Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies. Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany
ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z
Polityką Prywatności.

Baner WZ w Wgrowcu - czerwiec 2014 - 1000x100 pikseli
tobacamp
Ostatni taki zdun
czwartek, 18 sierpnia 2011 10:27

zdun

RYSZARD KOTECKI już ponad pół wieku zajmuje się stawianiem pieców. Wspomina, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zawód zduna wykonywało w Wągrowcu ponad piętnaście osób. Teraz pozostał tylko on.

Kim jest zdun? Na to pytanie wiele osób, a szczególnie ludzie młodzi, nie zna odpowiedzi. Zdun to osoba, która zawodowo zajmuje się budowaniem i naprawianiem pieców kaflowych, zarówno pokojowych, jak i kuchennych. Prócz umiejętności, każdy zdun musi znać przepisy bezpieczeństwa. Źle zrobiony piec może spowodować zaczadzenie mieszkańców lub pożar.
Dawniej piece były bardzo popularne, a do pierwszej wojny światowej stawiano je tylko z cegły. Na droższe i bardziej eleganckie piece kaflowe mogli pozwolić sobie właściciele ziemscy oraz bogaci mieszkańcy miast i wsi. Natomiast po drugiej wojnie światowej piece kaflowe były głównym źródłem ciepła w większości polskich domów.


ZDUN PRZEZ PRZYPADEK
Ryszard Kotecki już ponad 57 lat jest zdunem. Dlaczego wybrał taki zawód? Jako szesnastoletni chłopiec, pragnął zostać stolarzem. Jednak na nabór w szkole zawodowej na tę specjalizację trzeba było czekać pół roku. Ojciec poprosił go, by przez ten czas podjął naukę w zakładzie, w którym budowano piece kaflowe. Pan Kotecki wspomina, że ta praca bardzo mu się spodobała, poczuł do niej powołanie. Zapomniał o zawodzie stolarza i postanowił kontynuować naukę, by w przyszłości zostać zdunem.
Zawodu uczył się prawie osiem lat. Zdał egzamin na czeladnika, a później na mistrza. Egzaminy te polegały na stawianiu pieca, czyli na jego budowie. Po zdobyciu uprawnień pan Kotecki rozpoczął pracę w zakładzie w Poznaniu. Tam stawiał piece w nowych blokach i domach jednorodzinnych. Kiedy piece były już prawie we wszystkich domostwach, pan Kotecki zajął się przestawianiem pieców, czyli ich naprawą.
W wolnym czasie pan Ryszard zaczął nauczać swojego fachu. Jego uczniami byli między innymi synowie zduna. Obecnie pracują za granicą. W Szwecji i Norwegii, gdzie osiedli, ogrzewanie mieszkań piecami nie jest tak popularne. Dlatego musieli nauczyć się również budowania kominków, co nie wchodzi już w kompetencje zduna.

NA EMERYTURZE
W styczniu 1996 roku pan Kotecki przeszedł na emeryturę i otworzył własną działalność. W pracy pomaga mu zięć, którego nauczył fachu. Mimo mniejszego zainteresowania ogrzewaniem mieszkań piecami, pan Ryszard na brak pracy nie narzeka. Zdarza się, że zleceń jest bardzo dużo, dlatego rzemieślnik często zabiera ze sobą pomocników. On wykonuje najważniejsze i najtrudniejsze prace, natomiast pomocnicy zajmują się cięższymi zadaniami, na przykład podają kafle, wiadra z gliną.
Teraz pan Kotecki głównie naprawia piece. Dostaje jednak coraz więcej zleceń na budowę pieców, wykładanych ozdobnymi kaflami, w zabytkowych i rekreacyjnych dworkach. Wyglądem mają one przypominać barwne piece znajdujące się na przykład w Zamku Królewskim na Wawelu.
Jak długo stawia się piec? - Budowa nowego pieca zajmuje około dwóch dni, a naprawa kilka godzin. Piec buduje się z kafli połączonych specjalnymi stalowymi drutami, które później spaja się gliną - opowiada pan Ryszard. Jest to w całości praca ręczna. Kiedyś nawet glinę pan Kotecki mieszał ręcznie. Teraz ma specjalne mieszadło do gliny.
Pan Ryszard mówi, że nie potrafi żyć bez stawiania pieców. Mimo iż ma już ponad 70 lat, nadal pracuje.
- Nie wyobrażam sobie ciągłego siedzenia w domu - śmieje się. Cieszy się, że może wykonywać zawód przynoszący mu zadowalające zarobki i spełnienie.
Obecnie ogrzewanie centralne zdobyło znaczną przewagę nad piecami, co powoduje, że zdunów jest coraz mniej. Szkoły zawodowe zaniechały kształcenia w tym kierunku. Młodzi kandydaci fachu mogą nauczyć się tylko w zakładach zduńskich, u mistrzów. Trudno przewidzieć, co stanie się z zawodem zduna. Czy pan Ryszard będzie miał wielu swoich następców, czy też wraz z ostatnim zdunem zawód zaniknie?

(Autor Paulina Łapacz, Fot. Paulina Łapacz)

[Więcej w papierowej wersji Głosu Wągrowieckiego dostępnej w sprzedaży od 17 sierpnia 2011r.]

 
(3 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)


Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Głos Wągrowiecki na Facebooku
Chcę usłyszeć słowo „mama”!
- Kiedyś usłyszałam, że jak już wiedziałam o chorobie córki, to powinnam pozwolić jej... Więcej…
Wyrwała się z piekła
- Pamiętam, że tego dnia przed snem stanęłam na balkonie i szepnęłam: „Boże, ja już nie... Więcej…
Woodstock w naszych sercach
Na 20. festiwalu pojawiło się ponad 750 tysiecy ludzi. Nie zabrakło również wągrowczan,... Więcej…
Sami sobie zagrażamy
Gorące dni zachęcają do korzystania z wypoczynku na plażach, ale czy wiemy, jak z nich... Więcej…
Copyright(c) 1998 - 2010 Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza Sp. z o.o. | All rights reserved