrował, aż do Wtelna k. Bydgoszczy. Krótko przed trzydziestką żeni się z Marianną Bączkowską, z którą doczekał się sześciorga dzieci. Najstarszy syn Marcin urodził się we Wtelnie (zginął w czasie I wojny światowej, służąc w wojsku niemieckim). We Wtelnie urodzili się również: drugi syn Stefan (1895 r.) oraz jedyna córka Bronisława (1897 r.). Kolejne dzieci – synowie rodzili się już w Gołańczy, dokąd rodzina Wojciecha Kubanka przeniosła się najpewniej ok. 1899 r. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 16 Z 17 KWIETNIA 2019 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem